fbpx

Rodzicielskie grzechy główne

Rodzicielskie grzechy główne
fot.123rf

Jak uniknąć błędów wychowawczych? Nie ma na to rady. Można za to zrozumieć skutki przewinień, poznać sposób myślenia dzieci. I pewną złotą zasadę, ważniejszą niż perfekcyjność rodzica.
Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Powiedzonko wymyślono z pewnością dla tej sfery życia, jaką jest wychowywanie dzieci, żadnej innej nie dotyczy tak bardzo. Większość z nas – dorosłych, wykształconych ludzi – dokonała już analizy własnego dzieciństwa, klasyfikacji wad i zalet swoich rodziców i wie, czego nigdy swojemu dziecku nie zrobi. I tak jest – wystrzegamy się błędów, których zaznaliśmy, za to w to miejsce popełnimy własne. Nie da się tego uniknąć, ale można zmniejszyć siłę destrukcyjnego działania. Źródłem wiedzy o rodzicielskich przewinieniach i o tym, jak odbierają to dzieci, są ich własne zwierzenia. Jak wynika z badań PBI, obecnie w Polsce 75 tysięcy dzieci pisze blog. Wystarczy wejść na kilka przypadkowych, żeby stwierdzić, jak często głównym ich tematem są zachowania rodziców i jak dzieci je odbierają. Ta sama wiedza znajduje się w listach do redakcji pism młodzieżowych, pytaniach kierowanych do psychologów. Oto nasz wykaz najpopularniejszych błędów wychowawczych.

(Cytowane listy pochodzą z archiwum autorki).

1. Kłamstwo dla jego dobra…

Marcin: Moi rodzice rozwiedli się za moimi plecami. Podzielili się majątkiem, tata się wyprowadził. Powiedzieli mi, że wyjechał do pracy. Cztery lata tak mnie okłamywali. dowiedziałem się prawdy przypadkowo od siostry ciotecznej, kiedy ojciec był już żonaty z inną panią. Wszyscy w rodzinie wiedzieli, tylko ja nie. Podobno chodziło im o to, żeby mi oszczędzić przykrości.

Bartek: Zawsze wierzyłem, że mój tata jest wspaniały. Miał dla mnie czas, grał ze mną i moimi kumplami w piłkę, stawiał nam colę. Kochałem go, byłem dumny. Nagle pojawił się z chłopakiem o trzy lata ode mnie starszym, synem z pierwszego małżeństwa (nigdy nikt nie mówił, że tata miał już żonę i dziecko). Chciałem się zabić.

Kłamstwo to taka wina rodzica, której dziecko wybaczyć nie umie, nie zdoła. Zanim coś zataisz, zastanów się: Czy na pewno ukrywasz prawdę dla dobra dziecka? Najczęściej chronimy obraz siebie samych lub odsuwamy problem na później, licząc na to, że może nie wypłynie na światło dzienne i jakoś się sam rozwiąże. Nie mówimy dzieciom o najważniejszych dla nich sprawach – o sytuacji ich rodziny, o tym, jakie mamy wobec nich plany, co je czeka, na co muszą być przygotowane, z czym będą musiały się zmierzyć. Tak jest nam wygodniej. Dobre chęci to tylko usprawiedliwienie się przed sobą. Pod pozorem oszczędzenia dziecku bólu chronimy swój wizerunek.

2. Negatywne programowanie

wybrane z listów

Ciągle słyszę od taty, że nie znajdę żadnej pracy.

Mama mówi, że nic dziwnego, że nie mam przyjaciół, bo nie umiem się zachować.

Rodzice powtarzają, że skończę marnie, bo niczego nie robię systematycznie.

Negatywne programowanie to chyba najpopularniejszy grzech wychowawczy popełniany w imię wychowania dziecka na „porządnego człowieka”. Kreujemy wizję czarnej przyszłości, która niechybnie nastąpi, jeśli dziecko nie postąpi według naszych wymagań. Jak najbardziej pożądanych: jeśli nie zje posiłku, nie zacznie się uczyć, nie będzie po sobie sprzątać. Uwaga: w ten sposób wdrukowujemy w psychikę dziecka czarne scenariusze, pokazujemy, jakie negatywne ścieżki życiowe może wybrać i… dziecko często je wybiera. W dużej mierze dzięki rodzicom, którzy sami mu taką przyszłość przepowiedzieli.

Pewną odmianą negatywnego programowania jest straszenie dzieci, czyli prezentacja wszystkich pomysłów na temat: co się stanie, jeśli nie zmienią swojego zachowania. A zatem: że je zostawimy, oddamy, że przestaniemy kochać, że jak tatuś wróci, to im pokaże! Wszelkiego rodzaju: „ja się przez was znajdę w szpitalu”, „doprowadzicie mnie do choroby, nie wytrzymam z wami, pójdę sobie w świat”. Starsze dzieci straszymy uroczo i bezmyślnie, że źle skończą, na przykład w więzieniu albo jako bezdomni czy bezrobotni… Szczególnym okrucieństwem jest, wbrew pozorom nie takie rzadkie, straszenie własną śmiercią.

Monika: Mam 12 lat. Mama powtarza, że w każdej chwili można umrzeć, że każdego dnia ona może nie wrócić z pracy. Idę ze szkoły i boję się, że znajdę ją zimną. Mama mówi, że trzeba być świadomym kruchości życia. Strasznie się boję…

Skąd takie pomysły? Najczęściej powtarzamy to, czego sami nasłuchaliśmy się w dzieciństwie. Nie umiemy wyzbyć się międzypokoleniowej sztafety straszenia i negatywnego programowania. To trudne, ale za każdym razem, gdy chcesz dziecku powiedzieć, co złego je czeka, pamiętaj, że być może w tej chwili stajesz się sprawcą bardzo negatywnych rezultatów w postaci spełnionego proroctwa. Ty się wygadasz, ulżysz sobie i swoim lękom. Twoje dziecko uwierzy ci i będzie żyć w strachu albo zadba o to, żeby zmarnować sobie życie zgodnie z twoimi przepowiedniami. Jeśli trudno ci nie narzekać, odwróć swoje utyskiwania, poszukaj i powiedz, co dobrego widzisz w jego bałaganiarstwie, lenistwie, a przynajmniej w domu będzie wesoło. Nie można? A choćby: Mateusz nie traci czasu na sprzątanie. Dlaczego? Bo traci go potem na szukanie – jego wybór…

3. Dwie twarze

Kinga: Mam do mamy żal tylko o jedną rzecz: zawsze jest szalenie miła dla innych, a na mnie krzyczy i narzeka. Nigdy nie jest taka dla nikogo innego. Wyobrażam sobie często, że jestem córką jej koleżanki i ona jest dla mnie miła i nawet kisiel mi na zawołanie zrobi. Swojej córce nigdy nie zrobi.

Jedną twarz nakładamy przy obcych ludziach, drugą trzymamy na domowy użytek. Oko innych to nasza scena – my, rodzice, dajemy z siebie wszystko. Zachowujemy się zgodnie z obowiązującymi normami traktowania dzieci. Za to, gdy nikt nie widzi, w rodzinnym gronie nie oszczędzamy własnych dzieci. W ten sposób tracimy najcenniejszą wartość – zaufanie dziecka.

Adam: Na urodziny babcia przekazała przez tatę prezent – laptopa. Tata go sobie wziął. Dopiero gdy babcia zadzwoniła i zapytała, jak mi służy laptop, tata powiedział, że w rodzinie wszystko jest wspólne. Tylko że ja na tym laptopie nie miałem nawet swojego konta.

Nasza rodzicielska dwulicowość polega też na tym, że wpajamy dzieciom zasady, które sami, i to w postępowaniu z dziećmi, łamiemy. Okradanie dzieci to temat często przewijający się w listach. Dlaczego tak łatwo nam to przychodzi? Bo, zabierając coś własnemu dziecku, mówimy: „wszystko zostaje w rodzinie”, przecież łożymy na ich wychowanie, co ich, to nasze… Nie czujemy więc obciążenia jak przy zawłaszczeniu mienia obcych ludzi, ale w ostatecznym rozrachunku kradzież pozostaje kradzieżą.

4. Przedmiotowe traktowanie

Ewa: Zwierzyłam się mamie, że graliśmy w butelkę na imprezie i że jedna koleżanka całowała się z chłopakiem. Mama opowiedziała o tym na zebraniu w szkole. Życia potem w klasie nie miałam.

Joasia: Na weselu kuzynki poznałam bardzo fajnego chłopaka, ale moja własna matka musiała opowiadać przy stole, że ja jeszcze nie mam po co nosić stanika. Wszystkie ciocie mnie kolejno pocieszały, że kiedyś będę nosić staniki. Paliłam się ze wstydu.

Marta: Mama się chwali, że ja się pilnie uczę, że siedzę po nocy, że nie wychodzę nigdzie sama. Potem przez to mnie nazywają kujonem. Czy mama serio musi o tym gadać? Nie ma lepszych tematów?

Każde dziecko żyje w dwóch światach. Pierwszy to świat norm dorosłych, a drugi – norm młodzieżowych. Normy, co oczywiste, bywają sprzeczne. To, co jest zaletą w świecie dorosłych, bywa wadą w świecie dzieci. Musimy tu zachować wyjątkową czujność, bo wydaje nam się, że nic złego nie robimy, że sobie tylko żartujemy, że chwalimy, tymczasem ranimy nasze dzieci. Błędnie myślimy, że skoro coś nie jest ważne dla nas, jest też nieważne dla dziecka, lub że to, co nas śmieszy, śmieszy również nasze dziecko. Kierując się takim założeniem, zawstydzamy je, a nawet ośmieszamy i odbieramy chęć do życia. Kiedy dzieci opiszą na forum internetowym swoje żale i pretensje do rodziców, my, dorośli, uznajemy to za zdradę, za sprzeniewierzenie się tajemnicy rodzinnej. Natomiast sami zbyt często nie czujemy lojalności wobec dzieci i lekko rozprawiamy o ich sprawach z obcymi dla nich osobami.

Dzieci zwykle bronią się przed tym naturalnie, stosując zasadę absolutnego odcięcia rodziców od swoich spraw. Czy na pytanie, co w szkole, słyszysz zawsze: „w porządku”? Czy masz poczucie, że dziecko nic ci nie mówi? To sygnał. Przypomnij sobie, kiedy i komu opowiedziałeś jego tajemnice. I nigdy więcej tego nie rób. Tu rada jest tylko jedna: nie opowiadamy o sprawach naszych dzieci.

5. W przeciwnej drużynie

Ania: Zwierzyłam się mamie, że mam jakieś plamy na majteczkach, a ona zaraz zadzwoniła do swojej siostry pielęgniarki i zapytała, co to może znaczyć. Słyszał to mój cioteczny brat. Myślałam, że ją uduszę. Czy ona myśli, że ja nie mam uczuć?

Beata: Moja mama pracuje z mamą kolegi z klasy i wszystko jej o mnie opowiada – kiedy miałam pierwszy okres, że kupuję stanik push-up, że bolą mnie piersi. Wstydzę się okropnie, bo ten kolega wszystko o mnie wie. Dlaczego mama mi to robi?

Wojtek: Moja mama zawsze przyznaje rację innym. Każdy nauczyciel ma słuszność, każdy kolega mówi prawdę, wszystkim ludziom można wierzyć, tylko mi nie. Nie mam co liczyć na rodziców, bo oni zawsze wezmą stronę kogoś innego. Często mówią znajomym, że nie pozwolą sobą manipulować, i na wszelki wypadek nigdy nie wierzą mnie.

Zapominając o lojalności, obowiązku zachowania tajemnicy, konsultując ze światem sprawy dzieci, sytuujemy się w przeciwnej drużynie. Z kim wówczas ma grać dziecko, w kim znaleźć wsparcie w życiowej grze? MY – rodzice i dzieci – powinniśmy stanowić jedną drużynę. Taka więź to wielka sprawa, nie warto jej niszczyć. Zanim zaczniesz rozmawiać z kimkolwiek, pomyśl, czy dziecko życzyłoby sobie tego? Jeśli nie, nie odzywajmy się. I nie myśl, że może się nie dowie. Dowie się.

Za nasze przewiny, zwłaszcza te popełnione pod pozorem dobrych chęci, w trosce o właściwe przygotowanie do życia („Takie jest życie, nikt nie będzie się z tobą cackać”, „Nie przesadzaj, nic takiego się nie stało”, „Ja miałem gorzej i jakoś żyję”), będziemy musieli zapłacić. Jesteśmy przez nasze dzieci bezlitośnie, bo intuicyjnie, rozliczani. A rewanżują się… tym samym. Odsuwają się, kochają nas, ale nie lubią, czyli traktują nas tak, jak my je w ich dzieciństwie – bez należytej staranności emocjonalnej.

Na pociechę

Antek: U mnie w domu zawsze jest wesoło i coś dziwnego się dzieje. Mama raz przez przypadek wyrzuciła do kosza wszystkie moje samochodziki, potem wszyscy wygrzebywaliśmy je ze śmieci. Tata zjadł wszystkie kanapki przygotowane na przyjście moich kolegów z klasy. A dwa tygodnie temu zostawili mnie w centrum handlowym i wrócili do domu beze mnie. Tak się z nich śmiałem, że potem długo bolał mnie brzuch.

Kiedyś wysłali mi list na adres kolonii, na których byłem rok wcześniej. U nas jest zawsze bardzo śmiesznie.

Takie pokrzepiające listy wskazują kierunek działań: przed błędami nie da się uciec, zawsze jakieś popełnimy. Naszą szansą jest to, jak dzieci nasze winy ocenią. Nawet coś takiego jak pozostawienie syna w centrum handlowym może być w jego ocenie zabawne, wtedy gdy czuje bliskość, wie, że to nie lekceważenie, że to nie działanie przeciw niemu, ale że rodzicom tak się po prostu zdarzyło, są zwariowani albo roztargnieni. Wszystko zależy od atmosfery i jakości naszych stosunków z dzieckiem, a te pozostają przecież tylko w naszej gestii.

Elementarz

  • Zawsze trzymaj stronę swojego dziecka. Jesteś rodzicem, w kim więc ma szukać oparcia?
  • Jeśli popełniłeś błąd, przyznaj się. Jak najszybciej i osobiście wyjaw prawdę i nie licz na to, że się nie dowie.
  • Nie bagatelizuj żalu i urazy dziecka wobec ciebie. Daj mu do tego prawo, zbadaj przyczyny.
  • Nie kieruj się wyobrażeniem typu „ja w jego wieku”. To zła zasada. Twoje dziecko może mieć zupełnie inne potrzeby.
  • Nie strasz; straszenie zawsze wynika z braku dobrych pomysłów wychowawczych.
  • Czytaj dziecięce blogi o tematyce rodzinnej, fora dyskusyjne o rodzicach, młodzieżowe książki i pisma.

Najważniejsza zasada!

Jest rozwiązanie, które pomaga uniknąć nie błędów, lecz ich skutków. Jedna, dobra zasada, która zastępuje tomy poradników: kochać to mało – trzeba bardzo lubić swoje dziecko, mieć w nim przyjaciela, najlepszego kumpla, ukochanego kolegę. Dziecko to czuje i nawet jeśli dopuścisz się wykroczenia (na przykład wygadasz jego tajemnicę), to szybko to wyjaśnicie i w naturalny sposób je przeprosisz. Będzie wiedziało, że każdemu może się zdarzyć błąd i zawsze się dowiesz, czym zawiniłeś, bo nie będzie się bało ci tego powiedzieć.

W razie wątpliwości

  • Kieruj się intuicją. Jeśli przeczuwasz, żeby czegoś nie robić – nie rób.
  • Zamień się z dzieckiem na role – pomyśl jego kategoriami.
  • Wyobraź sobie, jak dziecko będzie to wspominać za kilka lat.
  • Zastanów się, jak syn lub córka opisaliby to na blogu albo w pamiętniku.
  • Spróbuj sobie to wydarzenie opowiedzieć, a zobaczysz je oczami dziecka.
  • Uświadom sobie, że potem możesz nie mieć czasu, żeby wszystko naprawić lub wyjaśnić.

Warto przeczytać Wojciech Eichelberger, Jak wychować szczęśliwe dzieci, TU Agencja Wydawnicza 2000 David Lewis, Jak wychować zdolne dziecko, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich 1998 Robin Skynner, John Cleese, Żyć w rodzinie i przetrwać, Jacek Santorski & Co 2005

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze