Na czym polega tzw. „ryślenie” i dlaczego wspomaga rozwiązywanie problemów?

Ryślenie przydaje się też w czasie burzy mózgów – zamiast wypisywać jeden pod drugim kolejne pomysły, możemy je po prostu narysować. W podobny sposób możemy usprawniać różne procedury czy procesy. (fot. iStock)

Ryślenie to nie przeciwieństwo myślenia, tylko jego dobre wykorzystanie. Klaudia Tolman, trenerka myślenia wizualnego, mówi, że to świetny sposób na organizację myśli. Usprawnia przetwarzanie informacji, komunikację oraz zapamiętywanie różnych treści. Wspomaga kreatywność i rozwiązywanie problemów. A do tego nie wymaga żadnych artystycznych zdolności.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o ryśleniu, w głowie zabrzmiała mi piosenka zespołu Dwa Plus Jeden „Chodź, pomaluj mój świat”. Czy dzięki tej metodzie nasz świat staje się bardziej kolorowy?

Przede wszystkim bardziej zrozumiały, ale coś w tym jest, że osoby, które przeszły szkolenie z ryślenia, przestają się bać kolorów na różnych poziomach swojego życia. Czasami trudno wytłumaczyć, czym jest ryślenie, czyli nazwa własna na myślenie wizualne, którą sama stworzyłam. Ludziom wydaje się, że chodzi po prostu o rysowanie, ja traktuję rysunek bardzo funkcjonalnie i merytorycznie. Uważam, że jest osobnym językiem, tak jak polski lub angielski, gdyż służy do porozumiewania się. Poprzez swoją uniwersalność znajduje się jednak ponad podziałami filologicznymi, bo jest zrozumiały dla wszystkich. Jeśli narysujemy ludzika, nawet takiego patyczaka, do tego chmurkę, a w niej znak zapytania, to zarówno Polak, jak i Japończyk czy Peruwiańczyk zinterpretuje to jako obraz człowieka, który się nad czymś zastanawia.

Czy ryślenie ma coś wspólnego z mapami myśli?

Mapy myśli, które są sposobem na robienie notatek, mają z góry narzuconą formułę. Zawsze zaczynamy od środka kartki i następnie, idąc promieniście, tworzymy nowe kategorie. Przy myśleniu wizualnym ta sztywna formuła nie obowiązuje, co dla mnie jest dużą korzyścią. Notatki rysunkowe (z angielskiego: sketchnoting) można robić zarówno w formie mapy myśli, jak i każdej innej – wystarczy, że będą zawierać miks rysunków i słów.

Do czego ta metoda może się nam przydać?

W życiu zawodowym przydatna jest zwłaszcza do przygotowania i prowadzenia szkoleń i prezentacji. Zamiast wyświetlać informacje tekstowe na kolejnych slajdach w Power Poincie możemy albo pokazać dobrze dobraną, ręcznie zrobioną wizualizację, albo zaangażować ludzi do rysowania. Notatki rysunkowe przydają się też, jeśli chcemy rozpracować jakiś problem, z którym się zmagamy, lub gdy musimy z kimś porozmawiać na jakiś ważny temat. Nie powinniśmy się wstydzić, że to dziecinne, tylko wyciągać kolorowe mazaki lub kredki i zrobić z nich użytek. W ten sposób wspomagamy proces twórczy, co pozwala znaleźć inne wskazówki czy rozwiązania niż te nasuwające się wtedy, gdy posługujemy się słowami i znaczeniami, które za tymi słowami się kryją. Rysunek jest mniej sformalizowany niż słowa i bardziej mobilizuje do bycia kreatywnym. Odbieramy go większą liczbą zmysłów i bardziej go czujemy, a to zachęca nasz umysł do dodawania nowych pomysłów i skojarzeń.

Proszę podać jakiś konkretny przykład.

Nowemu pracownikowi możemy w sposób rysunkowy wytłumaczyć zakres jego obowiązków – wówczas lepiej je zrozumie i zapamięta. Ryślenie przydaje się też w czasie burzy mózgów – zamiast wypisywać jeden pod drugim kolejne pomysły, możemy je po prostu narysować. W podobny sposób możemy usprawniać różne procedury czy procesy. Rysunek zawsze ukazuje prawdę, co oznacza, że jeśli nie rozumiem jakiegoś
zagadnienia, to mój brak zrozumienia wyjdzie w rysunku, bo po prostu nie będę umiała tego adekwatnie naszkicować. Przykładem praktycznego użycia rysunku w pracy jest tzw. graphic recording, który pojawił się w Stanach Zjednoczonych już w latach 70. ubiegłego wieku, a więc jeszcze przed pierwszę wersją programu Power Point. Ma on doskonałe zastosowanie w czasie konferencji, wykładów czy innych spotkań i polega na tym,
że słowo mówione przekładane jest na rysunek i hasła kluczowe, które są analizą najważniejszych treści. To chroni przed wodolejstwem. Kiedy sama przygotowuję wykład czy wystąpienie, zaczynam właśnie od jego rozrysowania, a dopiero potem niejako oklejam treścią poszczególne obrazki. Bez dobrej organizacji i usystematyzowania myśli można mówić godzinami – w dodatku uciekając od głównego tematu w liczne dygresje – a słuchacze wyjdą z poczuciem, że niczego się nie dowiedzieli i nie zrozumieli, co prowadzący chciał im przekazać.

A jak wykorzystać ryślenie w życiu prywatnym?

Na przykład w sposób rysunkowy przygotowując listę zakupów! Ryślenie przydaje się zwłaszcza w kontaktach z dziećmi – w ten sposób można pewne rzeczy lepiej im wytłumaczyć i zamiast uważać nasze prośby czy polecenia za nudne, biorą je za propozycję niezłej zabawy. Przekonałam się na własnej skórze czy raczej grzbiecie – i to dosłownie – jak sugestywne jest ryślenie w kontekście fizjoterapii. Ponieważ miałam problemy z kręgosłupem w odcinku szyjnym i piersiowym, dostałam wskazówki, jak powinnam codziennie ćwiczyć. Dopiero kiedy je sobie rozrysowałam, byłam w stanie nie tylko je zapamiętać, ale i zrozumieć ich właściwe wykonanie. Ryślenie świetnie się sprawdza w planowaniu własnej przyszłości. Polecam zwłaszcza rysowanie marzeń i planów, bo wtedy się spełniają! W ten sposób wymarzyłam sobie na przykład wystąpienie na konferencji TEDeX we Wrocławiu. Prowadzę też „cudownik”, czyli rysunkowy dziennik cudów codziennych. W niewielkim notesie codziennie rysuję podsumowanie dnia. Umieszczam w nim to, co pozytywnego mi się przydarzyło, a co najważniejsze, w ten sposób okazuję wdzięczność, a na poziomie psychologicznym jest to gwarantem
satysfakcji i częstszego odczuwania szczęścia. Ta praktyka ma dla mnie bardzo terapeutyczne walory. Doceniłam ją zwłaszcza, gdy kilka miesięcy temu zmarł tragicznie w wypadku szybowcowym mój narzeczony, z którym też prowadziłam wspólnie firmę. Mój świat się zawalił, a ja musiałam, a może powinnam powiedzieć: „bardzo chciałam” żyć dalej.

W jaki sposób rysowanie pomogło pani przejść proces żałoby?

Zaraz po śmierci Michała prowadziłam równolegle zarówno rysunkowy „Cudownik” w zeszycie, jak i „Żałobnik”, czyli dokument tekstowy w Wordzie, gdzie spisywałam proces żałoby, przez który przechodziłam, okraszając moje zapiski także zdjęciami, czyli elementami wizualnymi. Obydwie te formy radzenia sobie ze stratą stały się dla mnie rodzajem terapii, pomogły mi przetrwać najtrudniejszy okres i w końcu powrócić do życia. Znajoma, która też przechodziła gorzkie chwile, opowiadała mi, że poprzez codzienne rysowanie swojego życia otrząsała się ze złych momentów i towarzyszących im emocji. Paradoksalnie łatwiej je było narysować niż nazwać. Sama długo nie mogłam narysować dnia wypadku mojego narzeczonego, gdyż oznaczało to zmierzenie się z najtrudniejszymi wspomnieniami. Kiedy w końcu po niecałych dwóch miesiącach to zrobiłam, to wprawdzie samo zdarzenie nie stało się mniej bolesne, ale nabrałam do niego
większego dystansu i przyniosło mi to wręcz fizjologiczną ulgę.

Kiedy zaczęła się pani przygoda z myśleniem wizualnym?

Chyba już w dzieciństwie. Moja mama twierdzi, że ciągle byłam zajęta jakimiś pracami ręcznymi. Lepiłam z plasteliny, szyłam notesiki wielkości paznokcia i oczywiście nieustannie coś kolorowałam. Mój mózg znajduje się chyba nie w głowie, ale w rękach, bo bez nich po prostu nie jestem w stanie myśleć. Kiedy studiowałam psychologię społeczną, moje notatki należały do najbardziej kolorowych na roku, głównie dzięki długopisom z wieloma wkładami, i wszyscy chętnie je pożyczali. Jeszcze w czasie studiów zaczęłam pracować jako trener wewnętrzny w call center, gdzie prowadziłam szkolenia, a jednocześnie rozpoczęłam Szkołę Trenerów. Tam ktoś zobaczył moje wielobarwne notatki i zachęcił mnie do przeczytania książki „Narysuj swoje myśli. Jak skutecznie prezentować i sprzedawać pomysły na kartce papieru” autorstwa Dana Roama. I to było prawdziwe olśnienie! Roam, amerykański konsultant biznesowy, opracował bowiem ciekawą metodologię rozwiązywania problemów poprzez autorski system rysowania ekstremalnie prostych rysunków, dosłownie „patyczaków”. Stwierdziłam, że chciałabym się w tej metodzie specjalizować.

Przyglądając się pani pracy, byłam zdumiona, że potrafi pani dosłownie wszystko przełożyć na świat obrazu. Nawet najtrudniejsze doświadczenia. Czy żyjąc w czasach, kiedy obrazy nas wręcz bombardują, człowiek nie powinien się raczej skupić na słowie?

Ależ słowa są bardzo ważne! Tak samo jak rysowanie. A jednak odkąd nauczono nas czytać i pisać – kompletnie zarzuciliśmy rysowanie. To wielka szkoda! To tak jakby nam zabrano jedną nogę. Rysowanie jest potrzebne do lepszej komunikacji ze światem, do bardziej efektywnego wytłumaczenia komuś jakiegoś zagadnienia. W głowie włącza się wtedy inny tryb myślenia, komplementarny wobec mowy, który czeka w uśpieniu po to, by przyjść nam z pomocą. Słowo i obraz są doskonałą parą. Myślenie wizualne, którego uczę podczas szkoleń, nie jest wcale nowym odkryciem, ludzie posługiwali się nim kilkanaście tysięcy lat temu w jaskiniach. W dzisiejszych czasach w rysowaniu nie chodzi o umiejętności. Przede wszystkim nie należy bać się rysować! Nie trzeba być od razu nie wiadomo jakim artystą, aby to robić. Nie chodzi o dobrą lub złą kreskę. Wystarczą proste, nawet niezdarne szkice, ważne, by były czytelne. Chodzi o wyrabianie w sobie nawyku innego sposobu myślenia, bardziej wizualnego, wykorzystującego symbole, których na co dzień nie używamy. W ten sposób zmienia się w naszym mózgu kanał myślenia i postrzegania pewnych spraw. A to otwiera nas na wiele sfer.