fbpx

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. „Mistyfikator” Joanny Parasiewicz

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. "Mistyfikator" Joanny Parasiewcz
Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)

Fascynująca opowieść o inności i odrzuceniu, lęku przed przemijaniem i maskach, za którymi każdy z nas się ukrywa. A także obraz codziennego życia w wielokulturowym Lwowie i ciemna strona Berlina lat 20., zwanego Sodomą i Gomorą Europy.

Joanna Parasiewcz w swojej nowej książce „Mistyfikator” snuje opowieść o Wiktorze Foglu, synu wariata i odmieńcu, wyśmiewanym z powodu nędznego pochodzenia oraz białej skóry i czerwonych oczu albinosa. Życie śmierdzącego zgniłą rybą sieroty z lwowskich podwórek zmienia spotkanie ze słynnym charakteryzatorem Miejskiego Teatru, który wprowadza go w tajniki kamuflażu,  a równocześnie uczy sztuki przetrwania w nieprzyjaznym świecie.

Pamiętaj, drogi Wiktorze, ludzie szukają dróg na skróty i często widzą to, co chcą zobaczyć. Albo to, co im umiejętnie pokażesz.

Wiktor Fogiel  z artyzmem tuszuje defekty urody i ściera upływ czasu z twarzy. Chce jednak czegoś więcej – chce czas oszukać…

Czas był pracodawcą Wiktora Fogla. Większość klientek zjawiała się w salonie o strzelistych oknach właśnie z jego powodu: pragnęły zetrzeć upływ czasu z więdnących twarzy, opadających powiek, kącików ust, szyi i policzków.

Wiktor Fogiel w poszukiwaniu lepszego życia opuszcza spalający się w ogniu narodowych ambicji Lwów i udaje się do Berlina – miasta rozpusty i dekadencji, domów uciech i kabaretów. Otacza go sława geniusza charakteryzacji i alchemika, który wynalazł eliksir młodej skóry. Dokąd zaprowadzą go podziw, pieniądze i namiętność…

– Do stworzenia historii Wiktora Fogla zainspirowała mnie broszurka wydana na potrzeby teatrów prowincjonalnych w XIX wieku – mówi Joanna Parasiewicz. – Był to wiekowy przewodnik po scenicznych makijażach i fryzurach. Instrukcje używania bielidła lub palonego korka, a także rady w temacie sztukowanych nosów z gipsu odsłaniały inny świat. Z praktyk i porad fachowców z wędrownych trup wyłaniał się teatr nieco inny, niż znamy. Pierwowzorem teatralnego wygi stał się Nikitin, Nikitin zaś potrzebował mieć czeladnika, ucznia, który w efekcie szybko przerósł mistrza…

Rozmawiamy z Joanną Parasiewicz, autorką „Mistyfikatora”, o czasie i jego przemijaniu, o talencie, który bywa błogosławieństwem i przekleństwem, a także o  miłości do wielokulturowego Lwowa i Berlina czasów swinga.

Cytując słownik, mistyfikacja to celowe wprowadzenie kogoś w błąd przez nadanie czemuś pozorów prawdy. Tym właśnie zajmuje się Wiktor Fogel, bohater Pani książki „Mistyfikator”?
Wiktor Fogel jest geniuszem charakteryzacji. Wykorzystuje swoje umiejętności, by ukryć czyjeś defekty bądź wydobywać piękno i im więcej wie, tym bardziej fascynuje go proces przeobrażania. Klientki czy pacjenci oddają się w jego ręce, ponieważ pragną czuć się lepiej w swojej skórze. A on akurat wyśmienicie potrafi im w tym pomóc.

Sławę i znaczenie buduje na ludzkim lęku przed przemijaniem, przed utratą młodości i urody?
Wiktor stał się poniekąd ofiarą fenomenalnego talentu. On nie łaknął sławy, ponieważ praca teatralnego charakteryzatora, przygotowanie aktora do roli, w zupełności go satysfakcjonowały. Jest taki moment w powieści, w którym Wiktor orientuje się, że jego umiejętności oferują mu pewną moc i możliwości, których nie miał wcześniej, niemniej do gigantycznej popularności przyczyniła się, jakbyśmy dziś powiedzieli, potrzeba rynku.

Czy rozpoczynając pracę nad książką, wiedziała Pani dokładnie, kim będzie i jak potoczą się jego losy, a może Wiktor Fogel wymknął się spod kontroli i kierował Pani „piórem”?
Zgodnie ze sztuką stworzyłam plan powieści wraz z rozpisaniem na role. Z czasem zauważyłam, że więcej energii pochłania mi planowanie niż samo pisanie. Zabrałam się więc za pisanie i wtedy o tym, co będzie dalej, decydowali już bohaterowie, których nagle dopuściłam do głosu.

Stworzyła Pani w powieści świat bez czerni i bieli, złożony, niejednoznaczny…
Moi bohaterowie kochają albo nienawidzą, bywają pełni sprzeczności i rzadko są „letni”. Targają nimi namiętności lub zwątpienie, niemal każdy kryje jakiś sekret. Jeśli przyznam, że inspirowało mnie życie, to będzie to tak banalne, jak najbardziej zgodne z prawdą.

Bohaterów „Mistyfikatora” łączy „trudny start”, doświadczenie inności i związanego z nim odrzucenia, determinacja w dążeniu do celu, pragnienie doskonałości… Istotą życia jest rozwój?
Wiktora i Lolę łączy talent, ale przede wszystkim zapał do tytanicznej pracy, która zmusza oboje do nieustannego doskonalenia umiejętności. Jedno w tej determinacji odnajduje sens życia, drugie zaś ukojenie.

Pasja i talent bywają błogosławieństwem i przekleństwem. Czym były dla Wiktora Fogla?
Pasja stała się dla Wiktora, chłopaka z dołów społecznych, przepustką do lepszego świata.

A miłość i namiętność?
Miłość i namiętność odkrył nieco później, ale to one wyzwoliły tę ciemną stronę geniuszu.

W Pani książce epizodycznie pojawia się wątek początków operacji zmiany płci i badań nad dysforią płciową. Czemu wydało się to dla Pani ważne?
Historia operacji zmiany płci jest młodą dziedziną. Niemniej, ponieważ powieść jest m.in. o pragnieniu przeobrażenia się i różnych przesłankach, jakie za tym stoją, a także o zmianie, która często oznacza trudne decyzje, niezrozumienie i poczucie wyobcowania, ten wątek naturalnie wpisywał się w moją opowieść.

Fascynująco opowiada Pani o Lwowie i Berlinie lat 20., które są tłem akcji „Mistyfikatora”. Dlaczego Lwów i Berlin, a nie na przykład Warszawa i Paryż?
Warszawa oraz Paryż są tłem akcji powieści „Uskrzydleni”, stąd wraz z „Mistyfikatorem” chciałam Czytelników zabrać do magicznego Lwowa i tętniącego dekadencją Berlina. Zarówno Berlin jak i Lwów są jednymi z moich genius loci i miastami, których klimat mnie urzeka. W Berlinie mam swoje ulubione miejsca, zaś Lwów jest w stanie oczarować każdego. Fascynuje mnie czułe piękno tego miasta, nostalgia, która unosi się między nadgryzionymi zębem czasu fasadami kamienic. Ta historia, która jest obecna na każdym kroku: na włazach studzienek z nazwami polskich firm sprzed wieku, misternym wykuszu nad oknem, podniszczonym witrażyku w bramie podwórka – studni, gdzie tak niedawno obchodzono jedne po drugich święta: katolickie, żydowskie i ewangelickie. Jest kilka miast, które kryją w sobie podobną magię i stąd staram się umieszczać tam akcję historii, żeby Czytelnika nimi zauroczyć i zaciekawić.

Codzienne życie „biednego Lwowa”, lwowscy artyści i ekscentrycy, ale też petersburska biała emigracja w Berlinie i tajemnice miasta świateł. Przedstawienie realiów wymagało zapoznania się z dokumentami, pamiętnikami…
Podczas pracy nad „Mistyfikatorem” wspomnienia i dokumenty dotyczące samego Lwowa urosły w stosik półmetrowej wysokości. Czytam sporo, niemniej zanim osadzę akcję w danym miejscu, muszę je odwiedzić osobiście. Czy jest to berliński Alexanderplatz, okolice Marmolady w austriackich Alpach – teatrum frontu pierwszej wojny czy wypalony ślad po Synagodze Złotej Róży we lwowskiej dzielnicy żydowskiej – potrzebuję poczuć klimat miejsca. Fabuła musi „siedzieć” w ówczesnych realiach. Równolegle zagłębiam się w ówczesną prasę i wspomnienia, korzystam z dobrodziejstw zagranicznych antykwariatów. To mrówcza praca, ale aby stworzyć wiarygodną scenę, potrzebuję wiedzieć, jakimi ulicami chodzą bohaterowie i jak wygląda okolica, co widzą z okna i co jedzą, a potem – gdzie się pójdą rozerwać? Dopiero gdy mam niezbędne szczegóły, konieczne rekwizyty, mogę zacząć opowiadać historię i tu jest prościej, bo ludzkie namiętności, obawy czy pragnienia są takie same, niezależnie od epoki i dekoracji.

W książce pojawia się cała plejada postaci, w tym kobiet, wykraczających poza przeciętność lub wyrzuconych na margines z powodu ułomności czy sposobu życia. Co Panią inspirowało?
Każdą postać lepię z kawałków, np. zaczynam od znaków szczególnych – tembru głosu czy dziwactw i nigdy nie jest to ktoś, kogo osobiście znam. Pracując nad bohaterem, nawet tym z trzeciego planu, dużo o nim myślę, a gdy już umiem długo o nim opowiadać, osadzam w wybranym kontekście, gotowych dekoracjach i zestawiam z innymi. Obserwuję, jakie interakcje zachodzą. To prawda, że nikt nie jest do końca dobry ani skończenie zły, ponieważ wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znajdzie, i jakiej naturze pozwoli wówczas dojść do głosu.

Czym dla Pani jest pisanie?
Pisanie jest moim sekretnym sposobem na podróże w czasie. Jest także życiową potrzebą, ponieważ ktoś kiedyś stwierdził, że zawsze pojawi coś do opisania, jakaś opowieść do podzielenia się. Jako opowiadacz historii mam w sobie potrzebę eksponowania tematów, które są niepopularne albo przykurzone. Stąd wielka wojna i początki lotnictwa w „Uskrzydlonych” i stąd na przykład Lwów, o którym mogłabym mówić bez końca. A że stale odkrywam takie arcyciekawe miejsca i zapomniane historie, to mam ochotę dalej pisać.

Jeszcze w tym roku ukaże się Pani kolejna książka. Uchyli pani rąbka tajemnicy?
Z przyjemnością. Nakładem Wydawnictwa Szara Godzina ukaże się historia żydowskiej baletnicy, tancerki prestiżowej berlińskiej szkoły w przededniu piekła nazizmu. Tę historię dawno temu usłyszałam od mojej przedwojennej cioci i miałam takie postanowienie, aby kiedyś opowiedzieć o Malce Freiman.

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. "Mistyfikator" Joanny Parasiewcz

Joanna Parasiewicz absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistka prawa międzynarodowego. Frankofilka i wielbicielka kultury żydowskiej. Na co dzień zajmuje się działaniami promocyjno-marketingowymi jednej ze spółek technologicznych. Teksty jej autorstwa publikowane są w mediach biznesowych i branżowych. „Mistyfikator” to kolejna książka w jej dorobku po „Uskrzydlonych”, powieści historycznej o pierwszych lotnikach i czasach Belle Époque. 

„Mistyfikator” Joanny Parasiewicz ukaże się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina 15 lutego 2021 r. Powieść będzie dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce. Poniżej fragment książki.

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. "Mistyfikator" Joanny Parasiewcz
Joanna Parasiewicz, „Mistyfikator”, Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)

O czym marzysz, Wiktorze? Siny kłąb dymu leniwie rozpuszczał się w powietrzu i pokój wypełniał słodkawy zapach. – Ja wiem o czym – odpowiedziała, nie czekając na odpowiedź. – Marzysz o lepszym życiu, prawda? Jak każdy, ale nie każdy potrafi o to tak uparcie walczyć. – Posłała mu uśmiech kota z Cheshire. – Uwierz mi, znam wielu mężczyzn, ale rzadko spotykam takich, którzy naprawdę wiedzą, czego chcą od życia.

Wracając, chciał zajrzeć do madame Passerman, ale w pracowni gorsetów, podobnie jak w antykwarni Icka Szrajera, zakładzie jubilerskim Zimmermana i kaszarni Zalcmana, wszystkie drzwi i okna straszyły zabite na głucho nieheblowanymi deskami. Ktoś coś na nich obelżywego napisał, ktoś coś obelżywego wymalował. Wtedy Wiktor po raz pierwszy pomyślał, że to miasto przestało być jego i że zaczynało brakować mu powietrza. Na placach czuwały opancerzone pojazdy, których nikt tu wcześniej nie widział, wciąż przybywało mundurów ukraińskich i mundurów polskich. Przeklinano po ukraińsku i bluzgano po polsku, śpiewano Szcze ne wmerła Ukrajiny ni sława, ni wola, gdzie indziej grzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Na słupach i latarniach plakaty wzywały do obrony polskiego miasta, a obok po ukraińsku do odbicia spod jarzma Poljaków jedynej ojczyzny. Trwała próba sił.

To miasto było inne. Po wielkiej wojnie Berlin kipiał werwą niczym młody kleryk, który drapnął z klasztoru przed ceremonią obłóczyn. Nagle wolny, pełen buzujących pragnień, z szalonym apetytem po nużącym poście. Berlin chwytał życie łapczywie i bliżej mu było do żywiołowej natury Fanny niż ostrożnej melancholii Loli. Powietrze nasycała tu elektryczność spieszących tramwajów i pulsujących reklam. Hałasowały piętrowe autobusy i setki automobili, a granat nocy rozpalały jaskrawe neony. W nocy zresztą mało kto spał, ponieważ zdawała się niespokojna, migotliwa, wciąż było za głośno i zbyt intensywnie. Radośnie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze