1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Trzymiesięczny trening na piękne ciało i... silną psychikę

Trzymiesięczny trening na piękne ciało i... silną psychikę

Trening, który proponujemy godzi ćwiczenia fizyczne z pracą nad poczuciem własnej wartości. (Fot. Getty Images)
Trening, który proponujemy godzi ćwiczenia fizyczne z pracą nad poczuciem własnej wartości. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Żeby mieć płaski brzuch? Wejść w sukienkę w rozmiarze S? Błąd! Twoim celem nie powinna być praca nad jednym elementem, lecz zadbanie o całą maszynę, jaką jest twój organizm. Czas rozpocząć trzymiesięczny trening, który nie tylko zbuduje piękne ciało, ale też wzmocni psychikę.

Na swojej drodze zawodowej bardzo często spotykam kobiety, które wkładają dużo energii w to, żeby pracować nad wyglądem zewnętrznym – ćwiczą kolejne partie mięśni po to, aby wymodelować sylwetkę i uzyskać idealne proporcje. Zdrowe, jędrne ciało jest oczywiście ważne. Zauważyłem jednak, że to, na co najbardziej zwracam uwagę u kobiet, to wcale nie szczupła figura, a raczej energia i siła witalna – a co się z tym wiąże, pewność siebie, opanowanie, inteligencja emocjonalna. Kobieta w moich oczach jest piękna wtedy, gdy jest świadoma siebie. Ta obserwacja stała się dla mnie inspiracją do ułożenia treningu, który będzie stanowił receptę na to, jak połączyć piękno zewnętrzne z siłą wewnętrzną, czyli pogodzi ćwiczenia fizyczne z pracą nad poczuciem własnej wartości.

Steruj swoją maszyną

Poczucie własnej wartości jest podstawową potrzebą człowieka. Czym ono jest? Tak naprawdę to przyznanie sobie prawa do tego, żeby być szczęśliwym. Zaakceptowanie siebie takim, jakim jestem tu i teraz, uświadomienie sobie mocnych i słabych stron i podjęcie pracy nad doskonaleniem siebie. Bo kluczowe w wyznaczaniu planów treningowych wcale nie jest to, żeby na końcu móc porównać efekt „przed” i „po”, ale to, żeby skupić się na samej drodze, którą przebyliśmy. Ta droga od podjęcia decyzji i wyznaczenia celu do jego osiągnięcia stanowi świetną okazję do lepszego poznania siebie, podjęcia refleksji nad tym, jaki jestem, popracowania nad własnymi słabościami, przyjrzenia się sobie w procesie zmiany. Bo nie jest istotny tylko efekt końcowy, ale też to, żeby dokonać trwałych zmian w sobie, żeby po osiągnięciu np. upragnionej sylwetki umieć ten efekt utrzymać, a nie zaraz wracać do dawnych nawyków.

Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego tak wiele osób po przejściu spektakularnej metamorfozy szybko wraca do punktu wyjścia? Przyczyną zazwyczaj jest wyznaczenie niewłaściwego celu – nie powinno nim być to, żeby schudnąć, np. przed ważnym wyjściem, ale to, żeby w ogóle zadbać o siebie, poznać swoje ciało, mechanizmy jego działania, nauczyć się zarządzać swoją maszyną, czyli umieć sterować samym sobą.

6 filarów własnej wartości

Swój program treningowy oparłem na sześciu filarach poczucia własnej wartości, które wyodrębnił kanadyjski psychoterapeuta i pisarz Nathaniel Branden. Są to:

1. samoświadomość 2. samoakceptacja 3. prawość 4. asertywność 5. dążenie do celu 6. odpowiedzialność.

W każdym miesiącu będziemy pracować nad dwoma z nich. Zaczniemy od samoświadomości i samoakceptacji. Połączenie tych dwóch rzeczy w treningu, czyli: jestem tu, gdzie jestem; taka, jaka jestem, oraz jestem własnym sprzymierzeńcem i wiem, że chcę się rozwijać – powoduje, że wchodzisz w zupełnie nowy świat – wiesz, po co ćwiczysz, i jesteś nastawiona na długoterminowe cele, a nie na osiągnięcie chwilowego efektu.

I filar – samoświadomość

Aby ją wzmocnić, podczas treningu ciała skupimy się na mięśniach brzucha, grzbietu i mięśniach korowych, które odpowiadają za naszą stabilizację (z ang. core stability), koordynację ruchową, postawę i chód. Mięśnie korowe ćwiczy się świadomie – nie wykonujemy zwykłych skłonów brzucha, tylko skupiamy się na napięciu właściwych partii. Żeby to zrobić, musisz się otworzyć, a żeby się otworzyć, musisz mieć samoświadomość, a to z kolei wymaga treningu uważności. Poczucia, że robisz to tu i teraz, umysłu, który myśli i który się koncentruje, który jest obecny. To jest otwarcie się na to, że chcesz tego dokonać. Przy tym treningu na mięśnie głębokie brzucha jednocześnie rozwijasz swoją samoświadomość.

II filar – samoakceptacja

Czyli podanie sobie ręki, przekaz: „ja jestem swoim sprzymierzeńcem, jestem też gotowa, żeby doznawać nowych emocji, nowych wyzwań”. I to można też potrenować – np. mówiąc sobie: „akceptuję na dzień dzisiejszy to, że czegoś nie umiem, nie oceniam się, że jestem słaba, ale jestem gotowa do tego, żeby sprostać zadaniu, czyli… (dajmy na to rozwinąć mięśnie brzucha, mieć wąską talię itp.), jestem gotowa na te zmiany”. Czyli zdajesz sobie sprawę ze swoich niedociągnięć, ale nie karcisz się za to i to cię nie hamuje.

Zobacz drugi odcinek serii „Trzymiesięczny trening” – o radzeniu sobie z wymówkami:

Ćwiczenia na ciało

Ćwiczenie 1. Mięśnie grzbietu 

Pozycja wyjściowa: połóż się na brzuchu, ramiona wyciągnij przed siebie. Ruch: jednoczesny wznos rąk i nóg w górę oraz powrót do pozycji wyjściowej.

Fot. Jacek Heliasz Fot. Jacek Heliasz

Ćwiczenie 2. Mięśnie brzucha

Pozycja wyjściowa: podpór bokiem na prawej ręce, ręka lewa w górę. Ruch: rotacja tułowia, tak aby lewa ręka skrzyżowała się z prawą, i powrót do pozycji wyjściowej, potem zmiana ręki.

Fot. Jacek Heliasz Fot. Jacek Heliasz

Ćwiczenie 3. Waga

Pozycja wyjściowa: lekki rozkrok. Ruch: opad tułowia z jednoczesnym wymachem lewej nogi w tył i dotknięciem lewą ręką prawej stopy – powrót do pozycji wyjściowej i na drugą stronę.

Fot. Jacek Heliasz Fot. Jacek Heliasz

OPIS: Trening AMRAP - 15, tyle powtórzeń, ile jesteś w stanie wykonać przez 15 minut.

ĆW. 1. – 5 powtórzeń na stronę ĆW. 2. – 10 powtórzeń na stronę ĆW. 3. – 15 powtórzeń na stronę. Czyli w skrócie: 5, 10, 15.

Zadanie polega na powtarzaniu tej sekwencji przez 15 minut i liczeniu, ile serii udało nam się zrobić (jedna seria to wykonanie 3 ćwiczeń). Zapisz wynik i po 2 tygodniach powtórz trening, aby zobaczyć progres.

Ćwiczenia na umysł

Ćwiczenie 1. Napisz ogłoszenie, w którym reklamujesz się jako przyjaciółkę. Możesz użyć do tego ok. 30 słów. Napisz to w taki sposób, żeby było jasne, dlaczego właśnie ty, a nie ktoś inny, będzie najlepszą przyjaciółką.

Ćwiczenie 2. Rozbierz się do bielizny i stań przed lustrem. Przypatrz się sobie uważnie. Następnie wykonaj trzy kroki:

  1. Napisz, co ci się w sobie podoba,
  2. Napisz, co ci się w sobie nie podoba,
  3. Napisz, jakie korzyści wynikają z tych cech, których w sobie nie akceptujesz.
Zobacz trzeci odcinek serii „Trzymiesięczny trening” – o tym jak sport kształtuje charakter:

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Bywa silnym afrodyzjakiem, ale może też zatruć życie. Skąd się bierze wstyd w łóżku?

Wstyd to lęk, że nie mieszczę się w normie, jestem niewystarczający, coś jest ze mną nie tak. Ma to wyraźny związek z poczuciem własnej wartości. (Fot. iStock)
Wstyd to lęk, że nie mieszczę się w normie, jestem niewystarczający, coś jest ze mną nie tak. Ma to wyraźny związek z poczuciem własnej wartości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
To nie sztuka wstydzić się, ważne, żeby robić to umiejętnie i kiedy trzeba. Wstyd bowiem bywa silnym afrodyzjakiem, ale może też zatruć nam życie i doprowadzić do poważnych zaburzeń w sferze erotycznej – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Wstyd potrafi zepsuć każdą przyjemność życia. Najczęściej dotyczy on ciała i seksu.
Nadmierny wstyd może doprowadzić do depresji i innych zaburzeń psychicznych, jest przyczyną nieśmiałości, samotności, uzależnień. A też bywa jednym z głównych powodów zaburzeń seksualnych. Wstyd to lęk, że nie mieszczę się w normie, że jestem niewystarczający, że coś jest ze mną nie tak. Ma to wyraźny związek z poczuciem własnej wartości. Pierwotnie wywodzimy się ze stada, a niedopasowanie do stada jest groźne, kończy się często śmiercią. Wstyd zwykle pojawia się, gdy przekraczamy jakieś ustalone normy, robimy coś, czego robić nie wypada.

W języku japońskim nie ma przekleństw pochodzących od nazw narządów płciowych czy od czynności seksualnych. U nas nawet słowo „srom”, termin medyczny używany przez lekarzy i seksuologów, w języku staropolskim znaczył „wstyd”.
Są też inne powody tego, że przy całym współczesnym liberalizmie produkujemy rzesze ludzi zawstydzonych. Najważniejszym z nich jest Internet, gdzie internauci próbują siebie pokazać w postaci wyidealizowanej. W sieci odbywa się wielka giełda, kto jak wygląda. Niektórzy są za swój wygląd chwaleni, większość jednak dostaje tak zwane hejty. Wszystko dzieje się wirtualnie, ale emocje są prawdziwe. Z moich doświadczeń jako terapeuty wynika, że kobiety najczęściej wstydzą się, że są za grube, bo wszędzie widzą szczupłe modelki, aktorki. I potem przeciętna kobieta boi się rozebrać przed facetem, który też napatrzył się na idealne sylwetki. Obawia się, że będzie wyśmiana. Ciekawe, że zdarzają się tu skrajne zachowania. Niektórzy, radząc sobie ze wstydem, przekraczają wszelkie normy, inni próbują w normie się zmieścić. Zapytałem swoje koleżanki seksuolożki, czego wstydzą się ich pacjentki. Okazuje się, że można wstydzić się nawet gołych stóp, palców u dłoni, częstym motywem jest pępek.

Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni?
Narządów płciowych. Że penis jest za mały albo za duży, generalnie nie taki jak powinien. W gabinetach pacjenci opowiadają o przeżywaniu wstydu związanego z obawą i lękiem przed wyrażeniem swoich pragnień w intymnej sytuacji. Ludzie wstydzą się nie tylko wyglądu, ale też zapachu swojego ciała, że będzie obrzydliwy dla partnera. Żyjemy w świecie, który eliminuje naturalne zapachy, królują środki czystości. Ale partner, który pachnie tylko środkami czystości, może okazać się odpychający.

Na basenie faceci nie zdejmują kąpielówek pod prysznicem. Wstydzą się. Jednak o naszych czasach mówi się, że są bezwstydne, w filmach pokazuje seks już praktycznie bez osłonek. Nic z tego nie rozumiem.
Ponieważ to jest niekonsekwentne. Film ośmiela się pokazywać już wszystko, ale kochają się tam pary doskonałe. Ludzie porównują swój wygląd z tym idealnym. I do terapeutów coraz częściej przychodzą osoby z problemem nadmiernego skrępowania i wstydu, który pojawia się w czasie współżycia. Boją się, że ich partnerzy napatrzyli się na reklamy i filmy, więc będą wymagać od nich doskonałości. Nie każdy rodzi się piękny, czas również robi swoje. Wstyd rodzi się też z porównywania. Kiedyś ludzie nie wiedzieli za bardzo, jak wygląda nagie ciało. W epoce wiktoriańskiej para przy zbliżeniu nie obnażała się, małżonkowie zakładali nocne koszule z otworami.

Młodzi walczą z niepokojem, niepewnością, ile są warci, i stosują dwie taktyki – albo próbują się dostosować, albo wyróżnić odmiennością. Golą więc głowy, robią tatuaże, dziwnie się ubierają.
Niby wszystko jest dzisiaj dozwolone, ale mamy dyktaturę kultu doskonałości ludzkiego ciała. I narcyzm. Przy okazji przegapia się, że seks mamy też w głowie. Jeśli ktoś ma do siebie narcystyczny czy neurotyczny stosunek, często trafia do gabinetu terapeuty. Wstyd możemy podzielić na zdrowy i toksyczny. Toksyczny to taki, który zniewala, a subiektywnie odczuwany jest jak wszechogarniające poczucie własnej niedoskonałości. Jeżeli ktoś odczuwa toksyczny wstyd, to czuje się bezwartościowy, przegrany, że nie stanął na wysokości zadania. Toksyczny wstyd powoduje rozszczepienie „ja”. Rodzi poczucie izolacji i całkowitego osamotnienia.

Ale ryzykiem jest też bezwstyd, który może być powodem szukania coraz mocniejszych bodźców w seksie. Wstyd ostrzega, że być może przekraczamy jakieś granice.
Za bezwstyd ciała i obyczajów kobiety były kiedyś surowo karane, nawet palone na stosie. Epoka stosów była podszyta sadystyczną seksualnością inkwizytorów. Leczenie urazów związanych z zawstydzeniem to wielki problem. Silne zawstydzenie w czasie gry miłosnej może na zawsze uszkodzić psychiczny aparat delikatnej męskiej hydrauliki. Kobiety powinny być delikatne dla partnera, zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, na jak kruchej podstawie stoi męskość. Czasami wystarczy jedno niezręczne słowo, by zgasić jego erotyczne możliwości. To się utrwala i jest katastrofa. Bliskość narządów płciowych i wydalniczych też stwarza problemy. Zdarza się u kobiet popuszczanie moczu przy orgazmie. Kobiety wstydzą się na przykład dźwięku powietrza wypychanego z pochwy w czasie stosunku.

Jak leczy się seksualne urazy?
Często pojawia się paraliżujący lęk przy następnym kontakcie, jeśli poprzedni był zawstydzający. A leczenie trwa miesiącami. Najgorzej, kiedy pierwsze urazy są nabyte już w dzieciństwie. I nie zawsze jest to związane z nadużyciami seksualnymi. Dla mnie nadużycie seksualne to też brutalne zawstydzenie dziecka w sferze intymnej. Była to do niedawna powszechna metoda wychowawcza. Mała dziewczynka onanizuje się, przyłapuje ją matka, więc krzyczy na córkę i ją zawstydza. To może wywołać uraz na całe życie.

Co mają robić rodzice, kiedy widzą, że dziecko dotyka miejsc intymnych?
Mam kłopot z prostą odpowiedzią. Dzieci bardzo często dotykają się z ciekawości, ale też szukają przyjemności. Jeżeli dziecko nie stwarza swoimi zachowaniami wielkich problemów, jeśli rozwija się normalnie, a sprawia sobie przyjemność, ocierając się przed zaśnięciem o łóżko lub dotykając miejsc intymnych, to można udawać, że nic się nie dzieje albo upomnieć dziecko, ale tak delikatnie, jak to możliwe: „To nic złego, ale lepiej tego nie robić, na pewno nie w sytuacji publicznej”. Podniesiony głos, trzaskanie drzwiami, kary, zawstydzenie to reakcje o wiele bardziej niebezpieczne. Od tego, czy wywołam w dziecku uraz, zależy jego przyszłość, nawet to, czy stworzy dobrą rodzinę.

Wstyd bywa też pożyteczny, bez cienia wstydu nie ma dobrego seksu. Jeśli w erotyce jest jakaś tajemnica, to warto ją celebrować i dawkować.
Wstyd jest częścią seksualnej przyjemności, pokonywanie go, oswajanie, gra nim to ważna część zabawy w seks. Kobieta, która celebruje swoje zawstydzenie i stopniowo się go pozbywa, jest dojrzała i świadoma. Mężczyźni szukają teraz takich kobiet. Wiele z nich czuje intuicyjnie, że lepiej dawkować siebie i nie odsłaniać się za szybko. Pokonywanie małych wstydów jest częścią dobrej erotyki, ale przede wszystkim sposobem na znalezienie partnera na stałe. Kobiety, które na pierwszej randce prezentują dużą swobodę, budzą u niektórych mężczyzn wątpliwości, czy będą wierne w małżeństwie. Mawia się: chcesz mieć wierną żonę, to wybierz sobie wstydliwą i bogobojną. Tylko z pozoru jest to seksualny mit. Kobieta wstydliwa, czytaj zalękniona, zakompleksiona, ma kłopot z nawiązywaniem znajomości. Nic więc dziwnego, że jest wierna i milczy, gdy staje się ofiarą przemocy seksualnej. Wstyd nie pozwala mówić o tym, czego doświadcza w sypialni. Ale to chyba nie jest nasze marzenie. Najlepiej, kiedy jest się gdzieś pośrodku, między wstydem a bezwstydem. Dotyczy to obu płci.

Krzysztof Korona, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog, właściciel Kliniki Piękna Wewnętrznego „Wellness Psychotherapy”.

  1. Psychologia

W drodze poza kanon urody. Jak postrzegamy piękno swojego ciała?

Co kryje się za kompleksami i pogonią za idealnym pięknem? To, że w swoim ciele czegoś nie akceptujemy, może być cenną informacją, która płynie z naszej psychiki: jakaś wartość została przez nas zaniedbana. (fot. iStock)
Co kryje się za kompleksami i pogonią za idealnym pięknem? To, że w swoim ciele czegoś nie akceptujemy, może być cenną informacją, która płynie z naszej psychiki: jakaś wartość została przez nas zaniedbana. (fot. iStock)
Kanon kobiecej urody, różny na przestrzeni wieków, czy w różnych częściach świata. Niezmienne wydaje się zaś to, że kobiety wprost, lub nie wprost, mierzą się z nim na wielu etapach swojego życia. Większość z nas, choć przez chwilę, staje się niejako zakładniczkami owego kanonu.

Kanon kobiecej urody, różny na przestrzeni wieków, czy w różnych częściach świata. Niezmienne wydaje się zaś to, że kobiety wprost, lub nie wprost, mierzą się z nim na wielu etapach swojego życia. Większość z nas, choć przez chwilę, staje się niejako zakładniczkami owego kanonu.

Stwórz swój kanon

Waga, wzrost, wiek, sylwetka, rysy twarzy, kolor włosów lub odrostów, kształt dłoni, stóp czy płytki paznokciowej, kształt i wielkość piersi, osławiony stosunek talii do bioder – długo można byłoby wymieniać kolejne potencjalne punkty mapy kobiecego ciała, gdzie może manifestować się nasze niezadowolenie. Ale czy jest ono naprawdę „nasze”? Czy postanowiłyśmy je mieć, by w ten sposób „urozmaicić” sobie życie? Czy może zostałyśmy nim „obdarowane” i wciąż wierzymy w jego zniewalającą nas moc?

W odkryciu części prawdy na ten temat pomóc mogą następujące pytania:

  • Kiedy po raz pierwszy pomyślałyśmy lub poczułyśmy się choć trochę niepiękne?
  • Ile miałyśmy lat?
  • Jakie towarzyszyły temu okoliczności?
  • A jeśli do tej pory to się nie zdarzyło, to czy choć przez chwilę nie zagościł w nas strach o to, że któregoś dnia nasza uroda przeminie?
  • Czego się boimy?
Odpowiedzi powiedzą nam bardzo wiele na nasz temat. Mogą uświadomić nam, do jakich strategii uciekamy się w próbach bezskutecznego doścignięcia kanonu piękna.

A może, przewrotnie, w tej próbie bezskutecznego pościgu ku ideałowi kobiecego piękna tkwi ogromny potencjał? Może to szansa, by poznać swoje przekonania na temat własnego ciała? Wyruszyć w podróż, by odkryć ich źródło oraz sposób, w jaki nas krępują tu i teraz? Zaktualizować bazę danych dotyczących naszego ciała? Rozejrzeć się wokół siebie, odnaleźć osoby, które podobnie jak my, w jakimś szczególnym miejscu, mijają się z obowiązującym kanonem urody, a mimo to uznajemy je za piękne? I, co ważne, również odbieramy je jako swobodne, jeśli chodzi o ów „mankament”, bo zamiast ukrywać się przed światem, eksponują go? To okazja, by zamiast dopasowywać się, zacząć tworzyć swój własny kanon piękna – tworzony przez nas i na nasze potrzeby. Jaki może być pierwszy element naszego własnego kanonu? Co w naszym ciele nas zachwyca, choć w uznanym kanonie piękna nie figuruje?

Wybieraj z istniejącego kanonu

Ze stosunku do własnego ciała pośrednio wynika zawartość szaf. Parafrazując pewne powiedzenie, możemy stwierdzić: „pokaż mi swoją szafę, a powiem ci, co o sobie myślisz, choć pewnie o tym, nie wiesz".

Do naszych preferencji odzieżowych możemy podejść w opisany wcześniej już sposób. Możemy sprawdzić, czy nosimy określony krój bluzek, koszul czy spódnic, bo najbardziej je lubimy, czy może dlatego, że w ten sposób dobrze się maskujemy? Czy dobrze się czujemy w szarych ubraniach, czy może w głębi duszy skrywamy chęć, by założyć karmazynową sukienkę, tylko nie starcza nam odwagi, by zrealizować to marzenie? Mamy okazję, by dowiedzieć się, kto w nas jest ubierany, a kto ubiera? Czy ta para przyjaźni się, a może walczy? Kto w tej parze ma decydujące słowo? Na przykład, ktoś w nas chce dziś wyjść w balerinkach, a ten, kto ubiera, zmusza nas do szpilek, bo przecież inaczej nie wypada. To okazja, by poznać tego, kto kupuje ubrania, które spędzają cały swój żywot w szafie, bo ten, kto ubiera, ma ostatnie zdanie i nigdy nie pozwoliłby nam się w nie ubrać.

Kanon urody zdecydowanie nie musi być odniesieniem, w kontrze do którego budujemy swój własny. Może być również nieocenionym źródłem informacji o nas. Informacji, których właśnie w danym momencie życia potrzebujemy. W rzeczywistości nie zamartwiamy się z powodu pełnego wachlarza cech znajdujących się w kanonie. Przy odrobinie uwagi odkryjemy, że na kolejnych etapach życia, różne, ale nieliczne rzeczy zaprzątają naszą uwagę.

Fot. 123rf.com Fot. 123rf.com

Przypuśćmy, że wiemy już kto kogo ubiera i choć ubierająca i ubierana razem świetnie się bawią, wciąż marzymy o minimalistycznych sandałkach – podeszwa i trzy sznureczki z ozdobnym koralikiem. Doszłyśmy do perfekcji w pre­cy­zyj­nym, szybkim wyławianiu z otoczenia kobiet w takich sandałkach. Tylko wzdychamy tęsknie, bo nam wciąż coś nie pozwala ani ich kupić, ani nosić, ponieważ nasze stopy są „nietakie” – zbyt duże, zbyt małe, nieproporcjo­nalne palce itd. Zmienić czy wymienić ich nie sposób, a świadomość, że to tylko nasze przekonanie, na niewiele się zdaje.

To, co możemy zrobić, to wykorzystać kanon i odkryć, co się w danej chwili kryje za tym myśleniem o stopach, ponieważ psychologicznie potrzebujemy „idealnych stóp” jak kania dżdżu. Znajdźmy odpowiedź na pytanie: jak wyglądają idealne stopy, których właścicielka nosi takie sandałki? A może w przyrodzie lub świecie baśni znajduje się zwierzę bądź postać o jeszcze bardziej idealnych stopach? Czy możemy na chwilę wyobrazić sobie, że się nimi stajemy, by odkryć, co jest istotą tych stóp i jaka istotna wartość się z nimi łączy? A wszystko to, by zbadać, w jaki sposób potrzebuję wesprzeć te wartości w sobie, zadbać o nie, czy bardziej świadomie z nich korzystać.

Na te pytania nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Nawet jeśli wiele kobiet uzna problem stóp za swój, to każda z nas dokona innego odkrycia, ponieważ każda z nas potrzebuje czegoś innego. Hipotetycznie może okazać się, że jeszcze bardziej idealne stopy ma kot (małe, drobne, delikatne, sprężyste), a ich istotą jest lekkość, gracja, wdzięk i precyzja. Pozostanie odpowiedzieć sobie na pytania: jak mogłybyśmy zadbać o poczucie lekkości, gracji i wdzięku w naszym życiu? Czy i gdzie potrzebujemy być bardziej precyzyjne? Finalnie może okazać się, że nie mamy już problemu z kupnem i noszeniem minimalistycznych sandałków lub stracimy całkowicie zainteresowanie nimi, ponieważ istotne było odebranie wiadomości, która dla nas była ukryta w „idealnych stopach”. Kanon urody? Bądźmy przeciw, a nawet za!

Piękna czyli prawdziwa

Nie musimy być biernymi ofiarami kanonu piękna. Możemy przyjrzeć się, w jaki sposób determinuje on nasze myślenie o sobie i działanie – a potem, przebierać, wybierać i decydować. Możemy świadomie sprzeciwiać się mu, budując własny. Możemy odkrywać informację ukrytą we wszelkich niedoskonałościach, które przyciągają naszą uwagę, by się rozwijać i odkrywać nieznane części nas samych.

Możemy również wyjść poza każdy kanon. I z pewnością każdej z nas przydarzyło się to nie raz, nawet jeśli tylko na chwilę. Odwołajmy się do naszego doświadczenia. Czy nieprzerwanie ubolewamy z powodu wieku, długości i kształtu nóg, gdy robimy to, co kochamy? Czy jakikolwiek kanon piękna dyktuje nam swoje warunki, gdy oddajemy się pasji? Czy czujemy się ograniczone przez naszą wagę, wzrost czy sylwetkę, gdy realizujemy marzenia? Czy w ogóle mamy świadomość istnienia jakiegokolwiek kanonu, gdy spędzamy czas z przyjaciółmi i ukochanymi przez nas ludźmi. I co my na to, że nasz partner lub partnerka kocha w nas również wszystkie niedoskonałości, więcej, że nie miał lub nie miała pojęcia, że to w ogóle jest mankament?

Jesteśmy piękne, gdy jesteśmy prawdziwe, gdy nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Gdy mamy odwagę odkrywać swoje potrzeby i marzenia oraz realizować własne plany. Gdy kochamy i dajemy się kochać. Gdy troszczymy się nie tylko o innych, ale i o siebie, i im także pozwalamy zatroszczyć się o nas. Dbajmy o nasze marzenia i relacje z ważnymi dla nas ludźmi. Ruszmy poza kanon urody – nie ustawajmy w odkrywaniu, kim jesteśmy w ogóle i kim jesteśmy dziś.

Dorota Cendrowska: psychoterapeutka i coach. Od prawie dwudziestu lat zajmuje się pracą z ludźmi. Jest członkiem zespołu psychoterapeutów i coachów PoRozumienie.

  1. Psychologia

Poczucie własnej wartości - czym jest i dlaczego warto je wzmacniać?

Wykształcenie i utrzymanie zdrowego poczucia własnej wartości to długi proces, lecz przyniesie mnóstwo pożytku każdemu z nas. (Fot. iStock)
Wykształcenie i utrzymanie zdrowego poczucia własnej wartości to długi proces, lecz przyniesie mnóstwo pożytku każdemu z nas. (Fot. iStock)
Nie chodzi o to, aby być idealnym lub zyskać aprobatę wszystkich dokoła. Adekwatne poczucie własnej wartości polega na zaakceptowaniu siebie takiego, jakim się jest, i zyskaniu wewnętrznego przeświadczenia, że jest się dobrą, godną osobą tylko dlatego, że jest się człowiekiem.

Fragment książki „Poznaj, zaakceptuj i pokochaj siebie”

Poczucie własnej wartości to nasze wyobrażenie o nas samych. Od niego zależy, jak dużą wartość przypisujemy własnemu życiu. W związku z tym kluczami do podniesienia go, są szacunek do samego siebie, przekonanie o swoich zaletach oraz praca nad zdolnością czucia się „dostatecznie dobrze” takimi, jakimi jesteśmy, niezależnie od tego, co się dzieje w naszym życiu.

Wysokie lub niskie poczucie własnej wartości odgrywa zasadniczą rolę w tym, jaką drogę obierzemy w obliczu codziennych wyzwań – sprawia, że czujemy się szczęśliwi i spełnieni lub przybici i bezwartościowi w różnych życiowych sytuacjach. Nienaruszalna wartość każdej osoby to koncepcja dość trudna do pojęcia. Niewykluczone, że nigdy wcześniej poważnie się nad nią nie zastanawiałaś. Może być spójna z twoim systemem przekonań albo wydawać ci się całkowicie obca z powodu wieloletnich zmagań z niskim poczuciem wartości. Zamiast rozważać zasadność tej koncepcji, zachęcam cię, abyś odsunęła na bok wszelkie wątpliwości i kolidujące z nią poglądy, które uniemożliwiają ci przyjęcie do wiadomości, że i ty posiadasz wewnętrzną wartość. Zastanów się, jak podeszłabyś do niemowlęcia, dziecka lub bliskiego przyjaciela. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że z łatwością dostrzegłabyś ich fundamentalną wartość, lecz jeśli masz niską samoocenę, to może być ci trudno uwierzyć, że ty też jesteś wartościowa sama z siebie.

Gdy cechuje nas niskie poczucie własnej wartości, to mamy skłonność do oceniania siebie według surowszych kryteriów niż resztę świata.

Warto przełamać opory i zwyczajnie zaufać, że ty także posiadasz wrodzoną wartość. Kiedy porzucisz wątpliwości, będziesz w stanie pełniej się zaangażować w realizację zalecanych działań i skuteczniej zastosować proponowane narzędzia do budowania poczucia własnej wartości. W miarę jak twoje poczucie wartości będzie się podnosić, dostrzeżesz, jak niewidzialna zasłona, która uniemożliwiała ci uznanie własnej wartości, zacznie powoli się rozsuwać.

Wykształcenie i utrzymanie zdrowego poczucia własnej wartości to długi proces, lecz przyniesie mnóstwo pożytku każdemu z nas. Wyobraź sobie, o ile łatwiejsze byłoby życie, gdybyśmy po prostu kochali i akceptowali siebie takimi, jakimi jesteśmy. Wszyscy w taki czy inny sposób skorzystamy na podniesieniu własnej samooceny. Niemniej istnieją pewne szczególne wyzwania, przed którymi stają kobiety usiłujące odnaleźć się w delikatnym procesie budowania fundamentów poczucia własnej wartości. W dalszych częściach przyjrzymy się uważnie niektórym czynnikom wpływającym na kobiecą samoocenę, nauczymy się, jak sobie z nimi radzić i jak przejąć kontrolę nad własnym życiem dzięki pewności siebie i przeświadczeniu o własnej wartości.

Istnieje wiele definicji poczucia własnej wartości i pojęć pokrewnych, lecz ta zaprezentowana poniżej została sformułowana specjalnie w odniesieniu do kobiet. Ważne, abyś podczas pracy z książką miała ją zawsze w pamięci.

Zdrowe poczucie własnej wartości oznacza posiadanie pozytywnego, realistycznego i spójnego obrazu siebie, będącego wyrazem szacunku do własnej osoby, niezachwianej wiary we własną wartość oraz przeświadczenia, że zasługujesz na szczęście i spełnienie mimo niedoskonałości, stereotypów, wyzwań i trudności.

Problemy na tle poczucia własnej wartości bywają trudne do zidentyfikowania, gdyż często idą w parze z innymi zaburzeniami, takimi jak depresja, stany lękowe i nieumiejętność radzenia sobie z gniewem. Niska samoocena może także leżeć u podłoża stosowania substancji psychoaktywnych i uzależnień, a nawet kryć się pod pozorami pewności siebie i szczęścia. (…)

Warto zastanowić się czy źródłem twoich oczywistych życiowych niepowodzeń nie jest przypadkiem głębszy problem w postaci niskiej samooceny?

Niskie mniemanie o sobie może się odbijać na twoim życiu.

Czy potrafisz zidentyfikować jakieś trudności w swoim życiu, które mogą mieć związek z niedostatecznym poczuciem własnej wartości?

Poczucie własnej wartości nie jest stałe. Jego poziom może się zmieniać z biegiem czasu, zależy też od aktualnych doświadczeń, grupy ludzi, z którymi akurat przebywamy, oraz innych okoliczności. Dobrze więc postrzegać je jako kontinuum z niską, negatywną lub niezdrową samooceną na jednym końcu skali i wysoką, pozytywną lub zdrową samooceną na drugim. Naszym celem jest stworzenie podstaw zdrowego poczucia własnej wartości, tak aby było ono spójne, stałe i niezachwiane we wszystkich sferach życia, nawet w trakcie najcięższych życiowych zmagań.

Polecamy książkę "Poznaj, zaakeptuj i pokochaj siebie" Megan MacCutcheon. Została ona napisana z myślą o kobietach stojących przed wyzwaniami związanymi z niską samooceną oraz o tych, które pragną zyskać pewność siebie i większą wewnętrzną siłę. Stanie się również wsparciem dla każdej kobiety, która czuje się zniechęcona lub ma poczucie niespełnienia w jakiejś sferze życia. To dobre narzędzia służące do podniesienia samooceny i mogące przynieść korzyść niemal każdemu, niezależnie od tego, z jakiego rodzaju przeciwnościami się mierzy.

  1. Psychologia

Taka, jaka jesteś – jesteś ok

Siła kompleksów zależy od naszego nastawienia. (Fot. iStock)
Siła kompleksów zależy od naszego nastawienia. (Fot. iStock)
Przychodzimy na świat z ciałem, które zostało nam dane. Służy nam do odczuwania siebie i świata, ale też wyraża naszą osobowość i unikalność. Nikt drugi na świecie nie ma takich linii papilarnych jak ty, ale też takiego nosa i rąk, takiego błysku w oku. Dlaczego zamiast docenić ten dar, ciągle doszukujemy się w nim rys i pęknięć?

Z badań samooceny kobiet, których komentatorką była terapeutka Joanna Godecka, wynika, że tylko 20 proc. uważa się za ładne czy atrakcyjne. Oznacza to, że 80 proc. ma kompleksy. – Kompleks z psychicznego punktu widzenia jest brakiem samoakceptacji, samoodrzuceniem – mówi Joanna Godecka. – Odrzucamy jakąś część siebie, osądzając ją jako gorszą i ukrywając to, co uważamy za mankamenty.

My, kobiety, mamy w tym sporo praktyki. Nosimy spodnie odpowiednio maskujące krągłe łydki, wkładamy biustonosze typu push-up, by ukryć brak krągłości piersi. Zagęszczamy włosy, pudrujemy piegi, brak talii skrywamy pod luźnymi ubraniami, chociaż wcale nam się nie podobają. Skąd biorą się te kompleksy? – Często z dzieciństwa spędzonego wśród bliskich, którzy sami mieli kompleksy – odpowiada terapeutka. – Z badań wynika, że matki uważające się za niezbyt atrakcyjne indukują swój model myślenia córkom. Jeśli nie czują się dobrze w swoim ciele i komentują jego niedoskonałości, uczą dzieci postrzegania siebie przez pryzmat słabych stron.

Nawet jeśli w domu nie doświadczamy oceny swojego wyglądu, możemy ją usłyszeć od rówieśników, a ci bywają okrutni. Zaszczepione w dzieciństwie kompleksy zwykle ugruntowują się w okresie nastoletnim, kiedy zmienia się i kształtuje nasza sylwetka – dziewczynom rosną piersi, zaokrąglają się biodra, ale też pojawiają się wypryski czy nadmierne owłosienie. Chłopcy mają z kolei pierwszy zarost, przechodzą mutację. W efekcie później bardzo surowo się oceniamy i nie czujemy się ze swoim wyglądem komfortowo.

Jestem za gruba, więc nie wychodzę z domu

Kompleksy rzutują na wiele sfer życia – towarzyską, uczuciową, zawodową. Utrudniają realizację marzeń, blokują sprostanie aspiracjom. Stajemy się defensywni i koncentrujemy się na przewidywaniu negatywnych scenariuszy, zakładając, że nie mamy szans na spełnienie swoich oczekiwań. Że nie jesteśmy warci sukcesu. Czasem niedoskonałości mogą urosnąć do rangi tak wielkich problemów, że bycie szczęśliwym staje się niemal niemożliwe. Długotrwała koncentracja na wadach i słabych stronach wiąże się z obniżeniem nastroju i większą podatnością na depresję.

– Jeśli lęk przed konfrontacją, wynikający z kompleksów, jest tak silny, że zaczynamy się wycofywać z jakiejś aktywności, będzie on zajmował kolejne obszary – mówi Joanna Godecka. – Jeśli nie pójdę na firmową imprezę, ponieważ uważam, że jestem za gruba, to za jakiś czas nie wybiorę się też na spotkanie w małym gronie znajomych i zacznę popadać w niebezpieczną izolację. Skupiając się na lęku i uznając jego przewagę, daję mu moc. Kiedy zaś coraz bardziej się rozpanoszy, utwierdzę się w przekonaniu, że jakieś drzwi są już dla mnie zamknięte. I może mimo że jestem singielką i pragnę związku, przestanę spotykać się z mężczyznami. Lęk nasyca kompleks, który staje się coraz potężniejszy.

Sprowokowane

Joanna Godecka jako terapeutka uczestniczyła w programach telewizyjnych przy metamorfozach wyglądu kobiet i zauważyła, że skutecznym sposobem na kompleksy są prowokacje. Polegają one na obezwładnianiu kompleksu poprzez wyciąganie go na światło dzienne. Od natężenia lęku zależy, na ile warto próbować robić pewne rzeczy trochę na przekór sobie. – Kobiecie, która dopiero w mocnym makijażu, perfekcyjnej fryzurze i eleganckim ubraniu, może wyjść na ulicę, poradziłabym, żeby przespacerowała się po galerii handlowej nieumalowana, w dżinsach i T-shircie, z włosami związanymi gumką – mówi terapeutka. – Ludzie, którzy uważają się za mało atrakcyjnych, żyją w przekonaniu, że ich mankamenty są nie tylko widoczne, ale wręcz wytykane palcami. A podczas takiego eksperymentu okazuje się, że wzbudzamy takie samo zainteresowanie jak bez maskujących zabiegów. To może być uwalniające przeżycie, bo zaczniemy oswajać się z sytuacjami, które wydawały się groźne. Przestaniemy tkwić w pułapce, że musimy coś zrobić, żeby było dobrze, i dojdziemy do wniosku, że nie musimy już odwracać uwagi od kompleksów.

Dlatego kobiecie uważającej się za zbyt wysoką zalecane jest chodzenie w szpilkach, a niskiej – w balerinach. To nam pomoże w akceptacji siebie i zaprzestaniu odrzucania siebie. – Akceptacja jest dłuższym procesem, który trzeba wspierać – mówi Joanna Godecka. – Nie możemy czekać wyłącznie na wyniki pracy wewnętrznej. Na to, aż prawdziwie pogodzimy się z tym, jakie jesteśmy. Tego typu prowokacje przyśpieszają ten proces. Po pewnym czasie potrzeba prowokacyjnych zachowań znika. Nie chodzi o to, żeby właścicielka masywnych ud zawsze chodziła w legginsach, ale żeby mogła bez problemu chodzić na basen i spacerować w kostiumie kąpielowym po plaży, ciesząc się słońcem i wakacjami.

Nie walcz i nie uciekaj

Siła kompleksów zależy od naszego nastawienia. Ucieczka od kompleksów poprzez zabiegi odwracania od nich uwagi tak naprawdę nasila koncentrację na nich. Joanna Godecka sama zmagała się z lękiem przed wystąpieniami publicznymi, zdarzało się, że podczas emisji na żywo była jak sparaliżowana. – Nie chciałam jednak z tej części mojej pracy rezygnować – opowiada. – Najpierw po prostu mówiłam na wizji, że mam tremę i z tego powodu mogę nie wypaść idealnie. Potem odkryłam, że im mniej myślę o lęku, tym słabiej go zasilam i mniej go we mnie jest. Za to starałam się być dobrze przygotowana i skupiałam się na tym, że wiem, co mam powiedzieć. To był mój drugi sposób. Potem wreszcie pomyślałam sobie – czy ja muszę za każdym razem dawać niebywały występ? Jeśli coś nie pójdzie, to trudno.... To też było pomocne. Jeżeli chcemy coś zwalczyć, za bardzo się napinamy i osiągamy efekt odwrotny.

Kompleksy sprawiają, że podświadomie rywalizujemy z osobami wyższymi, o bardziej gładkiej cerze, mądrzejszymi. Wtedy stajemy w kontrze, prowadzimy wojnę, a to osłabia. Według Nathaniela Brandena, autora książki „6 filarów poczucia własnej wartości”, akceptacja jest odmową bycia własnym wrogiem. – To już wystarczy – mówi Joanna Godecka. – Jeśli nie jesteś swoim wrogiem, to znaczy że jesteś życzliwy i wspierający. Jeśli jesteś wrogiem, walczysz. To, co robisz, i to, co myślisz, jest destrukcyjne, niszczy cię.

Jeśli krytykujesz swoje cienkie włosy, zapytaj się, czy jesteś swoim wrogiem czy przyjacielem. Czy powiedziałabyś to samo komuś bliskiemu? Tym, co człowieka wzmacnia, jest bezpieczeństwo emocjonalne. Dlatego mimo kompleksów, a może zwłaszcza z nimi, okazujmy ludziom otwartość i życzliwość. Chociaż boimy się odrzucenia z powodu nadwagi, podejmijmy próbę kontaktu. Wtedy kompleksy stracą swoją moc. – Zaobserwowałam, że tym, co wręcz magicznie działało na kobiety, które zgłosiły się do programu telewizyjnego, żeby przejść metamorfozę wyglądu, było wsparcie całej ekipy pracującej przy programie. Każdy chciał pomóc: fryzjer, makijażystka, stylistka. Ta życzliwość okazała się uzdrawiająca. Dlatego namawiam do zapraszania ludzi do swojego życia – kiedy dostajemy wsparcie, zaczynamy się czuć bezpieczniej. Zapewnijmy je sobie i innym.

Ćwiczenia z akceptacji

Nauczycielka jogi Tiffany Cruikshank w swojej książce „Zredukuj wagę dzięki medytacji” proponuje dwa ćwiczenia ku większej akceptacji swoich niedoskonałości i swoich atutów.

Ćwiczenie 1. Przezwyciężenie perfekcjonizmu

Nasze niedoskonałości są częścią ludzkiej natury, bez nich bylibyśmy jak roboty, a życie byłoby niesamowicie nudne. To niedoskonałości otwierają nas na relacje i dostrzeganie podobieństw w drugim człowieku. Perfekcjonizm i doskonałość każą trzymać się na dystans. Zatem czy mając tego świadomość, możesz zacząć postrzegać swoje wady jako coś, co czyni cię idealnie nieidealną? Jako część siebie, która pozwala ci nawiązać lepszy kontakt ze światem? Niezależnie od tego, czy są to piegi, cellulit, czy przerwa między zębami.

Wybierz jedną niedoskonałość, która twoim zdaniem szczególnie cię wyróżnia, np. kształt nosa. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że wszyscy ludzie na świecie mają ten sam kształt ciała? Po czym byśmy ich wtedy odróżniali? Może to właśnie niedoskonałości nadają nam charakter? Zastanów się, jak to jest żyć w twoim ciele z twoim nosem. A teraz wybierz trzy cechy, które cię wyróżniają – czy bez nich byłabyś sobą? Cokolwiek wybrałaś: piegi, kształt nosa czy rozstępy po ciąży – zastanów się, jaką rolę te niedoskonałości odegrały w ukształtowaniu ciebie, np. gdyby nie twoje rozstępy, nie byłabyś teraz matką. Jeśli bardzo nie lubisz jakiejś części swojego ciała, spróbuj odpuścić sobie negatywne odczucia na jej temat tylko na jeden dzień. Sprawdź, jak się wtedy poczujesz.

Ćwiczenie 2. Przyjmowanie swojego piękna

Wiele kobiet praktykuje codziennie różne rytuały związane z urodą – robią makijaż, układają włosy, starannie wybierają ubrania. Ale ta rutyna może zamienić się w obowiązkowe przygotowania przed pokazaniem się światu. Przez myśl im nie przejdzie, by wyjść z domu bez makijażu albo z rozczochranymi włosami. Gdy więc zdarzy się im mieć włosy w nieładzie, nie będą czuły się sobą – mimo że nadal sobą będą. A przecież wszystkie mamy w sobie naturalne piękno, które widać też na zewnątrz: uśmiech, blask skóry, długie nogi czy wyraziste oczy. Uwydatnianie naszego piękna i przyciąganie do niego uwagi jest sprytnym sposobem na zaprezentowanie siebie. Kiedyś jednak trzeba powiedzieć „dosyć”. Czy jesteś pewna, że nie możesz pójść do pracy bez makijażu? Przyjrzyj się uważnie swoim nawykom związanym z urodą i zastanów się, czy codzienna rutyna nie stała się obowiązkiem, bez którego wpadasz w panikę. Czy jesteś w stanie bardziej odsłonić swoje naturalne piękno? Zacznij się doskonalić w dostrzeganiu tego piękna – myśl o tych elementach fizyczności, z których jesteś najbardziej zadowolona.

Wymyśl jeden lub dwa sposoby na naturalne podkreślenie urody, które zaczniesz stosować od teraz. Może to być picie większej ilości wody, szczotkowanie włosów aż do połysku czy relaksująca kąpiel z olejkami zapachowymi. Chodzi o metody zupełnie różne od dotychczasowych. Zastanów się też, co możesz wyeliminować z codziennej rutyny dbania o wygląd. Może zrezygnować z jakiegoś kosmetyku? Kupując balsamy i kosmetyki do makijażu, nabywamy jednocześnie przekaz, że nasze piękno zależy od ich użycia. Uświadom sobie, że to, jaka pokazujesz się światu, wysyła innym podświadomy komunikat o tym, czy wierzysz w swoje wrodzone piękno, które kryje się w skórze lub uśmiechu, a nie w warstwie podkładu.

Emocjonalna myśl, która została stłumiona

Pojęcie kompleksu narodziło się na przełomie XIX i XX wieku. Jako pierwszy użył go Josef Breuer, austriacki lekarz i filozof, który współpracował z twórcą psychoanalizy Zygmuntem Freudem. Razem opracowali metodę katartyczną, która polegała na uwalnianiu się od traumatycznego wspomnienia w stanie hipnozy. Zaobserwowali, że po uświadomieniu traumy związanej z konkretnym wydarzeniem i opowiedzeniu o nim, ustępowały objawy nerwicy. W psychologii pojęcie kompleksu rozpowszechnił wybitny szwajcarski psycholog i psychiatra Carl Gustav Jung, dla którego oznaczało ono zbiór ukrytych w nieświadomości myśli, przeżyć i doświadczeń, ujawniających się pod wpływem określonego bodźca. – Dzisiaj kompleks potocznie oznacza dyskomfortowe uczucia, które pojawiają się w związku z ekspozycją społeczną – mówi Joanna Godecka. – Z kompleksem Breuera, Freuda i Junga łączy go to, że najczęściej jest związany z przeżywaniem lęku i wstydu. Kompleksy w jakimś stopniu dotyczą każdego z nas i nikt jeszcze nie wymyślił złotej recepty na ich całkowite uleczenie.

  1. Styl Życia

Skuteczne odchudzanie i trening - jak utrzymać motywację?

To, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. (Fot. iStock)
To, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W życiu jak na sali treningowej – często na półmetku przychodzi moment zwątpienia. Odzywa się wewnętrzny troll: „Nie dasz rady!”, „To nie ma sensu”. A ja mówię, że ci się uda! Musisz tylko przetrzymać tę najcięższą próbę. I najlepiej – na złość trollowi – właśnie teraz podkręcić jeszcze bardziej śrubę!

W życiu jak na sali treningowej – często na półmetku przychodzi moment zwątpienia. Odzywa się wewnętrzny troll: „Nie dasz rady!”, „To nie ma sensu”. A ja mówię, że dasz radę! Musisz tylko przetrzymać tę najcięższą próbę. 

Możesz mieć wrażenie, podczas diety i treningu, że efekt nie jest taki, o jaki ci chodziło. Ale spokojnie – wszystko idzie zgodnie z planem, ustalonym już wcześniej w artykule: Skuteczne odchudzanie – jak zaplanować trening i dietę?

Jesteśmy w ważnym momencie: zakładając, że podążasz za moimi wskazówkami, masz już za sobą cztery tygodnie treningu połączonego z dietą redukcyjną. I jako trener wiem, że właśnie teraz mogą zacząć się schody. Bo często właśnie na półmetku robi się trochę pod górkę – szczególnie na diecie redukcyjnej, na której, tak jak ustaliliśmy, mniej spożywasz niż spalasz, żeby bilans był zawsze ujemny, co po czterech tygodniach może owocować momentami zwątpienia, czyli: „Po co ja to robię?”, „Mam dosyć! Jestem zmęczona, jestem wkurzona i wkurzam wszystkich dookoła”. Do tego możesz gorzej wyglądać, bo po czterech tygodniach takiego wysiłku dla organizmu tak naprawdę nikt nie ma prawa jeszcze wyglądać super, za to pojawiają się pewne zmiany, które odbierasz jako negatywne, czyli wychudzona buzia, przekrwione oczy, mniejsze piersi i zmęczenie. Wiem, wygląda to fatalnie, natomiast nie ma innej drogi, żeby dojść do celu. To tak, jakbyś wyważyła pierwsze drzwi i poruszała się po ciemnym pokoju jeszcze po omacku. Ale wiesz już, gdzie jest światełko, do którego dążysz.

W tym momencie warto sobie włączyć następujący program: 1) tuningujemy dietę, 2) intensyfikujemy treningi, bo to jest właśnie ten moment, kiedy trzeba jeszcze bardziej podkręcić śrubę i 3) mentalnie pracujemy nad pewnością siebie.

Pomyśl, jak chcesz wyglądać, bo już jesteś blisko, to półmetek, cel masz już na wyciągnięcie ręki! To wyobrażenie pomoże ci się wzmocnić i obudzić wewnętrzną pewność siebie. Ta pewność siebie może zadziałać jak przyspieszacz. To będzie taki dodatkowy kop, motywacja dodająca ci sił w połowie górki, na której aktualnie się znajdujesz, żeby nie spaść w dół z lawiną, tylko się wspiąć jeszcze wyżej i dojść na szczyt.

Nie rezygnuj!

Zrobiliśmy już dużo – dzięki diecie redukcyjnej wyrzuciłaś ze swojego jadłospisu większość śmieci, czyli przekąsek, podjadaczy i cukru, ale właśnie po trzech, czterech tygodniach następuje też adaptacja organizmu. Wycisnęliśmy z niego, co mogliśmy, i przychodzi moment zatrzymania, który jest często odbierany jako sygnał, że już nam nie idzie. Tymczasem to, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. Wystarczy kontynuować dietę, aż organizm powie „dobra, wygrałaś, jadę dalej!”. Możesz w tym momencie – to wersja dla zaawansowanych, do której zachęcam – zintensyfikować ćwiczenia. Czyli plan minimum: dalej robisz swoje i za kilka dni zaczniesz zauważać nowe efekty. Plan maksimum: zwiększasz intensyfikację treningową, czyli robisz 2–3 razy w tygodniu po 2 treningi dziennie – np. rano przed pracą 45 min aerobów, a po pracy 30–40 min ćwiczeń wzmacniających.

Przykładem osoby, która uzyskała świetne wyniki dzięki takiemu systemowi treningowemu, jest Olga Bołądź, która przygotowując się do roli agentki w „Służbach specjalnych”, przeszła na dietę redukcyjną i trenowała przez trzy miesiące niemal każdego dnia po dwa razy dziennie, żeby osiągnąć tak piękną metamorfozę. I tu ukłony dla trenera, który Olgę zmotywował i wykonał z nią totalną pracę – wymagało to ogromnego rygoru, pilnowania diety i odpowiedniej motywacji.

W tym przypadku oczywiście trening jest inny, mniej intensywny, gdyż chodzi o to, żeby cały czas rozkręcać metabolizm i cały czas spalać. Nie ma odpoczynku. Przy tym cały czas pracujesz nad umysłem, czyli walczysz z dystraktorami – „zjadłabym coś słodkiego” itp.

Ważny jest trening aerobowy, który najlepiej wykonywać rano, bo wtedy osiągamy błyskawiczne efekty – po nocy, w fazie katabolizmu, najszybciej redukujesz tkankę tłuszczową, bo już nie ma węglowodanów, które spaliły się przez noc na tzw. podstawową przemianę materii. Kiedy rano dorzucasz jeszcze trening, to spalasz właśnie tłuszcz, a gdy robisz trening po południu, to przez pierwsze 20–30 min spalasz najpierw węglowodany, żeby dopiero do tego tłuszczu dotrzeć.

Trening 2 x dziennie - propozycja dla wytrwałych

Ćwicz w systemie pn., wt., czw., pt. i sb. po dwa razy dziennie, a śr. i ndz. – wolne. Pierwszy trening rób rano, tuż po obudzeniu, czyli przed pracą, zrobieniem śniadania dzieciom itp.

Jeśli to konieczne, wstań o 5 rano i zrób 45 min. aerobów, czyli spokojnego wysiłku (rowerek, trucht itp.).

Wskazówka: kontroluj tętno! Pamiętaj, aby podczas ćwiczeń nie przekraczało 65% maksymalnego tętna, co można wyliczyć ze wzoru: 220 minus wiek (to jest twoje maksymalne tętno) i z tego oblicz 65%. Czyli zakładając, że masz 40 lat, to ze 180 wyliczasz 65%.

Drugi trening (w ciągu dnia) to 45 min. treningu obwodowego.