fbpx

Wymarzony dzień

Wymarzony dzień
fotochannels.com

Prawdziwy cel wynika z pragnienia serca, z tego, co we mnie, z iskry bożej, jest powiązany z wartościami, z poczuciem sensu. Wtedy nie ma prawa się nie udać – mówi Iwona Majewska-Opiełka, trenerka rozwoju osobistego, autorka wielu książek o kierowaniu sobą.

– Woody Allen powiedział kiedyś, że najlepszy sposób, żeby rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedzieć mu o swoich planach.

– Oczywiście. Jeśli te plany są przeciwko Panu Bogu. Bóg wyposażył cię w umiejętność słuchania i pisania, czy kiedykolwiek więc przyszło ci do głowy, żeby być primabaleriną? Ja, odkąd pamiętam, chciałam być nauczycielką i pisarką, i jestem. Robiłam różne rzeczy, ale wszystko prowadziło mnie w tę stronę. Po drodze dowiedziałam się, że nie mam predyspozycji menedżerskich. Czasem szarpiemy się w tym, co nie jest nasze, a Bóg się śmieje, bo wyposażył nas w inne talenty.

– Których najczęściej nie jesteśmy świadomi. Zewsząd słychać te opowieści: planowałam i nic!

– Kiedyś mówię do znajomego, który skarżył się, że nie może zrealizować celu – a nie wiedziałam, o jaki cel chodzi: „Być może to nie jest twój cel. Na przykład można pragnąć ogromnego domu tylko dlatego, żeby zaimponować bratu, przebić jego dom, bo rywalizacja z bratem weszła w krew”. On słucha i mówi: „Dokładnie tak jest. Moja rodzina nie potrzebuje takiego domu”. Albo ludzie świetnie gotują. I od razu chcą zakładać restaurację. Ale żeby założyć restaurację, nie wystarczy dobrze gotować. Ktoś chce mieć jakąś pracę. Jaka to informacja dla losu? Żadna. Prawdziwy cel wynika z pragnienia serca, z tego, co we mnie, z iskry bożej, jest powiązany z wartościami, z poczuciem sensu. Wtedy nie ma prawa się nie udać. Cele wynikają z wizji życia.

– Wizja – duże słowo.

– Brzmi górnolotnie, wiem. Chodzi o marzenie połączone z intuicją, wewnętrzne przekonanie, że w tym momencie życia tego właśnie pragnę. Od wizji się zaczyna, potem są cele, a później konkretne działania. Jeśli widzę siebie na uczelni w pracy ze studentami, to celem rozłożonym na lata będzie napisanie pracy doktorskiej, a zadaniami na poszczególne miesiące i tygodnie – np. znalezienie właściwych studiów doktoranckich, potem zajęcia, badania, rozmowy, pisanie, i tak dalej.
Wizję warto mieć, bo inaczej będziemy zbyt podatni na to, co dzieje się dookoła nas, a wtedy inni zaczną kształtować nasze życie. I może się zdarzyć tak, że będziemy wybierać zajęcia dalekie od tego, w czym naprawdę czulibyśmy się dobrze.

– Skąd wziąć wizję?

– Pytać siebie. Wyobrazić sobie swój wymarzony dzień: co chciałabym robić, jak żyć od rana do wieczora. Wszyscy jesteśmy wyposażeni w intuicję, wiemy, co jest dla nas dobre. Wizja to kurs, na którym chcemy być. Nawet jeśli nie jesteśmy na nim cały czas, to mając wyznaczony kierunek, wracamy na kurs. To tak jak z lecącym samolotem. Dziewięćdziesiąt kilka procent czasu samolot jest poza kursem, pilot zbliża się i oddala od linii kursu, a jednak dolatuje do celu. Czasem wytyczony cel otwiera inne drzwi, życie pokazuje inną drogę – i wizja się zmienia. Ale trzeba do tych drzwi dojść. Znajoma zaplanowała swoje dobre samotne życie, a tu nagle pojawił się mężczyzna i wywrócił plany do góry nogami

 

– Życie jest przecież nieobliczalne, zagarnia nas.

– Jednak my tę „nieobliczalność” też ściągamy do siebie. Jeśli czegoś naprawdę pragniesz, planujesz, wtedy to przyciągasz. Pojawia się przypadek. Ale jesteś do tego przypadku przygotowana, zauważasz go. Gdy nieoczekiwanie pojawia się nowa wizja, trzeba się życiu poddać, popłynąć z nim. Planowanie i poddanie – jedno drugiego nie wyklucza. Konsekwencja to nie znaczy tępy upór. Gdy ma się cel, planuje, a potem działa na najwyższym poziomie swoich możliwości w kierunku jego realizacji, a pozytywne efekty się nie pojawiają, wtedy trzeba się zatrzymać, uważniej siebie posłuchać.

– W swoich książkach piszesz o tym, jak ważne jest, aby dbać o wszystkie sfery życia – o intelekt, emocje, ciało i ducha.

– Tak, bo wtedy możemy działać na najwyższym poziomie swoich możliwości, w synergii. I jesteśmy wydajniejsi, skuteczniejsi, bardziej odporni na stresy.

– Jak zadbać o dobrostan ducha? Zaplanować odosobnienia, medytacje, wyjazd do aśramy?

– Jak najbardziej. Pytanie, po co tam jedziemy. Niedawno słyszałam o weekendzie w klasztorze. Miały być chóry gregoriańskie. No cóż, było wielkie żarcie, a wieczorem przemycona wódka. Ja nie planuję celów duchowych. To jest codzienna praktyka. Kontakt z przyrodą, chwile ciszy, piękna muzyka, zachwyt światem, słońcem, kwiatami. Codziennie rozmawiam z Bogiem, to znaczy, ja do niego mówię… (śmieje się), przede wszystkim dziękuję i proszę o wsparcie na nadchodzący dzień. I Bóg mi odpowiada – poprzez spotykane osoby, książki, inspirujące myśli.

– A cele emocjonalne? Można zaplanować uzdrowienie relacji z córką, z mamą, z mężem?

– Intencją jest poprawienie relacji? Więc trzeba się do tego zabrać. Zaplanować kurs, szkolenie, warsztat na ten temat, może poradzić się terapeuty, ufać, co podpowiada intuicja. Obie moje córki mieszkają w Kanadzie, więc planujemy ich wizyty u mnie, wspólny czas, odpoczynek, wycieczki. Każdy z nas potrzebuje stymulacji emocjonalnej: wyjść na randkę, do kina, na koncert, do teatru, pośmiać się z przyjaciółmi, przeczytać poruszającą książkę. Na początku każdego roku myślę o tym, o jakie osoby chcę szczególnie zadbać. Jest jeszcze intelekt, który warto ćwiczyć w każdym wieku, a więc czytać, podejmować studia, kursy, uczyć się języków, zaprenumerować czasopisma. No i ciało – ruch, masaże. W tym roku mocno i skutecznie zadbałam o ciało, uprawiam nordic walking, zmieniłam dietę, schudłam.

Iwona Majewska-Opiełka prowadzi szkolenia w zakresie rozwoju potencjału człowieka i skutecznego działania. Jest autorką 11 książek, najpopularniejsze to: „Droga do Siebie”, „Umysł lidera”, „Czas kobiet”, „Wychowanie do szczęścia”, „Ku doskonałości”, „Agent pozytywnej zmiany”. Polecamy!

?>