Test dla związku – jak wspólnie urządzić mieszkanie i uniknąć wojny?

"Sposób, w jaki sobie radzimy z urządzeniem czy remontowaniem mieszkania, mówi o władzy i dynamice w związku". (fot. iStock)

Wspólne urządzanie mieszkania to test dla związku. Nie ma chyba pary, którą ominęła kłótnia o kolor ścian czy wzór na kafelkach. Co to mówi o nas samych i o relacji? No i jak dojść do porozumienia?

Zdaniem Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, sposób, w jaki sobie radzimy z urządzaniem czy remontowaniem mieszkania, mówi o władzy i dynamice w związku. Patrząc na to, o co i jak się kłócimy, jesteśmy w stanie odkryć, jaki typ związku tworzymy i co może się okazać w przyszłości (lub już jest) jego piętą Achillesa.

PIERWSZY MODEL

Tradycjonaliści urządzają dom

Wydawać by się mogło, że ci to raczej nie mają powodu do kłótni. – Bo tradycyjnie to ona decyduje: jakie meble, kafelki, zasłony, podłoga wylana żywicą czy z egzotycznego drewna. A on tylko płaci i co najwyżej zajmuje się transportem mebli czy tapet do domu – mówi Andrzej Gryżewski. Dom to rewir kobiety i jej zadaniem jest stworzyć miły klimat i wnętrze. Mężczyzna się w to nie wtrąca.

Ideał, westchną te z nas, które straciły zdrowie, walcząc ze swoim mężczyzną o to, czy meble w kuchni mają być ciemne, czy jasne. Kuchnia dla tradycjonalisty to kobiece dominium. Nie śmie się wtrącać w jej urządzanie. No, może zainteresują go koszty. Facet tradycjonalista ma swoje plusy, jeśli chodzi o remont czy przeprowadzkę. Ale to nie znaczy, że nie toczy wojen o wystrój domu.

– Kiedy tradycjonalista jest już zmęczony zamieszaniem remontowo-przeprowadzkowym, zaczyna wyrzekać, narzekać, marudzić, że ona, ta jego żona, to tylko wybiera, przebiera, wydaje pieniądze, a on musi na to wszystko zapracować i jest zarobiony po pachy! – mówi Gryżewski. – Żona nie pozostaje mu dłużna i odgryza się, że on wychodzi na całe dnie do pracy i ma z głowy! Dzień mu jakoś minie, a ona tu sama musi o wszystkim decydować, użerać się z robotnikami! Jednym słowem, wszystko jest na jej głowie!

Piętą Achillesa takiego związku jest brak szacunku dla cudzego wysiłku. Praca polega na tym, by oboje nauczyli się doceniać swój wkład we współtworzenie domu. On – jej troskę o to, by miał gdzie wrócić i odetchnąć, ona – jak duże stresy musi znieść jej mężczyzna w pracy, by ona miała za co ów piękny dom stworzyć.

INNY WARIANT

Dom narcyza, czyli ma być tak, jak ja chcę!

– Jeśli nasz tradycjonalista wykorzystuje swoją pozycję tego, kto płaci, i żąda, aby było tak, jak on chce, to znak, że nad tradycyjnym modelem przeważa narcyzm – zauważa psychoterapeutka Jagna Ambroziak. – Oczywiście dziś zdarza się i tak, że to ona ma kasę i wymaga, by jej gust zdominował dom. To także nie najlepiej o niej świadczy.

Bo narcyz upiera się przy swoim. Wszystko ma być urządzone tak, jak on lub ona chce. To zły znak, bo taka osoba będzie miała problem z tym, by kogoś nawet najbliższego włączyć do swojego świata, zainteresować się innością, zaciekawić drugim człowiekiem. – W codziennym życiu, tak jak w wyborze mebli czy tapet, nie zostawi przestrzeni na bycie sobą, będziemy zmuszani do życia według jej wizji – dodaje Jagna Ambroziak. – Pytanie: czy chcemy tak żyć?

Co kieruje wnętrzarskim despotą? Ślepy, czasem histeryczny upór to znak, że jego tożsamość musi mieć wyraz na zewnątrz, bo bez zewnętrznego stelaża rozsypuje się, kruszeje. Inni też się upierają, ale są zdolni do porozumienia, bo dom nie musi im nic udowadniać.

DRUGI MODEL

Kompetentni urządzają dom

Wydawać by się mogło, że tworzą związek partnerski. Podzielili się tym, które z nich zajmie się urządzaniem kuchni, które sypialni, łazienki itd. Przydział uzależniony jest od tego, w czym czują się bardziej kompetentni. – On zazwyczaj zajmuje się salonem i gabinetem, bo tam jest więcej multimediów i może wykazać się wiedzą techniczną. Bywa, że chce mieć swój wkład w urządzanie sypialni, bo w seksie też czuje się ekspertem, ale tu zazwyczaj wystarczy mu zawieszenie lustra nad łóżkiem – dodaje Andrzej Gryżewski. – Podział według kompetencji sprawia, że oboje czują się dobrze podczas remontu czy urządzania od podstaw mieszkania.

Kiedy dochodzi do kłótni? Kiedy ich poczucie kompetencji spotyka się w jednym pomieszczeniu, na przykład w łazience. Andrzej Gryżewski uważa: – Wtedy okazuje się, że są związkiem, dla którego zagrożeniem jest rywalizacja między partnerami. Oboje są profesjonalistami, oboje mają silne charaktery, są ludźmi sukcesu. Ambitni, radzący sobie w życiu.

Co się więc dzieje, gdy on chce w łazience olbrzymie jacuzzi, natomiast ona lustrzane ściany i prysznic? Zaczyna się walka, porozumienie jest niemożliwe. Para na granicy rozstania ląduje u psychoterapeuty.

– Zaczęliśmy analizować plusy i minusy obu pomysłów – mówi Gryżewski, który taką właśnie parę miał na terapii – by powoli przejść do tego, co najważniejsze i co miało umożliwić im porozumienie, czyli do tego, jakie potrzeby stoją za tymi odmiennymi wizjami łazienki. Okazało się szybko, że jacuzzi to uosobienie marzenia tego mężczyzny o komforcie i wypoczynku, czyli bezpiecznym azylu. Z kolei pomysł kobiety, z lustrami i prysznicem, był sygnałem potrzeby bycia zauważoną, a więc miał wspierać jej tożsamość. Kiedy to stało się jasne, można było zastanowić się, jak zaspokoić ich potrzeby, niekoniecznie dzięki ogromnemu jacuzzi czy ścianie luster.

Łazienka stała się soczewką problemów w ich związku, oboje nie mogli się dogadać w tak zwyczajnej sprawie, bo weszli na jedno terytorium i zaczęli odruchowo toczyć ze sobą walkę o władzę. A to, co służy pracy i karierze, związkowi – niekoniecznie.

– Ich terapia polegała na tym, aby zaczęli do siebie podchodzić łagodniej, przestali udowadniać sobie nawzajem, które jest bardziej kompetentne, by uznali, że oboje są jednakowo dobrzy – mówi Gryżewski. – Wyjściem dla takich par jest traktować się jak bracia Kliczko, pięściarze. Czyli mieć poczucie bycia w jednej drużynie i ustalać, kto dziś idzie boksować się z tym problemem, a kto czeka na kolejne wyzwanie, by się wykazać.

„Co kieruje wnętrzarskim despotą? Niepewność tego, kim jest. Inni też się upierają, ale są zdolni do porozumienia, bo dom nie musi im nic udowadniać”. (fot. iStock)

TRZECI MODEL

Niby-partnerzy urządzają dom

Wszystko robią razem, razem wybierają kafelki i rolety, krany i sofy, komputer i telewizor. Dużo przy tym dyskutują i ustalają, uzasadniają logicznie swoje wybory.

– On zawsze jest z nią, nawet w sklepie z firankami i wstążeczkami do ich przewiązywania. Oboje są więc pewni, że wszystko jest w ich związku tak, jak powinno być. Co prawda on ciągnie się za nią ze spuszczoną głową i nie ma zdania, ale cóż, ona macha na to ręką: „Wiadomo: facet” – mówi Gryżewski. – Ale właśnie to jest warte zastanowienia: czemu on się tak zachowuje i jakie to ma konsekwencje? Ewolucyjnie mężczyźni są tak skonstruowani, by byli twardzi, zdecydowani i stawiali na swoim w sprawach, w których czują się kompetentni. Są więc niezdecydowani, jeśli mają poczucie, że w danej dziedzinie są ignorantami. Nie narażą się na dokonanie złego wyboru, bo zapłacą za to częścią swojej męskości. Niestety, zakupy firanek czy tapet zmuszają ich do ustawicznego konfrontowania się z poczuciem, że nie są kompetentni, a to ich frustruje.

Wieczorem, po całym dniu konfrontowania się ze swoją niekompetencją, mężczyzna z niby-partnerskiego związku wykorzysta każdą okazję, żeby sobie ulżyć i się pokłócić. Kobieta zaś ma dość patrzenia na to, jak jej facet całkiem nie po męsku poci się i nie może powiedzieć: „chcę to, a nie tamto”, i też chętnie mu powie, co o nim myśli!

– Nazywam te związki niby-partnerskimi, bo zmuszają do unifikacji, nie biorą pod uwagę odrębności – mówi Andrzej Gryżewski. – Taki stres jak remont czy pierwsze wspólne mieszkanie jest okazją, by to dostrzec, dojrzeć do tego i być sobą, nie upodabniać się na siłę do partnera.

Jak się dogadać: Miejsce na męskie i żeńskie

– Remont czy przeprowadzka to trudny moment rozlokowywania się mężczyzny i kobiety w jednej przestrzeni, w jego efekcie powinna się w tym domu zmieścić i namiastka męskiej jaskini, i babski buduar – mówi Jagna Ambroziak. – Pozwólmy facetowi być facetem, czyli mieć w swoim domu męskie akcesoria. Nie trywializujmy tego, nie wulgaryzujmy. Z miłością bierzmy to, co zabawne, a nawet głupie w kochanej osobie, a każda kłótnia o różowe ramki do zdjęć czy plakat z piłkarzami zakończy się happy endem.

Liczą się potrzeby

– Wyjściem z patowej sytuacji jest zapytanie siebie nawzajem, o co tak naprawdę toczymy spór. Jakie prawdziwe potrzeby i wartości skrywają się za różnym kolorem ścian czy wzorami kafelków? – mówi Andrzej Gryżewski. – Problemem zwykle nie jest estetyka, ale głębokie psychologiczne potrzeby obojga, takie jak poczucie siły, szacunek i autorytet. Wtedy warto zadać sobie pytanie: Jak inaczej możemy je zaspokoić w związku?

Rozmowa mogłaby potoczyć się tak: „Upierasz się na tapetę w kwiatki? Kochanie, co reprezentuje dla ciebie ta tapeta? Z czym ci się kojarzy? Jaką twoją potrzebę wyraża? Co ma zastąpić?”. Odpowiedź: „Zastępuje ogród w domu. A skoro tak, to może zamiast tapety w kwiatki zasadźmy mnóstwo kwiatów w salonie albo zróbmy na balkonie oranżerię?”.

Na pewno urządzanie mieszkania wymaga wiele szacunku i delikatności, pozbawionych prób manipulacji, by postawić na swoim. Jeśli uda nam się zaciekawić drugą osobą, mamy szanse na dogadanie się, a nawet zbliżenie. Będzie to wtedy taki mały remont nie tylko naszego domu, ale i związku.

Dom dla innych czy dla siebie?

Dom bywa urządzany także według różnych funkcji, jakie ma spełnić. Na przykład może być to dom na pokaz, narzędzie budowania zawodowego wizerunku. W tym domu chcemy przyjmować szefa, kontrahentów, ludzi, którzy pomogą nam wspinać się po szczeblach kariery. Jeśli oboje takiego domu chcecie, nie kłóćcie się o to, jak ma wyglądać, zaproście designerów, żeby wam go urządzili. Ale pamiętajcie, że w takim wnętrzu jesteście nastawieni na zewnątrz, na ekspansję, rywalizację. Wasze głębokie potrzeby leżą odłogiem i czekają na lepsze czasy. Może ich symbolem jest to, co znajduje się w kartonach w piwnicy albo na strychu? Jeśli tak jest, dobrze by było znaleźć chociaż kawałek przestrzeni, by móc w niej być sobą lub chociaż siebie poszukać.

Dla większości dom jest jednak przestrzenią harmonii. Jeśli w takim domu chcecie mieszkać, zadbajcie o to, by była w nim przestrzeń oddzielna dla każdego i wspólna dla wszystkich (tu są np. książki i CD, w których dowolnie przebieracie). Natomiast w przestrzeni indywidualnej każdy powinien mieć swoje rzeczy, a domownicy muszą pytać o zgodę, gdy chcą którąś wziąć. Pokój każdego z domowników harmonijnie oddaje wnętrze jego właściciela, to, jak on siebie widzi. To sytuacja idealna.