fbpx

Przychodzi człowiek do człowieka

Przychodzi człowiek do człowieka
fot.123rf

Rozmowa kwalifikacyjna? Odpowiedni strój, spojrzenie prosto w oczy,
niebieski kostium? Niekoniecznie. Najważniejsza jest autentyczność.

Nie ufaj technikom i poradom, którymi naszpikowany jest internet: co mówić, czego nie mówić, jak trzymać ręce, nogi i gdzie patrzeć, minikursy technik wpływu na innych…
– wszystko to, jeśli działa, to na krótką metę. Nawet jeśli pomoże przekonać rekrutera lub potencjalnego szefa, że to właśnie ciebie szuka, podstawowe pytanie brzmi: czy to istotnie prawda? I jaki będzie następny odcinek tej opowieści. Filozofia: „byle się załapać, a potem zobaczymy” z reguły źle się kończy. Nie daj się wkręcić w rolę „skutecznego petenta” z zestawem stosownych masek na okazję rozmowy kwalifikacyjnej. I nie stresuj się internetowymi poradami, gdyż one najczęściej… nie działają.

Po prostu bądź sobą

Czy to oznacza, że zachęcam do niedbałego ubierania się, siadania z podwiniętymi nogami na krześle w czasie rozmowy i żucia gumy, i to podczas pierwszej rozmowy o pracę? Otóż, gdyby taki ekstremalny portret był jedyną prawdą o tobie, powiedziałabym: TAK. Bo jeśli inaczej żyć nie potrafisz, to lepiej „odsłonić się” od razu. A nuż trafisz na amatora niewymuszonych zachowań, który uwagę skupi głównie na dostarczonej dokumentacji dokonań – twoim świetnym komiksie, rewelacyjnym programie komputerowym itp. Wtedy rozmowa ma szanse zakończyć się angażem, mimo kolczyka w nosie i koszuli w kratę…

Jeżeli aplikujemy o pracę w banku – krata i luz nie przejdą, ale też nie o to chodzi. Chodzi o to, czy bankowy dress code jest w zgodzie z tą częścią twojej osobowości, która uaktywniać się będzie w pracy? Czy jesteś w stanie codziennie zachowywać się i porozumiewać w wyważony sposób przez dłuższy czas? Bo jeśli jedynie odegrasz przed rekruterem rolę osoby, jaką on chce zobaczyć, potem w pracy ów fałsz może stać się źródłem konfliktów.

Podstawą dobrych, zdrowych relacji w pracy i życiu jest autentyczność. Każdy z nas ma swój własny niepowtarzalny charakter, upodobania, zdolności. To jest nasz potencjał. Kiedy jesteśmy autentyczni – „zarażamy” tym innych i wzajemne relacje zaczynają nabierać głębszego wymiaru. Rozmowa kwalifikacyjna polega na tym, że przychodzi człowiek do człowieka, a nie: poszukujący pracy do przyszłego szefa. Nie warto zbytnio utożsamiać się z rolą, bo tracimy moc autentyzmu.

Ukryte życzenia

Z pewnością w trakcie tej, jak i innych ważnych rozmów w życiu, nie warto zadowalać, przypodobywać się i dopasowywać na siłę do oczekiwań rozmówcy.

Jedna z moich klientek – Krystyna – była szefowa dużego zespołu w korporacji, zwolniona z powodu „redukcji stanowisk”, podejmowała kolejne prace z jednakowym efektem: euforia po rozmowie wstępnej, zadowolenie z nowej pracy zmieniające się dzień po dniu w rozgoryczenie. Finał: nieprzedłużenie umowy o pracę po okresie próbnym.

Kiedy przyglądałyśmy się wspólnie sposobowi, w jaki Krystyna porozumiewa się z kolejnymi szefami, dało się dostrzec powtarzający się cykl: nadmierna uległość podczas rozmowy wstępnej i początkowym okresie pracy, przechodząca stopniowo w tłumioną, a później otwartą wściekłość. A na koniec nieprzyjemna konfrontacja z szefem i… poszukiwanie następnej pracy. Inni – mniej kompetentni, gorzej wykształceni – trwali na swoich stanowiskach latami. Dlaczego?

W czasie analizy stylu komunikacji, jakim Krystyna posługuje się nie tylko w pracy, ale – jak sama stwierdziła – w większości sytuacji życiowych, okazało się, że kontakty rozpoczyna z pozycji „nadmiernie grzecznej”, licząc na to, że swoją postawą zachęca do wzajemności w relacjach, że w ten sposób skłania drugą stronę do tego samego.

Niestety, doświadczenie i badania pokazują, że w relacji dwustronnej uległość wcale nie zachęca do grzeczności – tylko do agresji (czasami przejawiającej się w formie manipulacyjnej) oraz do przekraczania granic. Tak samo, jak agresja bywa stosowana do wywołania uległości – podporządkowania drugiej osoby swoim potrzebom i celom. Te dwa napędzające się nawzajem style komunikacji tworzą zaklęty krąg, z którego potem bardzo trudno się wyrwać.

Umowa, której nie było

Kiedy Krystyna startuje z pozycji nadmiernie skupionej na spełnieniu oczekiwań drugiej strony, jest przekonana, że nagrodą za jej wysiłek będzie docenienie i potencjalny awans, a w rzeczywistości przekazuje komunikat: „twoje potrzeby są ważne, na moich nie ma co się skupiać”. A gdzieś w głębi duszy zakłada, że zawarła umowę o dbałości o siebie nawzajem. Ta iluzja jednak nie zostaje wypowiedziana. Szef, który usłyszał tylko to, co zostało powiedziane, zaczyna skwapliwie korzystać z tych wszystkich: „potrafię”, „jestem w stanie”, „praca jest dla mnie najważniejsza”, a niewypowiedziane potrzeby pracownicy ignoruje. Ona pozostanie idealną do czasu, gdy pewnego pięknego dnia rozpęta prawdziwą burzę z piorunami. I będzie wykrzykiwać, że nikt nie docenia jej pracy i że w porównaniu z innymi jest przeciążona, a zarabia najmniej. Jeżeli nie ma włoskiego temperamentu, zacznie wygłaszać jadowite uwagi i kąśliwe komentarze. Zignorowane potrzeby własne w taki niecywilizowany sposób zaczynają żyć własnym życiem i same dbać o siebie. Jeśli rzecz nie dzieje się akurat w klubie stoików – scenariusz z pozbyciem się pracownicy poprzez nieprzedłużenie jej umowy stanie się więcej niż prawdopodobny.

Kowalem swego losu każdy bywa sam

Uprzejmość i uważność w relacjach zawodowych są niezwykle cenne. Ugrzecznienie – nie, gdyż pozbawia relację autentyczności i przekierowuje ją na tory manipulacji. Przestajemy być autentyczni, zaczynamy odgrywać określone role. A jak długo można odgrywać rolę osoby pozbawionej potrzeb?

Warto o tym pamiętać, gdy stawiamy pierwszy krok na drodze nowych relacji, jaką jest rozmowa kwalifikacyjna.