Olafur Eliasson – cudotwórca

"Your Spiral View" (2002). ten ośmiometrowy kalejdoskop w zaskakujący sposób odbija rzeczywistość. (Fot. materiały prasowe)
"Your Spiral View" (2002). ten ośmiometrowy kalejdoskop w zaskakujący sposób odbija rzeczywistość. (Fot. materiały prasowe)

Tate Modern zorganizowało największą wystawę w dorobku Olafura Eliassona. Artysty, który posługuje się wodą, powietrzem, Światłem i przestrzenią ze swobodą, z jaką inni twórcy używają farb czy dłut.

Jest Islandczykiem, wychował się w Danii, pracuje w Berlinie, ale Londyn to specjalne miejsce na mapie jego kariery. Pod koniec zeszłego roku przywiózł tu z fiordu Nuup Kangerlua na Grenlandii sto ton fragmentów góry lodowej. Większość tych lodowych głazów stanęło przed Tate Modern – artysta ustawił je w kręgu i pozwolił im topnieć. Lód, który zamarzł 10 tys. lat temu, powoli, ale nieubłaganie znikał na oczach londyńczyków. Tak jak topnieją lodowce Grenlandii. Wszyscy słyszeli o ociepleniu klimatu, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć. „Zmiany klimatyczne wydają nam się abstrakcją – mówił artysta. – Grenlandia leży na końcu świata, procesy, które tam zachodzą docierają do naszych umysłów, ale nie odczuwamy ich fizycznie. Przywożąc fragmenty topniejącego lodowca do Londynu, chciałem przenieść narrację na temat globalnego ocieplenia do naszych ciał i emocji”.

Sztuczne słońce

W tym samym miejscu, tyle że 15 lat wcześniej, Eliasson zrealizował „The Weather Project” [Projekt pogodowy], pracę, która była przełomem w jego karierze – z artysty sławnego uczyniła go supergwiazdą. W ogromnej przestrzeni Hali Turbin Islandczyk zbudował sztuczne Słońce. Zrobił je z setek lamp emitujących pojedynczą, żółtą falę światła. Ułożył z nich półkole, które odbijało się w gigantycznym lustrze pokrywającym sufit hali. W ten sposób powstał pełny krąg słonecznego dysku. W powietrzu Eliasson rozpylił rozpraszającą światło mgłę z drobinek wody i cukru.

„Room for One Colour” (1997). Artysta wykorzystał fizyczne właściwości żółtego światła – publiczność oglądała wszystko „w sepii”.
„Room for One Colour” (1997). Artysta wykorzystał fizyczne właściwości żółtego światła – publiczność oglądała wszystko „w sepii”. (Fot. materiały prasowe)

>> Czytaj także: Zero waste – sztuka z resztek

Wrażenie było piorunujące: „The Weather Project” obejrzało dwa miliony ludzi. W Tate Modern do dziś nikt nie pobił tego rekordu, choć to jedno z najpopularniejszych muzeów sztuki współczesnej na świecie. Widzowie masowo kładli się na podłodze Hali Turbin, obserwując samych siebie w promieniach sztucznego słońca. Czasami grupy zwiedzających organizowały się, żeby ułożyć z własnych ciał teksty, nierzadko o politycznej wymowie. Eliasson wspomina, że w czasie trwania „The Weather Project” zadzwonił do niego znajomy. Ze słuchawki dobywał się radosny ryk z setek gardeł. Artysta myślał, że krzyczy publiczność jakiegoś rockowego koncertu, w rzeczywistości byli to jednak widzowie jego instalacji. Wiwatowali, bo właśnie ułożyli się na podłodze galerii w mało politycznie poprawny ogromny napis dotyczący ówczesnego prezydenta USA: „Fuck Bush”.

„Inside the Horizon” (2013). Gra ze światłem, lustrami i taflą wody w siedzibie Fondation Louis Vuitton w Paryżu.
„Inside the Horizon” (2013). Gra ze światłem, lustrami i taflą wody w siedzibie Fondation Louis Vuitton w Paryżu. (Photo_Grottojpg_Iwan_Baan__Fondation_Louis_Vuitton)

>> Czytaj także: Nie deptać obrazów – rozmowa z Olga Wolniak

Cuda od kuchni

Kilka lat później oglądałem wystawę Eliassona w Martin Gropius Bau w Berlinie. W jednej z sal wyjrzałem przez okno i zobaczyłem sąsiedni budynek, a w nim… samego siebie wyglądającego przez okno. Od razu przypomniałem sobie, że obok tej galerii nie stoi przecież żaden budynek. Widok na zewnątrz był zwierciadlanym odbiciem wykreowanym przez artystę. Eliasson jest mistrzem w używaniu luster, rozszczepianiu światła albo budowania przestrzeni oświetlonych tak, że ludzie wydają się w nich czarno-biali jak na starej fotografii. Jest jak cudotwórca, który rzeźbi w siłach natury i ludzkim postrzeganiu. Za tymi cudami stoją zaawansowane technologie, wiedza z zakresu nauk przyrodniczych i, przede wszystkim, liczna drużyna współpracowników. Artysta urządził swoją kwaterę główną w Berlinie, w starym browarze na Prenzlauer Berg. Pracuje dla niego na stałe prawie setka ludzi, rzemieślników, techników, ale również architektów, projektantów i uczonych. Wegańska kantyna w studiu Eliassona jest niemal równie sławna co jego instalacje, bo obok tworzenia wystaw i projektowania architektury (oraz działalności wydawniczej) artysta zajmuje się także eksperymentami w kuchni i jest nawet autorem książki kucharskiej. Oczywiście, bestsellerowej.

„Your Rainbow Panorama” (2011), czyli 150-metrowy spacerowy korytarz z tęczowych szyb, zbudowany na dachu ARoS Aarhus Art Museum w Danii.
„Your Rainbow Panorama” (2011), czyli 150-metrowy spacerowy korytarz z tęczowych szyb, zbudowany na dachu ARoS Aarhus Art Museum w Danii.

>> Czytaj także: Kwiatki i dziewczyny zmieniają świat – rozmowa z Olką Osadzińska, ilustratorką

Lepsze jutro

Krytycy Eliassona zarzucają mu, że jego twórczość to niekończący się festiwal trików, które nie służą niczemu poza dostarczaniem publiczności wrażeń, skądinąd wspaniałych. Eliasson uważa się jednak za artystę zaangażowanego. W odróżnieniu od gwiazd sztuki w rodzaju Damiena Hirsta, które lubią epatować ekstrawagancją i cynizmem, jest po skandynawsku skromny i demokratyczny. W wywiadach lubi powtarzać: „Nie jestem nikim wyjątkowym”, ale cele, które sobie wytycza, daleko przekraczają ambicje większości artystów. Eliasson przyjaźni się z Billem Gatesem, Kofi Annanem i innymi wielkimi tego świata. Regularnie odwiedza imprezy w rodzaju szczytu ekonomicznego w Davos, na którym globalni przywódcy debatują o przyszłości planety, „Nie jeżdżę tam, aby spotykać się ze światowymi liderami – mawia artysta – tylko żeby zostać światowym liderem”.

Olafur Eliasson i "The Weather Project" 2003, jedna z nasłynniejszych jego prac pokazywana w Hali Turbin w Tate Modern. (Fot. materiały prasowe)
Olafur Eliasson i „The Weather Project” 2003, jedna z nasłynniejszych jego prac pokazywana w Hali Turbin w Tate Modern. (Fot. materiały prasowe)

To tylko w połowie żart. Eliasson twierdzi, że we współczesnej kulturze dramatycznie nie doceniamy potencjału sztuki. Korzystamy zaledwie z ułamka jej kreatywnych możliwości, widząc w niej ozdobę, ekskluzywny towar, wyrafinowaną rozrywkę albo instrument polityki kulturalnej. Eliasson jest przekonany, że jeżeli chcemy rozwiązywać współczesne problemy w sposób innowacyjny, to przyszłości nie mogą projektować ekonomiści i politycy, lecz uczeni i artyści. Oglądając jego wystawę w Londynie, można uwierzyć, że w wizji artystokracji coś jest. Nie ma gwarancji, że gdyby Olafur Eliasson przejął władzę nad światem, potrafiłby zapewnić ludzkości lepsze jutro, ale na pewno by spróbował. I na pewno to jego jutro zrobiłoby na nas ogromne wrażenie.

Wystawa „Olafur Eliasson: In real Life” w Tate Modern w Londynie trwa do 5 stycznia 2020 roku.