Życie w kolorze według Liselotte Watkins

Liselotte Watkins w swoim pełnym kolorów rzymskim mieszkaniu, w sukience z kolekcji Marella Art. 365, której wzór zaprojektowała. (Fot. materiały prasowe)

Na dłoniach ma ślady farby, bo właśnie oderwała się od malowania ceramiki, którą latem pokaże w willi san michele na Capri. Liselotte Watkins jest rozchwytywana. Niedawno zaprojektowała – dla najnowszej kolekcji Marella Art. 365 – mocne wzory, od których nie sposób oderwać oczu.

Projekty Liselotte Watkins (materiały prasowe)

Mogłabyś żyć w świecie bez kolorów?
O nie, za nic! Kolory mnie napędzają, są moim przewodnikiem. Zanim zacznę szkicować, wyobrażam sobie paletę barw i to ona wskazuje mi kierunek, determinuje formę i kształt. Oczywiście, zdarza mi się narysować coś ołówkiem – zresztą tak zaczynałam jako ilustratorka w latach 90., gdy mając 22 lata, co niedziela tworzyłam „makijażową” reklamówkę luksusowego domu handlowego Barneys w „The New York Times”. Reklamowe zadania [Watkins współpracowała m.in. z: Pradą, H&M, Miu Miu, SAS, Absolut Vodka – przyp. red.] zawsze zaczynają się od szkicu. Czasem jednak po prostu rysuję w czerni i bieli – jeden z projektów tkanin dla Marelli jest właśnie taki. Ale zdecydowanie tonie on w morzu koloru, który wypełnia moje projekty i życie.

Odważny i wyrazisty wzór zaprojektowany przez Liselotte Watkins. (Fot. materiały prasowe)
Kopertowa sukienka, która skradła serce Liselotte Watkins i sukienka w kształcie litery A ozdobiona wzorem jej autorstwa. (Fot. materiały prasowe)

Powiedziałaś kiedyś, że jako Skandynawka musiałaś nauczyć się koloru, bo choć w duszy ci on zawsze grał, to jego wyrażanie nie przyszło ci naturalnie.
W Szwecji zima serwuje nam wiele miesięcy bez koloru. Chciałabym móc powiedzieć, że wszystko jest pięknie białe, ale to, niestety, nieprawda, dominuje szarość, nad którą wisi stalowe niebo. W świecie wyzutym z kolorów od małego czułam ich głód. Miałam szczęście dorastać w latach 70., które inspirują mnie do dziś. W szwedzkiej sztuce działo się wtedy wiele. Uwielbiam radosny, igrający z odbiorcą design lat 70., no i świat telewizji – Pippi Pończoszanka mieszkała przecież w różowym domu, miała rude włosy, ubierała się na żółto, czerwono, zielono i nosiła skarpetki nie do pary w dwóch różnych kolorach. Astrid Lindgren i stworzony przez nią zabawny świat bez wątpienia miał wpływ na to, jak widzę kolory.

Liselotte Watkins w swoim pełnym kolorów rzymskim mieszkaniu, w sukience z kolekcji Marella Art. 365, której wzór zaprojektowała. (Fot. materiały prasowe)

 

Torebka wydaje się niewielka, a pomieści wszystko – w dwóch odsłonach kolorystycznych. (Fot. materiały prasowe)

W twoich pracach jest masa radości.
Sztukę traktuję niezwykle poważnie, ale zabawa w sztuce to dla mnie ważny element. I różnorodność, bo poza ilustracją zajmuję się ceramiką, tkaninami, malarstwem na płótnie…

Wychowałaś się na szwedzkiej wsi, jako 17-latka wyjechałaś w wielki świat studiować w The Art Institute of Dallas. Potem były Nowy Jork, Sztokholm, Mediolan, teraz od trzech lat Rzym. Miasta, w których mieszkasz, wpływają na twoją twórczość?
I tak, i nie, w każdym z nich jestem przecież – koniec końców – tylko ja i pusta biała kartka. Inspiruje mnie praca. Zaczynam szkicować, tworzę wzory, aż w końcu ułożą się one w spójną całość. Ale zauważyłam, że w zalanym słońcem Rzymie odważniej dobieram kolory. Zresztą to właśnie ceramika, którą zaczęłam malować we Włoszech, zwróciła uwagę Marelli i poniekąd dzięki niej zaczęliśmy pracę nad printami do najnowszej kolekcji.

"Czasem po prostu rysuję w czerni i bieli. Jeden z projektów tkanin dla Marelli, który bardzo lubię, jest właśnie taki" - mówi Liselotte Watkins. (Fot. materiały prasowe)
„Czasem po prostu rysuję w czerni i bieli. Jeden z projektów tkanin dla Marelli, który bardzo lubię, jest właśnie taki” – mówi Liselotte Watkins. (Fot. materiały prasowe)
"Czasem po prostu rysuję w czerni i bieli. Jeden z projektów tkanin dla Marelli, który bardzo lubię, jest właśnie taki" - mówi Liselotte Watkins. (Fot. materiały prasowe)
„Czasem po prostu rysuję w czerni i bieli. Jeden z projektów tkanin dla Marelli, który bardzo lubię, jest właśnie taki” – mówi Liselotte Watkins. (Fot. materiały prasowe)

No właśnie, jak powstały wzory do kolekcji Marella Art. 365?
Dostałam bardzo kobiece kroje zaprojektowane przez Camille Walalę, inspirowane moimi ulubionymi latami 70. Sukienki w kształcie litery A, rozkloszowane rękawy, wąskie talie, luźne spodnie… Patrząc na nie, wyobrażałam sobie, jak będzie układał się materiał, a na nim mój wzór – chciałam, by tworzył z krojem idealną całość. Wzory są duże, jedne monochromatyczne, inne wręcz przeciwnie, utrzymane w odcieniach różu, pomarańczu, brązu, czerwieni, oliwkowej zieleni, pięknie podkreślonych czernią i bielą. Powstały ubrania pełne radości, wyraziste, dla kobiet, które żyją właśnie takim barwnym, pełnym pasji, radosnym życiem.