fbpx

O jeden krok za daleko

Seks ma być zbliżeniem przyjemnym dla obu stron, a nie interakcją bez prawdziwego spotkania. (Fot. iStock)

Granice w seksie są tak naprawdę odzwierciedleniem naszych granic w ogóle, w życiu – mówi seksuolożka Ameera Anna Ibrahim.

Zapytałam koleżanki w różnym wieku i z różnych miejsc: Kiedy macie poczucie, że wasze granice w seksie zostały przekroczone? Część w ogóle nie zrozumiała pytania.
Nie byłabym tego taka pewna – myślę, że mogły nie chcieć go zrozumieć, właśnie dlatego, że ich granice były przekraczane. Z mojego doświadczenia – klinicznego i prywatnego – wynika, że większość z nas doświadczyła sytuacji nadużycia. Tylko kobietom trudno o tym mówić. Jeśli któraś słyszy pytanie o przekraczanie granic, czuje się zagrożona, więc odpowiada: „Ale o co chodzi? Przecież ja eksperymentuję!”. Tymczasem warto nazwać rzeczy po imieniu, bo wtedy dużo łatwiej sobie z tym poradzić.

I więcej na to nie pozwolić.
Ważne, żeby w ogóle zauważyć, że granica została przekroczona. Zwykle wiąże się z tym duży wstyd – kobiety myślą, że to ich wina. Podczas gdy oczywiście powód do wstydu ma tylko ta osoba, która granice przekracza.

Dlaczego same często nie wiemy, gdzie są nasze granice?
A do czego nas wychowano? Do uległości! Kobiety często się uczy, że nie są odpowiedzialne za seks. Nie wypada im go inicjować, mieć konkretnych fantazji, oczekiwań, a już na pewno lepiej nie być ekspresyjną i pewną siebie kochanką. Wmawia się nam, że mężczyzna będzie wiedział, co sprawia nam przyjemność. Poza tym ludzie często unikają konfrontacji, wolą nie odpowiadać sobie na pewne pytania, dopóki nie muszą.

Dlaczego?
Bo pytanie o granice to jednocześnie pytanie o własne deficyty, lęki, ograniczenia. To może być bolesne, bo poznajemy taką część siebie, której być może nie chcemy znać. Z drugiej strony to daje dużą satysfakcję i poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa, spokoju.
Czyli nawet jeśli doświadczyłam nadużycia w moim związku, to niekoniecznie mój partner o tym wie.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: kobieta się na coś godzi, nic nie mówi, a nawet udaje, że jej się to podoba. I on po kilku latach związku dowiaduje się, że ona czuła, iż doświadczyła nadużycia. Ten problem dotyka obu stron: jedna czuje się wykorzystana, a druga ma poczucie, że żyła w nieszczerej relacji. Bo z czym zostaje ten mężczyzna, który nie dostawał informacji zwrotnej? Nie mówię o sytuacjach, kiedy ktoś ewidentnie widzi, że przekracza granice, tylko o takich, kiedy zabrakło komunikacji.

Kobiety nadal uważają, że partner powinien się domyślić, że ona nie ma ochoty na seks.
To przekaz transgeneracyjny. Nasze babki i matki tak myślały, a teraz myślą siostry i przyjaciółki. I my też. Bardzo często spotykam się z tym w gabinecie i zawsze powtarzam, żeby zbyt dużo w relacjach nie zostawiać w sferze niedopowiedzenia, bo każdy z nas kieruje się innym systemem wartości, inaczej został wychowany, ma inną wrażliwość. Moim zdaniem to pragnienie wynika z romantycznej wizji miłości. A poza tym od najmłodszych lat słyszymy bardzo konkretny przekaz: „Bądź miła, bądź grzeczna, nie złość się, nie awanturuj”.

Można być miłym i jednocześnie mówić wprost.
Oczywiście, że tak, ale niestety model jest taki, że jeśli stawiasz na swoim, to będą cię postrzegać jako upartą złośnicę, zołzę. Poza takimi stereotypami niewiele przekazuje się małym dziewczynkom, chłopcom zresztą też. Mężczyźni przecież nie wchodzą z najlepszym przygotowaniem w dorosłość. Czerpią informacje z Internetu, pornografii, w której zarówno obraz kobiecości, jak i męskości jest wypaczony.

Dziewczyny często mówią, że odmawianie seksu chłopakowi jest dla niego bardzo przykre, więc należy to robić jak najrzadziej, najlepiej w ogóle. Żeby się nie czuł odrzucony.
A uporanie się z trudnymi uczuciami po tym, jak granice dziewczyn zostają przekroczone, jest przyjemne? Dlaczego żal im partnera, a siebie nie? Odmowa może wzbudzić po drugiej stronie różne reakcje, ale jeśli jesteś w zgodzie ze sobą, to będziesz miała siłę, żeby z każdą sobie poradzić. Niestety, argument, że będzie mu przykro, często pada z ust kobiet. Zawsze je pytam: „Dlaczego miałoby mu być przykro?”. Naprawdę przykro między ludźmi jest wtedy, kiedy dochodzi do nieszczerości, gry, udawania. Zresztą mężczyźni mówią o tym, że nie chcą mieć w łóżku partnerek niezaangażowanych, że taki seks nie daje im radości.

Jedna z moich przyjaciółek, lesbijka, zapytana o granice powiedziała, że dziewczynom hetero jest trudniej, bo mają do czynienia ze wzwodem. Z którym trzeba coś zrobić.
Dziewczyny mają poczucie, że jak już zauważą wzwód, to nie mogą się wycofać. Tymczasem lepiej krótko skomentować: „Widzę, że jesteś podniecony, masz ochotę na seks, ale to nie jest mój dzień”. Albo: „Cieszę się, że mnie tak pożądasz, ale to nie jest ten moment, nie mam ochoty”. Dla mężczyzny to jest następująca informacja: „Podoba mi się, że mnie pożądasz, nie zawstydza mnie to, w naszym związku jest miejsce na pożądanie, ale na odmawianie seksu też”.

Według innej mojej rozmówczyni przekroczenie granicy następuje wtedy, gdy mężczyzna jest całkowicie skupiony na swojej przyjemności.
To może być związane ze stresem podczas zbliżenia, a w konsekwencji trudnością z zauważaniem osoby, która jest obok. Może być też przejawem dystansu między partnerami, egocentryzmu, problemów z nawiązywaniem relacji. Taka postawa może też wynikać z niewiedzy: „Nie potrafię dać rozkoszy swojej partnerce, nie wiem, jak ją dać”. Zdarzają się takie pary, w których każda strona dąży tylko do swojej przyjemności.

Masturbują się partnerem.
Dążą tylko do tego, żeby mieć orgazm, a w seksie w ogóle nie o to chodzi. To ma być zbliżenie przyjemne dla obu stron, a nie interakcja bez prawdziwego spotkania. Brak orgazmu nie oznacza przecież braku przyjemności. Z orgazmem w ogóle jest trudna sprawa: kobiety udają, że go mają, a mężczyźni borykają się z dużym strachem, że nie będą go mieć i tego nie ukryją. Zwłaszcza że to natychmiast budzi w kobietach podejrzenia.

Kolejna granica: seks analny.
Gdybyśmy miały mówić o tabu seksualności, to seks analny jest na samym szczycie. Ten temat rzadko się pojawia nawet w gabinecie. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety decydują się na niego zwykle pod wpływem namowy partnera – chcą go przy sobie zatrzymać albo sprawić wrażenie szalonej i spontanicznej. Ten temat jest stabuizowany do tego stopnia, że nawet dziewczyny, które nigdy nie próbowały, twierdzą, że go nie znoszą. Tymczasem osoby, które cenią seks analny, mówią, że kolejne stosunki są nieporównywalnie lepsze od tych na początku.

Bliżej fizycznie już się nie da.
Psychicznie w jakimś sensie też, bo decydowanie się na seks analny zakłada ogromne poczucie bezpieczeństwa. I wspólne przekroczenie pewnego etapu bliskości. Nie bez powodu wybieram akurat tę osobę – najwyraźniej przy niej się nie krępuję i wiem, że cokolwiek się wydarzy, ona mnie przyjmie w całości. I nic jej nie zniechęci. Seks w ogóle jest sytuacją, w której jesteśmy zupełnie odarci, bezbronni, nadzy. Fizycznie i psychicznie. To bardzo naturalistyczna rzecz: jest w niej krew, pot i łzy. Nasza skóra się zmienia, mamy inny zapach. I to jest często problem, bo ludzie boją się odpuszczenia kontroli.

Mnóstwo dziewczyn powiedziało mi, że nie znosi seksu oralnego, że to jest dla nich przekroczenie granicy. Zapytane dlaczego, odpowiedziały, że nie lubią swoich wagin. I wstydzą się swoich wydzielin.
Czasem proponuję moim klientkom, żeby obejrzały swoje genitalia. Ale one nie chcą tego robić, to dla nich bardzo trudne ćwiczenie. A jak już obejrzą, to potem mówią, że im się te genitalia nie podobają. To się wiąże z treningiem czystości: dziewczynki uczy się, że to, co mają między nogami, wiąże się głównie z wydalaniem i krwią. Dla porównania, przeciętny facet zwykle akceptuje swoje ciało i lubi swój zapach. Kobiety są w tej kwestii o wiele bardziej wrażliwe, dużo częściej się wstydzą. A rozpoznawanie swoich granic to też znajomość własnego ciała. I akceptacja, jakkolwiek banalnie to brzmi. Tymczasem wiele moich klientek narzeka, że ma niesymetryczne wargi sromowe.

Podobno w Wielkiej Brytanii labioplastyka dogania już operacje plastyczne piersi.
Coś jest na rzeczy – kobiety myślą, że piękna jest tylko wagina symetryczna. Najchętniej by ją zoperowały, a potem jeszcze pomalowały, żeby wyglądała jak u aktorki porno. Przeraża mnie to. Zwłaszcza w kontekście seksu oralnego, który jest wyrazem niezwykłej bliskości, całkowitej akceptacji. I często zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie – przekroczenia bariery własnej intymności. Nie da się tu niczego przypudrować. Zresztą po co?

Inna granica: brutalny seks oralny.
Najważniejsza jest norma partnerska: jeśli obie strony się na coś godzą, obu to daje radość, to temat zamknięty. Nikt inny nie ma tu nic do powiedzenia.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że kobiety fantazjują o brutalnym seksie, ale zastanawiam się, czy w rzeczywistości taka forma im się podoba.
Mówią, że lubią czuć, kiedy mężczyzna ma nad nimi władzę. Oczywiście wszystko to w pewnej konwencji: on cały czas ją obserwuje, a ona wie, że on nie wykona brutalnych gestów bezmyślnie, nie zrobi jej krzywdy. I że ostatecznie jest w tym wszystkim czułość. Myślę, że kobiety w seksie potrzebują poczucia bezpieczeństwa, bo seks z naszego punktu widzenia może się wiązać z ciążą. Dlatego lepiej mieć silnego partnera, który to udźwignie. Mówię o sile fizycznej, bo chodzi o to, że w razie czego on pójdzie do pracy fizycznej, żeby zapewnić rodzinie byt.

Kobiety dziś tak myślą?
Kobiety myślą tak zawsze. Dziś się trochę gardzi ewolucją, ale ona tłumaczy różne zachowania, także w łóżku. Tężyzna fizyczna mężczyzny daje kobiecie poczucie, że będzie się mogła na nim oprzeć. Dosłownie i w przenośni. Czasami przychodzi do mnie kobieta, opowiada o swoim partnerze, który jest ciepły, dobry, miły, empatyczny, ale ona nie chce z nim współżyć. Mówi nagle: „On jest taki niezdecydowany w ruchach!”. Albo: „Pyta mnie, czego chcę, a ja nie chcę decydować. Niech coś zrobi, a nie ciągle pyta”. Marzy o brutalu, facecie, który wie, czego chce, i czasem zdecyduje za nią. Chce poczuć, że on o nią zawalczy, ochroni ją swoją piersią. Poza tym mężczyzna, który ma siłę, przekazuje dobre geny.

Kolejna granica: miał być stosunek przerywany, a jest zakończony w niej.
Podstawą w seksie jest świadoma zgoda. Stosunek przerywany – jak każdy inny, który odbywa się bez zgody jednej ze stron – jest przekroczeniem granicy. Poza tym to żadna metoda antykoncepcji. Zastanawiam się, dlaczego ludzie się na niego decydują.

Jak to dlaczego? On mówi: „W prezerwatywie nic nie czuję! Stosunek będzie trwał sto godzin”. A ona nie chce brać tabletek antykoncepcyjnych, bo ją wpędzają w depresję i dodatkowo tyje.
On mówi, że nie będzie miał z tego przyjemności, a ona będzie miała, jeśli zarazi się jakąś chorobą albo zajdzie w ciążę z kimś przypadkowym? Dlaczego się godzi na swój dyskomfort i ryzykuje zdrowie? To jest przekroczenie granicy, bo decydujemy się na stosunek, podczas którego nie chronimy siebie. A druga kwestia, czyli niedotrzymanie umowy i skończenie stosunku inaczej, niż było ustalone, jest nadużyciem kolosalnym. Mówimy o granicach w seksie, ale tak naprawdę one są odzwierciedleniem naszych granic w ogóle, w życiu. Czasem rozmawiam z kobietą w gabinecie, kończymy sesję, ona już właściwie wychodzi i nagle mówi: „Nie wiem, czy to ważne, ale jest jeszcze jedna sprawa – byłam molestowana, kiedy miałam osiem lat”. Albo: „Nie wiem, czy to istotne, ale poprzedni partner zmuszał mnie do seksu”. Zobacz, jak mocno trzeba odszczepić tę informację, odebrać jej ładunek emocjonalny, żeby coś takiego rzucić na wychodnym. Albo powiedzieć po wielu miesiącach terapii, że było się molestowanym.

Ważna informacja, która ląduje na Syberii całej historii.
Pracowałam kiedyś z kobietą, która wcześniej była na kilku terapiach, trwało to parę lat i nigdy nikomu nie pisnęła słowa. Przez długi czas uważała, że to nieważne i że wcale nie wpływa na jej seksualność. Zastosowała cały pakiet mechanizmów, żeby to wyprzeć, ale prawda jest taka, że raczej trudno, żeby nadużycia nie wpływały na nasze postrzeganie siebie. Tylko że kiedy jesteśmy dorosłe, możemy coś z tym zrobić.

Ameera Anna Ibrahim, psycholożka, terapeutka, seksuolożka. Zdobywała doświadczenie m.in. w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Obecnie pracuje w prywatnym gabinecie, prowadzi też profil strefa (bez)wstydu na Instagramie.
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze