fbpx

Joanna Okuniewska, czyli dziewczyna, której podcasty biją rekordy popularności

Joanna Okuniewska - zwykła dziewczyna, które podcastów słuchają miliony
Joanna Okuniewska - im więcej mówi się o tym, że coś nas gryzie, czegoś się wstydzimy, tym bardziej inni też mają odwagę o tym mówić. (Fot. Michalina Okręglicka, Instagram: @reykjavikphotographer)

Postawiła wszystko na jedną kartę – odeszła ze stabilnej pracy w korporacji, by pośród islandzkich białych nocy, zórz polarnych i kąpieli w gorących źródłach odnaleźć spokój. A w momencie życiowego dołka zaczęła nagrywać podcasty, które teraz biją rekordy popularności. Joanna Okuniewska – o szczerości, blaskach i cieniach tworzenia w Internecie oraz pisaniu swojej pierwszej książki.

Lubisz mówić o sobie?
Cały mój pierwszy podcast to mówienie o sobie, więc gdybym teraz powiedziała, że nie lubię, to zabrzmiałoby to głupio. Natomiast lubię mieć kontrolę nad tym co mówię – zwłaszcza w podcastach, bo mimo tego, że mówię o moich bliskich, przyjaciołach, rodzinie, to wiem, gdzie postawić granicę. Mam jednak wielki problem z mówieniem o rzeczach, które mi wychodzą, bo dorastałam w przekonaniu, że mi się po prostu nic nie udaje i się z tym pogodziłam. I teraz, kiedy moje podcasty osiągnęły popularność i ludziom się podobają, to jest to dla mnie coś zupełnie nowego. Jak ktoś mówi mi, że moje podcasty osiągnęły ogromny sukces, czy nazywa mnie „królową polskich podcastów”, to ja się nie umiem z tym pogodzić.

Gdy zaczęłam nagrywać podcasty miałam 25 lat, teraz mam 27 i jakoś nadal nie mogę uwierzyć w to, że robię to od dwóch lat – mam wrażenie, że od miesiąca. A prowadziłam już trzy podcasty, dwa swoje i jeden we współpracy z Showroom – takie luźne rozmowy z dziewczynami. Mój rozwój życiowy odbywa się teraz w kategorii podcastów i gadania.

Skąd zrodził się w tobie pomysł na pierwszy podcast, „Tu Okuniewska”, w którym z niezwykłą wnikliwością opowiadasz o tym, co siedzi głęboko w twojej głowie?
Podcast „Tu Okuniewska” powstał, gdy miałam depresję. W momencie, gdy przez dwa miesiące w ogólnie nie wychodziłam z domu, nie rozmawiałam z ludźmi. Chciałam wtedy uporządkować moje myśli, wyrzucić coś z siebie i potrzebowałam znaleźć sobie miejsce, w którym mogłabym to wszystko ulokować. Padło na podcast.

„Tu Okuniewska” to po prostu zbiór moich przemyśleń. Od początku traktowałam go jak pamiętnik i narzędzie terapeutyczne. Mówię w nim o sobie, o moich przeróżnych przemyśleniach, związanych przykładowo z posiadaniem beznadziejnej intuicji. Przytaczam w nim też pozytywne aspekty mojego życia, śmieszne historie, bo bardzo zależało mi na tym, żeby to wszystko udokumentować.

Dlaczego wybrałaś właśnie formę podcastu?
Sama nie słuchałam podcastów i to był także taki czas, gdy w Polsce nie było w ogóle podcastów lifestylowych. Jedna z moich znajomych obsesyjnie słuchała amerykańskich słuchowisk i próbowała mnie do nich zachęcić. Ja w ogóle nie rozumiałam ich fenomenu, ale spodobała mi się forma i dostępność. Zawsze lubiłam pisać, ale jednak wypowiedzenie moich myśli na głos dawało mi więcej. Gdy już postanowiłam, że będę nagrywać podcast, odkryłam jego kolejny plus – przy tworzeniu nie było żadnych zasad, nie musiałam się do niczego dostosowywać i mogłam go stworzyć według swoich przekonań, od początku do końca. Z racji tego, że to nie był najszczęśliwszy okres mojego życia, nie chciałam się także pokazywać. Dlatego siedzenie w domu, w dresach i mówienie do mikrofonu to było coś, dzięki czemu nie musiałam wychodzić ze swojej strefy komfortu.

I zaczęłaś opowiadać do mikrofonu historie ze swojego życia, bez zbędnego koloryzowania.
Wynikało to również z tego, że leżał mi na sercu fakt, że bardzo mało osób mówi w Internecie o tym, jak wygląda prawdziwe życie. Gdy siedziałam sama w domu i wydawało mi się, że jestem najsamotniejszą osobą we wszechświecie, w pełni zobaczyłam sztuczność w Internecie. Byłam wtedy przekonana, że nikt nie ma takich problemów i przemyśleń jak ja. A gdy to zwerbalizowałam w formie podcastu okazało się, że jest zupełnie inaczej. Mnóstwo osób myśli jak ja, ma dokładnie tak samo i czuje to samo. Założenie tego podcastu wynikało również z mojej potrzeby racjonalizowania rzeczywistości. Chyba także sama potrzebowałam tej racjonalizacji, żeby ludzie mi powiedzieli: „zgadzam się, mam podobnie”.

Prawdziwy sukces przyniósł ci drugi podcast, „Ja i moje przyjaciółki idiotki”.
To pomysł, który bardzo długo we mnie dojrzewał. Chciałam stworzyć coś dla osób, które się nieszczęśliwie zakochały i choć bardzo wierzyły w happy end, okazało się, że przyszło z tego tylko rozczarowanie i łzy. Kto z nas nie ma za sobą takiej historii? Pragnęłam wymyślić coś, co będzie można wysłać przyjaciółce zmagającej się z rozstaniem, czy toksycznym związkiem, dzięki któremu będzie mogła poczuć się ze swoim stanem normalnie. Narzędzie racjonalizujące uczucia. Szukałam potwierdzenia w świecie, że wszyscy tak naprawdę mamy podobne historie i cierpimy z podobnych powodów. A każdemu z nas zależy na tym samym – żeby ktoś nas lubił, akceptował, wspierał i żebyśmy mieli osobę, na której możemy polegać i którą możemy kochać. I rzeczywiście, słuchacze zaczęli to między sobą podawać, aż urosło to do skali ruchu, zjawiska, o którym po cichu marzyłam, ale jednak w ogóle się nie spodziewałam, że to osiągnie aż taką skalę, że ludzie na podstawie tych podcastów będą pisali prace doktorskie.

Drugi podcast, chociaż zupełnie inny, ale nadal opierający się o ten sam schemat – mówienie o życiu dokładnie tak, jakim jest. Czym, oprócz tej prawdziwości, kierujesz się tworząc podcasty?
Staram się przede wszystkim nikogo nie oceniać. Chcę, żeby moje podcasty były jak najbardziej inkluzywne, dostępne dla wszystkich. Bardzo cieszę się, że nie ma w nich żadnego progu wstępu, że musisz osiągnąć jakiś wiek, żeby się z tym utożsamiać – słuchają mnie zarówno 16-latki, jak i 65-latki.

Czy zgodzisz się moją z tezą, że po przeczytaniu tej rozmowy każdy rodzic nastolatka powinien zachęcić go do słuchania twoich podcastów?
Byłoby fajnie, choć nie wiem jaki jest do tego odpowiedni wiek, ponieważ zdarza mi się czasem przeklinać. Ale nie nadużywam takiego języka, staram się mówić poprawną polszczyzną i robię wszystko, żeby tworzyć przekaz dla inteligentnych ludzi. Faktycznie sądzę, że gdybym usłyszała niektóre rzeczy zawarte w tym podcaście będąc nastolatką, to być może łatwiej byłoby mi zrozumieć drugiego człowieka i miałabym potwierdzenie tego, że problemy, z którymi się mierzę, nie są tylko moimi problemami. To jednoczy i pokazuje pewien horyzont tego, że to co teraz wydaje się być końcem świata w perspektywie kilku lat jest śmieszną anegdotą. I żeby było jasne, ten podcast to nie jest poważny podcast psychologiczny, a raczej storytellingowy, składający się właśnie z anegdot pokazujących, że pewne uczucia przemijają.

Jednak niektórzy traktują cię jak terapeutkę.
Bardzo nie lubię tego określenia, bo uważam, że bycie terapeutą to jest ogromna odpowiedzialność, której ja nigdy nie chciałabym nieść. Nie mogę dawać rad, bo to przecież nie są moje kompetencje. Sama komuś płacę, żeby mnie terapeutyzował.

Joanna Okuniewska - zwykła dziewczyna, które podcastów słuchają miliony
(Fot. Michalina Okręglicka, Instagram: @reykjavikphotographer)

Co w tworzeniu podcastów sprawia ci najwięcej frajdy?
Przede wszystkim lubię rzeczy, które od razu dają efekt. Dlatego nie lubiłam pracy w reklamie, bo tam bardzo długo się na ten efekt czekało. Poświęcało się godziny, czasem nawet miesiące, na wymyślanie jakichś konceptów, później sprzedawanie ich klientom, oni po negocjacjach się na to zgadzali, a potem raptownie wycofywali budżet – ja po tych miesiącach czekania miałam poczucie zmarnowania swojej pracy. A tworzenie podcastów to błyskawiczna gratyfikacja, bo po reakcji słuchaczy od razu można poznać, czy to co zrobiłam jest fajne, czy nie. Teraz, przez to że zrobiłam tych podcastów godziny, nie cieszy mnie już sama praca nad nimi, przygotowywanie ich – bo to jednak jest sporo roboty, nagranie jednego odcinka wymaga ode mnie wielu przygotowań i to nie jest tak, że po prostu siadam przed mikrofonem i gadam. Natomiast cieszy mnie, że ja to po prostu kontynuuję, że tego nie porzuciłam i to sprawia mi dużą przyjemność. Zazwyczaj porzucałam swoje projekty, zainteresowania i pasje, bo bardzo szybko się nudzę.

Nie mam też w sobie pogoni za lajkami. Na Spotify nie ma możliwości zamieszczania komentarzy, na swoich portalach także wyłączyłam funkcję komentowania, nie czytam wiadomości prywatnych. To dla mojego zdrowia psychicznego. Można mi jedynie wysłać maila. Ale gdy docierają do mnie nawet te pojedyncze komentarze, że to co zrobiłam jest fajne, podoba się, pomaga albo przynajmniej poprawia humor – to ma dla mnie dużą wartość.

A co cię niepokoi?
Przede wszystkim to, że narzucam na siebie pewien rygor systematyczności, z którym bardzo ciężko mi jest się czasem zmierzyć. Niepokoi mnie też dodatkowe zainteresowanie ludzi moją osobą prywatnie. Rozumiem to, jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że tak się dzieje w momencie, gdy jest się autorem czegoś. Natomiast zawsze wolę czytać o tym co robię, niż o prywatnych opiniach ludzi na mój temat.

Role w twoim życiu się nieco odwróciły – z osoby, która kreowała treści reklamowe stałaś się tą, która może je reklamować. Jaki masz stosunek do współprac w Internecie?
Uważam, że każde działanie w Internecie niesie za sobą ogromną odpowiedzialność – za to, co komunikujesz, jakie wzorce pielęgnujesz, jakie wspierasz wartości. Dla mnie niedopuszczalne byłoby przyjąć współpracę z firmą, której nie lubię, której nie znam, nie sprawdziłam. Dlatego 98 proc. współprac odrzucam, bo czuję ogromną własność do tego co robię i wiem, że sygnuję to swoim nazwiskiem. Bałabym się usłyszeć, że podcasty przestały się dla mnie liczyć jako forma przekazu, a zaczęły być tylko formą zarabiania pieniędzy.

Mam też bardzo ścisłe reguły przyjmowania współprac, chodzi na przykład o nietestowanie na zwierzętach, wykorzystywanie jak najmniej plastiku, dobre traktowanie swoich pracowników. W ciągu ponad dwóch lat nagrywania zdarzyły mi się więc jedynie pojedyncze współprace, co kilka odcinków. Z mojej strony zawsze staram się, żeby jakość treści była wysoka, żeby reklama, do której się zobowiązałam, wymagała ode mnie pracy intelektualnej, czyli przygotowania ciekawego odcinka. Odrzucam wszystkie współprace opierające się jedynie o Instagram, bo czuję dużą wewnętrzną niezgodę, gdy widzę, że ludzie na Instagramie, wstawiając po prostu zdjęcia jakichś produktów, zarabiają więcej niż nauczyciele, czy lekarze. Nie mieści mi się to w głowie, uważam, że to jest nieuczciwe i nie chcę wspierać takiego świata. Jestem wierna tym zasadom od początku istnienia podcastów.

Twoje współprace są spójne z tobą i z tym, co robisz. Jesteś przykładem tego, że reklamę w Internecie można wykorzystać w sposób, z którego ludzie faktycznie dowiedzą się o istnieniu potrzebnych marek i produktów, coś z niej wyniosą.
Bardzo staram się to robić właśnie w taki sposób, chociaż dochodzą do mnie fale uczucia bycia frajerem. To jak walka serca z rozumiem. Czasem kusi mnie nawiązanie jakiejś współpracy, bo mogłabym się przecież łatwo wzbogacić. Ale wtedy chyba bym płakała codziennie przed lustrem, utrzymanie zaufania ludzi jest dla mnie bezcenne. Dlatego odrzucam prawie wszystkie propozycje.

I straciłabyś to, co w tobie najcenniejsze – autentyczność. Nie byłoby w Internecie tej Okuniewskiej, która jest teraz.
Tak, i wtedy też nikt by nie myślał, że Okuniewska jest po prostu spoko. Ja sama szukam autentyczności w Internecie i to jest coś, co chciałabym wspierać i pokazywać całą sobą, również w tej kwestii – że da się reklamować coś fajnego i robić to etycznie.

Myślisz, że ludzie szukają autentyczności w Internecie? Że powoli kończy się era idealnego życia rodem z Instagrama?
Niestety ta era się jeszcze nie skończyła i być może szybko się nie skończy. Wynika to z tego, że każdy z nas szuka zupełnie innych rzeczy w Internecie. Część ludzi szuka autentyczności i zwykłego życia, inni po prostu kontaktu z ludźmi, a część lubi oglądać ładne obrazki, na przykład ładnych elementów położonych na łóżku – książka i kubek herbaty – gdzie ja mam wrażenie, że lada chwila wskoczy kot i tę herbatę wyleje.

Z twojej autentyczności wynika również fakt, że odbiorcy traktują cię po prostu jak kumpelę.
Bo kiedy zaczyna się być szczerym, to inni ludzie też zaczynają być szczerzy. Im więcej mówi się o tym, że coś nas gryzie, czegoś się wstydzimy, tym bardziej inni też mają odwagę o tym mówić, bo nie są tymi jedynymi w sali, którzy przyznają, że siedzą na niewygodnym krześle. Bardzo męczące jest dzisiejszych czasach to, w jak wielu dziedzinach my musimy coś udawać.

Ja gdy nie mam nic do powiedzenia to nie nagrywam odcinka „zapchaj dziurę”. A mogłabym robić je codziennie, ale wtedy byłyby o niczym. I to też wynika z tej szczerości, bo gdy wprost mówisz, że dziś jesteś do dupy, to wtedy nikt od ciebie nic nie oczekuje. Bo dajesz ludziom sygnał, że jesteś taka jak oni i oni to w pełni rozumieją.

Joanna Okuniewska - zwykła dziewczyna, które podcastów słuchają miliony
(Fot. Michalina Okręglicka, Instagram: @reykjavikphotographer)

Teraz tę swoją szczerość planujesz wydać w formie książki.
Tak, to jest teraz mój największy projekt, nad którym intensywnie pracuję. Mimo wielu propozycji wydawniczych postanowiłam wydać ją sama – zatrudniłam jedynie kilku zdolnych freelancerów, którzy pomagają mi złożyć wszystko do kupy. Okładkę do mojej książki zaprojektuje Gosia Bieroza, która zaprojektowała również okładki moich podcastów. Planuję także wydać jej audiobooka.

I to będzie kawał książki, bo już teraz czyta się ją cztery godziny, a jestem dopiero w jednej trzeciej pisania. W dobie książek, w których bardziej liczą obrazki niż treść, jestem bardzo dumna z tego, że tego tekstu będzie dużo. To będzie jak 12 godzinny podcast!

Czego w książce będzie więcej, treści inspirowanych podcastem „Ja i moje przyjaciółki idiotki” czy „Tu Okuniewska”?
To będzie książka „idiotkowa”, taki „elementarz idiotkowania”. Jest podzielona na trzy części. Pierwsza dotyczy okresu zanim wejdziemy w związek, czyli na przykład szukanie kogoś, kto naklei nam plasterek na złamane serce, albo godzenie się na randki poniżej naszych oczekiwań tylko po to, żeby znaleźć miłość. To będą te wszystkie zjawiska, które są za krótkie na osobny podcast, ale są ciekawe w tym naszym „idiotkowym” świecie. Druga część to etap kiedy wchodzimy w związek, otwiera się przed nami rajski ogród i jesteśmy niesieni skrzydłami miłości. Natomiast trzecia część będzie mówiła o rozstaniach, czyli powyciągam wszystkie trupy z szafy, zdrady i różne inne dramaty. To będzie część z jednej strony bardzo humorystyczna, w stylu podcastu „Ja i moje przyjaciółki idiotki”, ale także poradnikowa. I tutaj pomoże mi współpraca z psychologami, bo udało mi się zachęcić do współpracy przy tej książce dwie świetne osoby – psycholożkę i edukatorkę seksualną, które pomogą mi odpowiedzialnie ugryźć temat seksu i zgody na niego oraz tego, jak mądrze wspierać bliską osobę, mierzącą się z rozstaniem. Bardzo cieszy mnie fakt, że udało mi się zagospodarować w książce przestrzeń na wiedzę ekspercką.

Czym kierujesz się podczas pisania książki?
Chcę napisać książkę, którą sama chciałabym dostać na takie momenty rozterek. Książkę, którą będzie można podarować komuś, kto ma za sobą trudny czas i nie mówić nic. Na takie momenty, gdy nie potrafimy wesprzeć drugiej osoby, chociaż bardzo byśmy chcieli, a jest nam ciężko przyjąć te jej trudne uczucia. Takie jakościowe wsparcie, które będzie można ofiarować swojej córce, przyjaciółce, dorastającemu synowi. Powiedzieć za pomocą tej książki: „myślę o tobie, wiem, że mierzysz się z czymś bardzo trudnym, a to jest coś, co może pomóc, albo przynajmniej poprawi ci humor”. Zupełnie tak jak moje podcasty.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>