Od praktycznych sandałów Birkenstock po luksusowe Crocsy i nerkę w wersji haute couture – moda od lat zamienia to, co kiczowate i niemodne, w obiekt pożądania. Dziś im bardziej dziwaczny, tandetny lub prowokacyjny przedmiot, tym większy status zyskuje w mediach społecznościowych i… świecie luksusu.
Tekst pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 07/26.
Aby nie zginąć w modnym tłumie gwiazd pozujących fotoreporterom podczas tegorocznej gali Met, Cardi B i autor jej kreacji Marc Jacobs postawili na sprawdzoną strategię wizerunkową: nieważne jak, byle gadali. Jacobs ubrał raperkę w wypchany poduszkami cielisty kombinezon, na który nałożył mocno prześwitującą czarną koronkową suknię. Wśród stylistów i internetowych komentatorów szybko pojawiły się takie określenia: „koszmar pacjenta kliniki chirurgii plastycznej”, „nadmuchany przewód pokarmowy”, „mózg w koronce”. Bardziej przychylni oceniali stylizację jako trudną estetycznie, niekonwencjonalną i świadomie rzucającą wyzwanie normom.
Marc Jacobs od początku kariery konsekwentnie budował swoją pozycję na estetyce „tak brzydkie, że aż piękne”, sięgając po to, co dziwne, niedoskonałe i wymykające się klasycznym definicjom mody, z czasem przekuwając tę odwagę w prawdziwy sukces komercyjny.
Choć niektóre jego kolekcje, jak kultowa Grunge zaprojektowana dla marki Perry Ellis na wiosnę 1993 roku, początkowo spotkały się z chłodnym przyjęciem, dziś uznawane są za przełomowe i ikoniczne dla całej branży. Jacobs od kilku sezonów bawi się fasonami zaburzającymi proporcje kobiecej sylwetki, jakby przeczuwał, że jego klientki mają już dość cichego luksusu, bezpiecznych kolorów i gładkich form przypominających garderobę wygenerowaną przez AI.
(Fot. Udo Salters/Patrick McMullan via Getty Images)
Umberto Eco, autor m.in. „Historii piękna” i „Historii brzydoty”, zwracał uwagę, że choć filozofowie i artyści od stuleci chętnie definiowali piękno, refleksji poświęconych brzydocie powstało zaskakująco niewiele. Brzydota od zawsze funkcjonowała jako naturalne przeciwieństwo piękna.
Gdy definiuje się kryteria piękna, automatycznie pojawia się też jego odwrotność, na przykład: piękno porządkuje symetrię, a brzydota ją zaburza; piękno to pełnia i doskonałość, a niekompletność to źródło brzydoty.
Według Eco brzydota nie jest kategorią stałą ani obiektywną, lecz pojęciem względnym, zależnym od epoki, kultury i społecznych norm. To, co jednym wydaje się groteskowe lub odrażające, dla innych może być fascynujące, pociągające, a nawet piękne. Filozof podkreślał również, że o ile piękno wiąże się z dystansem i kontemplacją, o tyle brzydota wywołuje emocje takie jak niepokój, wstręt, szok, ale też budzi ciekawość i ekscytację. Być może właśnie dlatego od wieków tak silnie obecna jest w sztuce, modzie i kulturze, które nieustannie próbują przekuć ją w estetyczną przyjemność i prowokację.
Moda na brzydotę, określana dziś mianem ugly fashion, od lat skutecznie burzy tradycyjne wyobrażenia o tym, co powinno uchodzić za stylowe.
Zamiast harmonii i „ładności” projektanci coraz częściej wybierają estetyczny chaos: zdekonstruowane fasony, kiczowate dodatki czy rzeczy, które jeszcze niedawno uznawano za modowe faux pas.
Na czele miłośników estetyki ugly fashion od lat stoi Miuccia Prada, dziś jedna z najbardziej wpływowych kobiet w branży. Zdaniem projektantki brzydota wydaje się nowa, atrakcyjna i ekscytująca, co zdają się potwierdzać zachwyty nad każdą kolejną kolekcją wychodzącą spod ręki słynnej Włoszki.
Podczas pokazu Miu Miu na sezon wiosna-lato 2026 roku na wybiegu pojawiły się babcine ażurowe sweterki rodem z lat 70., utrzymane w odcieniach pomarańczu i czerwieni, sztywne koronkowe halki na grubych ramiączkach, a także coś, co jeszcze do niedawna trudno byłoby rozpatrywać w kategoriach „modne”, a już na pewno nie „luksusowe”: nylonowe fartuszki przywołujące estetykę PRL-u. Dla wzmocnienia efektu modelki prezentujące kolekcję umalowano zgodnie z zasadą make-up no make-up, a ich fryzury wyglądały jak włosy po nieudanej, lekko przepalonej trwałej.
Nierzadko za „brzydkie” uznaje się to, co najbardziej praktyczne i wygodne. Przez lata obuwie marek Birkenstock i Crocs kojarzyło się raczej z komfortem niż dobrym stylem, uchodząc za modele zbyt toporne i mało efektowne, by mogły trafić do świata mody.
Dziś te same modele pojawiają się na wybiegach i w kolekcjach luksusowych marek, udowadniając, że praktyczność, komfort i oryginalność coraz częściej wygrywają z klasycznie rozumianym pięknem, o czym cztery lata temu marka Birkenstock przekonywała w swojej kampanii „Ugly for a Reason”. Jak się okazało, skutecznie, bo według raportu „The Year in Fashion 2022” platformy zakupowej Lyst klapki Birkenstock Boston zostały uznane za najmodniejsze buty roku, a w pierwszej połowie 2022 roku liczba ich wyszukiwań wzrosła o 593 procent, przez co przez długi czas model był wyprzedany na wielu stronach internetowych.
Ogromną rolę w oswajaniu tego, co nowe, dziwne czy początkowo uznawane za brzydkie, odgrywają gwiazdy i influencerzy. Do największych modowych autorytetów należy Rihanna, której styl doczekał się nawet własnego memu: Something is ugly until Rihanna decides otherwise (Coś jest brzydkie dopóty, dopóki Rihanna nie zdecyduje inaczej).
Trampki Balenciagi z 2022 roku za 1850 dolarów. (Fot. Materiały prasowe)
Estetyka ugly chic sięga znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać, o czym przypomina nowa książka „Ugly. Encyklopedia brzydkiej mody” Karoliny Żebrowskiej. Autorka zaprasza czytelników w podróż przez historię najbardziej osobliwych trendów. Wśród nich znalazły się m.in. „męskie obcasy”, „gigabiusty”, „buty-kopyta” czy „kebabowe płaszcze”, tak entuzjastycznie przyjmowane przez znaczną część europejskich elit i arystokracji. Niektóre z nich nie były tylko absurdalnym kaprysem, lecz odpowiedzią na realne potrzeby modnych dam.
Pod koniec XVIII wieku fryzury i kapelusze osiągnęły tak monumentalne rozmiary, że wymagały specjalnej ochrony. W ten sposób powstał calash, ogromne składane nakrycie głowy przypominające coś pomiędzy akordeonem, muszlą ślimaka i dziwacznym powozem. Kobieta nosząca podobną konstrukcję wyglądała najpewniej nieco absurdalnie, ale miała przynajmniej pewność, że, podobnie jak Cardi B, nie zginie w tłumie.
Współcześnie estetyka ugly fashion coraz częściej staje się manifestem indywidualizmu, sprzeciwem wobec perfekcji i instagramowej estetyki dopracowanej do granic możliwości. Z drugiej strony w erze ujednoliconych algorytmów „szokująca garderoba” to sprawdzony sposobów na przyciągnięcie uwagi. W mediach społecznościowych działa prosta zasada: im bardziej dziwaczny, prowokacyjny i niezrozumiały look, tym większa szansa, że stanie się wiralem.
Na fali trendu „2026 to nowe 2016”, napędzanego nostalgią za estetyką minionej dekady, do łask wracają m.in. militarne spodnie capri, sneakersy na koturnie, szerokie chokery i nieprzyzwoicie obcisłe dżinsy. Choć noszą je dziś influencerki i bywalczynie pokazów, dla wielu osób (ze mną włącznie) nadal pozostają synonimem modowego obciachu.
W latach 30. XX wieku historyk mody James Laver stworzył teorię, zgodnie z którą ocena estetyczna ubrań nie jest stała, lecz zmienia się wraz z upływem czasu i kontekstem kulturowym. Ocena tego samego stylu przez społeczeństwo zmienia się w zależności od tego, jak daleko jest on od momentu swojej modowej świetności. Dla przykładu: 10 lat przed swoim czasem trend będzie uznawany za nieprzyzwoity, rok po swoim czasie za niemodny, a 10 lat później za okropny. Zgodnie z tym, co pisał Laver, dopiero około 70 lat po okresie swojej największej popularności skinny jeans i sneakersy na koturnie zostaną uznane przez większość społeczeństwa za czarujące.