1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Spokój pod miastem

Spokój pod miastem

Ola Buczkowska-
Przeździk, scenografka i fotografka w swoim domu w Konstancinie (Fot. Jakub Pajewski)
Ola Buczkowska- Przeździk, scenografka i fotografka w swoim domu w Konstancinie (Fot. Jakub Pajewski)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Ten podwarszawski dom od ponad stu lat należy do tej samej rodziny. Kiedyś letniskowy, dziś całoroczny, przez lata był unowocześniany, ale zachowała duszę i pozostaje azylem dla Oli Buczkowskiej - Przeździk i jej bliskich.

Konstancin-Jeziorna jest dla Oli Buczkowskiej- Przeździk czymś innym niż dla większości jego mieszkańców. Nie jest symbolem statusu społecznego ani manifestacją sukcesu. Nie jest też podmiejską pułapką izolującą od życia wielkiego miasta. Od dzieciństwa jest dla niej rodzinnym gniazdem.

Centralną przestrzenią mieszkania jest teraz jadalnia z balkonowym oknem. Króluje w niej duży biały stół, przy którym toczy się życie rodzinne: posiłki, zabawa, nauka. Biała jest też podłoga, która nadaje wnętrzu lekkość i jasność. (Fot. Jakub Pajewski) Centralną przestrzenią mieszkania jest teraz jadalnia z balkonowym oknem. Króluje w niej duży biały stół, przy którym toczy się życie rodzinne: posiłki, zabawa, nauka. Biała jest też podłoga, która nadaje wnętrzu lekkość i jasność. (Fot. Jakub Pajewski)

Stara willa, w której mieszka Ola, to współczesna mutacja domu zbudowanego przez jej pradziadka, dr. Wejnerta, jednego z założycieli konstancińskiego uzdrowiska. Powstała w latach 20. XX wieku, stoi, jak wszystko tu wówczas, na piaszczystej działce porośniętej sosnami. Drewniana i skromna, służyła rodzinie warszawskiego lekarza jako dom letniskowy. Z czasem wiele tu się zmieniło. Wokół wyrosły z jednej strony potężne rezydencje z wysokimi płotami, a z drugiej – bloki stanowiące fragment Stoceru, słynnego szpitala ortopedycznego, zbudowanego w czasach PRL. Działka się skurczyła, została przymusowo wywłaszczona, starych sosen tez mniej niż dawniej, często łamały się pod ciężarem śniegu. Dom jest dziś jakby ukryty miedzy sąsiadującymi z nim rzeczywistościami z różnych epok. Czas zmieniał nie tylko otoczenie, ale też sama wille. Podzielono ja na dwie niezależne części, które należały do dwóch córek doktora: Ireny, babci Oli, i Lili. Dziś tylko połowa domu pozostaje w rękach rodziny. Był remontowany i rozbudowywany. Na parterze jest mieszkanie mamy, Anny Buczkowskiej, artystki, twórczyni gobelinów, a na pietrze – właśnie Oli, scenografki ™i fotogra™fki. Spędziła tu niemal całe życie, poza przerwa na studia w Łodzi i krótkim epizodem mieszkania w centrum Warszawy.

Biała kuchnia doskonale zaaranżowana w małej przestrzeni przez studio projektowe Izy Buckiej, udekorowana rysunkami córek Mai i Hani (Fot. Jakub Pajewski) Biała kuchnia doskonale zaaranżowana w małej przestrzeni przez studio projektowe Izy Buckiej, udekorowana rysunkami córek Mai i Hani (Fot. Jakub Pajewski)

Domowa kolekcja ceramiki – ręcznie robiony serwis do kawy pochodzi z Majoliki Nieborów. (Fot. Jakub Pajewski) Domowa kolekcja ceramiki – ręcznie robiony serwis do kawy pochodzi z Majoliki Nieborów. (Fot. Jakub Pajewski)

Na półkach z książkami zbiór albumów poświęconych sztuce. (Fot. Jakub Pajewski) Na półkach z książkami zbiór albumów poświęconych sztuce. (Fot. Jakub Pajewski)

Na piętro prowadza stare drewniane schody pomalowane gołębioszara olejna farba. I stopnie, i metalowa poręcz pamiętają dawne dzieje, kiedy na pietrze był letni apartament dziadków Oli. Potem, w latach 80., rodzice dostosowali przestrzeń do codziennego użytku, dzieląc ja na dwie sypialnie – dla siebie i córek.

Mały stolik vintage, na nim ceramiczne pamiątki autorstwa ojca Oli. (Fot. Jakub Pajewski) Mały stolik vintage, na nim ceramiczne pamiątki autorstwa ojca Oli. (Fot. Jakub Pajewski)

Po kolejnej transformacji domu góra stała się niezależnym mieszkaniem. Są tu nowoczesna cześć kuchenna z białymi blokami szafek, pokój dla córek Oli i sypialnia w subtelnych, przygaszonych kolorach.

Lniana pościel to kompozycja kilku odcieni zgaszonych barw. Papierowy lampion, przywieziony z podroży do Paryża, daje miękkie, ciepłe światło. (Fot. Jakub Pajewski) Lniana pościel to kompozycja kilku odcieni zgaszonych barw. Papierowy lampion, przywieziony z podroży do Paryża, daje miękkie, ciepłe światło. (Fot. Jakub Pajewski)

Choć mieszkanie jest pełne życia, bo zamieszkane przecież także przez dwie energiczne dziewczynki i ich zabawki, pozostaje jednocześnie spokojne, skromne. I pogodnie jasne dzięki wykorzystaniu przezroczystych tkanin, starych luster, szklanych drzwi i naturalnego światła. 

Dominującej bieli towarzysza zgaszone błękity i róże, szarości i beze. Przesuwane oszklone drzwi pozwalają wyciszyć wieczorem sypialnie dzieci, ale nie zamykają optycznie przestrzeni. (Fot. Jakub Pajewski) Dominującej bieli towarzysza zgaszone błękity i róże, szarości i beze. Przesuwane oszklone drzwi pozwalają wyciszyć wieczorem sypialnie dzieci, ale nie zamykają optycznie przestrzeni. (Fot. Jakub Pajewski)

Ola uwielbia stare lustra – zdobią ściany, pełniąc też użyteczną funkcje. (Fot. Jakub Pajewski) Ola uwielbia stare lustra – zdobią ściany, pełniąc też użyteczną funkcje. (Fot. Jakub Pajewski)

Razem z miękkim światłem z trzech stron wpadają tu cisza i powietrze przesycone sosnowymi olejkami. I spokój. Dla rodziny Oli stary dom pozostaje azylem pomimo zmian wokół i w życiu. Może czekają go kolejne, może w ogrodzie powstanie pracownia. Ale to przyszłość.

Ozdoba łazienki jest ogromne lustro wypełniające niewielka przestrzeń odbitym światłem. Rośliny wprowadzają kolor na białym tle wnętrza.(Fot. Jakub Pajewski) Ozdoba łazienki jest ogromne lustro wypełniające niewielka przestrzeń odbitym światłem. Rośliny wprowadzają kolor na białym tle wnętrza.(Fot. Jakub Pajewski)

Ola i jej mąż, tez fotograf, tworzą wspólnie ‘firmę Budzik Studio, pracują głównie na planach zdjęciowych, tworzą książki, katalogi, reportaże. Dużo podróżują całą rodziną. A dom zawsze na nich czeka.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Dobra energia w domu - jak ją wprowadzić?

Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Kiedy patrzymy na coś, co nam się podoba, otwieramy szerzej oczy, nasze rysy łagodnieją, pojawia się też rodzaj przyjemnego zaciekawienia. A to tylko jeden ze sposobów, w jaki rzeczy, którymi się otaczamy, są w stanie oddziaływać na nasz stan ducha.

Czy materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości? Oczywiście, ich widok może sprawiać nam czysto estetyczną przyjemność, ale przecież filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. Jak przekonuje jednak Ingrid Fetell Lee, projektantka wnętrz i autorka książki „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu”, za pomocą przedmiotów warto kreować sytuacje, w których możemy tę radość łatwiej w sobie odnaleźć – tak jak wtedy, gdy patrzymy na bukiet świeżo zerwanych kwiatów, gdy siedzimy przy kawiarnianym stoliku skąpanym w ciepłych słonecznych promieniach lub wieszamy na choince migoczące świąteczne ozdoby. W sposób szczególny powinniśmy zaś przyjrzeć się przedmiotom w najbliższym otoczeniu, czyli w domu. Doskonałą okazją ku temu jest remont bądź przemeblowanie.

Z całą pewnością znasz remontowe porzekadło, wedle którego pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi – dla przyjaciela, a trzeci – dla siebie. Na urządzanie wnętrz w sposób niedający nam radości szkoda jednak czasu i pieniędzy. Przystępując do ich projektowania, warto przyjrzeć się kilku prostym mechanizmom, których znajomość pozwoli wpuścić do codziennego życia więcej wesołości i beztroski. Obok długotrwałego efektu w najbliższym otoczeniu dodatkową przyjemność da nam poczucie sprawczości, które stanie się naszym udziałem poprzez świadome zastosowanie pewnych zasad w praktyce. Mechanizmy, którymi rządzi się przestrzeń i zebrane w niej przedmioty, autorka „Joyful” podzieliła na 10 kategorii.

Energia

Energia jest w wielu wypadkach synonimem radości. Kojarzy się ze wszystkim, co żywe, kolorowe, jasne i ciepłe. Nic dziwnego, że jej odczuwanie doskonale stymulują przede wszystkim nasycone barwy. Przypomnij sobie, jak wiele radości daje ci wizyta w galerii sztuki, podziwianie murali w odwiedzanym mieście albo zabawa w paintball! Intensywne, jaskrawe kolory warto wprowadzić także do naszej codziennej przestrzeni – jeśli nie na dużych powierzchniach, to przynajmniej w formie niewielkich plam i akcentów (idealnie nadają się do tego wszelkie dekoracyjne dodatki, jak poduszki, kapy, obrazy). Szczególnie polecana jest kojarzona ze słońcem barwa żółta, zaś dobrym tłem dla innych kolorów będzie czysta biel. Lepiej natomiast unikać beżów i szarości.

Kolejnym istotnym elementem dodającym energii jest naturalne światło oraz, w wypadku jego braku, dynamiczne sztuczne oświetlenie jak najlepiej imitujące promienie słoneczne.

Obfitość

Nasze zamiłowanie do obfitości odziedziczyliśmy po dalekich przodkach. Miejsca pełne bujnej roślinności, z żyzną glebą, odpowiednio nawodnione i zamieszkane przez rozmaite gatunki zwierząt – kojarzyły im się z poczuciem bezpieczeństwa i dawały perspektywę łatwiejszego przetrwania. Dziś obfitość kojarzymy raczej z nadmiarem. Jak w rozmowie z SENSem podkreślała jednak Katarzyna Kędzierska, propagatorka minimalizmu, wyrzeczenie się nadmiaru nie oznacza zgody na „zbyt mało”, a raczej na „tyle, ile trzeba”. Podobnie interpretuje obfitość Ingrid Fetell Lee, dla której nie stanowi ona synonimu przesytu, a raczej różnorodności i pobudzenia wszystkich zmysłów. Jak poczuć obfitość w kreowanej przez siebie przestrzeni? Przede wszystkim przez warstwowość, którą stosować można w doborze tkanin (modne szczególnie w stylu boho układanie na sobie kilku dywanów czy narzut) oraz przez wykorzystanie rozmaitych faktur i wzorów. Aby zapewnić sobie prawdziwą stymulację sensoryczną, wybierajmy sprzęty o ciekawych teksturach, wykonane z użyciem rzemieślniczych materiałów (puchate dywany, nieszlifowane drewno, naturalny kamień, tkaniny o nietypowym splocie).

Wolność i odnowa

Beztroska w działaniu, otwarta przestrzeń, brak ograniczeń, swoboda ruchu i oddechu – oto najważniejsze skojarzenia z wolnością. Odczuwamy ją, przebywając na plaży, rozległej łące, w dzikich górach, ale także wtedy, kiedy nosimy luźną, wygodną odzież, biegamy boso po piasku i uprawiamy sport na świeżym powietrzu. Odczucia, które stają się wówczas naszym udziałem, możemy odtworzyć także w przestrzeni mieszkalnej: unikając dużych, ciężkich i ciemnych mebli oraz syntetycznych materiałów; instalując w domu huśtawki, hamaki i zjeżdżalnie, dające przyjemne wrażenie powrotu do beztroski dzieciństwa; wprowadzając do wnętrz naturalną roślinność w postaci kwiatów doniczkowych lub, jeśli to tylko możliwe, uprawiając chociaż niewielki ogródek, na przykład na balkonie. Kontakt z przyrodą, który sobie w ten sposób zapewnimy, jest też ważną składową kolejnej stworzonej przez Lee kategorii: odnowy, kojarzonej z odrodzeniem, przywróceniem sił i naturalną witalnością.

Harmonia

Wielu z nas, a szczególnie osoby wysoko wrażliwe, ma problemy ze skupieniem, relaksem i odczuwaniem szeroko pojętego dobrostanu w miejscach zabałaganionych. Znacznie lepiej czują się w przestrzeniach dobrze zorganizowanych, funkcjonalnych, opartych na symetrii, nieprzeładowanych przedmiotami, które ułożone są zgodnie ze swoim przeznaczeniem lub w przemyślanych konfiguracjach geometrycznych. Z tego właśnie powodu, bez względu na stosunek do religii i historycznych zawieruch, zwykle uspokajają nas wizyty w antycznych świątyniach, kościołach i klasycznych willach; najwięksi sceptycy nie odmawiają racji bytu wiekowym chińskim praktykom feng shui, a poradniki specjalistki od sprzątania Marie Kondo biją rekordy popularności. Wprowadzanie harmonii do wnętrza oznacza przede wszystkim symetrię.

Podobne przedmioty warto łączyć w grupy lub multiplikować przy użyciu luster; kolory i wzory – koordynować tak, aby połączyć je w zbiory. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o jednolitość szczegółów – czy będą to jednakowe wieszaki w szafach, jednokolorowe pinezki na korkowej tablicy czy jeden kolor metalu, z którego wykonane są uchwyty do szaf w całym mieszkaniu.

Zabawa i zaskoczenie

Okrywanie wewnętrznego dziecka w sobie to od wielu lat jeden z głównych postulatów wysuwanych przez psychologów. Wśród inspirujących do zabawy elementów jest nostalgia: przywołanie poczucia bezpieczeństwa i niefrasobliwości odczuwanej w dzieciństwie. Kształtem, który najpełniej symbolizuje ten okres, jest koło. Od karuzeli po hula-hoop, od balonu po piłkę, kręgi i kuliste formy zdają się być wpisane w historię beztroskiej zabawy od tysiącleci. Ich przeciwieństwem są „dorosłe” kąty i kanty, kojarzone z dyscypliną i rygorem – jak pisze Lee, na kanciaste przedmioty podświadomie reagujemy niepokojem. Projektując przestrzeń, warto wprowadzić do niej formy koliste i faliste, a także inne elementy kojarzone z zabawą, jak frędzle, pompony, tkaniny w grochy. Można także rozważyć komponenty humorystyczne: zaskakujące rzeźby czy grafiki albo pojedyncze dodatki na pierwszy rzut oka niepasujące do reszty, stanowiące swego rodzaju puszczenie oka do naszych gości oraz do nas samych.

Blisko stąd do kolejnej kategorii, bezpośrednio związanej z ludycznością, mianowicie do zaskoczenia. Większość z nas bardzo lubi przyjemne niespodzianki. Dlaczego nie wprowadzić ich do własnego domu? Co powiesz na piękny, kolorowy i pachnący papier do wykładania zupełnie zwykłych szuflad, który cieszy zmysły przy każdym sięgnięciu po parę skarpetek?  Rolę niespodzianki spełniać może też kontrast formy czy koloru, zabawa proporcją i skalą, ale także np. element niedoskonały, jak specjalnie postarzona ściana czy widoczne ślady po naprawie jakiegoś przedmiotu, znane doskonale miłośnikom filozofii wabi-sabi.

Transcendencja

Słowo „lekkość”, którego Lee używa poniekąd zamiennie z transcendencją, stało się ostatnio niezwykle modne. Używa się go wszędzie tam, gdzie mowa o szczęściu i szeroko pojmowanym odnoszeniu sukcesu. Lekkie jest to, co przychodzi nam naturalnie, w sposób niewymuszony, nie jest okupione nadmiernym wysiłkiem i dodaje poczucia radości i zadowolenia. Co ciekawe, sposób, w jaki odczuwamy i pojmujemy emocje, związany jest z osią pionową. Przykładowo, uśmiech wygina nasze usta ku górze, a wysokie poczucie własnej wartości każe nosić uniesioną głowę; brwi marszczymy zaś ku dołowi i w ten sam sposób załamujemy ręce. W większości przypadków – co widać także w naszym języku – kierunek ku górze jest synonimem tego, co pozytywne. Dobro podnosi nas na duchu, dodaje skrzydeł, sprawia, że czujemy się wniebowzięci albo w siódmym niebie. W przestrzeni lekkość i transcendencję symbolizują jasne kolory w tonacji nieba, duże wolne płaszczyzny pionowe (np. ściany pomalowane na ulubiony kolor, ale pozbawione obrazów czy plakatów), elementy przezroczyste, dekoracje mocowane na suficie (np. wiszące doniczki z kwiatami, ozdobne żyrandole), powietrze i naturalne światło.

Magia

Światło pojawia się w wielu kategoriach wyodrębnionych przez autorkę „Joyful”. Jest również podstawą przestrzennej magii, wyrażanej przez wszystko to, co błyszczące, fluorescencyjne, pryzmatyczne, nieuchwytne. Także w jej wypadku po raz kolejny dostarczamy bodźców naszemu wewnętrznemu dziecku oraz tej części naszego jestestwa, które tęskni za zjawiskami przyrody uważanymi kiedyś za tajemnicze, jak mgła, wiatr czy energia geotermalna. Element magii wprowadzą do przestrzeni opalizujące tkaniny, lustra, fantazyjne przedmioty szklane i wydające kojące dźwięki wietrzne dzwonki.

Świętowanie

Jednym z momentów, podczas których większość osób odczuwa radość i przyjemne podekscytowanie, są święta i rodzinne uroczystości, łączące się ze sferą sacrum – przestrzenią wyjątkową, odmienną od codziennej, przepełnioną podniosłą atmosferą, ale także bliskością drugiego człowieka. Aby w jakimś wymiarze odwzorować świąteczny nastrój we wnętrzu, warto zadbać o jego kameralność i przytulność, a także łatwość międzyludzkiej komunikacji – czy to przy wygodnym stole, wręcz stworzonym do gromadnego biesiadowania, czy poprzez wprowadzenie tzw. punktu centralnego, wokół którego skupiać się będzie uwaga wchodzących, jak np. kominek, otoczony fotelami stolik kawowy w salonie albo szemrząca fontanna w ogrodzie.

Zmiana w pięciu krokach

  1. Wybierz maksymalnie trzy kategorie, które najbardziej do ciebie przemawiają, np. obfitość (tapety, warstwy tkanin), wolność (rośliny, huśtawka), harmonia (symetria, grupy podobnych przedmiotów).
  2. Wypisz kategorie dodatkowe, które również chciałbyś zawrzeć we wnętrzu – dlatego, że ci się podobają, albo dlatego, że już je masz, np. okrągły stolik kawowy (zabawa) czy plamy kolorów (energia).
  3. Zastanów się, jak połączyć je w unikatowy, tylko tobie właściwy sposób. Spróbuj wypisać około pięciu pomysłów, np. tapeta + motywy roślinne = tapeta z motywem dżungli; plamy kolorów + huśtawka = huśtawka pomalowana na jaskrawą czerwień.
  4. Z wypisanych kombinacji spróbuj wyciągnąć wspólne hasło – łączący je temat, który określisz jednym lub dwoma zdaniami, np. „Radość w dżungli”.
  5. Sporządź listę przedmiotów, które musisz dodać do wnętrza – wypisz, co musisz w nim zmienić, aby dostosować je do swojej nowej wizji, oraz co powinno je opuścić.
Więcej w książce: „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

  1. Styl Życia

Inteligentne światło, które nada życiu barw

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Chociaż pogoda potrafi być wiosną kapryśna, nie ma wątpliwości, że budząca się do życia natura zachęca do działania. Skoro nie zawsze możemy liczyć na słoneczną aurę na zewnątrz, warto poszukać rozwiązania, które pomoże ją stworzyć w naszych domach. Kolory zamknięte w inteligentnej lampie Philips Hue Iris są na wyciągnięcie ręki – kiedy tylko potrzebujesz pomogą imitować światło słoneczne. Co więcej – oferują całą serię barw i odcieni.

Odkryj swoją przestrzeń na nowo

Szeroka paleta białego światła pozwoli uzyskać właściwy nastrój zarówno do pracy, zabawy jak i relaksu, niezależnie od pory dnia. Decydując się na inteligentne oświetlenie Philips Hue każdy dzień możesz rozpocząć przy chłodnych, rześkich barwach. Imitujące wschód słońca coraz jaśniejsze światło pomoże naładować baterie niczym poranna, mocna kawa i zapewni energię nawet w pochmurne dni. A po pracy? Jednym kliknięciem przemienisz swój salon z domowego biura w prawdziwą oazę relaksu – ulubiona książka, aromatyczna chai tea latte i dopełniająca doznania bursztynowa barwa światła brzmią magicznie, czyż nie? Natomiast przed snem łagodne dla oczu złote odcienie pomogą Ci odprężyć się przed ucieczką w krainę nocnych marzeń. Możesz też z łatwością sprawić by światło samo podążało drogą słońca w trakcie dnia i zmieniało barwę od chłodnego do ciepłego – imitując wędrówkę słońca po niebie.

Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw
Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw

Jednak dobranie oświetlenia do codziennych zadań to nie wszystkie możliwości stylowej lampy Iris i całego inteligentnego oświetlenia Philips Hue. 16 milionów kolorowego światła pozwoli na stworzenie nastroju niezależnie od okazji. Energetyczna czerwień dodająca sił do porannego treningu? Relaksujące pudrowo różowe tony idealne do medytacji? Czy mieniące się blaskiem świec miodowo-szafranowe barwy, rozgrzewające atmosferę podczas romantycznej kolacji? Wybór należy do Ciebie – w dekorowaniu domu światłem jedyną granicą jest już tylko wyobraźnia. Decydując się na więcej niż jedno źródło światła możesz stworzyć wyjątkowe aranżacje świetlne, zmieniając swój dom w prawdziwą, magiczną krainę.

Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw
Możliwość sterowania przez aplikację pozwala nie tylko łatwo włączać i wyłączać lampę z poziomu telefonu, ale również dostosowywać temperaturę barwową czy natężenie. Do dyspozycji użytkownika są też różne sceny oświetleniowe, zaprojektowane z myślą o czynnościach takich jak praca, czytanie czy relaks. Możliwości jest mnóstwo, bo system oferuje 16 milionów kolorów światła i aż 50 tysięcy odcieni światła białego. Każdy znajdzie wśród nich te ulubione. Możliwość sterowania przez aplikację pozwala nie tylko łatwo włączać i wyłączać lampę z poziomu telefonu, ale również dostosowywać temperaturę barwową czy natężenie. Do dyspozycji użytkownika są też różne sceny oświetleniowe, zaprojektowane z myślą o czynnościach takich jak praca, czytanie czy relaks. Możliwości jest mnóstwo, bo system oferuje 16 milionów kolorów światła i aż 50 tysięcy odcieni światła białego. Każdy znajdzie wśród nich te ulubione.

Piękna i inteligentna

Philips Hue to coś więcej niż oświetlenie, to część wystroju domu. Najnowsza lampa Philips Hue Iris o unikalnym designie delikatnie obmywa ściany kolorem, subtelnie podświetlając otoczenie. Miękkie światło wydobywające się z tyłu lampy nadaje jej jeszcze bardziej wyjątkowego wyglądu, a nowoczesny projekt sprawia, że zachwyca nawet, gdy jest wyłączona. Teraz ten kultowy model oferowany jest w czterech metalicznych odcieniach: miedzianym, różowym, srebrnym oraz złotym. Ekskluzywna odsłona lampy stanowi idealne uzupełnienie niemal wszystkich wnętrz, a bogactwo barw pozwoli na nowo zdefiniować nastrój każdego pomieszczenia nawet najbardziej wybrednemu amatorowi aranżacji wnętrz.

Elegancki design sprawia, że lampa Philips Hue Iris w limitowanej edycji to coś więcej niż  inteligentna lampa. To prawdziwe dzieło sztuki wzornictwa. Elegancki design sprawia, że lampa Philips Hue Iris w limitowanej edycji to coś więcej niż  inteligentna lampa. To prawdziwe dzieło sztuki wzornictwa.
  1. Styl Życia

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nadbużański Dom niedługo będzie obchodzić setne urodziny. Dla drewnianego budynku to moment przełomowy. Jeśli się o niego troskliwie nie zadba, zacznie się sypać. Ten dom miał szczęście. Trafił na Wojtka. A właściwie trafili na siebie nawzajem. Wpadliśmy do nich z wizytą tuż przed Wielkanocą…

Niedaleko, jakieś dziesięć kilometrów stąd, jest wieś Mierzwice – mówi Wojtek Błaszczyk. – 25 lat temu kupiłem tam rodzicom domek letniskowy. Nad Bugiem. Zaczęliśmy tu przyjeżdżać. Potem pojawił się syn, pies, a że domek mały, zaczęło brakować miejsca. Wyczułem w kościach, że dobrze byłoby mieć coś swojego. A ponieważ dobrze się w tej okolicy czułem, rozesłałem wici, może ktoś o czymś słyszał. Mały domek w środku lasu najchętniej. W pewnym momencie znajomy napisał, że gmina Sarnaki organizuje przetarg na sprzedaż dawnej szkoły ludowej. Ani to mały domek, bo prawie 300 metrów, ani w środku lasu, bo we wsi, ale fajne miejsce, urokliwe, obok rezerwatu przyrody. Wsiadłem w samochód, pojechałem obejrzeć. Tyle że z drogi przez gęstwinę drzew nic właściwie nie zobaczyłem. I następnego dnia na przetargu kupiłem kota w worku, czyli mój Nadbużański Dom. Było to 11 lat temu. Po jakimś czasie Wojtek przypomniał sobie, że rodzina taty pochodzi z Kosowa Lackiego, niecałe 60 kilometrów w linii prostej – może dlatego tak dobrze wszyscy się w tym rejonie czują? Lepiej niż w Szczecinie czy w Zakopanem – bo to powrót do korzeni. Na początku był w rozkroku między tym miejscem a Warszawą. Traktował dom nad Bugiem jak daczę. Wpadał na przedłużone weekendy, nic nie przerabiał, nie remontował. Ale stopniowo zaczęło się to zmieniać. Przyjeżdżali znajomi, przekonywali, że to wspaniałe miejsce, że trzeba je inaczej wykorzystać, może agroturystyka? – Zacząłem więc małymi kroczkami tę przestrzeń przekształcać, adaptować – opowiada Wojtek. – Z pomocą miejscowych majstrów, z roku na rok, bez pośpiechu. Najpierw zrobiłem wszystkie drzwi. Potem odmalowałem i odświeżyłem pokoje. Przełomowym momentem była śmierć mojego ojca. Wcześniej rodzice tu przyjeżdżali, pomagali mi, mama uprawiała ogródek, sadziła kwiaty, warzywa. A po śmierci ojca chciałem dać mamie więcej zajęć, aby miała mniej czasu na rozmyślania o stracie. Ona świetnie gotuje. Gotowała zawsze, kiedy byli goście, wszyscy się zachwycali, chwalili, ona się cieszyła. A że zawsze chwalili, to zawsze się cieszyła. Zaczęli przyjeżdżać różni goście, już nie tylko znajomi, ale znajomi znajomych. Zrobił się taki dom gościnny z domową, nieformalną atmosferą. Wojtek zostawiał tu czasem mamę samą z tym całym zamieszaniem. A zawsze jest co robić: nakarmić gości, ogarnąć, posprzątać… Pandemia spowodowała, że rok temu przeniósł się tu właściwie na stałe.

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Minimalistyczny miszmasz

Pokoje gościnne są trzy. Jeden wielki, z kominkiem, kiedyś była tu świetlica, a rano – przedszkole. Znajomi radzili: podziel to ściankami, będziesz mieć więcej pod wynajem. Ale Wojtek pomyślał, że to zmieni jednak charakter domu, odbierze mu autentyczność i zachowany klimat starej szkoły. Kiedy gmina zabierała rzeczy, Wojtek odkupił, co mógł, za niewielkie pieniądze. Na przykład większość krzeseł to stare krzesła szkolne. Teraz zresztą bardzo modne. Wystrój wnętrza to, jak określa to właściciel, minimalistyczny miszmasz. Są stare kanapy z targu staroci, ale są też kanapy z Ikei. I są takie, które Wojtek wypatrzył w ogłoszeniach. Sporo mebli pochodzi z okolicy. Różnorodnie, ale jednocześnie spójnie. – W Białej Podlaskiej – mówi Wojtek – jest moja ulubiona galeria z antykami, gdzie sprzedają regionalne starocie. Sporo rzeczy tam kupiłem. Kilimy, wyszywane obrusy oraz makatki. Chcę w miarę możliwości mieć oryginalne rzeczy z tego rejonu. W dwóch pokojach są narzutokilimy z Ukrainy, są dwie narzuty od mojej babci spod Kosowa Lackiego, sporo rzeczy zza wschodniej granicy.

Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król) Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król)

Kiedy dom był już urządzony, Wojtek zastanawiał się, czy jeszcze bardziej nie otworzyć się na gości. – Znajomi powiedzieli mi o serwisie Slowhop – ogłaszają się tam sprawdzone, fajne pensjonaty agroturystyczne. Twierdzili, że mój dom to miejsce, które idealnie wpisuje się w ten klimat. I faktycznie – zgłosiłem się, zaakceptowali mnie od razu.

Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król) Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król)

Mam dziennie po kilka zapytań o możliwość przyjazdu. Chcę, żeby pobyt tu był doświadczeniem wielowymiarowym. Kiedy ktoś do mnie pisze, staram się dowiedzieć, kim jest, jaki jest, czy będzie pasować do tego miejsca, do innych gości. No i do mnie. Trochę wymusza to przestrzeń, jest specyficzna, ja tych ludzi przyjmuję dosłownie u siebie. Tak naprawdę jesteśmy razem prawie przez cały czas. Struktura funkcjonalności domu jest taka, jaka była w szkole. Goście mieszkają w byłych klasach, reszta pomieszczeń to część wspólna. Muszą to więc być osoby, które potrafią i lubią być z innymi. I nie mają takich oczekiwań, jakie miałyby w pięciogwiazdkowym hotelu. Na ogół jest super, choć raz trafili się goście, którzy nie rozumieli, dlaczego nie ma kiełbasy i disco polo.

Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król) Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król)

Regionalne smaki

A kiełbasy nie ma, bo Wojtek od 24 lat nie je mięsa. I taką właśnie wegetariańską kuchnię prowadzi w swoim domu, także dla gości. – Jestem w tym konsekwentny i pewnie to też kolejna zaleta tego miejsca – bo w okolicy wielu takich nie ma – mówi. – Goście mogą zgłaszać swoje potrzeby – czy kuchnia wegańska, czy bez laktozy. Musimy tylko wcześniej o tym wiedzieć. Takie gotowanie to w tym regionie rzadkość, choć to oczywiście kolejny paradoks – kiedyś przecież mięso było kilka razy w roku. Na co dzień, zwłaszcza na wsiach, jedzono jarsko: kasze, ziemniaki, warzywa. Potem ludzie zachłysnęli się „lepszym życiem” i zarzucili starą, tradycyjną kuchnię – dodaje. Wojtek od jakiegoś czasu organizuje w Nadbużańskim Domu kulinarne festiwale – sezonowe i jarskie. Były dwa festiwale szparagów – sąsiedzi mają obok plantację. Był festiwal truskawek, grzybów, ziemniaków. – Przyjeżdżają często szefowie kuchni nie tylko z Polski, lecz także z zagranicy. Siedzimy pod drzewami, mamy menu degustacyjne. A jeśli pada, ustawiamy w holu szkolnym długi stół festiwalowy. Ważną rolę gra wtedy rodzinny duet: wnuczek, czyli syn Wojtka, Donald, z babcią Teresą. Są gotującą festiwalową parą. Tworzą potrawy tradycyjnej polskiej kuchni (wersja wegetariańska) – ale w nowoczesnym, autorskim wydaniu. Donald zresztą jest profesjonalistą, na co dzień pracuje jako kucharz w Berlinie. Ale urlopy i wolne dni spędza w Nadbużańskim Domu, gdzie – rzecz jasna – gotuje. Skąd pomysł na festiwale? Wojtek: – Pomyślałem, że czasem nie chce mi się stać przy kuchni, pojechałbym gdzieś coś zjeść, ale nie ma gdzie. To zrobię festiwal, niech ludzie posmakują, zobaczą, jakie cuda można robić choćby z ziemniaków, czyli z tego, z czego przecież na co dzień korzystają. Chciałem zainspirować innych – i siebie przy okazji.

Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król) Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król)

Przepisy na wielkanocne przepisy z Nadbużańskiego Domu znajdziecie tutaj:

  1. Styl Życia

Zaproś wiosnę do domu - 7 prostych inspiracji

(Fot. Zara Home)
(Fot. Zara Home)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Nie czekaj na zielone trawniki i wysokie temperatury - rozkoszuj się każdym dniem wiosny, odkrywaj ją powoli. Doceniaj każdy listek wychodzący z twardej gałązki, każdy kolorowy kwiatek i promień słońca. Zadbaj o swoje otoczenie. Wiosna to nowa energia i czas na zmiany.

  1. Styl Życia

Twoje wnętrze może być wyjątkowe. Przestawiamy lamele ścienne od Lameo

(Fot. materiał partnera)
(Fot. materiał partnera)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Drewno we wnętrzach to jedno z najpopularniejszych i najbardziej uniwersalnych rozwiązań aranżacyjnych, które zachwyca. Jego naturalny i jednocześnie bardzo elegancki charakter potrafi odmienić charakter każdego wnętrza i nadać mu odpowiedniego wyrazu. Drewniane podłogi czy meble to jednak nie jedyny sposób na przemycenie tego wyjątkowego surowca do wystroju mieszkania, bo na rynku pojawiły się lamele ścienne. Czym się wyróżniają i jak wpływają na estetykę naszych  wnętrz?

Czym są lamele?

Lamele ścienne to nic innego jak pionowe listwy, które mają znacznie szersze zastosowanie niż może na to wskazywać ich nazwa. Nowoczesne panele nie mają nic wspólnego z tradycyjną boazerią, która była obowiązkowym elementem wystroju wnętrz za czasów PRL-u. Lamele pionowe wyróżniają się minimalistycznym designem, który wcale nie oznacza nudy. Wręcz przeciwnie – prosta forma paneli pozwala zbudować wokół nich stylową aranżację wnętrz, skrojoną na miarę naszych potrzeb.

Lamele drewniane – jak je zastosować?

Lamele to niezwykle oryginalny pomysł na dekorację ścian, który pozwala przełamać aranżacyjną rutynę wszędzie tam, gdzie chcemy przeprowadzić metamorfozę wnętrza. Stylowe listwy tworzą bowiem niezwykle zgrany duet z tradycyjnymi pokryciami ściennymi w postaci tapet czy farb, oczywiście o ile wcześniej zadbamy o spójność ich estetyki. Tajemnica sukcesu instalacji z lameli pionowych tkwi w ich przestrzennej formie – trójwymiarowe panele to nietuzinkowe kompozycje, które dodają wnętrzom odpowiedniej głębi i lekkości. Co ważne, lamele we wnętrzach wcale nie muszą pokrywać całej ściany – można je zastosować tylko na jej dowolnej części, zgodnie z naszym wyczuciem estetyki.

Lamele pionowe nie tylko na ścianę

Lamele doskonale sprawdzają się w roli stylowych dekoracji na ścianę, ale to nie jedyna słuszna metoda ich spożytkowania. Designerzy, chcąc w pełni wyczerpać ich potencjał, wykorzystują lamele drewniane jako element wykończeniowy sufitu, co spotyka się z coraz większym entuzjazmem. Jest to bowiem świetna alternatywa dla tradycyjnych kasetonów i płyt sufitowych, która doskonale wpisuje się w najnowsze trendy wnętrzarskie.

Ażurowa ścianka działowa z lameli – absolutny hit wnętrzarski

Wszechstronność zastosowania lameli pozwala na ich użycie nie tylko jako okładzin ściennych czy sufitowych. Projektanci wnętrz coraz częściej traktują lamele jako materiał budowlany, z którego można „wyczarować” ściankę działową. I to nie byle jaką, bo ażurowa konstrukcja pozwala stworzyć luksusowy klimat w pomieszczeniu i to niezależnie od przyjętej w nim stylistyki.

(Fot. materiał prasowy) (Fot. materiał prasowy)

Ścianki działowe z lameli to nie tylko krok w stronę niesztampowej estetyki wnętrz, ale i skuteczny sposób na wydzielenie mniejszych stref w przestronnych pomieszczeniach, co okazuje się strzałem w dziesiątkę przy aranżacji powierzchni publicznych czy biurowych.

Lepsza akustyka dzięki lamelom ściennym? To możliwe!

Panele drewniane na ścianach i sufitach doskonale pochłaniają i rozpraszają fale dźwiękowe, na czym zyskuje akustyka pomieszczeń. Montaż lameli, które stanowią syntezę walorów estetycznych i praktycznych, jest zatem idealnym rozwiązaniem dla osób, które od dawna zmagają się z dość irytującym i uciążliwym problemem pogłosu w pomieszczeniach.

Lamele ścienne – na jaki kolor postawić?

Przeglądając oferty sklepów z dekoracjami wnętrz łatwo zauważyć, że różnorodność wersji kolorystycznych może przyprawić o przyjemny ból głowy. Doskonałym przykładem jest tutaj sklep 4wall.pl, który posiada w swojej ofercie wysokiej jakości lamele ścienne od Lameo w wielu różnych wariantach.

Choć każda aranżacja jest inna i wymaga nieco innego podejścia do tematu, to w kwestii wyboru odcienia drewnianych paneli warto kierować się jedną podstawową zasadą. Kolor lameli ściennych powinien kontrastować z kolorem ścian, bo właśnie wtedy najłatwiej wyeksponować ich wyjątkowy charakter. Jest jednak wyjątek - modele listew występujące w kolorach naturalnego drewna pasują zawsze i wszędzie.

Lamele ścienne Lameo 003 w odcieniu „dąb naturalny” o jednolitej strukturze idealnie sprawdzą się we wnętrzach nowoczesnych, sfokusowanych na minimalizm, gdzie kolorystyka bazuje na neutralnych tonach. Panele będą wyróżniać się na tle białej ściany czy sufitu, ale jednocześnie stworzą z nimi harmonijną całość. Podobny scenariusz można założyć w przypadku czerni czy granatu, które coraz częściej goszczą na naszych ścianach.

Równie spektakularny efekt można uzyskać montując lamele ścienne Lameo 007 w odcieniu „dąb wotan”. W porównaniu do poprzedniego modelu posiadają wyraźne usłojenia, co tylko dodaje im intrygującego charakteru. Idealnie spiszą się w aranżacjach wnętrz utrzymanych w stylu skandynawskim, ale też potrafią przełamać sielskość wystroju rustykalnego czy boho.

(Fot. materiały prasowy) (Fot. materiały prasowy)

Wszystkie kolory lameli dostępne są pod tym linkiem - https://4wall.pl/181_lamele

Lamele pionowe od Lameo – gwarancja wysokiej jakości

Lamele ścienne od Lameo to prawdziwy hit wśród miłośników nienagannej estetyki i wysokiej funkcjonalności. Listwy znajdujące się w ofercie sklepu 4wall.pl na tle podobnych produktów wyróżniają się bowiem nie tylko ciekawym designem, ale też trwałością.

Lamele wykonane są z płyty MDF o dużej gęstości, dlatego są tak odporne na uszkodzenia mechaniczne czy wilgoć, ale jednocześnie są bardzo łatwe w obróbce.  Przycięcie ich do optymalnej długości nie stanowi zatem żadnego problemu – wystarczy ręczna piłka czy ukośnica.

Na plus lameli z oferty 4wall.pl działa również nienaganny styl ich wykończenia. Do pokrycia listew stosuje się drewnopodobną okleinę, której struktura imituje naturalne drewno. Lamele te nie posiadają śladów łączeń, bo okleina „ląduje” na każdym z 4 boków za pomocą systemu bez łączeniowego, dzięki czemu nadają się na ażurową ściankę działową.

(Fot. materiał prasowy) (Fot. materiał prasowy)

Szybki i sprawny montaż lameli

Z montażem lameli poradzi sobie każdy, nawet bez większego doświadczenia w pracach wykończeniowych. Do przyklejenia listew dekoracyjnych wystarczy bowiem klej montażowy lub taśma typu TESA, które nakładamy na jeden z boków. Następnie przytwierdzamy lamelę do ściany zachowując jej pionową orientację. Z kolejnymi panelami postępujemy tak samo, pilnując identycznych odległości między nimi, które powinny wynosić 2,8 – 3,0 cm. Jak to zrobić? Za dystans może nam posłużyć fragment listwy pozostały po jej przycięciu.