1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Ile kosztuje wychowanie?

Ile kosztuje wychowanie?

123rf.com
123rf.com
Co byś wybrała: czerwone BMW Touring (140 100 zł) czy srebrny Mercedes Klasy C Limuzyna (128 600 zł)? A może lazurową Toyotę Prius? Pytanie wydaje ci się retoryczne, bo w życiu nie zgromadziłabyś takiej kwoty?

Nic bardziej mylnego – każdy rodzic wychowujący choć jedno dziecko może wyobrazić sobie garaż, a w nim swój wymarzony, nowy, lśniący samochód.

Jedno dziecko – jeden dom

Jak to możliwe? Specjaliści z portalu e-gospodarka wyliczyli, że średni koszt utrzymania jednego dziecka do 20 roku życia to 160 tysięcy złotych. Zatem nie dość, że mogłabyś pozwolić sobie na luksusowy wóz, to starczyłoby ci jeszcze środków na cudowną w nim podróż po Europie. Jeśli wychowujesz dwójkę pociech wydasz na nie już 280 tysięcy złotych. Za te pieniądze mogłabyś postawić niewielki drewniany dom – niczym Judyta z sympatycznej komedii „Nigdy w życiu”. To i tak nieco lepiej niż w Belgii, gdzie króluje powiedzenie „Jedno dziecko – jeden dom”.

Kolejne dzieci, kolejne koszty. Trzeci potomek, według specjalistów, obciąży twój budżet o następne 96 tysięcy złotych. A na wychowanie czwórki potrzebujesz 472 tysięcy złotych. Tyle – jeśli potomek nie zdecyduje się na studia, a każda ambitna pociecha to dodatkowe 50 tysięcy złotych.

Takie liczby robią wrażenie. Nic zatem dziwnego, że według badań Instytutu Statystyki i Demografii ponad połowa Polaków w wieku reprodukcyjnym nie zamierza mieć dzieci. Zwłaszcza, że w ostatnim ćwierćwieczu zmieniły się priorytety i wartości, którym hołdują młodzi – wartością nadrzędną nie jest już rodzina. Jej miejsce zajęły: wykształcenie, ciekawa praca, rozwój, fajne podróże, komfortowe mieszkanie. A może jednak da się wychować taniej?

„Pożyczaj, wymieniaj, kupuj używane”

To motto brytyjskiej organizacji Compact promującej antykonsumpcyjny tryb życia. To również dewiza polskich rodziców chcących wychować swoje pociechy nieco taniej. Zaprzyjaźnione mamy wymieniają się ubraniami dla maluchów, niechcianymi prezentami, nieużywanymi akcesoriami, przepisami na tanie dania. Zanim cokolwiek kupią zastanawiają się czy nie można tego wypożyczyć. Zebrałam kilka ich cennych rad:

    • Znajdź w swojej okolicy dobry sklep z używaną odzieżą. Dowiedz się w jakie dni ma dostawy i regularnie odwiedzaj sklep w ten dzień. Zawsze z listą tego, czego rzeczywiście potrzebujesz. Z odrobiną cierpliwości i wprawnym okiem skompletujesz naprawdę fajną garderobę.
    • Nie gardź ciuchami po dzieciach znajomych, część z nich z pewnością wyląduje w kontenerze PCK, niektóre z nich posłużą dziecku jeszcze przez jakiś czas.
    • Jeśli potrzebujesz wózka, fotelika, roweru – najpierw popytaj znajomych. Z pewnością znajdzie się ktoś kto ma do oddania lub sprzedania w korzystnej cenie interesujące cię rzeczy.
    • Sprawdź zasoby i oferty wypożyczalni, bibliotek w Twojej okolicy. W kilku miejscach funkcjonują wypożyczalnie gier planszowych. Koszt wypożyczenia fajnej gry na weekend to ok. 10 zł. Znacznie taniej niż zakup markowych gier za 150 czy 200 zł. Większość gier nudzi się po kilku zagraniach. Kupuj tylko te, które naprawdę Was wciągną. Kupuj te książki, które bezwzględnie musisz mieć w swojej biblioteczce domowej. Czytadła – wypożyczaj. Wraz z bliskimi znajomymi stwórzcie wspólny katalog posiadanych przez Was książek dla dzieci, nastolatków– wypożyczajcie je sobie nawzajem. Znajomi plus zasoby osiedlowej biblioteki z pewnością starczą na długie godziny lektury!
    • Korzystaj z promocji. Jeśli nie masz dość samozaparcia, żeby śledzić gazetki promocyjne wszystkich supermarketów odwiedzaj stronę: promobaby.pl. To „porównywarka” cen artykułów dla dzieci. Znajdziesz na niej ceny wszystkich produktów potrzebnych mamie i dziecku.
    • Kupując daną rzecz zastanów się czy jest Ci naprawdę potrzebna. Być może jest w ogóle zbędna lub – bez szkody dla dziecka – można ja zastąpić tańszym odpowiednikiem. Przykład podany przez Ewę (mamę 5 maluchów w wieku od 8 lat do 2 miesięcy): Kiedy na świat przychodziła moja pierwsza córeczka z pasją wertowałam wszystkie poradniki dla mam. Zdecydowanie polecały termometr do mierzenia temperatury wody do kąpieli. Oczywiście – kupiłam. Używałam go może przez pierwszy tydzień życia Gosi. Później już zawsze i wyłącznie termometrem był mój własny łokieć. Sposób podany przez mamę. Podobnie nie sprawdził się sterylizator do butelek. Używałam po prostu wrzątku. Inna oszczędność... – zastanawia się Ewa - ... przy takiej ilości dzieci szukam jej wszędzie. O, choćby chusteczki nawilżające. Od lat nie stosuje – wystarczą woda i gaziki.
    • Ubrania kupuj w sierpniu i styczniu – wtedy są największe przeceny. Sprzęt sportowy – po sezonie.
    • Znajdź sposób na tanią lub darmową rozrywkę. Zwykle tani sposób spędzania czasu z rodziną wzmacnia więzi i poprawia wzajemne relacje – spacer do parku, wspólne przygotowanie domowego przedstawienia itp. wymagają więcej interakcji rodzinnych niż pójście do kina!
    • Zapisuj wszystkie wydatki – dzięki regularnemu ich spisywaniu znajdziesz „dziury” przez które przeciekają Wasze pieniądze – być może za dużo wydajecie na słodycze ?
Korzyści z 3+ Pod tym enigmatycznym śródtytułem kryje się oszczędność z której skorzystać mogą posiadacze dużej rodziny, czyli pary z trójką dzieci. Karta Dużych Rodzin 3+ to rozwiązanie od wielu lat znane Europie. Pierwsza wprowadziła je Francja już w 1921 r. ! Od lat funkcjonuje np. w Austrii, Hiszpanii, Włoszech. W Polsce pojawiła się stosunkowo niedawno, a pierwszą gminą która pomogła w ten sposób rodzinom z dziećmi był podwarszawski Grodzisk Mazowiecki. Na co mogą liczyć użytkownicy karty? W dużej mierze zależy to od tego ile przywilejów udało się wywalczyć danej gminie. Najczęściej jednak są to: darmowe przejazdy komunikacją miejską, tańsze bilety do kina, teatru, na basen, zniżki na zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, rabaty w niektórych sieciach supermarketów np. Biedronce. Aby uzyskać taką Kartę należy zgłosić wniosek do Urzędu Gminy w miejscu zamieszkania.

Forum doradzi, forum pomoże

Jak wielka jest potrzeba oszczędzania świadczy popularność forów internetowych na różnych portalach poświęconych temu tematowi. Użytkownicy przerzucają się wieloma cennymi, często zaskakującymi radami na oszczędzanie. Na jednym z portali niemal oblężony jest wątek pod wiele mówiącym tytułem: „Oszczędzamy – ekstremalnie”. Dotyczy całodniowego wyżywienia 4 osobowej rodziny za 10 zł. Są tacy, którzy przekonują, że da się. Naprawdę! A jakie są Wasze sposoby na oszczędzania? Podzielcie się nimi na naszym forum.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Rodzic i jego oczekiwania, czyli jak zbudować prawdziwą relację z dzieckiem

Komunikacja z dzieckiem wymaga świadomości i aktywnego słuchania. (Fot. iStock)
Komunikacja z dzieckiem wymaga świadomości i aktywnego słuchania. (Fot. iStock)
Często jeszcze przed narodzinami dziecka układamy sobie idealny plan wychowawczy. Problem, że w tym planowaniu jest mało miejsca na potrzeby… dziecka. Jak więc zbudować prawdziwą relację?

Na jednej z warszawskich ulic młoda kobieta szarpie rozhisteryzowanego, 4-, 5-letniego chłopca. To jego mama. Oboje głośno krzyczą. Ostatecznie chłopiec siada na środku chodnika, bije pięściami mamusię, która próbuje go podnieść. Mijają ich podejrzliwie zerkający przechodnie. Przerażona kobieta bezradnie rozgląda się wokół i cicho prosi chłopca żeby wstał. Założę się, że przed narodzinami synka nie tak wyobrażała sobie relacje z dzieckiem. Co więc się stało?

W ostatnich latach nasze rodzicielskie plany bywają coraz bardziej szczegółowe: planujemy, kiedy zajdziemy w ciążę, jak będzie przebiegał poród, z ilu tygodni urlopu macierzyńskiego lub tacierzyńskiego skorzystamy. Układamy sobie w głowie obraz relacji z dzieckiem, nosimy w głowie cały szereg obietnic składanych.. samym sobie, które brzmią jak zaklęcia i zwykle zaczynają się od słów „nigdy” albo „zawsze”. Na przykład „NIGDY nie poniżę swojego dziecka publicznie, tak jak mnie poniżano; NIGDY nie będę go z nikim porównywał; ZAWSZE będę spokojnie i łagodnie rozwiązywała wszelkie spory; ZAWSZE przytulę dziecko, nawet jak będę zła".

Z czasem zaczynamy coraz bardziej koncentrować się na tym wszystkim, co wydarzyło się kiedyś. Po to, by nie zdarzyło się (NIGDY WIĘCEJ!) w naszej rodzinie. Sam fakt urodzenia się dzieci w jakiś magiczny sposób przenosi nas do dzieciństwa: przypominamy sobie różne sytuacje. Porównujemy się z niemowlęciem, przeciwstawiamy własne metody wychowawcze metodom rodziców. Gdy utykamy w trudnych wspomnieniach z dzieciństwa, okazuje się, że zamiast być w prawdziwym kontakcie z dzieckiem i realizować jego potrzeby, próbujemy zaspokajać swoje własne dziecięce niespełnienia, braki miłości, młodzieńczy bunt, żądając od wszystkich uwagi, miłości itd, czyli tego wszystkiego, czego kiedyś nie dostaliśmy. Koncentracja na tym niewiele ma jednak wspólnego z aktualnymi potrzebami naszego dziecka. Brnąc dalej tą ścieżką, stajemy się RODZICEM REAKTYWNYM, który przez większość swego rodzicielskiego czasu jest w reakcji na coś, co pochodzi z jego wewnętrznego świata, co powstało w przeszłości jako skutek smutku, zaniedbania, braku prawdziwej miłości i troski. To tu należy szukać źródeł bezradności albo niewłaściwie używanej siły i władzy w stosunku do własnych dzieci. Dlaczego 35-letni dorosły mężczyzna albo kobieta  czuje się bezradna  wobec 4-latka i jego histerii? Czego się przestraszyli? W jaką rolę bezwiednie wpadli?

Rodzic reaktywny to ktoś, kto nie ma prawdziwego kontaktu ze swoim dzieckiem, bo zbyt często bywa w kontakcie ze swoim wewnętrznym światem. Toczy wewnętrzny dialog, krótko mówiąc: nie ma go, jest nieobecny w relacji z dzieckiem i wcale nie z nadmiaru pracy. Jakiekolwiek wydarzenie choć trochę przypominające „tamtą” trudność wtrąca go z powrotem w jego wewnętrzny nierozwiązany od lat problem. I nie ma znaczenia, że sytuacja jest nieco inna - gwałtownie reagujące dziecko przypomina dorosłej kobiecie gwałtowną siłę, której kiedyś używano wobec niej. Kobieta nie może sobie z tym poradzić poradzić. Niepocieszone, przestraszone Wewnętrzne Dziecko w niej odzywa się znów. Zamiast krótkim komunikatem postawić granice, a potem z uwagą i miłością dopytać, co tak zirytowało malca, matka kuli się w sobie i cicho prosi malca, by „nie robił kłopotu”. Jeśli pozwolimy sobie zapaść się w przeszłości, zareagować tak jak w przeszłości, stajemy się nieobecni w relacji. Nie ma nas-rodziców w prawdziwej relacji z dziećmi. Wraca skrzywdzone dziecko, poniżany nastolatek, wyśmiewany publicznie i samotny.

Nawiązując do Analizy Transakcyjnej Berne’a, można powiedzieć, że to nie Dorosły albo Rodzic rozwiązuje problem z dzieckiem, ale zranione Wewnętrzne Dziecko usiłuje wyplątać się z bolesnej sytuacji. I nie jest to żadne zaburzenie, lecz zwykłe braki w komunikacji z drugim człowiekiem. Małym, nieświadomym, bezbronnym! To nieobecność w relacji tu i teraz, powszechna w nieuważnym, a czasem nieświadomym byciu w różnych rolach.

To także pewna forma zdrady wobec naszych dzieci. Bo zdrada w stosunku do dziecka to nie tylko jego odrzucenie. To także spłodzenie go (a tym samym obietnica składana dziecku i światu - bycia Rodzicem), a potem uporczywe, nieświadome trwanie w roli ofiary, Piotrusia Pana lub Księżniczki, gdy potrzebny jest pełnokrwisty świadomy swojej roli Rodzic.

Komunikacja z dzieckiem wymaga świadomości. Jak zadbać o świadome bycie w roli rodzica, o aktywne słuchanie, a świadomą komunikację z naszymi ukochanymi dziećmi?

  1. Wyjdź z wymiaru nigdy-zawsze, ten wymiar zwykle jest nierealny, a tobie (tak jak każdemu) zdarzą się wpadki.
  2. Rozeznaj się w swoich zasobach rodzicielskich. Zobacz, czym dysponujesz: jaki wzorzec dominuje w twojej komunikacji z dzieckiem?
  3. Dowiedz się jakie masz rangi, kim jesteś, jak używasz siły i wrażliwości w relacji z dziećmi?
  4. Jakie postaci (spersonifikowane wzorce osobowości) funkcjonują w twoim wewnętrznym świecie, kiedy i w jakim celu posługujesz się nimi, jakie masz trudności, by ich użyć w relacji z dzieckiem
  5. Dowiedz się, jaki jest twój mit życiowy, twój mit relacji z dzieckiem oraz twój rodzicielski mit, poszukaj ich w swoich snach, marzeniach o relacji ze swoim dzieckiem. Odkryj, czym dysponujesz, jaki jest twój jasny i mroczny sen wokół relacji z dzieckiem
  6. Dowiedz się, na czym polega prawdziwa żywa relacja, aktywne słuchanie, bycie w relacji, a czym wychodzenie z relacji. Naucz się używać całego spektrum różnych swoich cech i jakości z tym związanych, by móc w pełni świadomie być ze swoim dzieckiem, stawiać granice i otwarcie komunikować swoje uczucia.
Dorota Biały, psychoterapeutka i coach w Instytucie Psychologii Procesu, pracuje w Ośrodku Poza Centrum w Warszawie.

  1. Psychologia

Jak przygotować dziecko do samodzielnego życia?

Wejście w dorosłość to kluczowy moment dojrzewania – jeśli nie opuści domu, nie ma szans zmierzyć się z dorosłością i samodzielnym życiem. (Fot. iStock)
Wejście w dorosłość to kluczowy moment dojrzewania – jeśli nie opuści domu, nie ma szans zmierzyć się z dorosłością i samodzielnym życiem. (Fot. iStock)
Podobno to rodzice, nie dzieci, coraz częściej mają problem z odcięciem pępowiny. Jak przygotować się na wyfrunięcie młodych z gniazda? Na przykład skupiając się na przygotowaniu stosownego „posagu”. – Ale tak, by był dla nich podporą, a nie balastem – mówi psychoterapeutka Joanna Wróblewska.

Kiedy kończy się dzieciństwo?
W naszej kulturze przyjęło się myśleć, że wejście w dorosłość to albo moment, kiedy dziecko zdaje maturę i wychodzi z domu, albo gdy kończy studia i „rusza w świat”, ma pierwszą pracę, zarabia pierwsze pieniądze.

Dla dziecka jest to kluczowy moment dojrzewania – jeśli nie opuści domu, nie ma szans zmierzyć się z dorosłością i samodzielnym życiem. Dla rodziców bywa jednak trudny, ponieważ wiąże się z olbrzymią zmianą w całym systemie rodzinnym. Pozwolenie dziecku na odejście to wysoki próg do przejścia, zwłaszcza że dzisiejsi rodzice mają tendencję do chronienia dzieci przed całym światem, przed wszystkim złymi rzeczami, które mogą im się przytrafić. Bardzo ingerują w kontakty rówieśnicze, ale także w to, jak dziecko funkcjonuje w szkole. Chcą zadbać o to wszystko, z czym kiedyś młodzież radziła sobie świetnie sama.

Takie zachowania rodziców wynikają z chęci chronienia dzieci czy chodzi także o wyposażenie ich w jakiś kapitał?
Kapitał, w jaki wyposaża się dziecko, zależy od wartości wyznawanych w rodzinie i od tego, co rodzina postrzega jako ważne i przydatne. W niektórych domach najistotniejszy jest aspekt materialny, ważne jest, aby dziecko miało mieszkanie, samochód czy zabezpieczenie finansowe na start. W innych rodzinach z kolei nacisk położony jest na to, aby dobrze przygotować dziecko do wykonywania pracy, która będzie użyteczna dla innych. Jeszcze gdzie indziej najważniejsze będzie wykształcenie, stąd moim zdaniem zabieganie rodziców o wysokie oceny w szkole, dostęp do prestiżowego liceum postrzegany jest jako zapewnienie dobrego startu w dorosłość.

Czy taki kapitał może stać się balastem?
Czasem rodziny wyposażają dzieci w jakiś zawód, bo od pokoleń wszyscy w rodzinie są na przykład lekarzami czy adwokatami. I pojawia się presja, żeby syn czy córka także podążali tą drogą. Wtedy może to być balastem, bo nie każdy młody człowiek musi chcieć kontynuować rodzinną tradycję. Gdy dziecko nie wpisuje się w kanon, może to być trudne dla obu stron.

Ale kapitał będzie wartością, jeśli będą to zasoby, nie tylko materialne, z którymi dziecko będzie mogło zrobić to, co zechce?
Każdy „posag” jest cenny. Nawet ciężkie doświadczenia, z którymi w dorosłym życiu możemy się zmierzyć, będą nas rozwijać. Zatem trudne relacje, oczekiwania rodziców pozwalają nam dookreślać się jako dorosłym ludziom. „Posag” może być dwojaki. Można go postrzegać materialnie – jako mieszkanie, samochód, pieniądze, ale zawsze jest też ta część niematerialna, czyli to, jak nauczyliśmy się postępować w trudnych sytuacjach i wchodzić w relacje. To wszystko ma wpływ na to, jak poradzimy sobie w życiu.

W amerykańskich filmach widzimy, że rodzice w miarę możliwości dają dzieciom wykształcenie, ale potem młodzi opuszczają rodzinny dom. W Polsce odcinanie pępowiny trwa dużo dłużej.
Są właściwie dwa sposoby radzenia sobie z odchodzeniem dziecka. Jeden jest bardziej naturalny: gdy dziecko wyjeżdża do szkoły czy na studia. Drugi polega na przeciąganiu momentu wychodzenia z domu. Trwa to wtedy w nieskończoność – nawet gdy dziecko założy własną rodzinę i ma własne dzieci, rodzice są wciąż na podorędziu i często ingerują w jego życie, mówią: „Tego nie rób! Źle się zachowujesz!”. Im samym trudno jest przeciąć pępowinę.

To nadopiekuńczość czy przekonanie, że dzieci mają obowiązek „spłacić dług” wobec rodziców?
Wielu rodzicom wydaje się, że wychowują dzieci dla siebie, a tak naprawdę my wszyscy wychowujemy dzieci dla świata. To, jakich wyborów będą dokonywać, i jak będą zachowywać się jako dorośli, to ich suwerenna decyzja. Jeżeli stworzymy z nimi dobre relacje we wczesnej młodości i okresie dorastania, to same z siebie będą dzwonić do rodziców, by spędzić z nimi czas, dowiedzieć się, co słychać. Wychowywanie dzieci w duchu, że mają one jakiś obowiązek, sprowadza relacje na niewłaściwe tory – rodzice czegoś oczekują, a dzieci próbują uciekać od tych oczekiwań.

Jak wytłumaczyć dziecku, że „posag” ma nie być dla niego obciążeniem? Niektórzy rodzice starają się wyposażyć dzieci na starcie w pieniądze, mieszkanie, firmę…
Jeżeli przekazujemy dziecku jakieś wartości materialne, a czasami – co zdarza się już przecież także w Polsce – są to duże i dobrze prosperujące przedsiębiorstwa, to warto zadbać, by nie zostało przygniecione ciężarem, sprawdzić, czy faktycznie ono tego chce, oraz przygotować je do przejęcia tego majątku. A jeśli dajemy dziecku na przykład mieszkanie, to nie mówmy mu, jak ma je urządzić. Bo jeśli rodzic zawsze wie lepiej, to dziecko nie jest w stanie sprawdzić się jako dorosły człowiek, poznać konsekwencji swoich wyborów. Jeśli coś dajemy, to dajmy to naprawdę, na własność, pozwólmy dziecku tą własnością zarządzać. Okażmy mu zaufanie, przecież wiemy, jak je wychowaliśmy!

  1. Psychologia

Wychowanie - jak wyznaczać granice i docierać do źródeł problemów?

Pierwszy etap w życiu niemowlęcia powinien upływać pod znakiem bezustannej bliskości z matką. Potem jednak, w miarę jak dziecko odkrywa świat, słuszną postawą jest stopniowe wyznaczanie granic: tu kończy się mama, a tu zaczyna córka czy syn. (Fot. iStock)
Pierwszy etap w życiu niemowlęcia powinien upływać pod znakiem bezustannej bliskości z matką. Potem jednak, w miarę jak dziecko odkrywa świat, słuszną postawą jest stopniowe wyznaczanie granic: tu kończy się mama, a tu zaczyna córka czy syn. (Fot. iStock)
Czy wychowywanie dziecka zawsze musi przypominać szkołę przetrwania? Jak nie pozwolić wejść sobie na głowę? W jaki sposób wyznaczać granice? Gdzie szukać źródeł problemów? Psychiatra Robin Skynner w książce „Żyć w rodzinie i przetrwać” daje wskazówki i stawia zaskakujące tezy.

1. To nie geny decydują o podobieństwie, ale deficyty

Zdarza ci się zrobić grymas typowy dla twojej mamy lub usłyszeć: „z ciebie to wykapana babcia!”? Tak, to prawda, masz w sobie wiele cech krewnych, ale nie jest to kwestia genetyki, tylko nawyków przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Według Robina Skynnera nastawienia i sposoby reagowania, które dominują w danej rodzinie, są tak silne, że przejmują je nawet adoptowane dzieci czy psy. Co więcej, okazuje się, że dobierając się w pary, szukamy ludzi przypominających nam krewnych, czyli przejawiających podobne do naszych wzorce zachowań. W ten sposób, tworząc nową rodzinę, w pewnym sensie znów odtwarzamy własną. I tu tkwi szkopuł: otóż każda rodzina ma specyficzny sposób traktowania emocji, czyli jedne uważa za „dobre” i te otwarcie wyraża, a inne uważa za „złe” i te chowa – jak to określa Skynner – za kurtynę. Najciekawsze jest to, że dobieramy się właśnie na podstawie rzeczy schowanych za ową kurtyną. Czyli jeśli w twojej rodzinie wszyscy mieli problem z wyrażaniem złości, oczywiście starannie ukryty, najprawdopodobniej ty również go masz i zwiążesz się z mężczyzną, któremu też jest on nieobcy – bo zna go z własnego domu. Dobra wiadomość jest taka, że oboje możecie uświadomić sobie, co trzymacie za kurtyną i i zacząć z tym pracować.

2. Jeśli rodzice ci czegoś nie przekazali, to dlatego, że sami tego nie dostali

W rozwoju każdego człowieka występują określone etapy. Są jak kolejne lekcje, które trzeba odrobić, jeśli chce się uzyskać świadectwo dojrzałości. Zdarza się jednak, że pewne lekcje przegapiamy i są to zwykle te, które przegapili też nasi rodzice. Opuszczony etap będzie „wracał” do nas dotąd, aż go przepracujemy. Na przykład jeśli w okresie dorastania nie otrzymałaś od rodziców solidnej dawki miłości połączonej z dyscypliną, możesz mieć problem z akceptowaniem autorytetów oraz szefowaniem innym. Dlaczego rodzice nie dali ci tego, co powinni? Bo sami tego nie dostali od swoich rodziców, więc skąd mieli wiedzieć, że trzeba. Ale każdą lekcję można odrobić w dorosłym życiu.

3. Najszczęśliwsze małżeństwa nie boją się swoich wad

Każda krytyka trochę boli? Nieprawda! Według Robina Skynnera boli tylko ta, która dotyka rzeczy schowanych za kurtyną. Bo wtedy godzi w mniemanie o sobie. Jeśli zdajesz sobie sprawę z własnych wad, to nie denerwuje cię, jeśli bliska osoba je wytknie. Tacy ludzie tworzą najszczęśliwsze małżeństwa. Świadomość tę mogli zyskać w zdrowej i kochającej się rodzinie lub wypracować na drodze pracy wewnętrznej. Z kolei najbardziej destrukcyjne związki tworzą partnerzy, którzy tak dużo rzeczy chowają za kurtyną, i jest to dla nich tak przerażające, że obydwoje starają się utrzymać ją szczelnie zasłoniętą. Na co dzień nieustannie walczą ze sobą, ale mimo to nie potrafią się rozstać.

4. Najpierw trzeba dawać dziecku dużo bliskości, a potem je od siebie odsuwać

Pierwszy etap w życiu niemowlęcia powinien upływać pod znakiem bezustannej bliskości z matką. Potem jednak, w miarę jak dziecko odkrywa świat, słuszną postawą jest stopniowe wyznaczanie granic: tu kończy się mama, a tu zaczyna córka czy syn. – Niemowlę musi przekonać się, co jest wewnątrz, a co na zewnątrz jego osoby. Inaczej mówiąc, musi określić, co jest nim, a co nie jest. I na początek z wielu praktycznych względów to, co „nie jest nim”, to jego mama – pisze Skynner. Dlatego dobrze jest, jeśli w późniejszym rozwoju dziecka matka nie zawsze będzie od razu biegła do jego łóżeczka czy z prędkością światła reagowała na prośby i nalegania. Odrobina frustracji jest dla malucha dobra, bo uczy go radzenia sobie z trudnymi emocjami. Co nie zmienia faktu, że stały i bliski kontakt z matką jest podstawą właściwego rozwoju dziecka w pierwszych etapach życia.

5. Bajki pozwalają maluchom radzić sobie z dziecięcą gwałtownością

Dlaczego bajki dla najmłodszych często są tak okrutne? Dlaczego zaludniają je tłumnie wstrętne kobiety: wiedźmy, czarownice, macochy, złe siostry (no, może poza matkami chrzestnymi)? Te historie tak fascynują dzieci, bo – zdaniem Skynnera – odpowiadają przeżywanym przez nie fantazjom i projekcjom. Kilkulatki zaczynają oprócz miłości do matki odczuwać także złość, a czasem nienawiść. Ale jak można być złym na mamę?! Gdyby nie bajki, w których mogą dać ujście tym nowym, niepokojącym uczuciom i np. bezkarnie nienawidzić inną kobietę – wiedźmę, od razu schowałyby je za kurtynę. Bajki są dla dzieci wentylem bezpieczeństwa: im częściej będą mogły oczyścić się z trudnych uczuć, tym rzadziej będą je okazywać.

6. Pluszowy miś – ważny element dorastania

– Miś to „obiekt przejściowy”, czyli przedmiot, który pozwala dziecku przejść od stanu, w którym nie może długo wytrzymać bez wsparcia emocjonalnego dostarczanego przez matkę, do sytuacji, gdy może zacząć przyjmować je od innych ludzi – pisze Skynner. Gdy matki nie ma w pobliżu, przytulenie do pluszaka pozwala przywołać z pamięci jej dotyk i bliskość. Poza tym maluch, zajmując się swoim misiem, dowiaduje się wielu rzeczy o sobie. Zwykle każe mu „grać” siebie, podczas gdy on sam „staje się” matką misia. Mówi do niego, karmi, tłumaczy, żeby się nie bał… W ten sposób uczy się tego, co jest obowiązkiem matki, a co – dziecka, co jeszcze silniej wyznacza granicę pomiędzy nimi.

7. Wyraźne zakazy sprzyjają rozwojowi dziecka

To nieprawda, że wyrozumiali, wyluzowani rodzice to gwarancja lepszego rozwoju dzieci. Jest dokładnie przeciwnie. Według Skynnera, jeśli rodzice stawiają wyraźne ograniczenia, a zarazem nie przestają dawać dziecku wsparcia emocjonalnego, może ono wypróbować swoją siłę i nauczyć się stopniowo nad nią panować. Jeśli mama i tata nie stawiają wymagań, to jedyną rzeczą, jaka zostaje dzieciom, jest nieustanne sprawdzanie, gdzie są granice. Czyli: im mniej stanowczy dorośli, tym bardziej nieznośne latorośle! Ale uwaga: granice powinny być stawiane na zasadzie pokazania rozsądnej kary za złe zachowanie: „Nie rób tego, bo nie dostaniesz deseru”, a nigdy na zasadzie szantażu emocjonalnego: „Nie rób tego, bo mamie będzie przykro”.

8. Zdrowe rodziny są oparte na partnerstwie rodziców, dysfunkcyjne – na władzy matki

To jedna z najbardziej kontrowersyjnych teorii psychiatry. Sam długo się przed nią wzbraniał, ale doświadczenie wskazywało na jedno: w najzdrowszych rodzinach władza podzielona jest równo pomiędzy dwoje rodziców, w pozostałych przypadkach, gdy jedno z rodziców miałoby zostać szefem, to lepiej, by był nim ojciec, a nie matka. Zdecydowana postawa ojca, który powinien „wkroczyć na scenę”, gdy dziecko dorasta, to podstawa właściwego rozwoju malucha. Po pierwsze, tata wprowadza rządy silnej ręki, w kontraście do mamy, która pozostaje troskliwa i opiekuńcza. Poza tym ojciec ma jeszcze jedną ważną rolę do odegrania: odzyskać żonę, czyli stać się w pewnym sensie rywalem dla malucha. To ważny etap także dla rozwoju seksualności dziecka. Przekaz: „Rodzice się kochają i czasem chcą spędzać czas tylko ze sobą, w  swoim intymnym świecie” to impuls do tego, by miłości, akceptacji i spełnienia zaczęło szukać też w świecie zewnętrznym. Jest to najistotniejsze w tzw. fazie edypalnej, gdy dziecko zaczyna pożądać rodzica przeciwnej płci, czyli mniej więcej w wieku sześciu lat.

9. Lepiej mieć więcej niż jedno dziecko

Maluch, który ma rodzeństwo, uczy się obcowania w grupie i zdrowej rywalizacji. Poznaje zazdrość, uczucie często chowane za kurtynę, i powoli się z nią oswaja. Wprawia się też w zawieraniu kompromisów. Poza tym rodzice, którzy mają więcej niż jedno dziecko, rozkładają swoją opiekuńczość, troskę i przywiązanie na więcej niż jedną osobę. Jedynakowi trudniej się od nich uwolnić i uniezależnić.

10. Rodzice powinni przede wszystkim być rodzicami

Nastolatki nie tolerują przekraczania granic pomiędzy tym, co właściwe dla dorosłych, a co dla młodych. Dlatego tak źle reagują na to, gdy mama przychodzi na imprezę szkolną w seksownych dżinsach i obcisłej bluzce. Mama powinna się ubierać i zachowywać jak mama. Nie jak koleżanka czy siostra. Ona reprezentuje to, co rodzicielskie, tym samym dając dzieciom punkt odniesienia, wobec którego mogą określić siebie. Dlatego – według Skynnera – rodzice powinni obstawać przy swoich poglądach, nawet jeśli usłyszą, że są „wapniakami”, a usłyszą na pewno. I bardzo dobrze! Taka kolej rzeczy.

  1. Psychologia

Mądre wychowanie - czyli jakie?

Zadaniem rodzica jest wychować samodzielną, niezależną jednostkę. Taką, która poradzi sobie w świecie. (Fot. iStock)
Zadaniem rodzica jest wychować samodzielną, niezależną jednostkę. Taką, która poradzi sobie w świecie. (Fot. iStock)
Nie chodzi o to, by dać dziecku to, czego sami nie dostaliśmy. Ani o to, by chronić przed złem całego świata. To o co chodzi w rodzicielstwie? Wyjaśnia psycholog dr Magdalena Śniegulka.

Coraz więcej par odkłada na później decyzję o powiększeniu rodziny. Chcą skupić się na rozwoju zawodowym, życiowych przyjemnościach. Mówią: „To nie jest dobry czas na dziecko”, ale czy kiedykolwiek będzie?
Nigdy nie ma dobrego momentu na dziecko. Ale też pary, o których pani mówi, nie stanowią większości. Nadal jest sporo osób, które zostają rodzicami stosunkowo wcześnie, tak jak zrobili to ich rodzice i rodzice ich rodziców. Na pewno coraz więcej wiemy o dzieciach i dzieciństwie oraz potrzebach tego okresu. I jest w nas większa gotowość na zaspokajanie tych potrzeb. A to może być trudnym, obciążającym wyzwaniem. Poza tym nasze społeczeństwo staje się coraz bogatsze, a w związku z tym poszerza się oferta skierowana do osób, które chcą, jak to się mówi, korzystać z życia.

Powiedzmy, że jestem młodą kobietą na progu dorosłego życia. Zwykle jeszcze na tzw. dorobku, nie na wszystko mogącą sobie pozwolić. I stoję przed dylematem: czy decydować się na dziecko, które nie tylko zahamuje mój awans zawodowy, ale też któremu nie będę mogła zapewnić tego, co chciałabym? A chciałabym wiele. Dlaczego? Bo jako dziecko łaknęłam dóbr, które nie były dostępne i teraz chciałabym to wynagrodzić mojemu dziecku. Tylko, że ono do szczęścia nie potrzebuje aż tylu rzeczy. Tak naprawdę ono potrzebuje głównie mnie.

Stąd przekonanie, że nie mogę sobie pozwolić na dziecko, dopóki nie będę mogła zapewnić mu dostatniego życia?
Właśnie. Odstraszająca może być także świadomość tego, że dziecko potrzebuje uwagi. Jeśli jesteśmy na fali wznoszącej, zadowoleni ze swojego życia, to może nam być bardzo trudno to przerwać i poświęcić się dla dziecka.

Czy tacy „spóźnieni” rodzice będą mieli potem inne podejście do wychowania niż ci, którzy nie zwlekali i zrobili to „na spontanie”?
Na pewno, ale ja bym wolała unikać wartościowania. Jest wiele czynników, które wpływają na to, jakimi będziemy rodzicami. Znam wiele badań na temat tego, jaki wpływ na przyszłe życie ma to, czy byliśmy jedynakami czy też pierwszym lub drugim z rodzeństwa. Wiele z nich wykazuje, że tak naprawdę kluczowa jest dojrzałość rodziców. Wtedy zarówno bycie jedynakiem, jak i piątym dzieckiem z rzędu jest zasobem, nie ograniczeniem. Dojrzałość to podstawa i nie zależy ona od wieku czy tego, na jakim etapie życia jesteśmy. Dojrzałość ułatwia zachowanie dystansu i wyhamowanie ciągot do bycia rodzicem idealnym. Dojrzałość daje wolność i zrozumienie, że naprawdę nie muszę aż tak wiele, jak mi się wydaje.

To, co jest niepokojące, to sytuacja, w której mamy dziecko, czas i pieniądze, żeby je wychować, ale jednocześnie jest w nas wiele niepewności i lęku, więc skupiamy się na usuwaniu wszelkich niedogodności i przeszkód spod nóg dziecka. Wydaje nam się, że zawsze musimy być w stanie pełnej gotowości, że musimy być gwarantem szczęśliwego dzieciństwa. To może być potwornie męczące i dla rodzica, i dla dziecka. Nie na tym polega nasza rola.

A na czym polega?
Zadaniem rodzica jest wychować samodzielną, niezależną jednostkę. Taką, która poradzi sobie w świecie. Bo przecież nie wiemy, jak długo będzie nam dane uczestniczyć w życiu dziecka, czy nas nie zabraknie, a może samo wcześnie wyjdzie z domu. Dlatego od momentu porodu powinniśmy pamiętać, że dziecko nie jest naszą własnością, lecz osobnym bytem. To bardzo trudne zadanie, ale daje też rodzicowi wolność i poczucie „ja też jestem ważny”. Jednak to się nie uda bez akceptacji siebie.

Jakie sprawy trzeba w sobie „pozałatwiać”, żeby przygotować się dobrze do roli rodzica?
Pojawienie się dziecka to dobry moment, żeby zastanowić się nad tym, jaką jestem osobą, jakie rzeczy są dla mnie ważne, jakie wartości. Czego będę uczyć moje dziecko? Jak będę je wprowadzać w świat? Ile siły mam w sobie, żeby z tym światem się zmierzyć? Co w ogóle sądzę o świecie?

Ważne jest też to, jaki mamy stosunek do własnego dzieciństwa. Czasem obserwuję pewną postawę u dorosłych, którą można wyrazić słowami: „Taka jestem, bo takich miałam rodziców”. Tak może powiedzieć dziecko, dorosły powinien już rozumieć pewne mechanizmy i mówić raczej na przykład: „Jest mi trudno wyrażać emocje, ale mogę się tego nauczyć”. Miejmy świadomość, że jakkolwiek nasi rodzice nie byli wolni od błędów, to jednak chcieli dla nas dobrze. Bardzo rzadko spotyka się rodzica, który robi dziecku celowo krzywdę, większość chce jak najlepiej. Jedni myślą, że najlepiej to znaczy wyznaczać granice, inni, że należy być przyjacielem, a jeszcze inni, że trzymać dzieci na dystans. Która metoda jest najlepsza? To zależy od dziecka. Bo nasze dziecko to nie my. System wychowawczy, który byłby najlepszy dla nas, jemu może nie posłużyć. Niektóre dzieci są łatwe i przyjemne, uśmiechają się od małego, bardzo szybko odnajdują się w kontekście społecznym, internalizują normy i zasady, są wrażliwe… Inne potrzebują dużo czasu, żeby się tego nauczyć, a na dodatek mają taki temperament, że reagują złością w sytuacjach dla nas neutralnych. Każde z tych dzieci potrzebuje zupełnie innego wzmocnienia, ale każde potrzebuje też akceptacji.

Wielu rodziców jest przekonanych, że dzieci same sobie nie poradzą bez ich ciągłego wsparcia.
Chciałabym, żeby współcześni rodzice pozbyli się tej napinki. Żeby potrafili zobaczyć w sobie zasoby, które będą stanowiły dla dziecka oparcie. Żeby byli też gotowi dziecko pooglądać. Nie kierować nim, nie sugerować mu dróg, tylko wspierać w kroczeniu tymi, które samo wybierze. I pozwólmy dziecku być dzieckiem, pozwólmy mu „marnować” czas. Rodzice, którzy boją się, że dziecko sobie nie poradzi, zwykle nie dają mu żadnych możliwości, żeby się nauczyło dawać sobie radę. Bo jak się uczymy najlepiej? Na własnych błędach!

Jakie są największe wyzwania dla współczesnego rodzicielstwa? Media? Świat wirtualny?
Myślę, że w każde rodzicielstwo jest wpisane zadanie zmierzenia się z postępem cywilizacyjnym, odnalezienia się w nowym świecie, by potem przeprowadzić przez niego nasze dziecko. Wyjątkowe dla naszych czasów jest to, że młodsze pokolenia są bardziej kompetentne i uzdolnione w kwestii nowych technologii. Dlatego największym wyzwaniem współczesnych rodziców jest umieć słuchać dziecka i przyznać, że w pewnych sprawach to ono jest ekspertem. I nie przesadzajmy z czarnym PR-em. Dostępność Internetu ma wiele pozytywnych aspektów – obecnie można w nim znaleźć w sekundę informację na każdy temat, kiedyś dostęp do takiej wiedzy był utrudniony. Przy umiejętnym pokierowaniu Internet może zachęcić nasze dzieci do pogłębiania wiedzy. Dlatego nie narzekajmy na wirtualny świat, bo nie ma co stawać w poprzek postępowi. Jeszcze sto lat temu wprowadzenie elektryczności uznawano za straszne zagrożenie.

Są rodzice, którzy jednak starają się stawać w poprzek.
Ale wtedy wychowują swoje dzieci pod kloszem, z dala od realnego świata, tak jakby Internet, telewizja i gry nie istniały. Przecież wszyscy żyjemy w jakiejś społeczności, nie jesteśmy samotną wyspą. Jeśli dziecko w domu nie styka się z grami czy światem wirtualnym, większego szoku poznawczego dozna, gdy dorośnie i dopiero wtedy pozna zakazany owoc. Poza tym poczuje się wykluczone, jeśli w szkole co chwila będzie słyszało o nowych grach czy filmach. Zrobimy mu większą przysługę, jeśli nauczymy korzystać z nowych technologii w sposób krytyczny. Sama znam kilkulatki, które oglądają reklamy i mówią: „Ale bzdury chcą nam wcisnąć”.

W jakim stopniu dzieci świadczą o nas? A w jakim tylko o sobie?
To strasznie trudne pytanie. Bo dzieci są różne, po prostu. Jedne są ciche, dobre, wrażliwe i utalentowane, inne trudne, wybuchowe, powolniejsze. Z tych pierwszych łatwo być dumnym i przyjemnie jest podbijać sobie samopoczucie myślą, że to dzięki nam taki fajny egzemplarz dostał świat. Ale są też sytuacje, w których trudno być dumnym ze swojego dziecko. Zwłaszcza jeśli ma jakieś dysfunkcje, np. ADHD czy kłopot z przystosowaniem się do pewnych form. Znam rodziców, i bardzo ich za to podziwiam, którzy są niezwykle dumni z wysiłku, jakie ich dziecko wkłada w to, by sobie poradzić z tymi dysfunkcjami. Prawda jest taka, że dzieci prócz nas wychowuje świat. Oczywiście rola rodzica jest nieoceniona, ale to, kim się staje dziecko, to już wyłącznie jego zasługa. Na pewno możemy być dumni z tego, że na różnych etapach jesteśmy z dzieckiem i pokazujemy mu pewne narzędzia, a ono korzysta z nich w dobry lub mniej mądry sposób. Myślę, że można być też dumnym z tego, że dziecko nie jest mną, że jest inne, samodzielne.

Dr Magdalena Śniegulska psycholog, dydaktyk ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

  1. Psychologia

Dlaczego powinniśmy uczyć dzieci wartości?

Od dziś, każdego dnia zadaj sobie pytanie: „Jakie wartości chcę przekazać mojemu dziecku? Co jest dla mnie szczególnie ważne?”. (Fot. iStock)
Od dziś, każdego dnia zadaj sobie pytanie: „Jakie wartości chcę przekazać mojemu dziecku? Co jest dla mnie szczególnie ważne?”. (Fot. iStock)
Wychowując dziecko w poszanowaniu dla systemu wartości innych, dajesz mu potężny kapitał na przyszłość, a jednocześnie fundujesz ogromny prezent światu.

Czy podpiszesz się pod stwierdzeniem, że świat jest drapieżnym, nieprzyjaznym miejscem, w którym trzeba się mocno rozpychać łokciami? Jeśli tak, to podświadomie będziesz tak wychowywać dziecko, żeby sobie radziło w tych niesprzyjających warunkach, czyli będziesz zachęcać je do forsowania subiektywnego punktu widzenia i unikania odpowiedzialności. Pomyśl, co by było, gdyby udało ci się ukształtować człowieka dobrze dopasowanego do tego „strasznego” świata? Pierwsza byś tego gorzko żałowała. Zamiast dostosowywać wychowanie malca do agresji świata, lepiej wpoić mu system wartości, który nie tylko jest w stanie zmienić ten świat, ale też stanie się najlepszym kapitałem zapewniającym twojemu dziecku szeroko pojęty sukces.

Bagaż pełen zasad

Nie da się wychowywać dziecka na agresywne, pewne siebie wobec świata zewnętrznego i jednocześnie miłe, urocze, empatyczne i prawe w domu. Trzeba się na coś zdecydować. Kształtowanie charakteru w duchu wartości może początkowo wzbudzać obawy: no bo jak to – uczyć dziecko mówić prawdę, zachowywać się kulturalnie, wielkodusznie? Natychmiast inni wykorzystają jego wrażliwość! Te obawy nie są jednak uzasadnione. W długoterminowej perspektywie wygrywają ludzie hołdujący określonym wartościom i im wierni.

Mocno wpojona wartość to życiowy azymut. Nie da się przewidzieć, z jakimi sytuacjami będzie się musiał w przyszłości zmierzyć twój malec, jakie kompetencje będą mu w życiu potrzebne. Bez względu jednak na to, co mu życie przyniesie, porządny system wartości będzie go trzymał w pionie.

Uczciwość, rzetelność, punktualność, szacunek wobec siebie i innych obronią się zawsze. Rynek pracy jest już przesycony młodymi agresywnymi ludźmi – wykształconymi, ale bezwzględnymi i czasem zwyczajnie niemoralnymi. Wielu pracodawców zaczyna stawiać nie na kompetencje (które dziś łatwo nabyć), ale na cechy osobowościowe, takie jak: kultura osobista, pracowitość, systematyczność czy uczciwość.

W sytuacjach kryzysowych wysokie morale zaowocują korzyściami duchowymi. Świadomość, że zachowało się godność, przynosi ukojenie, daje oparcie, siłę wewnętrzną i poczucie sensu życia.

Wartości, które twoje dziecko wyniesie z domu, staną się bazą jego relacji z innymi osobami. Ludziom dobrym chce się pomagać. Wychowując dziecko na porządnego człowieka, powodujesz, że w sposób naturalny przyciąga ono do siebie innych prawych ludzi.

Kręgosłup moralny ochroni je przed demoralizacją, czyli złymi, szkodliwymi czy wręcz destrukcyjnymi wyborami życiowymi. Zamiast tego będzie podejmować słuszne z etycznego punktu widzenia decyzje we wszystkich sprawach i na każdym obszarze życia (wybór przyjaciół, form rozrywki, poglądów, zawodu). Dziecko wychowane bez systemu wartości jest zagrożeniem dla świata. Wpajanie zasad moralnych traktuj więc jak życiową misję.

Zestaw uniwersalnych wartości

Wartości – dobrze, ale jakie? Bez względu na to, jaki masz światopogląd, są uniwersalne zasady, które niezależnie od życiowych okoliczności pomogą dziecku, a potem dorosłemu człowiekowi, być zwyczajnie szczęśliwym i spełnionym. Normy moralne, tradycje religijne, odpowiedzialność, pokojowe nastawienie, uczciwość, szacunek wobec świata – i ludzi, i zwierząt. Zdrowe odżywianie, estetyka w ubiorze, nawyki higieniczne. To wartości, o  których można z całą pewnością powiedzieć, że warto je trwale zaszczepić. Zaowocują w przyszłości – człowiek z zasadami z reguły jest szanowany, lubiany – i wie, co robić w trudnych sytuacjach.

Jest jeszcze… grzeczność! Stanowczo zbyt mało miejsca poświęca się jej w wychowaniu. Uczmy grzeczności – po pierwsze, wobec siebie. Poczucie winy, że za mało czasu spędzamy z naszymi dziećmi, sprawia, że czasem lekceważymy ich zachowanie, nie wymagamy, by spełniały podstawowe standardy grzeczności wobec własnych rodziców czy dziadków. A szkoda.

Od dziś, każdego dnia zadaj sobie pytanie: „Jakie wartości chcę przekazać mojemu dziecku? Co jest dla mnie szczególnie ważne?”. Może będzie to religia, może nienaruszalna prawdomówność, może pracowitość, a może optymizm. Jesteś przewodnikiem i musisz wiedzieć, dokąd prowadzisz swoje stado.

Jak wpoić dziecku wartości

1. Zadbaj o satysfakcję

Dlaczego człowiek ma dokonywać niekorzystnych dla siebie wyborów? W imię czego? Z jakiego powodu ma na przykład nie kraść, skoro nadarza się okazja, albo zrobić coś kosztem innych, skoro nikt się o tym nigdy nie dowie? Żeby dokonywać wyborów według zasad moralnych, trzeba czuć z tego tytułu satysfakcję. Radość z bycia porządnym człowiekiem to podstawa wychowania w wartościach. Daj dziecku przyzwolenie na to, by czuło się dobrze, bo zachowało się prawidłowo. Gdy postąpi właściwie, zapytaj, jak się teraz czuje. Czy przyjemnie jest być w porządku? Wzmacniaj pozytywne zachowania, nagradzaj za prawidłowe postawy, zachwycaj się za każdym razem, gdy dziecko powstrzyma się od złego.

2. Nie bój się wielkich słów

Wielu rzeczy dziecko uczy się okazjonalnie. Tak jest również z moralnością, ale w tym wypadku warto o tym otwarcie mówić. „Moim obowiązkiem jest wychować cię dobrze, moim zadaniem jest…”. Nie bój się używać wielkich słów. Tu są na miejscu. „Nie wolno kraść. Nie wolno nikogo krzywdzić. Zwierzęta trzeba bezwzględnie szanować”. Mów otwarcie o wartościach.

3. Ucz myśleć o innych

Być może sama jesteś ofiarą wychowania w duchu źle rozumianej asertywności. Właśnie wyrosło całe pokolenie ludzi, których nic nie obchodzą inni, a słowo „ja” zajmuje centralne miejsce w ich słowniku. Wychowanie ku wartościom to odwrót od tego pomysłu pedagogicznego. Naucz swoje dziecko przejmować się innymi ludźmi, na tym się skup. To nic, że dookoła, zarówno w przedszkolu, w szkole, jak i na podwórku, będziesz słyszała, że dziecko powinno przede wszystkim wierzyć w siebie i niczym się nie przejmować. Ty skup się na wychowaniu w poszanowaniu dla innych ludzi, zwierząt i środowiska naturalnego.

4. Obcujcie ze sztuką

Czytajcie książki, wspólnie oglądajcie obrazy, ilustracje, filmy i chodźcie (jeśli to możliwe) do teatru. Nie ma lepszego poligonu do kształtowania kręgosłupa moralnego człowieka niż świat sztuki. Jest tu bowiem masa okazji do nabycia teoretycznej wiedzy na temat obowiązujących norm.

5. Dawaj przykład

Wpajanie wartości to dla rodzica ciężka praca, również nad samym sobą. Mamy w głowie wiele zasad etyczno-moralnych, ale przestrzegamy ich wybiórczo, naginamy do sytuacji i z łatwością znajdujemy okoliczności łagodzące. Ktoś, kto zabrał z pracy paczkę herbaty, nie nazwie siebie złodziejem. Przy dziecku nie działa jednak taryfa ulgowa. Ono widzi fakty: wynosisz z pracy swoje rzeczy czy nie, mówisz prawdę czy kłamiesz, jesteś rzetelna czy leniwa. Moralna ocena dziecka jest czarno-biała. Albo dajesz przykład, albo… nie licz na to, że uwierzy ci, że warto być porządnym człowiekiem.

6. Myśl perspektywicznie

Nie trać z oczu celu wychowawczego. Nie chodzi o to, żeby dziecko nie płakało, tylko żeby zrozumiało, że jeśli będzie biło inne dzieci, to nikt nie zaprosi go na urodziny. „Co z tego wyniknie nie za chwilę, a w wieloletniej perspektywie?” – tym pytaniem kieruj się, rozwiązując codzienne błahe problemy.

7. Zadawaj pytania

„Czy chciałbyś, żeby ktoś zrobił ci coś takiego?”, „Czy chciałabyś, żeby ktoś tak cię potraktował?”, „Co by było, gdyby wszyscy tak postępowali?”, „Chciałbyś się kolegować z kimś, kto tak robi?” – w ten sposób zwrócisz dziecku uwagę na to, jak ważne jest współodczuwanie.

8. Uważaj na opinie

Nie opowiadaj babci, co zjadł twój synek, czy do końca i ile spał, ale że ładnie się przywitał, posprzątał, dokładnie wykonał pracę domową.

Przykład: Pożyczyliście od kolegi film, mieliście dziś oddać, ale jest już późno, trzeba jeszcze zjeść kolację, a poza tym strasznie ci się nie chce wychodzić z domu. Co robić? Wybrać cel krótko - czy długoterminowy? Ma zwyciężyć lenistwo czy poczucie obowiązku? Jako rodzic nie możesz pozwolić sobie na żadne pobłażanie. Jeśli dziś pokażesz, że akceptujesz niesłowność, już nigdy tego nie nadrobisz. Trzeba zatem jechać do kolegi i oddać mu film. Korzyść z takiego zachowania jest olbrzymia. Powiedz dziecku o niej wprost: „Teraz możemy spać spokojnie. Zachowaliśmy się, jak należało”.

Ważne słowo: interioryzacja

Inaczej uwewnętrznienie, czyli: głębokie przyswojenie, uznanie jako swoje własne, pełna akceptacja. Interioryzacja ma szczególne znaczenie w nauczaniu wartości. Nikt nie ma możliwości pilnowania człowieka przez cały czas i we wszystkich sprawach. Dlatego najistotniejszym czynnikiem moralności jest samokontrola. Zasady znane lub stosowane tylko wybiórczo, w zależności od okoliczności, to twoja porażka wychowawcza.

Metoda „Porządny człowiek”

Gdy chcesz dać dziecku wskazówkę albo wyjaśnić, dlaczego powinno zachować się tak, a nie inaczej, używaj argumentu pt.: „Bo porządni ludzie tak robią”. To hasło jest dla dziecka informacją: porządny człowiek tak robi, a tak nie robi. Nie ma sensu tłumaczyć dlaczego, odwoływać się do norm moralno-etycznych. „Nie wolno dla zabawy zabijać lub męczyć zwierząt. Porządny człowiek tak nie postępuje”. Kropka. Dzieci otrzymują od rodziców za dużo informacji, tymczasem one potrzebują tylko jasnych, klarownych i absolutnie jednoznacznych wskazówek, co jest dobre, a co złe.

Przygotuj się na to, że dziecko zacznie zadawać niewygodne pytania. Na przykład w obecności twoich teściów zapyta: „Kim jest dziadek, skoro bije psa? Czy tak postępuje porządny człowiek?”. Dziecko wychowywane ku wartościom będzie wyłapywać wszelkie „złe” zachowania u innych i będzie odczuwać silną chęć wychowywania wszystkich wokół siebie. Niech ludzie, których dziecko diagnozuje jako nieporządnych, sami sobie z tym poradzą. Czasem takie zawstydzenie przez malucha dobrze im zrobi.