1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Głodne dzieci

Głodne dzieci

W coraz szybszym tempie zamieniamy nasz świat w niby-piękny iluzoryczny McŚwiat. Choć oferuje nam niezliczone dobra, żyjemy w nim emocjonalnie wygłodniali, samotni, nie wiedząc nawet, czego nam brak. Ten głód i ból duszy próbujemy zagłuszyć coraz większą konsumpcją. Jak Jaś i Małgosia rzucamy się na chatkę z piernika, wpadając w ręce złej czarownicy. Czy da się zawrócić z tej drogi? Rozmowa z Katarzyną Miller.

Tatiana Cichocka: Z „Jasia i Małgosi” pamiętałam głównie chatkę z piernika. Zapomniałam, jaka to smutna baśń. Mówi o ekstremalnym głodzie, który znieczula człowieka do tego stopnia, że jest w stanie wyrzucić z domu własne dzieci, by nie musieć się z nimi dzielić chlebem...

Katarzyna Miller: To baśń  z bardzo wczesnego okresu życia, dotyczy karmienia. Pokazuje, co się dzieje, gdy rodzice nie spełniają podstawowych potrzeb dziecka, bo sami cierpią głód, są biedni.

Baśń  mówi o braku chleba, ale nie chodzi tu chyba tylko o biedę w sensie materialnym? – Chodzi o biedę w sensie najszerszym z możliwych. Materialnym, emocjonalnym, duchowym. Zdarzają się ludzie, którzy potrafią się dzielić z innymi ostatnim okruszkiem bez poczucia straty, wręcz z radością. A bywają i bogacze, którzy nie są w stanie niczego nikomu dać, bo czują się wiecznie nienasyceni. Można się dzielić choćby dobrym słowem. A można żyć z nastawieniem: Nie mam, więc nie dam. Są ludzie, którzy żyją w stanie takiej biedy permanentnie. I niektóre dzieci rodzą się u takich rodziców, którzy nie mają nic do dania, bo sami ledwie przędą bytowo czy emocjonalnie. Ale ponieważ mają dzieci, udowodnili, że są „normalną” rodziną. Tylko że w takiej rodzinie nic nie jest normalne – przede wszystkim dzieci przymierają w niej głodem. Nikt ich nie karmi.

Co to oznacza? – Karmienie to nie tylko zaspokajanie fizycznego głodu. Oznacza też miłość, zrozumienie, wspieranie,  dawanie troski i uwagi, poczucia bezpieczeństwa. Dziecko karmione tym wszystkim rośnie nie tylko fizycznie, ale i rozwija się wewnętrznie. Aż w końcu staje na własnych nogach i może samo zacząć karmić siebie i innych. Dopóki nie jest w stanie tego zrobić, jest zależne od rodziców. Tymczasem rodzic, który ma poczucie, że świat się z nim źle obszedł, nie potrafi karmić. Ma poczucie krzywdy własnej, a tu jeszcze ma się zajmować dzieckiem. Dlaczego ten bachor ma dostawać coś, czego ja nie mam? Dla mnie samej prawie nie ma chleba, dlaczego mam oddawać go dzieciom – mówi macocha Jasia i Małgosi.

To okrutne, ale dla niej to racjonalne wyjście: jest mało jedzenia, więc pozbądźmy się dwóch dodatkowych gąb. – I udawajmy, że ich w ogóle nie było. Wypieranie to cudowna właściwość ludzkiej psychiki. Żyjemy dalej, nie myśląc o tym, że dokonaliśmy zbrodni.

Można też powiedzieć, że w taki sam sposób odrzucamy swoje wewnętrzne dziecko, spychamy je w nieświadomość, czyli do lasu. Nie ma go, więc nie trzeba się nim zajmować. Tyle tylko że to nic nie da, dalej będziemy mieć biedę.

To najbardziej przykre, ofiara na nic. – W wielu baśniach pojawia się motyw dzielenia się ostatnim kawałkiem chleba. Te historie pokazują, że gdy się czymś podzielisz, to ci przyrośnie, zostaniesz nagrodzony. Tutaj nic nie może przyrosnąć, bo nie ma z czego.

Mówimy: matka głodna – wyrzuciła dzieci. A ojciec? Czemu się na to zgadza? – Bo jest słaby – w naszej kulturze ojcowie są słabi. Oddają matkom decyzje w sprawie dzieci i domu. Mało mężczyzn decyduje się w sposób świadomy brać udział w wychowaniu. Nie tylko karaniu czy wykonywaniu poleceń  żony: a tak ubierz, a to daj do zjedzenia, albo zajmij się nim, bo to twój dzień. Za mało jest ojców, którzy znajdują wartość w aktywnym byciu z dzieckiem, dlatego między innymi mamy taką cywilizację. To cywilizacja mężczyzn, którzy się nie rozwijają, bo ich ojcowie też się nie rozwijali, którym władza sama wchodzi w ręce, więc ją degenerują, sprowadzają do rywalizacji z innymi mężczyznami. Nie mają ochoty na odpowiedzialność, więc oddają władzę nad życiem: karmieniem, domem, dziećmi, wakacjami, kulturą – kobietom.

Które pełnią funkcję menedżera w rodzinie: wszystko organizują i o wszystkim pamiętają, od rocznicy ślubu po listy zakupów, oraz pracują zawodowo. A mąż ewentualnie czeka na polecenia, „pomaga”. – Krzywdzące jest, że ponieważ to kobiety rządzą w domu, wszelkie prace z tym związane w patriarchalnej hierarchii wartości są na ostatnim miejscu. Mimo to on wciąż jest głową domu. Ona organizuje, a on może się bawić albo zajmować ważnymi sprawami. A że gdzieś w tym układzie funkcjonują jeszcze dzieci? Przecież żona wychowuje, daje jeść, opiera, kupuje ubrania, szuka szkoły, chodzi na wywiadówki. A to, że przez to żadne z rodziców nie ma dla nich czasu i tak naprawdę nikt ich nie karmi? Trudno.

Mimo to dzieci chcą być w domu. Są w stanie wiele poświęcić. – Wszystko niemal: Jaś robi rzecz wielką. Kiedy idą do lasu, kruszy po drodze ostatnią kromkę chleba, żeby po śladach trafić z powrotem do domu.Jaś i Małgosia nie mają co jeść. Są też głodni emocjonalnie: wyrzuceni z domu, z poczuciem, że rodzice ich nie chcą, sami w lesie, a ich życie jest w niebezpieczeństwie.

Nic dziwnego, że gdy trafiają na domek zrobiony ze słodkości, rzucają się na niego: boją się, że zaraz znów nie będzie nic do jedzenia, trzeba się nachapać jak najszybciej, bo zabraknie. – Tak właśnie często reagują ludzie „głodni”. Taki ktoś może być ubrany w garnitur od Armaniego, ale mieć głód w oczach. Zaspokoił swój głód pożywienia, ale nie wykarmił się emocjonalnie. Zresztą najczęściej bywa tak, że im bardziej człowiek karmi się pieniędzmi, tym mniej karmi się emocją. Miłością, spokojem, bezpieczeństwem  i poczuciem przynależności. Za sprawą tego głodu ludzie wiele osiągają, odnoszą spektakularne sukcesy, ale w środku czują pustkę i brak.

Taki człowiek często nie jest świadomy, czego mu brakuje. – Jeśli jesteś głodna, chęć zaspokojenia głodu przyćmiewa wszystko. To jeden z mechanizmów przetrwania. Gdy masz dziurę w duszy, możesz opływać w dobra i wciąż czuć niedosyt. Można tak życie przeżyć – i nie żyć naprawdę.

Jaś i Małgosia przełamują ten schemat: idą w las, znajdują chatkę z piernika, podstępem pokonują czarownicę, która chce ich zjeść, i wracają z lasu nakarmieni. Jak im się to udaje? – Są dzielni, kochają się, co prawda się boją, ale idą dalej. Wspierają się: Jaś poświęcił swoją kromkę chleba, Małgosia podzieliła się z nim swoją. Choć oboje byli głodni. Można powiedzieć, że to chłopiec i dziewczynka, ale też że to dwie części naszej osobowości. Kiedy idą razem, współpracują, mają szansę przetrwania. Gorzej, jak się rozdzielą. W lesie Jaś dodawał Małgosi odwagi, prowadził. Ale gdyby sam trafił do czarownicy, pewnie by został zjedzony. Dzięki Małgosi uratowali się oboje. W starciu z czarownicą potrzebujemy nie tyle męskiej siły i odwagi, co intuicji, mądrości właściwej kobiecej części naszej natury.

 
A tak w ogóle skąd w lesie chatka z piernika? – To dom z marze  głodnych dzieci – zrobiony z jedzenia, słodki, sycący. Piękna iluzja karmienia.

Słodycze są pyszne, choć nie karmią naprawdę. Ale wiadomo też, że są lekarstwem na smutki. – Uczymy się tego związku bardzo wcześnie. Przychodzi ciocia, mówi: Ach, masz tu, kochany siostrze cze, czekoladki. I chłopiec już wie, że słodycze równa się miła atmosfera, czułość, przyjemność, święto. Nic dziwnego, że chce jeszcze. Ze słodyczami jest jak z alkoholem. W małej ilości daje przyjemność, rozluźnia. Ale odrobina więcej – i już wyłazi zza tej przyjemności czarownica, która chce nas pożreć. Jesteśmy samotni i przerażeni, więc się zapychamy, karmimy iluzją. Na tym się opiera reklama: zjedz batonika, nie będziesz głodny.

Chcesz seksu, zjedz czekoladkę. Kochasz kogoś, daj mu bombonierkę. Wyraź uczucia słodyczami. – Zastąp uczucia słodyczami. Daj w zamian fast food. Coś bez wartości. Ludzie, którzy czują się puści w środku, nienakarmieni, swój głód próbują zaspokoić czymś z zewnątrz. Rozglądają się za gadżetami, konsumują. Ale nie da się tego głodu zaspo-koić rzeczami. Budujemy coraz więcej centrów handlowych, supermarketów, zamiast budować drogi, metro. Nie ma komunikacji, ale za to są świątynie żarcia, które w większości jest przetworzone, nie karmi naszego ciała, a przez to i ducha.

To jest baś  o tym, czym grozi galopująca konsumpcja? – Mało tego, to jest baś  o tym, że i u nas pod bokiem, i w Afryce giną dzieci z głodu. My, którzy żyjemy w dobrobycie, jesteśmy tą złą macochą, która ma, ale mówi: mam za mało. Nie możemy oddać kawałka chleba. Bo to jest nasz chleb, nasze wędliny w 76 rodzajach, nasze samochody. Nie damy, co nas obchodzi, że oni gdzieś tam padają milionami. Dla nas nie starczy, jeśli damy. Zaślepia nas strach przed tym, że będziemy jeszcze bardziej głodni, niż jesteśmy. To jest opowieść o ludzkim głodzie w najszerszym rozumieniu. Żyjemy w globalnej wiosce – to modne sformułowanie. Więc jesteśmy odpowiedzialni za całą tę wioskę. Szczególnie że nasza ekspansywność każe nam podbijać innych i na siłę zmieniać ich sposób życia, zabijać ich kultury. Zabieramy tym ludziom wszystko, a dajemy nasze cukierki. A potem zabieramy te cukierki. I oni są w stanie za nie się zabijać. Stworzyliśmy McŚwiat. I to jest też bajka o tym. O niby pięknym, nic niewartym świecie opartym na iluzji.

Czarownica jest tego symbolem. Symbolem zła, które się ukrywa za piękną, lukrowaną fasadą. Z pozoru karmi, a tak naprawdę pożera. – Jeszcze nas do szczętu nie zjadła, ale już mamy przeróżne efekty tego wpływu. Bo my jeszcze sobie jakoś żyjemy, niektórzy nawet całkiem nieźle. Kiedy chodzę na targ, myślę sobie: tu jest żywe jedzenie. Pójdę na barykady walczyć o targi. Ci ludzie zrywają jedzenie z drzewa, wyrywają z ziemi, pracują ciężko i biorą dwa złote za kilo. I jeszcze się z nimi kupujący kłócą, że za drogo, po czym lądują w fast foodowni i zjadają za 15 zł nadmuchany zestaw, w którym są same niezdrowe, przetworzone rzeczy. I w dodatku to dla nich święto. Takie są nasze święta. Dzieci są najszczęśliwsze, kiedy się je zabierze do McDonalda, a plują na kasze i szpinak. Ale przecież one się tego uczą od dorosłych. Tacy jesteśmy.

Możemy narzekać, ale nie zmienimy cywilizacji... – Na szczęście są ludzie, którzy starają się zdrowo żyć, wychowują dzieci w szacunku, interesują się rozwojem, docieraniem do tego, co jeszcze możemy ocalić przed zalewem konsumpcji. Dzięki nim ten świat istnieje.

Większość jednak tkwi w szponach czarownicy, bo, jeśli wierzyć Małgosi, póki nie zobaczysz, że to czarownica, czujesz się jak w niebie. – Niełatwo zobaczyć, że się tkwi w uzależnieniu, szczególnie że uzależniamy się od rzeczy, które pozwalają nam nic nie widzieć i nie czuć. Konsumujemy, bo unikamy sytuacji, które sprawiają, że czujemy niespełnienie, własną nieadekwatność. Zagłuszamy nieprzyjemne komunikaty. Smutno ci, to pędź do sklepiku, kup cukierki. Boli cię głowa, pędź do apteki, nie pytaj, po co cię boli, dlaczego, tylko zagłuszaj. Konsumpcja daje chwilowe, ale natychmiastowe poczucie szczęścia. Nowy seks, nowy ciuch, dobre jedzenie... Tylko potem, by osiągnąć ten sam efekt, trzeba konsumować coraz więcej. Podstawą wychodzenia z uzależnień jest znalezienie czegoś „zamiast”. Nie możesz zostać z tą dziurą w duszy i nic z nią nie robić. Musisz znaleźć coś innego, czym ją zapełnisz. To może być jakaś aktywność, inwestowanie w siebie, w ludzi, pasja. Trzeba nauczyć się czerpać z tego satysfakcję.

To trudne, bo ulga i satysfakcja nie przychodzą natychmiast, w przeciwieństwie do tego, czego dostarczają zapychacze. – Trzeba się uczyć być z siebie dumnym, a nie ukojonym przez złudny chwilowy smak namiastki. To nas nakarmi naprawdę. W ciszy wewnętrznej, chwili zatrzymania przychodzi wiedza, jak to zrobić. Jak być świadomie ze sobą i nie dać się przechytrzyć własnym głodom. Wtedy można powiedzieć: spróbowałam, ale za więcej dziękuję, to wszystko jest pyszne, ale ja mam swoje korzonki i one są dla mnie dobre. Chcę żyć na pewnym poziomie, ale pewnych rzeczy nie zrobię. Stosuję swoją miarę. Jaki człowiek na świecie naprawdę potrzebuje mieć miliardy, odrzutowce? To nie są potrzeby człowieka, tylko rozdmuchane żądania czarownicy, która trzyma nas w swoich szponach.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze