fbpx

Joyce Carol Oates: Produkcja przemocy

Specjalizowanie się w jej dziełach, to koszmar każdego filologa. Przecież ona ma na swoim koncie jakieś 100 powieści i 500 opowiadań! – ostrzegał swoich studentów przed Joyce Carol Oates jeden z wykładowców krakowskiej anglistyki.
Liczba publikacji Oates została przez niego oczywiście zawyżona, ale – co ciekawe – nie o aż tak wiele. „Produktywność” jest wyróżnikiem tej pisarki: ona po prostu nie przestaje tworzyć. Od momentu swojego debiutu w 1963 roku, wydała już… prawie 60 powieści, 32 zbiory (!) opowiadań i 8 tomików poezji. – Ostatecznie ważne i tak będą tylko te książki, które ludzie zapamiętają. Niczym nadal młodzi twórcy piszemy ich więc mnóstwo zanim pojawi się to naprawdę ważne, mocne dzieło – mówi Oates.

Wdowa i kot

Na bostońskich targach książki zrzucała część winy na swojego kota. – Wiecie, jakie są koty perskie, jak się rządzą? Kiedy pracuję, moja kotka siada mi na kolanach. Często jest jej tam tak wygodnie, że później długo nie daje mi wstać od biurka. Piszę więc przez nią znacznie więcej niż bym chciała – żartuje Amerykanka. Czy jej w ogóle zdarzają się kryzysy twórcze? W ostatnich latach przede wszystkim jeden: po śmierci męża, z którym przeżyła wspólnie 47 lat.

– Nie mogłam wcale czytać, a tym bardziej pisać. Siedziałam tylko przed telewizorem do 4 nad ranem. Z pomocą przyszedł mi mój dziennik – wspomina Oates. – Notowanie w nim było jak łapanie powietrza przez wykręconą słomkę: niezbyt efektywne, ale pomagało przeżyć – dodaje. Te notatki złożyły się później na jej świetnie ocenianą, wyjątkową „Opowieść wdowy”. – Moje wspomnienia tego okresu nie miały być eleganckie. Są raczej upokarzające, pełne głupot. Trochę jak śmietniki z odpadającymi dnami.

Piękna i bestia

Trudno trafić na wywiad z Oates, w którym nie pada pytanie o przemoc w jej twórczości. Czemu jej bohaterom przytrafiają się tak straszne rzeczy? Czy to na pewno konieczne? – Pisarze nie piszą o przemocy, oni piszą o ludziach – tłumaczy uparcie, ale zawsze spokojnym głosem. – Pokazują kontekst, w którym coś się dzieje. Przystawiają lustro do świata. A świat jest miejscem pełnym przemocy. To dziwne, gdy pytają mnie o to w Berlinie lub Warszawie, miejscach gdzie ziemia nasiąknęła krwią. Jakbym to ja wymyśliła przemoc…

W swoich bogatych zbiorach pisarka zaliczyła też książkę o boksie, podobno jedną z najlepszych jaką o tym sporcie napisano. – Norman Mailer nazwał ją kiedyś „tak dobrą, że myślał, że sam ją napisał”. Był w tym momencie tak słodki ze swoim niewinnym egotyzmem – żartuje Oates. Dzięki pracy nad „O boksie”, Amerykanka poznała bliżej – czym pochwalić może się niewielu twórców – m.in. Mike’a Tysona. (Uczył ją, że boks nie jest sportem, ale walką gladiatorów, pojedynkiem na śmierć i życie). Do dziś są dobrymi znajomymi. Drobniutka, delikatna pisareczka i bestia.

Żebraczka i królowa

Zdaje się, że do historii może przejść jednak jej „znajomość” z inną ikoną popkultury. Mowa o Marilyn Monroe, której życie zostało przez Oates literacko przetworzone w powieści „Blondynka”. – Na mojej ścianie zawisły zdjęcia Normy Jean Baker. Długo patrzyłam na to zrobione, gdy miała 17 lat, była jeszcze niewinna i słodka. Chciałam pokazać jej drogę stamtąd, do obrazu Warhola, tej okrutnej metafory masowej produkcji. Zrozumieć historię ‚żebraczki, która musiała grać rolę królowej’ i to ją zniszczyło – tłumaczy autorka.

Oates od wielu lat wychowuje też nowe pokolenia pisarzy w Princeton. Uwielbia to, nawet jeśli, jak z ironią opowiada, młodzi twórcy ciągle popełniają ten sam błąd. – Nie przeczytali w życiu aż tak wiele więc myślą, że robią właśnie coś nowego. Lubię ten entuzjazm, ale tylko czekam na kogoś, kto napisze na moich zajęciach powieść o białym wielorybie, sądząc, że wpadł na to jako pierwszy…

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze