1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Grażyna Wolszczak: „Mam coś około 42 lat. Wiem, że PESEL mówi co innego, ale co z tego?”. Aktorka o energii, która nie pozwala jej zwolnić

Grażyna Wolszczak: „Mam coś około 42 lat. Wiem, że PESEL mówi co innego, ale co z tego?”. Aktorka o energii, która nie pozwala jej zwolnić

(Fot. Aleksandra Zaborowska)
(Fot. Aleksandra Zaborowska)
W czerwcowym numerze „Zwierciadła” – jak i w życiu – Grażyna Wolszczak mówi „Ahoj, przygodo!”. Aktorka z wiekiem nie zwalnia, wprost przeciwnie: bierze udział w półmaratonach, ma świetną kondycję, mnóstwo pomysłów. I żaden z nich nie wiąże się z emeryturą. – W ogóle nie przyjmuję do wiadomości, ile mam lat – dodaje z uśmiechem aktorka.

Fragment wywiadu z Grażyną Wolszczak. Całość przeczytasz w czerwcowym numerze „Zwierciadła”.

Grażyna Wolszczak: „Ode mnie zależało, czy zignoruję tę szansę, która spadła z nieba, czy pójdę za nią”

Alina Gutek: Muszę przyznać, że zaimponowałaś mi tym półmaratonem w Walencji.

Grażyna Wolszczak: Ja sobie jeszcze bardziej.

Bieganie to przecież nie twoja bajka.

Kompletnie nie moja.

To tym bardziej godne podziwu. Jak do tego dojrzałaś?

Nie dojrzałam, samo przyszło. Ode mnie zależało, czy zignoruję tę szansę, która spadła z nieba, czy pójdę za nią. Zgłosiła się do mnie trenerka biegania Monika Słomska z propozycją, że przygotuje mnie do maratonu. Obśmiałam się tylko, bo dalej niż do autobusu nigdy nie biegałam.

Nie chcąc jej rozczarować, obiecałam jednak, że kogoś znajdę – chodziło o znaną osobę, która pomoże rozpromować jej działalność – a znam sporo ludzi biegających, dla których to prawdziwa pasja. Ale od razu odezwał się we mnie mój zodiakalny Strzelec, czyli charakter „Ahoj, przygodo!”.

Maraton to nie, ale może półmaraton? Zaczęło mnie korcić. Półmaraton oznaczał przebiegnięcie równie abstrakcyjnej liczby kilometrów, ale zawsze to pół. 21 to jednak nie 42. Trenerka mnie przekonywała, że spokojnie: zrobimy najpierw wszystkie badania, potem zaczniemy powoli, ale systematycznie. Te badania też mnie skusiły, były o wiele bardziej szczegółowe niż te standardowe.

Grażyna Wolszczak: „Czekałam, kiedy mnie też wyrosną takie skrzydła. Nie wyrosły do dziś”

No i?

Nie było łatwo. Zaczęłam trenować 15 stycznia, a półmaraton przebiegłam 26 października 2025 roku. Przygotowywałam się step by step, systematycznie, konsekwentnie. Badania, treningi, stopniowo wydłużany dystans. Pierwsze pięć kilometrów przebiegłam w kwietniu w Maratonie Gdańskim. Myślałam, że umrę. Ale dostałam mój pierwszy medal. Postępy robiłam, ale byłam rozczarowana, bo były mało zadowalające. Hmm, może to ma coś wspólnego z wiekiem? A może z tym, że wcale nie sprawia mi to przyjemności?

Patrzyłam na tych pasjonatów biegania, którzy mówią właściwie tylko o tym, ile kilometrów, jaki czas, jakie przewyższenia na trasie, jakie tętno, które buty najlepsze – życia nie wyobrażają sobie bez biegania. Czekałam, kiedy mnie też wyrosną takie skrzydła. Nie wyrosły do dziś.

Ale w lecie zaczęłam już biegać dystanse 10, czasem 12 kilometrów. Wolno, co prawda, ale przecież limit czasu na ukończenie półmaratonu to trzy godziny. „Jakoś się doczołgam”, myślałam. Aż tu nagle wiadomość, że w Walencji ten limit to dwie godziny 45 minut. „No nie, nie dam rady… No to nie dasz, co się znowu stanie, zejdziesz z trasy, wielkie mi rzeczy”, tak gadałam sama ze sobą. Przybiegłam na metę w dwie godziny i 36 minut, hurra, udało się. Ten medal jest naprawdę cenny!

Wykonałaś zadanie i skończyłaś z bieganiem? Czy się wkręciłaś?

Byłam pewna, że to koniec tej przygody, koniec z długimi dystansami, że będę sobie biegać dla zdrowia pięć, siedem kilometrów ze dwa razy w tygodniu. Ale okazało się, że jak mnie nikt nie pilnuje, jak nie wisi nade mną widmo kompromitacji, to trudno mi się zdyscyplinować. Bo taką miałam strategię od początku. Ogłosić wszystkim ten start w półmaratonie, żeby wstyd było się wycofać. Nawet „Gazeta Wyborcza” zrobiła ze mną wywiad na ten temat, więc nie miałam wyjścia, nie mogłam okazać się cieniaską. A potem gdy misja była wykonana, brakowało mi tej motywacji, więc co zrobiłam? Zdecydowałam się na start w półmaratonie w Kopenhadze we wrześniu tego roku. I znowu – nie ma zmiłuj.

Czyli ogłosiłaś to światu, więc nie masz wyjścia.

Mam konkretny plan treningowy i, co najważniejsze, trzymam się go – choć oczywiście z pewnym marginesem na życie. Trzy razy w tygodniu biegam, pilnując, by każda sesja trwała co najmniej 40 minut. Do tego dochodzi solidna baza: raz w tygodniu trening siłowy pod okiem trenera, raz sesja EMS oraz joga lub pilates dla elastyczności i balansu.

Lubię ten rytm, tylko jeden dzień w tygodniu zostawiam sobie na pełną regenerację. Zresztą, odzyskuję siły zaskakująco szybko – duża w tym zasługa regularnych inhalacji wodorem (gaz Browna). To moje najnowsze odkrycie, jeśli chodzi o szybki powrót do formy. Dzięki temu ciało nadąża za głową, a ja mam energię na inne aktywności.

Grażyna Wolszczak: „Nie czuję spadku energii. A może czuję, tylko o tym nie wiem?”

Czyli u ciebie bardziej działa motywacja z zewnątrz, bo nie masz do biegania wewnętrznego programu?

Jest też motywacja wewnętrzna. Ta konstruowała się stopniowo, gdy widziałam wśród bliskich okrutne choroby neurodegeneracyjne: demencja, alzheimer zabierały im umysł i ciało, czasem wolno, a czasem bardzo szybko. Zawsze powodowały cierpienie chorego i wszystkich wokół. Jak zrobić, żeby mnie to nie spotkało? Jak na stare lata, które dopadną każdego, być w formie fizycznej i umysłowej? Wiesz, że mięśnie nóg mają wpływ na kondycję mózgu? Bardzo polecam podcast profesora Marka Postuły „W stronę długowieczności”. Zresztą takich materiałów na wyciągnięcie ręki jest mnóstwo. Łącznie z Chatem GPT, który odpowiada na wszystkie pytania. Teraz tylko wprowadzić w życie te wszystkie, potwierdzone naukowo wskazówki. Tylko! Łatwo powiedzieć.

Dla mnie jest oczywiste, że nie da się przechytrzyć systemu ani iść na skróty, trzeba się napracować, żeby uzyskać pożądane rezultaty. Tymczasem większość znajomych mówi: „Wiesz, podziwiam cię, ja nie dałabym rady, jestem taka leniwa”. Serio? To ma być argument? A ja nie jestem leniwa? Jestem, jak cholera.

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że funkcjonujesz w zbiorowym myśleniu, zwłaszcza kobiet, jako osoba, która się nie starzeje. Dlatego dzisiaj ustalamy, co takiego robisz, żeby tak wyglądać i mieć taką kondycję. Mówiłyśmy o ruchu, to po pierwsze. A po drugie?

Po drugie to, co jemy – tu też wszelkie informacje są na wyciągnięcie ręki. I po trzecie głowa. Głowa jest ważna. W ogóle nie przyjmuję do wiadomości, ile mam lat.

Długie lata, nawet jeszcze po pięćdziesiątce, miałam 37 lat i jakoś nie dopuszczałam myśli, że jest więcej. Teraz trochę się posunęłam, mam coś około 42 lat. Wiem, że mój PESEL i Wikipedia mówią, że 67, ale co z tego? Chyba wiem lepiej, nie?

Koleżanki czasem pytają, czy nie czuję spadku energii, bo one już nie mają tyle siły, co kiedyś. No nie czuję. A może czuję, tylko o tym nie wiem? I dzięki temu zasuwam tak samo jak 30 lat wcześniej. Albo nawet bardziej. Psychika człowieka jest niezwykła.

Grażyna Wolszczak, aktorka, producentka. Widzowie pokochali ją za role w „Wiedźminie”, „Ja wam pokażę!” oraz serialowe kreacje w „Na Wspólnej” i „Pierwszej miłości”. Współzałożycielka warszawskiego Garnizonu Sztuki, autorka książki „Jak być zawsze młodą, piękną i bogatą”, promotorka zdrowego stylu życia. Po przebiegnięciu półmaratonu w Walencji, szykuje się do kolejnego startu w Kopenhadze. Ambasadorka Vichy Neovadiol.

Cały wywiad z Grażyną Wolszczak przeczytasz w czerwcowym numerze miesięcznika „Zwierciadło”, dostępnym aktualnie w sprzedaży.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE