Ja i ty razem – każde ze swoją przeszłością, ale dla wspólnej przyszłości

… czyli o tym, jak żyć w patchworkowej rodzinie rozmawia Wojciech Eichelberger i Alina Gutek.

Alina: Decydując się na związek z partnerem po przejściach, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że bierzemy go z całym dobrodziejstwem inwentarza, także z jego przeszłością, często skomplikowaną, trudną. Jednak wielu z nas myśli, że wystarczy odciąć się raz na zawsze od przeszłości i będzie dobrze. Uważasz, że to możliwe? Czy to dobry pomysł?

Wojciech: Niewykonalny. Bo nawet kiedy pierwszy raz wchodzimy w poważny związek, to każdy z nas ma za sobą przeszłość: dzieciństwo, rodziców, braci i siostry albo swoje jedynactwo, dziadków, pradziadków. Nie ma więc takiej sytuacji, że możemy wchodzić w nową relację z czystą kartą. Z tego punktu widzenia powtórny związek niczym nie różni się od pierwszego. I w tym, i w tym mamy za sobą jakąś przeszłość.

Alina: To tylko teoria, że te dwa typy związków się nie różnią.

Wojciech: Oczywiście, w praktyce sytuacja się komplikuje, bo pojawia się jeszcze jeden system rodzinny, który zostaje włączony w tę układankę, a nawet mogą pojawiać się dwa nowe systemy, jeśli każdy z partnerów wchodzi w kolejny związek po rozwiązaniu wcześniejszego. Tak więc niejako w wianie wnosi się do związku całą swoją przeszłość oraz przeszłość swojej rodziny. Wnosi też system rodzinny swojego byłego partnera czy partnerki. Tworzy się zatem wielowymiarowa, wielowarstwowa struktura, która ma to do siebie, że może budzić różne uczucia wszystkich elementów systemu.

Alina: Związki z byłymi bywają toksyczne, wykańczające obie strony. Czy nie lepiej wtedy definitywnie skończyć taką relację? Znam mężczyznę, który nie chce kontaktu z eksżoną, a nawet z ich wspólnym dzieckiem, bo twierdzi, że tylko w ten sposób może ocalić siebie i nową rodzinę.

Wojciech: Jeśli z poprzedniej relacji emanuje tylko negatywna, destrukcyjna energia, to czasami nie ma wyjścia, trzeba się odciąć i rozpocząć nowe życie, choć to proces bolesny także dla tego, kto się odcina, a szczególnie bolesny dla dziecka, które z destrukcyjnym rodzicem zostaje. Odradzałbym takie wyjście, zanim nie będziemy mieli poczucia, że zrobiliśmy wszystko, żeby jakoś utrzymać dobre kontakty, przynajmniej z dzieckiem. Ale rzeczywiście czasami to niemożliwe, pozostawiony rodzic, najczęściej to matka, jest tak zraniony, tak rozczarowany, zagniewany, że zaczyna grać dziećmi, odcinając je od tego, kto odchodzi.

Alina: Czy jest jakaś różnica między zachowaniem zranionych kobiet i mężczyzn?

Wojciech: Z moich obserwacji wynika, że mężczyźni rzadziej używają dziecka w wojnie z byłą partnerką. Znam więcej przykładów matek, które zachowywały się strasznie. Nawet gdy były już w nowym związku, to ojca wspólnych dzieci eliminowały radykalnie i okrutnie. Trudno powiedzieć, jak to wygląda w skali makro. Tak czy owak, wydaje się, że czasami konieczne jest, przynajmniej na jakiś czas, zawieszenie kontaktów, żeby ostygły emocje, kurz opadł. Trzeba zawsze pamiętać przede wszystkim o dziecku i robić co w naszej mocy, żeby do niego dotrzeć, choć wiem, że to czasem bywa niemożliwe. Patchworkowa rodzina to wielkie wyzwanie. Żeby mu podołać, żeby odnaleźć się w nowej sytuacji z najmniejszą możliwą szkodą, zwłaszcza dla dzieci, trzeba zdobyć się na wysiłek i uruchomić wszystkie swoje dobre strony i zasoby, zdolność do empatii, do zachowania spokoju, dystansu, trzeba odwołać się do przyzwoitości, dojrzałości. W przeciwnym razie życie wszystkich zaangażowanych może zamienić się w piekło.

 

(…)

 

Więcej w książce „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć?” Wojciecha Eichelbergera i Aliny Gutek, wyd. Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.

 

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link