1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Ty po pracy robisz pranie, oni idą sobie poleżeć. Nowojorczycy znaleźli nowy-stary sposób na zmęczenie

Ty po pracy robisz pranie, oni idą sobie poleżeć. Nowojorczycy znaleźli nowy-stary sposób na zmęczenie

(Fot. Mario Tama/Getty Images)
(Fot. Mario Tama/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Patrycja Klikowska - Ty po pracy robisz pranie, oni idą sobie poleżeć. Nowojorczycy znaleźli nowy-stary sposób na zmęczenie

00:00 06:11
15s
0,5 x
15s
O Nowym Jorku mówi się, że to miasto, które nigdy nie zasypia. Zmęczeni życiem na najwyższych obrotach mieszkańcy odpowiadają jednak: „A może właśnie najwyższy czas?”. W ramach inicjatywy Club Rest Stop spotykają się w parkach, by wspólnie odpoczywać bez wyrzutów sumienia. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, bo do grupowych sesji regeneracji dołącza coraz więcej osób.

Po ośmiu godzinach w pracy, czy całym tygodniu skumulowanych obowiązków zawodowych, bycie częścią dużego ludzkiego zbiorowiska jest zwykle jedną z ostatnich rzeczy, o jakich myślimy. Sposobem na wyciszenie naszego układu nerwowego intuicyjnie staje się zamknięcie się w bezpiecznym, przytulnym kokonie z dala od krzątaniny, głosów i nieustannych bodźców. Stąd też rosnąca grupa fanów „pustych weekendów” – końca tygodnia wolnego od wszelkich planów, kiedy wszystkie decyzje podyktowane są wyłącznie aktualnym nastrojem i poziomem energii.

Niektórzy uważają jednak, że odpoczynek to zadanie wymagające wielu rąk. I nie mamy tu na myśli oddania się w ręce masażysty, który sprawnie zlokalizuje napięcia i pomoże nam się rozluźnić. W Nowym Jorku zrodziła się inicjatywa zrzeszająca ludzi... wykończonych pracą, którzy zamiast leżeć plackiem na własnym balkonie czy nie wychodzić przez cały dzień z łóżka wolą stawiać czoła zmęczeniu w większym gronie. Choć brzmi to trochę jak zaprzeczenie idei regeneracji, spotkania szybko zyskały zwolenników. Ich uczestnicy zbierają się po prostu po to, by wspólnie wypoczywać – bez presji prowadzenia długich rozmów czy robienia czegokolwiek produktywnego.

Czytaj także: Przemęczony mózg nie marzy o Seszelach. Psychiatra wyjaśnia, co naprawdę jest mu potrzebne do zdrowia

Klub, do którego przychodzi się... poleżeć

O nowym-starym fenomenie napisał tabloidowy „New York Post”, przekonując, że jest on odpowiedzią przedstawicieli pokolenia Z i milenialsów na kulturę promującą nieprzerwaną pracę, samodoskonalenie i dążenie do sukcesu za wszelką cenę – nawet kosztem własnego zdrowia i psychicznego dobrostanu. Jak mówi 31-letnia Maaliyah Symoné, założycielka Club Rest Stop – bezpłatnego „klubu odpoczynku” – jedyne wymogi uczestnictwa to stawienie się na miejscu o wyznaczonej porze, zdjęcie butów, wygodne ułożenie się na kocu i... absolutne nicnierobienie.

Jej celem jest uświadomienie ludziom, że odpoczynek nie sprowadza się wyłącznie do nocnego snu ani nie musi oznaczać drogich wyjazdów na drugi koniec świata. Może polegać także na regularnym wylegiwaniu się na trawniku. Wielu osobom taka forma spędzania czasu może wydawać się zwykłym lenistwem, które postrzegają przez pryzmat siedmiu grzechów głównych. Uczestnicy przyznają jednak, że w grupie jest im zdecydowanie raźniej wytrwać w oporze wobec społecznych oczekiwań. – Na spotkaniach robimy to wszyscy, dlatego nie czujemy się dziwacznie – mówią.

@yourreststop We’re staring a free third space for tired people called Club Rest Stop and will be launching this June in NYC! Link in bio to join ⭐️ This FREE REST CLUB will allow you to just show up and lie down. Led by our founder Maaliyah (Reiki + Sound Bath practitioner since 2019) each club meeting will focus on teaching you one of the seven types of rest and practical tools for emotional regulation. If you’ve been looking for a social activity to make new friends in a low lift environment, or just relax while being socal, Club Rest Stop is for you! Want to join? Link in bio 🛏️ #nycsummer #thirdspace #socialclub #freeeventsnyc ♬ A Summer Place - Hollywood Strings Orchestra

Zaczęło się od jednej upalnej niedzieli, kiedy ponad 40 osób zebrało się w Central Parku na dwie godziny, by ramię w ramię uciąć sobie drzemkę bez wyrzutów sumienia. Kto potrzebował dodatkowego wyciszenia, mógł dołączyć do ćwiczeń oddechowych i sesji dźwiękoterapii. Symoné tłumaczy, że dla dziesiątek osób była to jedyna okazja, by naprawdę złapać oddech w pędzącym na złamanie karku Nowym Jorku i pobyć „tu i teraz” bez uporczywego poczucia, że w tym czasie powinni robić coś bardziej przydatnego.

Czytaj także: Moc wibracji. O tym, jak działa masaż dźwiękiem, rozmawiamy z mistrzynią gry na gongach i misach

Najtrudniejsze zadanie? Nic nie robić

Oczywiście nie jest to żadna nowość. Parki od zawsze służyły mieszczuchom do tego, by odsapnąć po długim dniu na łonie natury. Teraz jednak w niektórych kręgach odpoczynek zyskał ramy zorganizowanej aktywności, bo być może... sami nie potrafimy już dać sobie na niego przyzwolenia. Odkładamy go na później – na moment, kiedy wszystkie deadliny zostaną domknięte, odpowiemy na każdy mail, uporamy się z kupką brudnych ubrań albo wreszcie doczekamy urlopu za pół roku. Tymczasem przemęczony organizm nie zadowoli się odroczoną obietnicą, bo potrzebuje wytchnienia natychmiast.

– Zrozumiałam, jak dużym wyzwaniem jest po prostu położenie się i wsłuchiwanie w dźwiękoterapię, nie czując przy tym, że powinnam wykonywać jakieś zadanie. Tak trudno jest odpuścić i zwyczajnie pobyć w bezruchu. Dzięki Maaliyah nauczyłam się jednak, jak ważne jest dawanie sobie przestrzeni na prawdziwy odpoczynek. Nasze pokolenie jest tak wypalone, że naprawdę musimy na nowo nauczyć się odpoczywać. Dlatego jestem wdzięczna za inicjatywy takie jak ta. Myślę, że młodzi ludzie w ogóle nie wiedzą już, jak się regenerować – mówi jedna z uczestniczek.

Chęć udziału w kolejnych spotkaniach zgłasza podobno kilkuset nowojorczyków. Rzecz jasna, biorąc pod uwagę, że cały obszar metropolitalny zamieszkuje blisko 23 miliony ludzi, pozostaje to zaledwie kroplą w oceanie. Nie zmienia to jednak faktu, że ten niszowy trend jest potrzebny.

W czasach, gdy wielu z nas utożsamia relaks z kosztownymi zabiegami wellness, luksusowymi wakacjami czy ćwiczeniami w modnych studiach z reformerami, dobrze, że powstają przestrzenie przypominające o czymś znacznie prostszym – że czasem wystarczy na chwilę dotknąć stopami trawy i położyć się pod gołym niebem, zamiast prosto z pracy wracać do domu, ścierać kurze, wstawiać pranie albo siadać do zaległych faktur i odrabiać drugi etat. Oczywiście nie rozwiąże to wszystkich problemów współczesnego kultu pracy, ale może być pierwszym (bardzo przyjemnym!) krokiem do wyjścia z bezwzględnego kołowrotka.

Artykuł opracowany na podstawie: Marissa Matozzo, „Burned-out Gen Zers are joining lie down clubs to ‘recover’ from hustle culture: ‘A lot of tired people’”, nypost.com [dostęp: 27.07.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE