fbpx

Prowadzę podwójne życie

prowadzę podwójne życie
- Zastanów się też proszę, czy romans, w jakim jesteś od długiego czasu, nie odrywa cię od pracy nad relacją i bliskością z mężem - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)

W moim długim małżeństwie od dawna działo się źle: ciągłe konflikty wywołane alkoholem, brakiem pieniędzy i szacunku. Pewnego dnia pojawił się ktoś, w kim się zakochałam. Wiedziałam, że to zakazane i nielojalne, ale serce wzięło górę nad rozumem. Nie obiecywał wiele, bo sam ma rodzinę, ale dawał nadzieję na wspólną przyszłość. Minęły dwa lata, a on już nie widzi wspólnej przyszłości i przestaje widzieć sens tej relacji, ale ja nie potrafię zerwać kontaktu. Cierpię, bo nadal jestem zakochana. Nie czuję się też szczęśliwa w małżeństwie, ale nie umiem powiedzieć mężowi prawdy, zwłaszcza że się stara, przestał nawet pić. Wszystko jest takie trudne i bolesne. Myślę o wizycie u specjalisty, ale na razie nie jestem na to gotowa. Co zrobić, żeby przestało boleć? Jak zabić w sobie uczucie?
Zakochana

Tomasz Srebrnicki: Pomysł wizyty u specjalisty jest ze wszech miar dobrym rozwiązaniem i jak najbardziej cię do niego namawiam. Nie dlatego, że jesteś chora psychiczne, i nawet nie dlatego, żeby podjąć jakieś decyzje, ale dlatego, że cierpisz. Może to zła wiadomość, ale wydaje mi się, że próby zabijania uczucia tylko pogorszą sytuację. Z uczuciami tak jest, że przemijają, chyba że je w sobie pielęgnujemy – bez względu, czy mówimy tu o miłości, czy o nienawiści. Czując coś intensywnego, stoimy przed decyzją, czy o to uczucie dbać, „podlewać” je i pozwolić mu rozkwitać, na przykład budując czy pogłębiając relację, czy nie. Za mało prawdopodobne uważam, żeby uczucie mogło zawładnąć nami w sposób totalny bez żadnych starań z naszej strony. I dlatego zachęcam do kontaktu z psychoterapeutą, który pomoże ci zrozumieć rolę tej pielęgnacji. Zastanów się też proszę, czy romans, w jakim jesteś od długiego czasu, nie odrywa cię od pracy nad relacją i bliskością z mężem. Może tu jest pies pogrzebany? Jako terapeuta często spotykam się z prostym poglądem na życie, że relacja się tworzy raz, potem „coś się kończy”, a my jesteśmy tego biernymi uczestnikami.