Na pewno kojarzycie zapach gotowanego kalafiora na klatce schodowej. W moim bloku znajomy smród rozchodzi się co najmniej dwa razy w tygodniu. Wystarczy, że chociaż jedna osoba zdecyduje się na warzywo do obiadu, wszyscy musimy cierpieć. O odorze, którego nie możemy pozbyć się przez pokolenia, opowiada Anna Urbańczyk w swoim pełnometrażowym debiucie fabularnym „Kalafior przeznaczenia”, pokazywanym na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
„Wesoły kalafior” – nad wejściem do osiedlowego warzywniaka widnieje pastelowy szyld. Pracującej w nim Ani (Maja Michnacka) wcale nie jest jednak do śmiechu. Lękliwa i zakompleksiona dziewczyna, córka właścicielki, rzuciła studia na ASP, żeby pomóc w prowadzeniu sklepu. Mopuje podłogi, rozkłada dostawy, znosi drwiny i głośne żucie gumy swojej pomocnicy i każdego dnia wydaje jej się, że za chwilę umrze. Mama współczesnego Kopciuszka (Gabriela Muskała) to kobieta narcystyczna, skrajnie nieszczęśliwa, dbająca o to, by wraz z nią cierpiała cała rodzina. Patrząc na zdrowie psychiczne jej córki, wiele w tym zakresie osiągnęła. W sklepie zjawia się na gotowe, w tapirze i panterze, i już od progu poniża swoją córkę. Krytykuje zaradność, życie seksualne, umiejętności. W chwili rozpaczy, do stłamszonej dziewczyny, głosem Adama Woronowicza, przemawia porzucony na zapleczu kalafior. Warzywo knuje zemstę doskonałą, która uwolni Anią od toksycznych rodziców i wymierzy sprawiedliwość.
Kadr z filmu „Kalafior przeznaczenia” (Fot. materiały prasowe)
Kalafiorowy mózg operacyjny jest dosadny i wulgarny, podjudza bohaterkę do tego, na co ma przemożną ochotę, ale sama nigdy by się nie zdecydowała. Rozlicza sąsiadki, które nie odpowiadają na „dzień dobry”, nazywa rzeczy po imieniu. Wypychanie ze strefy komfortu jest brutalne, przełomowe i bardzo potrzebne. Poszukiwanie satysfakcji okazuje się jednak zwodnicze. Odwet nie daje zaspokojenia, ale zapędza w kozi róg. Zamiast uwolnić się z cyklu przemocy, Ania sama zaczyna w nim aktywnie uczestniczyć.
Zgniły kalafior powinien wylądować w śmietniku. W swoim filmie Anna Urbańczyk pokazuje jednak, jak ciężko jest nam go wyrzucić. Zapach rozkładu towarzyszy kolejnym pokoleniom, które przekazują sobie to, co najgorsze. Ociekające śluzem przywary, śmierdzące traumy odziedziczone po swoich rodzicach zgodnie z przekonaniem: skoro nam było źle, niech następnym też będzie. Toksyny przemawiają do nas znajomym głosem i brzmią komfortowo. Ohydne, ale własne.
Kadr z filmu „Kalafior przeznaczenia” (Fot. materiały prasowe)
Debiutująca reżyserka nie tylko serwuje nam czarną komedię w duchu „Deerskin” (2019) Quentina Dupieuxa, ale również bezbłędnie punktuje to, co polskie. W dialogi wplata nienawistne teksty, które każda dziewczyna usłyszała kiedyś od mamy, babci, ciotki. Pokazuje osiedla wypełnione pustką i pielęgnowanym żalem. Klaustrofobiczne mieszkania pełne bezguścia i rozpaczy. Zgaszone kolory odziedziczonego postsocjalizmu, beże tapet, brązy boazerii, wszechobecną marność. Zagubienie młodszego pokolenia, które pragnie podążać własną drogą, ale brak mu odwagi, pomysłów i środków do życia. Starych, którzy wyżywają na młodych własne niepowodzenia. Wszyscy gotują się w chamskiej, kalafiorowej zupie. Absurdzie codzienności, gdzie każdy chce mieć rację, ale nikt jej mieć nie będzie.
Odważną wizję reżyserki, DNA polskiej rodziny, wspiera genialna obsada. Maja Michnacka ze zmarszczką wkomponowaną w czoło jest wcieleniem pielęgnowanego, dziewczyńskiego gniewu, Gabriela Muskała jako mamuśka z piekła rodem jest obłędnie kiczowatą królową gaslightingu. Sebastian Stankiewicz, w roli ojca, to perfekcyjny pantofel, gotowy poświęcić córkę, byle tylko nie narazić się żonie. Kreskówkowy Adam Woronowicz zapewnia bohaterce i widzom oczyszczającą gratyfikację. Tego kalafiora wielu Polaków chciałoby mieć po swojej stronie, przynajmniej dopóki nie zacznie cuchnąć. A tak naprawdę potrzebujemy, żeby ktoś w końcu otworzył okno, wpuścił tlen do zapyziałej klatki i porządnie przewietrzył.
Kadr z filmu „Kalafior przeznaczenia” (Fot. materiały prasowe)
„Kalafior przeznaczenia” bierze udział w Konkursie Perspektywy 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.