Agata Lipiec - Po wolnym dniu i dzieci, i rodzice padają na twarz ze zmęczenia. Trend „empty weekend” może to zmienić
00:00
Kto zna angielski, ten bez trudu rozszyfruje nazwę nowego internetowego trendu. Nie doszukuj się w niej gry słów, ani drugiego dna. „Empty weekend” oznacza dokładnie to, co myślisz – koniec tygodnia wolny od wszelkich planów. Dlaczego właśnie takie podejście zyskuje popularność wśród rodziców?
Przeglądając sieć, na „empty weekend” natkniesz się nie tylko w kontekście rodzicielstwa. Mówią o nim także osoby bez dzieci na pokładzie, zmęczone natłokiem spotkań towarzyszach i atrakcji. Zamiast kolejnego grilla na działce, spływu kajakowego, kina pod chmurką czy coffee rave'u w niedzielę o świcie, wolą wyczyścić kalendarz do zera. Idea nie sprowadza się jednak do zamknięcia się w czterech ścianach i rezygnacji z wychodzenia na zewnątrz. Wręcz przeciwnie. Zwolennicy tego trendu obejrzą film w parku i pojadą na rowerową przejażdżkę, ale pod jednym warunkiem – jeśli akurat najdzie ich na to ochota. Decyzja nie może wynikać z wcześniej zatwierdzonego planu ani z poczucia obowiązku. Te dwa dni, o ile nie wypełnia ich akurat zmianowa praca czy inne losowe wypadki, mają być całkowicie wolne od przymusu i stresu.
Jeśli głowa i ciało podpowiedzą, że chętnie podładują baterie na spacerze, cała naprzód. Jeśli wolą odpocząć, leżąc w łóżku, nic nie stoi na przeszkodzie, by obrać kurs na sypialnię.
Czytaj także: Nie miej wyrzutów sumienia, że się lenisz. Eksperci twierdzą, że jeden dzień próżnowania w tygodniu ma nieocenione korzyści zdrowotne
U części osób już sama myśl o weekendzie bez planów wywołuje FOMO – lęk przed tym, że coś je ominie. Inni odczuwają jednak ROMO (Relief of Missing Out), czyli ulgę, że mają przed sobą czas, kiedy nie będą spełniać cudzych oczekiwań i z buzią w podkówkę zaliczać wszystkich standardowych punktów weekendowego programu. Za to zyskają okazję, by spontanicznie decydować, czego w danym momencie im potrzeba.
W przypadku rodzin z dziećmi sprawa wydaje się jednak bardziej skomplikowana. Ogarnięcie gromadki pociech (czy nawet jedynaka) wymaga nie lada logistyki i kreatywności. Dorośli w dobrej wierze chcą zapewnić najmłodszym członkom rodziny jak najlepszy rozwój, socjalizację i jednocześnie piękne wspomnienia. Stąd też rano wiozą je na basen, potem na spektakl w teatrze i zajęcia z baletu, a na koniec podrzucają na urodziny do koleżanki, w drodze ogarniając prezent i strój. Innymi słowy – niby to weekend kilkulatka, ale wypchany jest od rana do nocy niczym grafik zarobionego CEO.
Trend „empty weekend” zachęca do czegoś zupełnie innego – by dać przestrzeń zarówno dzieciom, jak i sobie, zdjąć z siebie presję i zobaczyć, gdzie zaprowadzi nas pusty kalendarz. Dla niektórych to oczywiście żadna nowość. Bo rodzinne weekendy zawsze oznaczały dla nich sprzątanie w sobotę, obiad u dziadków w niedzielę, i tyle. Wszystko pomiędzy było nieskrępowaną niczym improwizacją. Dziś jednak rzadziej odwiedzamy znajomych bez zapowiedzi i tylko sporadycznie robimy coś kompletnie bez planu.
Każdą godzinę próbujemy zagospodarować, zoptymalizować i zamienić w kolejne wartościowe przeżycie.
A może największą wartością weekendu nie jest liczba odwiedzonych miejsc czy zdjęć zapisanych w telefonie, ale możliwość pobycia razem bez konkretnego celu, parcia i nacisków. Dlaczego może okazać się, że „nicnierobienie” wyjdzie nam na dobre? Od kilku lat coraz częściej podkreśla się, jak ważna dla dzieci jest nuda. Wcześniej długo traktowano ją niemal jak problem, który trzeba natychmiast rozwiązać. Nie dopuszczano do sytuacji, w której dziecko choć przez chwilę siedziało na brzegu piaskownicy z kwaśną miną i nie wiedziało, co ze sobą począć. A przecież to właśnie w takich momentach bezczynności często do głowy przychodzą najlepsze pomysły na zabawę.
Czytaj także: 5 zdań, których warto użyć, gdy dziecko mówi: „Mamo, tato, nudzi mi się”. Nauczą je, że nuda to nie koniec świata
A nawet jeśli nie narodzi się z tego wielkie budowanie fortu z poduszek ani podchody w lesie, nic nie szkodzi. Waszym priorytetem może być też leniwy odpoczynek na kanapie. Colin Drury, dziennikarz brytyjskiej gazety „i Paper” chętnie korzysta z tego podejścia i mówi, że brak zorganizowanych aktywności w przypadku jego rodziny może skończyć się nieplanowanym wyjściem do muzeum czy wycieczką za miasto, ale także zwykłym przesiadywaniem na placu zabaw, spacerem po parku czy... odsypianiem. „Chcieliśmy, żeby weekendy opierały się nie tylko na nowych doświadczeniach i różnorodności, ale też spontaniczności, czyli tym, co bawialnie, szkółki czy kluby sportowe niekoniecznie oferują. Czasem dzieci chciały sobie po prostu dłużej pospać” – opisuje.
Nie wpadaj w panikę, że gdy dzieci przegapią trening i lekcję, rówieśnicy zostawią je w tyle. O ich przyszłości naprawdę nie musi decydować to, jak spędzały weekendy w wieku pięciu lat. A kiedy rodzice zostawią im więcej miejsca na samodzielne orzekanie, co obecnie chcą robić, mogą odkryć swoje prawdziwe pasje i zainteresowania, a nie te narzucone im odgórnie.
Podobnie myśli dziennikarka „Huffington Post” Natasha Hinde, dla której chaotyczne tygodnie pełne zajęć dodatkowych często kończyły się wybuchem złości u wyczerpanych dzieci w piątkowy wieczór. Pusty weekend traktuje więc jako okazję do prawdziwej regeneracji. Choć badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Bath pokazują, że pozalekcyjne aktywności rzeczywiście zwiększają pewność siebie u dzieci i rozwijają umiejętności społeczne, dobrze jest znaleźć zdrowy balans. Gdy przesadzimy w drugą stronę, może dojść do przeciążenia i wypalenia – zarówno u najmłodszych, jak i u dorosłych pełniących rolę szoferów, animatorów i organizatorów.
Czytaj także: Novak Djoković zdradził, co mówi dzieciom, gdy się nudzą. Wielu rodziców będzie zaskoczonych
Oczywiście podejście to nie sprawdzi się w przypadku wszystkich rodzin. Są i tacy, dla których testowanie trendu było drogą przez mękę. Kiedy nie można „odstawić” dzieci na zajęcia czy do domu zaprzyjaźnionych sąsiadów, ich kłótnie i harce towarzyszą nam w tle od rana do nocy, po podłodze walają się zabawki, a w kuchni czekają stery naczyń. Jednak jak zauważa pisząca dla portalu „Netmums” Jen Barton Packer: „hałasy nie przeszkadzają jej tak bardzo, gdy może pospać sobie do 9”.
Nie trzeba od razu iść na całość. Można zacząć od jednego weekendu w miesiącu. Wybierz datę, wykreśl plany i wyłącz budziki. Trzymaj się jedynie podstawowej rutyny, choćby godzin spożywania posiłków, a resztę oddaj przypadkowi. Może okazać się, że to najlepsza decyzja, jaką podjęłaś w tym roku.
Artykuł opracowany na podstawie: Natasha Hinde, „'Empty Weekend Parenting' Is The 2026 Trend Saving Burnt Out Families”, huffingtonpost.co.uk; Jen Barton Packer, „'I've been empty weekend parenting my 4 kids long before it became a trend: here's how to resist the urge to overschedule;”, netmums.com [08.07.2026]