fbpx

Pies czy suka?

– Idziemy na drinka! – zaszczebiotał w telefonie Sebuś po moim powrocie z Włoch. – Mam ci tyle do powiedzenia!
Problem w tym, że nie ma za bardzo gdzie pójść na drinka. Owszem, jest parę miejsc, ale Porto Praga ze swoim superbarem podtrzymywanym przez troglodytki o drewnianych, spiczastych piersiach jest na Pradze, Paparazzi okupują celebryci lubiący, jak donoszą portale plotkarskie, przed wejściem oddać mocz, zaś Sens serwuje wyjałowione z przypraw curry, obawiam się więc, że i ze smakiem drinków może mieć problem. Reszta to restauracje z doklejonym barem, gdzie wypijemy standardowe drinki i nic nas nie zaskoczy.

Próbowałam parę razy, jak w amerykańskim filmie, zrealizować indywidualne zamówienie u barmana – coś w stylu „mam ochotę na…, proszę coś wymyślić” – zawsze jednak kończyło się wyrecytowaniem barowych standardów: Bloody Mary, Manhattan, White Russian, Margarita. To wypijemy pod każdą szerokością geograficzną! Najpopularniejszym drinkiem w Polsce jest Long Island – szybki i skuteczny, choć zdradliwy zabójca. Nic dziwnego. Mimo że kultura spożywania alkoholu w naszym kraju się zmienia, a wina pijemy z każdym rokiem więcej o 20 proc., i tak cenimy sobie najbardziej ten drink, po którego niewielkiej ilości spadamy pod stół. Dlatego koktajlbarów jest jak na lekarstwo, a „zakąszarni” obwieszonych girlandami spożywających wódkę za 4 złote coraz więcej.

Tymczasem na ulicy Szpitalnej 8a funkcjonuje od niedawna niezwykły pure bar. Powstał przy concept storze Pies Czy Suka, gdzie można kupić wyjątkowe, designerskie przedmioty zaprojektowane przez Konarskich, właścicieli miejsca – m.in. psy różnych ras, ale też świnie i konie (również na płozach). Nazwa jest znana wszystkim psiarzom, w końcu to pierwsze pytanie, jakie zadają sobie właściciele zbliżających się do siebie na spacerze czworonogów: pies czy suka?

Zaczyna się już bajerem – menu z drinkami można obejrzeć na tablecie. Same autorskie propozycje. Jest ich tak dużo, że zdajemy się na pomysły barmanów, którzy wypytują o nasze gusty. Na początek sięgamy po kwaśne, orzeźwiające drinki:

Potem rozgrzewamy się zimowymi drinkami, które lada dzień zostaną zastąpione przez wiosenne propozycje. Menu ma się bowiem zmieniać co sezon. Na lato przewidziane są drinki w formie sorbetów, wtedy też przybędą goście – międzynarodowej sławy barmani. Lada dzień, o ile pogoda pozwoli, ruszy ogródek.

W trakcie degustacji Przemek i Adam na zmianę dosiadają się do nas i opowiadają o nietopniejącym lodzie sprowadzanym z Wrocławia, składnikach drinków i molekularnym procesie ich przygotowywania. Chłopcy mają ogromną wiedzę, zarażają pasją na tyle, że rezygnujemy z Sebą z przeglądu plotek, a wsłuchujemy się w ich opowieści z zainteresowaniem.

Czy Warszawa doceni niuanse smaku, zapachu i kreacji drinków? Sprawdzam to na najtwardszym znanym mi zawodniku. Ulubionym szotem Lizaka jest Wściekły Pies. Zamawiam mu Płonącą Sukę. Gasną światła, barmani tańczą z płonącą whisky. Famous Grouse Scotch Whisky miesza się z polskim trójniakiem, syropem z wędzonych śliwek, wodą infuzowaną suszonymi śliwkami i kardamonem oraz z kroplami The Bitter Truth Jerry Thomas Bitters (23 zł).

Suka wygrywa. Moim zdaniem też, mimo że prawie trzeźwa wracam do domu, niosąc pod pachą białego… psa. Mam nadzieję, że nie jest wściekły.