1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Jedni chcą dać mu Oscara, inni żałują każdej minuty seansu. Nowy film z Tomem Cruise’em zachwycił, oburzył i bezlitośnie podzielił widzów

Jedni chcą dać mu Oscara, inni żałują każdej minuty seansu. Nowy film z Tomem Cruise’em zachwycił, oburzył i bezlitośnie podzielił widzów

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
W filmie „Digger”, prawdopodobnie najbardziej radykalnym hollywoodzkim projekcie XXI w., Tom Cruise wciela się w najpotężniejszego człowieka na świecie – potentata naftowego, na którego platformie wiertniczej dochodzi do wycieku grożącego globalną tragedią. Bohater wyrusza więc na desperacką misję – w równym stopniu chaotyczną, co zabawną i absurdalną – aby ocalić świat i udowodnić, że jest zbawcą ludzkości, zanim katastrofa, którą sam wywołał, zniszczy wszystko. I chociaż kreacja Cruise’a zachwyciła niemal wszystkich (mówi się, że oscarową nominację aktor ma już w zasadzie w kieszeni), sam film wywołał w widzach mieszane uczucia. „Arcydzieło” – piszą entuzjaści, podczas gdy krytycy załamują ręce: „Katastrofa. Strata czasu i pieniędzy”. Kto ma rację?

„Digger” w reżyserii Alejandro González Iñárritu („Zjawa”, „Birdman”) trafił do kin rok po premierze „Jednej bitwy pod drugiej” Paula Thomasa Andersona. Przypadek? Nie sądzę – to pretendent do Oscara, ale i pretensjonalny eksperyment oraz prawdopodobnie najbardziej przerażająca czarna komedia XXI w. Satyra na Hollywood, politykę USA, kapitalizm, nawet satyra na satyrę, z metanarracją o sztuce, kapitalizmie, odpowiedzialności i stanie świata. Ciężko jednak pisać o fabule filmu bez wchodzenia w spoilery. Zdradzimy więc tylko tyle: film bawi się widzem, a widz filmem. To kino szalone na każdym poziomie, jakby ktoś złączył „Dr Strangelove” z „Birdmanem” i „Eddingtonem”. Reżyser ukazuje bowiem wizję apokalipsy w sposób przerażająco bliski rzeczywistości. Mówi o przyszłości, do której zmierzamy, ale też o sztuce jako formie manipulowania, a także o ludzkich instynktach, wygodnictwie i prawdach, które zmieniają się w zależności od punktu widzenia.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Efekt? „Digger” jest przede wszystkim zaskakujący, intrygujący i absolutnie nieprzewidywalny. Trudno jednoznacznie zakwalifikować go jako utopijny czy dystopijny, bo jego wizja nie wydaje się ani szczególnie odległa, ani całkowicie oderwana od rzeczywistości. I właśnie to może być w nim najbardziej niepokojące. Momentami film ociera się też o groteskę i przerysowanie, ale trudno powiedzieć, czy jest to przerysowanie samej rzeczywistości, czy raczej sposób pokazania mechanizmów, które już znamy.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Tom Cruise daje tu natomiast popis aktorski i tworzy jedną z najbardziej ikonicznych ról w swojej karierze, drastycznie odcinając się od wizerunku twardziela. W pozostałych rolach w filmie wystąpili natomiast równie znani i cenieni aktorzy, w tym m.in. Riz Ahmed, John Goodman, Michael Stuhlbarg, Jesse Plemons, Sandra Hüller i Emma D’Arcy. Bez dwóch zdań mamy więc do czynienia z kinem niepowtarzalnym: rozedrganym i karykaturalnym, bezczelnym i odważnym, na zmianę pociągającym i odrzucającym. A jak wiadomo, takie filmy częściej dzielą publiczność, niż ją łączą... Tak jest i tym razem.

Katastrofa czy oscarowe arcydzieło? „Digger” z Tomem Cruise’em podzielił widzów

„Widowiskowy, obrzydliwy, duszny, zatrważający, wciągający, przytłaczający, przeciągnięty, przekombinowany, hipnotyzujący, magnetyczny” – tak o filmie „Digger” najczęściej piszą widzowie w sieci. Nie wszyscy są jednak zachwyceni: „Poczułem się okradziony z czasu”; „Totalna przesada. Oferować taki film widzom to wstyd”.

„To produkcja brzydka, sztuczna, egoistyczna w swoim jednowymiarowym punkcie widzenia i polaryzująca społecznie pod przykrywką wysublimowanego stylu oraz szeroko pojętej definicji sztuki. Szkoda czasu i pieniędzy”; „Mega rozczarowanie”; „Prawie usnąłem z nudy” – dodają krytycy.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Wśród głosów niezadowolenia możemy znaleźć też zaskakująco dużo zachwytów:

„To być może ostatni tak wielki film nowej ery Hollywood. Chaotyczny, ryzykowny i na wskroś postmodernistyczny obraz naszych czasów”; „Jeden z najciekawszych i najlepszych filmów roku”; „Artystyczna jazda bez trzymanki”.

„Techniczny i aktorski majstersztyk”; „Odjechany absurd, który wymyka się schematom i co chwilę skręca w inną stronę”; „Niesamowicie aktualny na wielu poziomach, boleśnie przerysowany”; „Ogląda się to świetnie”; „To kino odważne, inteligentne i błyskotliwe”; „Czasem trzeba przywalić komuś łopatą w łeb, żeby się otrząsnął i ten film to robi. Wszystko jest bardzo dosłowne i przeszarżowane, ale o to chodzi”; „Przewrotny, wielowymiarowy, frapujący film z ciekawymi plot-twistami i znakomitą realizacją, a ironiczny finał to absolutne mistrzostwo” – takich komentarzy również nie brakuje.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Publiczności nie umknęła również kreacja Toma Cruise’a, która według wielu zasługuje na oscarową nominację, a także autorska wizja reżysera:

„Najlepsza rola Toma Cruise’a. Dajcie mu Oscara”; „Wielkiego reżysera można poznać po tym, że tworzy w 100% autorską wizję. Tu ewidentnie mamy z czymś takim do czynienia. Iñárritu wrócił do najwyższej formy”; „Dawno nie widziałem tak dużej świadomości twórczej i sprytnego wykorzystania konwencji”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Widzowie podkreślają również nierówny charakter filmu: „Gdy wsiądziesz do tego groteskowego wagonika i rozłożysz się wygodnie, zostajesz z niego wyrzucony prosto pod tory. Potem przez połowę seansu siedzisz jak pięciolatek obrażony obranym kierunkiem historii, by na samym końcu bać się wstać z miejsca”. Inni dodają:

„Kino oryginalne, ale bez pomysłu. Pierwszy akt wspaniały, jednak wraz z początkiem drugiego wchodzi wolta, która pozostawia niesmak do końca filmu, a po wyjściu z kina mieszane odczucia”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Są też tacy, którzy w trakcie filmu wielokrotnie zmieniali zdanie odnośnie tego, co dzieje się a ekranie, ale finalnie opuścili salę kinową usatysfakcjonowani: „Sinusoida, jeżeli chodzi o odczucia w trakcie filmu, ale ostatecznie na plus”; „Fascynujący bałagan. Film z 20 dobrymi pomysłami, na które przypada tyle samo nietrafionych, a na trzy dobre żarty przypada 20 nieśmiesznych, ale i tak nie mogłem oderwać wzroku”; „Minusy są tu dla mnie plusami”.

„Seans zaskakuje, zawodzi i zachwyca jednocześnie. Rozpada się wiele razy, ale Iñárritu z Cruisem ciągle go sklejają; „Niedoskonały film z potencjałem na niedocenionego klasyka”; „Momentami chciałem wyjść z kina, ale na koniec byłem zachwycony. Dawno żaden film nie wywołał we mnie tylu sprzecznych emocji”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jedno jest pewne: „Digger” to film, który zostaje w głowie i o którym chce się dyskutować. Dla fanów czarnego humoru będzie nie lada gratką, ale nie jest to kino dla każdego. My jak zwykle zachęcamy jednak, aby nie sugerować się opiniami innych i wybrać się do kina osobiście, aby wyrobić sobie własną – chyba, że macie niską tolerancję na dyskomfort, dziwność i filmową przesadę. Wtedy lepiej zostańcie w domu.

„Digger” można obejrzeć w kinach.

⋯

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE