Specbabka – była oficer CBŚ o pracy w męskim świecie

Specbabka
Klaudia Pingot, była oficer Centralnego Biura Śledczego, trenerka, mówczyni kreatywna (Fot. archiwum prywatne)

Służby mundurowe to nadal tzw. męski świat. A jednak Klaudia Pingot, była oficer CBŚ, zrobiła w nich szybką karierę. W rozmowie z Katarzyną Drogą radzi kobietom, by w takich środowiskach nie udawały facetów, a wnosiły do zespołu siłę płynącą z ich wrażliwości.

Ponad 10 lat pracowała pani w policji, w bardzo męskim zawodzie i w typowo męskim środowisku. Jak tam czuje się kobieta?
Mundur, hierarchia, broń w kaburze, obowiązki wymagające sił i dyscypliny, konieczność mierzenia się z aktami agresji, niebezpieczeństwem na ulicy… Owszem, służby są wyjątkowym zawodem dla kobiety, ale z drugiej strony według mnie kobietom jest trudno we wszystkich branżach. Żyjemy w męskim świecie, to mężczyzna w naturalny sposób szybciej awansuje, więcej zarabia, jest płcią silniejszą.

Ale w służbach mundurowych te różnice chyba są jeszcze bardziej widoczne?
Niby tak, jednak zawsze uważałam, że jestem panią swojego losu i nie będę się trzymać schematów, lecz dążyć do celu. Dzięki temu od momentu pójścia do policyjnej szkoły w Szczytnie po rezygnację z pracy dałam radę wszystkim wyzwaniom. A nie były łatwe: dostanie się do Szczytna opłaciłam wielkim wysiłkiem. Startowało około 15 osób na jedno miejsce. Każda kompetentna osoba mówiła mi, że szybciej dostałabym się na medycynę… To działało na mnie jak płachta na byka, myślałam: „oczywiście, że się dostanę!”. Już dwa lata przed maturą zaczęłam przygotowywać się do egzaminu.

Dostałam się i zderzyłam się z niełatwymi rzeczami, nawet z mobbingiem. Jednak wiedziałam, że się nie poddam. Tego się trzymałam przez całą karierę, dzięki czemu dość szybko awansowałam: z komisariatu w Barlinku do wydziału przestępczości gospodarczej w Krakowie, a później do CBŚ w Warszawie, do Biura Wywiadu Kryminalnego Komendy Głównej. Doszłam do stopnia podinspektora, zostawiając w tyle kolegów. To wymagało bardzo otwartego umysłu i szukania kolejnych wyzwań. Pomysłów: a to żeby pójść na jakiś kurs, a to skończyć kolejne studia, poprosić przełożonego o wysłanie mnie tam, gdzie nikt nie chciał jechać… Tym sposobem na przykład szkoliłam się w Europolu w Hadze. Żaden kolega z biura tak dobrze nie znał języka angielskiego, więc tylko mnie mogli wysłać.

Jaka jest proporcja kobiet i mężczyzn? Sporo miała pani koleżanek?
W Szczytnie było około 20 dziewczyn na 120 osób. W CBŚ są różne działy, na przykład zespół do współpracy międzynarodowej, gdzie trzeba znać języki, tworzą same dziewczyny. Natomiast jeśli chodzi o tematy, którymi ja się zajmowałam, czyli operacyjne i kryminalne, to byłam jedyną kobietą w wydziale.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Czy spotkała się pani z uwagami typu, że to nie miejsce dla bab?
Bywało i tak, ale nie mogę generalizować. Muszę podkreślić, że na każdym etapie, w każdej komórce, od komisariatu po Komendę Główną, zawsze obok mnie byli wspierający ludzie. Od kolegów ze swojego zespołu dostawałam partnerskie wsparcie, z protekcjonalnym traktowaniem spotkałam się raczej ze strony niektórych przełożonych. Wypierałam to, udawałam, że nie słyszę. Lecz inna część mnie mówiła: „pokażę im, że potrafię więcej”. To mobilizujące, ale tak naprawdę niesprawiedliwe i szkodliwe. Badania pokazują, że kobiety na tych samych stanowiskach co mężczyźni wkładają w pracę więcej wysiłku. Gdybym chciała awansować na stanowisko dyrektorskie w Komendzie Głównej, to zajęłoby mi to kolejne 10 lat, mężczyźnie pewnie mniej.

Czy w takim razie warto, by młode kobiety szły do pracy w służbach mundurowych?
Tak, jak najbardziej, również dlatego, żeby trochę sfeminizować te branże. W każdych okolicznościach najlepiej sprawdzają się różnorodne zespoły: także w policji, i nawet w bardziej operacyjnych czy kryminalnych wydziałach. Chciałabym zachęcić młode dziewczyny, żeby wchodziły w tzw. męskie zawody i pokazywały, że ta żeńska nuta bardzo się tam przyda. Jako kobieta mogę być silna i mogę być przecież wrażliwa czy kreatywna.

Bardzo ważne, by działać zgodnie ze swoją osobowością, z tym, co podpowiadają emocje, umysł i intuicja. Nie ma potrzeby próbować być jak facet, bo nie o to chodzi, żeby nagle być kimś innym. Różnice nie są zresztą takie wielkie. Choć badania psychologii władzy wykazują, że deklaratywnie kobiety są bardziej demokratyczne, a mężczyźni bardziej autokratyczni, mężczyźni charyzmatyczni, nakierowani na cel i zadanie, a kobiety na relacje – to jednak w akcji kobiety i mężczyźni działają tak samo.

Strzelają równie dobrze?
Tak. Chociaż muszę się przyznać, że nigdy nie lubiłam broni. To był chyba też jeden z sygnałów, że jednak nie pasuję do tego zawodu i muszę szukać innej drogi.

A mundur?
Tak naprawdę wisiał w szafie, zakładałam go raz w roku, kiedy było święto i odznaczenia. Od zawsze wiedziałam, że będę pracować w służbach operacyjnych, takich pod przykrywką. Nie przepadałam za mundurem, chociaż byłam z niego dumna, bo to symbol, nobilituje, zwłaszcza z pagonami oficerskimi na ramionach.

Czemu pani odeszła z policji?
Uświadomiłam sobie, że decyzję o zawodzie podjęłam w wieku 16 lat, głównie na podstawie wyobrażeń i filmów. I przestrzegam przed tym, bo rzeczywistość okazuje się czymś zupełnie innym. Poza tym czułam w sobie potencjał wewnętrznej duchowości i kreatywności, którego w policji na żadnym stanowisku nie mogłam wykorzystać. W policji wykonuje się rozkazy. Całe zawodowe życie musiałam wstawać o 5.30 rano, wracałam po 10 godzinach pracy i nie było mi z tym dobrze. Marzyłam, żeby chociaż raz w tygodniu w środku dnia móc iść do lasu, na rower, mieć przestrzeń dla siebie. Długo już pracowałam w Komendzie Głównej, kiedy stwierdziłam, że jestem wypalona zawodowo, że się nie rozwijam, robię cały czas te same rzeczy. Poszłam do naszej poradni psychologicznej, skierowano mnie na terapię. Zapytałam, czy kiedy będę bardziej świadoma, czego chcę, to wypalenie zniknie. Jednak pani doktor odpowiedziała: kiedy już pani będzie świadoma, czego pani chce, to pani odejdzie. I tak się stało.

Myślałam, że powie pani o życiu w ciągłym stresie, pełnym niebezpieczeństw, ścigania przestępców…
Większym problemem była dla mnie rutyna i przewidywalność. Nawet w pracy operacyjnej czy kryminalnej, obok trudnych zadań jest wiele bardzo żmudnych czynności. Czyli na przykład jedziesz na obserwację – dobrze brzmi, ale oznacza, że siedzisz w samochodzie sześć, osiem godzin. I patrzysz. Albo jedziesz z zatrzymanym do sądu, czekasz kilka godzin, aż ktoś go przesłucha, żeby znowu odwieźć go do aresztu. Nużących obowiązków jest bardzo dużo i to one, a nie niebezpieczne akcje powodowały mój stres.

Skończyła pani psychologię i dzisiaj jako trenerka prowadzi szkolenia dla biznesu. Prowadzi pani też blog „Specbabka”, pod takim tytułem ukazała się pani pierwsza książka. Skąd ta nazwa?
To pomysł pewnej policjantki, z którą pracowałam w Centralnym Biurze Śledczym Policji. Odchodziła już na emeryturę, a ja wówczas szukałam inspiracji do tytułu bloga. Powiedziała mi: „ty to jesteś taka specbabka, więc może tak?”. Początkowo nie byłam przekonana, ale zrobiłam ankietę i „specbabka” rozgromiła wszystkie inne propozycje. Tworzenie bloga, a potem kanału na YouTubie to był dwuletni czas mojej duchowej przemiany.

Boimy się zmian, bo szkoda nam tego, czego uczyliśmy się przez lata. Tymczasem często okazuje się, że dawne umiejętności przydają się w też w nowych okolicznościach. Jako szkoleniowiec wykorzystuje pani wiedzę nabytą w służbach śledczych?
Tak, oczywiście. Właśnie dzięki specyficznemu doświadczeniu można w nowej branży tworzyć unikatowe rzeczy. Jedno z moich szkoleń, którymi firmy są bardzo zainteresowane, to „Metody FBI w biznesie”.

Kiedy zakładałam własną działalność, myślałam, że nie znam się na sprzedaży. Ale uświadomiłam sobie, że przecież pięć lat pracowałam w policyjnym wydziale werbunkowym. Oficerowie werbunkowi zajmują się docieraniem do osób, które mogą dać im potrzebne informacje, na przykład dotyczących grup przestępczych. Przez ten czas szkoliłam się i szkoliłam innych, jak budować relacje i zaufanie z informatorami. Przesłuchiwałam świadków, podejrzanych, więc umiem użyć transparentnych technik, które nie są perswazją, lecz pozytywnym wpływem, a to świetnie pasuje do zadań sprzedażowych. Prawdziwy dochodzeniowiec ma dobrą intencję i wykorzystuje ją w negocjacjach podobnie jak handlowiec.

Często pracuje pani z kobietami i dziewczynami. Co je najbardziej blokuje w pracy?
Jeśli miałabym generalizować, to powiedziałabym, że przede wszystkim przekonania. Mają też problem z poczuciem własnej wartości. W powszechnym rozumieniu z niskim poczuciem własnej wartości pracuje się poprzez zamianę myślenia typu: „jestem niedoskonała, to mnie frustruje”, na: „przecież tyle osiągnęłam, jestem w czymś dobra”. Moim zdaniem to błędne podejście. Według mnie o wartości człowieka nie stanowią ani dokonania, ani bagaż doświadczeń, a świadomość.

Nagrałam filmik „Jak zbudować poczucie własnej wartości w siedem minut, poprzez zmianę perspektywy”, który można obejrzeć na YouTubie. Robię tam ćwiczenie, w którym osoba o niskim poczuciu własnej wartości związanym z tym, że nie ukończyła studiów czy mało zarabia, ma sobie wyobrazić małe dziecko, tuż po urodzeniu. Ile punktów da mu w skali wartości? Daje 10, maksa. Pytam: dlaczego? Przecież ono nic nie zrobiło, nie zdążyło ani odnieść sukcesu, ani ponieść porażki. W innym ćwiczeniu pytam: kim byłeś przed narodzinami? Ktoś mówi: energią, duszą. A kim będziesz po śmierci? Znów: energią, duchem… Zmiana perspektywy pozwala nam dostrzec to „coś”, co mamy niezmiennie przez całe życie. I zrozumieć, że mamy obowiązek się tym zaopiekować: kochać siebie, akceptować i wspierać. Wszyscy jesteśmy warci tyle samo i tylko przekonania powodują, że tego nie widzimy.

Specbabka

Klaudia Pingot, była oficer Centralnego Biura Śledczego KGP, psycholożka, mówczyni kreatywna i trenerka. Autorka innowacyjnego poradnika „Błękitny umysł”, bloga „Specbabka” i programu „Shero” wspierającego rozwój kobiet w organizacjach.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>