1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Zegar erotyczny

Zegar erotyczny

123rf.com
123rf.com
Siedzimy z przyjaciółką w kawiarni w słonecznym Mediolanie i sączymy pyszne czerwone Barolo. Promienie słońca i przystojny kelner. Wokół pięknisie jak z żurnala, nic więc dziwnego, że zaczynamy babską dyskusję o seksie.

Wygląda mniej więcej tak

- Jak uważasz, kiedy jest najlepszy czas na intymność we dwoje? Wcześnie rano, popołudniu, a może wieczorem? – pytam Natalię, która od 4 lat mieszka w Italii.

-  Wiesz, ja najlepiej lubię poranki, między 7 a 9. To najlepszy początek dnia!

(Ciekawe! Wiele osób deklaruje, że woli godziny wieczorne, po 19).

- Pamiętam, kiedyś byłam związana z jednym mężczyzną, który największą ochotę na seks miał w środku nocy i wtedy mnie budził – wspomina przyjaciółka.

- Wszystko zależy od tego, kiedy kobieta ma najwyższy poziom estrogenów, a facet – testosteronu.  A to już jest sprawa bardzo osobista – odpowiadam.

Przez następne pół godziny robiłyśmy przegląd,  kto, kiedy i tak dalej. Można było ciągnąć rozmowę dłużej, ale konkluzja  jest taka,  że każdy człowiek ma własny indywidualny zegar erotyczny.

Zastanawiałyśmy się tylko z Natalią, czy nasze stwierdzenie odnosi się też do włoskich przystojniaków, bo przecież krążą legendy, że dla nich każdy czas jest dobry. Fajnie byłoby sprawdzić, jak jest w rzeczywistości. Ale to już temat na badania terenowe…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak bawić się seksem i czerpać z tego radość?

Seks: zabawa dla dorosłych, która może dać wiele radości. (fot. iStock)
Seks: zabawa dla dorosłych, która może dać wiele radości. (fot. iStock)
Radość zabawy seksualnej jest szczególnym połączeniem dorosłej odpowiedzialności oraz dziecięcej beztroski i fantazji. Jak więc bawić się seksem – co nam przeszkadza, a co pomaga? – mówi psychoterapeutka Olga Haller.

W naszych czasach spełnione są liczne warunki, by seks był przede wszystkim zabawą. Nastąpiło już niemal całkowite oddzielenie seksu od prokreacji, także dzięki środkom antykoncepcyjnym. I odpadł w sporej mierze wielki niepokój dawnych czasów – czym to się skończy? A poczucie grzechu w młodych pokoleniach jest na wymarciu... A jednak wcale nie jest tak łatwo odnaleźć klimat dobrej zabawy w seksie. Ludzie są zmęczeni i zagonieni, wyczerpani walką o byt, przeciążeni informacjami. Także wymaganiami, jak powinniśmy żyć, wyglądać, budować świetny związek. I jak doskonalić swoje życie seksualne… Czasopisma, poradniki pokazują setki sposobów, jak to osiągnąć. Uff... poczułam się zmęczona od samego wymieniania tych obciążeń.

Dlatego łóżko bywa jak wyspa – zagonieni już tylko w nim czują się bezpiecznie i swobodnie, jeśli mają siłę, jeśli nie jest to kolejna lekcja do odrobienia. Oby ta wyspa nie była jedynie wyspą snu, na której jedno z pary albo oboje rzucają się skonani, odkładając na później potrzebę seksualnego zbliżenia. Na czas, kiedy będą wypoczęci, może na urlopie albo w weekend? Dlatego tak często słyszymy: co za paradoks, seks jest pod ręką, wolny od zagrożeń, ale ludziom się nie chce, nie mają sił.

Upieram się, że większość jednak ma siłę i chęci. Wtedy seks może łatwo stać się ważny ponad miarę i pełnić nie tylko erotyczne funkcje, a wyspa łóżka kojarzy się z rajską wyspą. Ludzkie raje mają jednak swoje ciernie i nie trwają wiecznie. I wiemy, że nie da się oprzeć związku tylko na łóżku, chociaż jest ono ważne. Seks to sfera zbyt wrażliwa – na dodatek powiązana ze wszystkimi innymi sferami naszego życia – by ją zostawiać ot, tak sobie. Niebezpiecznie jest traktować seks t y l k o jako zabawę, bo wtedy łatwo go odczłowieczyć – uprzedmiotowić kontakt, pozostać na poziomie odruchów i gimnastyki, choćby bardzo wymyślnej.

Nasze możliwości seksualne nie są więc oddzielone od reszty nas samych. Jesteśmy całością, a to, jaki mamy kontakt ze sobą, na ile siebie znamy, jak spędzamy wolny czas, jak się odżywiamy, wpływa na seksualną wrażliwość i inwencję. Gdy ktoś się przepracowuje, nie radzi sobie ze stresem, trzyma się nadmiernie w ryzach obowiązków, ma nikłe szanse na swobodne baraszkowanie w sypialni. Twórczy potencjał obumiera z niedożywienia, ale też kiedy karmimy się w nadmiarze, niszczy go bierna rozrywka, usypia piwo. Słabnie, gdy gonimy za superpodnietami, nowymi technikami, gadżetami. Twórcza kreacja w łóżku jak dziecięca zabawa potrzebuje kilku warunków: odpowiedniego czasu, swobodnej przestrzeni, bezpieczeństwa i kontaktów opartych na zaufaniu. Wzajemnego zainteresowania, zaangażowania, chęci, elastyczności w przejmowaniu i oddawaniu inicjatywy. A wszystko to jedynie w wystarczającym dla konkretnej pary stopniu, nie musi być na maksa.

Seks nie powinien być tylko zabawą, to jasne. Ale od czasu do czasu właściwie czemu nie? Tak, może być tylko zabawą, jasne. Przeczytałam kiedyś zdanie, które mi się bardzo spodobało: „Seks jest najwspanialszą zabawą dorosłych”.

Czym dla ciebie jest zabawa? Beztroska, swoboda, spontaniczność, twórcze pomysły, eksperymentowanie, przyjemność, ekscytacja. I radość czynienia dla samego czynienia. Specyficzna dynamika. Powolne rozkręcanie – do całkowitego zapamiętania się w działaniu, albo rozmyślanie, planowanie, szukanie okazji, czekanie. Tak to bywało w krainie dzieciństwa. Wszyscy znamy takie momenty, dorastaliśmy, ucząc się życia w zabawie. To podstawowa aktywność dzieci, konieczna dla rozwoju. W dorosłym życiu zdolność twórczej zabawy jest również ważna – potrzebujemy jej dla dobrego samopoczucia i zdrowia. Czy nie życzylibyśmy sobie takich przeżyć w seksie?

Seks może być wspaniałym sposobem na odreagowanie napięć codzienności. Dobrze, żeby przestrzeń intymnego spotkania była miejscem, gdzie można zrzucić maski, pancerze, odłożyć broń, odtajać w ramionach partnera. Otworzyć się na swoje i jego potrzeby. Zwolnić się z przymusu wykonania zadania. To są jednak – jak się wydaje – podstawowe trudności w czerpaniu radości z seksu. I nie pomogą tu poradniki, co robić, jak i ile razy. Potrzebna jest świadomość siebie i zdolność do spotkania z drugą osobą – z szacunkiem dla jej inności, z otwartością na poznanie. To jest podstawa, której często nam brak. Jak dobrze się bawić, kiedy nie ma pewności, czy nie grozi nam wykorzystanie, agresja albo manipulacja?

Na warsztatach z kobietami właśnie tym się zajmujemy, jedną z dróg, którą kobiety docierają do ukrytej energii seksualnej, są wspomnienia dziecięcych zabaw. Grupa daje bezpieczeństwo, którego kiedyś zabrakło. Odkrywamy, że w tej dziecięcej ciekawości ciała, płci, seksu nie było nic złego, że nie musimy się wstydzić, czuć się nieczysto, niegodnie. To konieczność, by otworzyć się na radość z łóżkowej zabawy.

Trudno jednak w dorosłym życiu zachować dostęp do naszej dziecięcej natury. Twardniejemy, niektórzy noszą nawet pancerne zbroje. Są tacy, którzy je zdejmują, gdy idą do łóżka, inni z kolei tylko rozpinają. Musimy z dziecka wyrosnąć, to nieuchronne i potrzebne – nauczyć się odpowiedzialności, liczenia się z otoczeniem, odwagi, samodzielności. Ale czy musimy zostawiać za sobą naszą dziecięcą wrażliwość i spontaniczność? Jest wiele sytuacji, kiedy słyszymy lub mówimy sobie: „Nie bądź dzieckiem”, „To takie dziecinne” itp. Co zawsze brzmi jak nagana. Zdobyczą dorosłości jest zdolność wyboru, więc także decydowania np. o tym, kiedy zostawiamy nasze „dorosłe ubranie” na krześle i wskakujemy do łóżka, by poddać się jak w zabawie emocjom i przyjemnościom w intymnym spotkaniu z partnerem. Dzieci do udanej i rozwijającej zabawy potrzebują bezpieczeństwa z zewnątrz. My zaś, dorośli, powinniśmy zapewnić je sobie sami w seksie – by bawić się radośnie, musimy czuć się bezpiecznie. Radość zabawy seksualnej jest szczególnym połączeniem dorosłej odpowiedzialności oraz dziecięcej beztroski i fantazji. Paradoksalnie, by znowu być na chwilę dzieckiem, potrzeba dojrzałości.

Co myślisz o seksualnych zabawkach? Kiedyś byłem pewien, że wibrator będzie tylko śmiesznym gadżetem, a tu się okazuje, że staje się narzędziem powszechnego użytku... Są filmy pornograficzne, tyle się pisze o erotyce. Jest ich mnóstwo. To wspaniale, że są i z łatwością każdy, kto chce, może się w nie zaopatrzyć, choćby dzięki internetowym sklepom. Z drugiej strony, jeśli rozejrzymy się po naszym mieszkaniu, z pewnością odkryjemy, że mamy w zasięgu ręki magazyn erotycznych akcesoriów! Bądźmy otwarte na erotyczne skojarzenia w różnych innych sytuacjach, całkiem nieseksualnych – na zakupach, w kuchni, pod prysznicem. Może zechcemy rozwinąć je w pomysły na zabawę seksualną z partnerem, a może pobawimy się same...

Wszystko na świecie ma swoją jasną i ciemną stronę, tak samo świat seksualnych zabawek, w tym pornografia. Ogromny wybór przedmiotów i środków służących wzmocnieniu podniet podczas uprawiania seksu może także zagrażać uprzedmiotowieniem kontaktów seksualnych. Przerost formy nad treścią, pogoń za coraz to silniejszymi bodźcami stępiają wrażliwość, a jednocześnie podsycają głód. Stąd blisko do uzależnienia od seksu. Szczególnie niebezpieczne może to być dla młodych, formujących się osobowości.

A naprawdę nie chodzi o to, by dążyć do tego, żeby każde zbliżenie było zabawą. I to maksymalnie urozmaiconą. Ważne, byśmy umieli się bawić, jeśli tylko mamy na to ochotę.

  1. Seks

Erotyczna biografia. Czy kobiety w twojej rodzinie cieszyły się seksem?

Matki, babki, prababki - zostawiają po sobie również erotyczny spadek. Co przekazały tobie? (fot. iStock)
Matki, babki, prababki - zostawiają po sobie również erotyczny spadek. Co przekazały tobie? (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Seksualne CV człowieka nie zaczyna się wraz z utratą dziewictwa. Scenariusz twojej erotycznej biografii los zaczął pisać… kilka pokoleń wcześniej.

Wszyscy wiedzą, że na to, jak kształtuje się nasze podejście do seksu, wpływa wychowanie. Wszyscy wiedzą, że uczymy się przypisanych do płci ról, obserwując rodziców. Ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że naszą zdolność do pełnego przeżywania modelują doświadczenia... wcześniejszych pokoleń. Rodzice mieli rodziców, ich rodzice także – i kolejne generacje jak sztafetę przekazują sobie rozmaite wartości i przekonania. W tym całkiem sporo o seksie.

Zmowa milczenia

Milczenie. Skutecznie niweczy erotyczną tożsamość człowieka. W większości rodzin całe pokolenia milczą na temat seksu jak zaklęte. Ten obszar życia oficjalnie w nich nie istnieje.

– A ponieważ wiemy doskonale, że jednak istnieje, wyciągamy wniosek: jest ukryty, bo pewnie jest straszny, niedostępny, wstydliwy. Wychowani w zmowie milczenia wypieramy naszą seksualność. I przystępujemy do milczącego paktu: swoim dzieciom także przekazujemy nieme ostrzeżenie przed czymś, co jest tak okropne i wstydliwe, że nawet się o tym nie rozmawia – uważa Anna Gawkowska, psycholożka i psychoterapeutka.

Kiedy dojrzałe kobiety w końcu coś tam na temat seksu powiedzą, ich córki lub wnuczki reagują zgorszeniem i zażenowaniem. Utrwaliły już w sobie przekonanie, że uprawianie seksu to wstyd, nie chcą wyobrażać sobie kogoś bliskiego w takich sytuacjach.

Zmowa milczenia w polskich rodzinach trwała wieki. Profesor Zbigniew Izdebski, seksuolog i badacz życia seksualnego Polaków, uważa, że erotyczną historię Polski można podzielić na dwie epoki – przed Wisłocką i po niej. Autorka słynnej „Sztuki kochania” i kolejnych jej części jasno powiedziała kobietom, że mają prawo do przyjemności w sypialni; że seks jest naturalną częścią życia, że to nie wstyd mieć  ochotę i czerpać z tego radość. Spadła zasłona milczenia, choć książki Wisłockiej często lądowały na regałach w drugim rzędzie, ukryte za Mickiewiczem, Konopnicką czy Rodziewiczówną – autorami, którzy o seksie w swoich dziełach nie zająknęli się ani słowem.

Seks prababki

Jak to możliwe, że doświadczenia seksualne kobiet z kilku pokoleń wstecz mają dla nas znaczenie? One trwają w rodzinnych opowieściach i wędrują daleko.

Babcia Ireny, opowiadając o swoim życiu, powtarzała, że Wojtek (dziadek) ją zbałamucił. Była młoda i naiwna, nie wiedziała, o co chodzi, a Wojtek, obiecując jej miłość wiecznie szczęśliwą i dobre życie – zaciągnął ją do łóżka. A że zrobił jej ośmioro dzieci, kolejna część opowieści dotyczy porodów – że mało jej nie zabiły, że bardzo cierpiała. W dodatku czworo z jej dzieci nie przeżyło, więc męczyła się po to, by zaludniać okoliczny cmentarz. A Wojtek w końcu ją zostawił. Nie odszedł wprawdzie, a zginął na wojnie, efekt jednak ten sam – babcia została zdana na siebie.

– Tu już się zaczyna formować pewna historia, rodzinna transmisja, bo te opowieści słyszy mama Ireny, czyli następne pokolenie – podkreśla Gawkowska. – A ukryty między słowami przekaz brzmi: powstałaś z niechęcią, seks jest połączony z czymś niepożądanym; mężczyzna zmusza kobietę, zaciąga do łóżka. Kolejna informacja dla dziewczynek w rodzinie: poród, macierzyństwo to coś, co może skończyć się śmiercią, jest groźne. A że do poczęcia prowadzi seks, to czym jest? Przypinamy mu czarną łatkę: to coś, co niesie ból i strach.

Kobieta, która dostała taki przekaz, nie będzie czerpać z seksu przyjemności. Umocni wewnętrzne przekonanie, że seks jest zły i groźny. Nie wybierze sobie partnera, tylko poczeka, aż jakiś facet ją zdominuje – czyli oszuka i zwiedzie.

Tak też postąpiła matka Ireny: jako 17-latka pozwoliła się uwieść Tadeuszowi, ojcu Ireny. Kiedy powiedziała mu o ciąży, wprawdzie uznał dziecko, ale ślubu nie było.

Jakie nastawienie do seksu dziedziczysz po poprzednich pokoleniach? (fot.123rf) Jakie nastawienie do seksu dziedziczysz po poprzednich pokoleniach? (fot.123rf)

Matka Ireny, pochodząca z małego miasteczka, do końca życia nosiła etykietkę puszczalskiej, bo panna z dzieckiem nie mieściła się w standardach społecznych. Córce przekazała tym samym wiadomość: seks jest zły, niebezpieczny, może złamać ci życie, do niczego dobrego nie prowadzi.

Irena nie czuje się świetną kochanką. Seks uprawia rzadko i zawsze z poczuciem winy. Związała się z żonatym facetem. On nie odchodzi od żony, a Irena ma coraz mniejszą ochotę na seks. I nic z tym nie robi.

Noce Barbary i Bogumiła

Babcia Jadwigi wyszła za mąż za jednego z dwóch kandydatów. Czas pokazał, że wybrała źle. A przyjeżdżał do niej też Romek, który potem we wsi obok został agronomem. Gdyby wyszła za Romka, miałaby lepsze życie. Przekaz dla kolejnych pokoleń: to nie ten facet.

– Takiej sytuacji towarzyszy jak u Barbary Niechcic z „Nocy i dni” wieczna tęsknota za spełnieniem, imputująca, że nie możemy dostać tego, co chcemy, i cokolwiek w naszym związku dostaniemy, nie spełni naszych oczekiwań – rozszyfrowuje Anna Gawkowska.

Matka Jadwigi nigdy nie była z męża zadowolona – w ciągu trwającego 40 lat małżeństwa nie powiedziała o nim dobrego słowa. Jadwiga trafiła na terapię – nie mogła sobie ułożyć życia, gdyż wybierała samych nieudaczników… Terapeuta uświadomił jej schemat rodzinny, który nie pozwalał jej dostrzec zalet mężczyzny – także w sypialni, bo kochankowie na początku ją zaspokajali, z czasem przestawała czerpać satysfakcję i na tym polu.

20 proc. kobiet uważa, że ich obowiązkiem jest zaspokoić mężczyznę. Oddać się i pozwolić, by to jego libido wyznaczało rytm współżycia w związku. Przekonanie takie otrzymały w spadku – babcia od prababci dostała przekaz: małżeństwo to cierpienie, które trzeba znieść, a zaspokojenie potrzeb męża jest obowiązkiem żony, choćby mąż nie był dla niej dobry.

– Ten mit utrzymywał stałość związków – uważa psycholog. – Dawniej matki przed zamążpójściem odbywały z córkami rozmowę, uświadamiając je co do obowiązków małżeńskich, i uprzedzały, że to bywa nieprzyjemne, ale bez tego związek się rozpadnie. Mężczyzna, który ma seks w domu, nie pójdzie szukać gdzie indziej. Jeśli mu tego zabraknie, odejdzie.

Nie możesz mieć lepiej ode mnie

Dlaczego destrukcyjne skrypty wędrują przez pokolenia? Dlaczego nikt ich nie anuluje, nie obwoła niemądrymi? Bo karmią się rodzinną lojalnością. Matka Ireny nie mogła dać córce dobrej rady, tak samo jak nie dostała jej od własnej matki. Musiałyby przyznać, że same spaprały sobie życie. Gdyby powiedziały „uciekaj z tego związku, dziewczyno! Masz prawo do fajnego seksu i życia z innym facetem, bez przemocy, do bycia szczęśliwą”, zaprzeczyłyby temu, co same robiły przez 40 czy 50 lat. Dramat polega na tym, że córka, żeby uzasadnić życie swojej matki, musi zrobić to samo, co ona.

– Córki bardzo się boją ułożyć sobie życie lepiej niż matki. Zerwanie z toksycznym mężem to jednocześnie zerwanie z matką, z tradycją, wartościami, przekazami wewnątrzrodzinnymi – podkreśla Gawkowska.

Cała masa kobiet boi się być bardziej szczęśliwa od matek, bo mają poczucie, że się wtedy od nich bardzo oddalą.

– Taka paradoksalna lojalność córki wobec matki, w myśl której nie może ona mieć lepszego życia, jest dość częstym zjawiskiem – tłumaczy psycholożka. – Wiele osób, tworząc nowe związki, boryka się z nieumiejętnością – partnera czy swoją – zbudowania podstawowej więzi ze współmałżonkiem. Zatrzymują ich niewidzialne, lojalnościowe zobowiązania wobec rodziny. A to skutecznie pozbawia przyjemności z wchodzenia w relacje erotyczne z partnerem, nasyca seks poczuciem winy i wstydem.

Powiedz córce: seks jest fajny!

Czego brakuje w międzypokoleniowych przekazach? Elementarnej radości. Tej radości, dzięki której dziewczynka poczuje się szczęśliwa w kobiecej skórze i iskrę tej emocji przekaże dalej, swoim córkom. Na szczęście czas i zmiany obyczajowe zaczynają stare skrypty modyfikować i zmiękczać.

– Doświadczeniem zmieniającym postawy we wchodzeniu w różne relacje, również seksualne, może być fajna więź z partnerem, wsparcie ze strony przyjaciół, psychoterapia – wylicza Gawkowska. – Stare rodzinne schematy można przełamywać. Podstawowe narzędzie to świadomość. Pomaga odkryć, że nasz lęk czy niezadowolenie nie jest tak naprawdę nasze. Warto sobie uświadamiać mity. Zapytać, co ja wiem na temat kobiety, mężczyzny i miłości. Co jest MOJE, a co wynika z doświadczeń przodków?

  1. Seks

Gdy mężczyzna nie ma ochoty na seks... Czy nudzi go stały związek?

Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą… No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię teraz”? Co robić, kiedy widzimy, że on nie chce seksu? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka…
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związek, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz „kochać”, to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia „porządną”, oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No, bo co będzie, jak usłyszą: „nie”? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie fascynacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: „Och! Jak ja cię będę pieścić”. A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny – wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczna, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: „Aha! To niech one też zdobywają!”. Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok
. No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: „Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał”. I to nie są faceci, którzy źle wyglądają czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować! Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po „nie dziś, kochanie” wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: „O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić”. Dobrze wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają – dotyk, zapach – ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości – aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: „Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu”...  No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: „Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać”.

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: „Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz”, jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny „nie” mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale! Też nie może być tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No, to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: „Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna…” itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają „Seks dla opornych” z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: „Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał róże, a gdybyś mnie tak zgwałcił…”. A on: „Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję”. No, ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciałko i go tym ciałkiem owija… A on: „Nie, nie!”. Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: „Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika”. Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku… To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało, i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: „Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje”. Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać i to okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może… Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety, mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

Bywa więc, że facet nie ma ochoty na seks z naprawdę prozaicznych powodów – bo jest zmęczony, bo dzisiaj zwyczajnie wolałby spokojnie poleżeć z partnerką i obejrzeć film, bo się czymś zamartwia. „On nie chce seksu” – zazwyczaj brzmi jak wyrok, ale wcale tak nie jest. Porozmawiaj ze swoim mężczyzną. Spróbuj na spokojnie, delikatnie dopytać, o co chodzi. Może odpowiedź na pytanie, dlaczego facet nie chce się kochać, jest dużo prostsza, niż początkowo sądziłaś – i wcale nie tak straszna, jak zakładałaś.

  1. Seks

Jak przegonić nudę z sypialni i mieć udany seks?

O czym świadczy nuda w sypialni? Jakich problemów u siebie i w związku nie zauważamy? (fot. iStock)
O czym świadczy nuda w sypialni? Jakich problemów u siebie i w związku nie zauważamy? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Bardzo często nuda w sypialni to przykrywka dla problemów w innej sferze. Może się za nią kryć kryzys, zdrada, stres. Warto dotrzeć do prawdziwej przyczyny. Historię 35-letniej Wioli komentuje sex coach Marta Niedźwiecka.

Monotonia w łóżku może oznaczać, że tematem seksu po prostu się nie zajmujemy. Jeżeli para kocha się sporadycznie, zazwyczaj gdy dzieci nie ma w domu albo tylko po alkoholu – nie jest to prawdziwe kultywowanie życia erotycznego. O dobry seks trzeba się postarać. To oznacza podejmowanie działań, żeby było coraz lepiej. Zaangażowanie, pomysłowość, regularne oddawanie się czułościom – niespieszne i uważne. Co się dzieje, jeśli to zaniedbujemy?

Warto najpierw przyjrzeć się konkretnej sytuacji. Wiola, 35-letnia menedżerka, przyszła na konsultację do sex coach’a. Jak przebiegał dialog?

Wiola: W naszym małżeństwie jest taki problem, że jesteśmy znudzeni seksem. Coach: My to znaczy kto? Ja jestem znudzona. Po prostu nie mam ochoty. Miała pani ochotę wcześniej? Tak, gdy byliśmy zakochani. A czego teraz by pani chciała? Nie wiem, nigdy się nie zastanawiałam... Może, żeby było jak kiedyś. W jakich sytuacjach kiedyś czuła pani pobudzenie? Jak tylko myślałam o spotkaniu z moim przyszłym mężem. A teraz odczuwa pani pobudzenie? Nie wiem... A silniejszy stan – podniecenie? Nie wiem... A o czym pani fantazjuje? Czasem wspominam Roberta, kolegę, który bardzo mi się kiedyś podobał. Z Robertem byłoby fajniej? Nie wiem. Ja nie wiem, kiedy jest fajnie tak naprawdę. A porządna kobieta może lubić seks? Nie wiem. Raczej nie...

Pytania, jakie podczas wstępnej rozmowy zadaje Wioli sex coach, są kluczowe dla poznania przyczyn monotonii i stagnacji w jej życiu erotycznym, pozwalają bowiem poznać strukturę własnego podniecenia. U każdego człowieka można zaobserwować następujące po sobie fazy rozwoju podniecenia seksualnego, począwszy od ekscytacji i pożądania, aż po wystąpienie fizjologicznego podniecenia. Każda z nich może być impulsem do zainicjowania seksu, problem w tym, że kobiety nieczęsto je u siebie rozpoznają. Kochają się z poczucia obowiązku, same rzadko dążą do zbliżenia, i to wszystko przykrywają pojęciem „nuda”, pod którym kryje się niewielkie zainteresowanie seksem i nieumiejętność rozbudzenia w sobie pragnień. Ale idźmy dalej.

Jak się okazuje po dłuższej rozmowie, Wiola tak naprawdę nigdy nie weszła w świat dojrzałej seksualności – w liceum uprawiała petting, na studiach miała kilka przygód seksualnych, potem w pracy poznała swojego męża. Gdy była zakochana, wszystko działało samo. Potem zapragnęli powiększyć rodzinę i seks stał się bardziej drogą do niż celem samym w sobie, a gdy pojawiły się dzieci, zupełnie zszedł na dalszy plan. Prawda jest taka, że małżonkowie nigdy nie dbali o tę sferę. Ale można to zmienić!

Uśpiona kobiecość

Każdy człowiek rodzi się seksualny. Seks, podobnie jak mowa, jest podstawową ludzką kompetencją. Tyle że do rozwoju ośrodka mowy jesteśmy stymulowani od dzieciństwa... a sfera erotyki bardzo często jest zostawiana na boku. Wiele kobiet, podobnie jak Wiola, nosi w sobie przekonanie, że w związku powinny koncentrować się na emocjach, nie na seksie. W efekcie często nie wiedzą, co je podnieca, co im sprawia przyjemność, czego chcą. Dlatego w przypadku Wioli ważne jest to, aby postarała się odkryć swoją seksualność i przestała postrzegać seks jako obowiązek małżeński albo romantyczne marzenie. Powinna też rozprawić się z przekonaniem, że seks jest grzeszny i brudny, dzięki temu zyska całą paletę wrażeń, o których do tej pory nie miała pojęcia.

Jeżeli Wiola postanowi wejść na ścieżkę samopoznania, dobrze, żeby na początku odpowiedziała sobie na następujące pytania: „Czy chcę zacząć odkrywać siebie jako istotę seksualną?”, „Czy chcę dowiedzieć się, co mnie podnieca?”, „Czy chcę stwarzać sytuacje inicjujące seks?”. I odwrotnie – „Czy chcę nauczyć się odmawiać, jeśli nie pragnę zbliżenia?”. Nieodzownym etapem dojrzewania do seksualności jest odzyskanie kontaktu z własnym ciałem. Dobrym sposobem będzie postawienie na aktywność fizyczną. Mogą to być różne formy ruchu, bieganie, terapia ruchem Pięć Rytmów, taniec, joga. Aktywności pobudzające zarówno ciało, jak i zmysły. Równocześnie może otwierać się na swoje odczucia zmysłowe, bodźce z zewnątrz, w tym reakcje na innych ludzi, sytuacje, wrażenia.

Nie warto pomijać czy odrzucać masturbacji, bo jest ona wielkim laboratorium naszej seksualności. Daje szansę sprawdzania rzeczy, na które nie ma miejsca w seksie z partnerem. Szczególnie w przypadku, gdy kobieta kładzie duży nacisk na zadowolenie partnera. Dlatego dobrze jest przeczytać parę książek na ten temat, jeśli trzeba, wspomóc się gadżetami. Na początku jednak najlepiej by było, gdyby Wiola skupiła się na sobie, zauważyła, że sfera seksualności jest dla niej wciąż nieodkrytym lądem. Wtedy dopiero nastąpi etap poszukiwania odpowiedzi na kolejne pytania, m.in. o to, czy Darek, jej mąż, ją podnieca i czy ona podnieca Darka.

Męska porno-nuda

W rozmowie z coachem Wiola napomknęła, że Darkowi zdarza się wchodzić na strony pornograficzne. To ważna informacja, bo nawet jeżeli mężczyzna nie jest uzależniony od pornografii, to może mieć sformatowane przez nią reakcje seksualne i sposób myślenia o tej sferze. Żeby mógł zdać sobie sprawę, jak bardzo jest ulepiony z tego, co ogląda, potrzebna będzie abstynencja. Nie chodzi o to, żeby już nigdy więcej nie oglądał filmów porno, tylko żeby miał świadomość, że nadmiar tego typu bodźców fatalnie wpływa na życie seksualne. Darek potrzebuje abstynencji również po to, żeby poznać swoje prawdziwe reakcje seksualne. Będzie mógł zobaczyć, co w jego żonie go podnieca. Czego naprawdę potrzebuje.

Przed obojgiem sporo pracy. Startują z zupełnie innych punktów, ale mają podobne zadanie – rozpoznać swoją seksualność. Dla Darka oznacza to rezygnację z ciągłych nowości, które dostarcza pornografia. Ale dzięki temu może wiele zyskać – zacznie coraz dłużej utrzymywać erekcję, będzie mógł kochać się z większą uważnością.

Seks na nowo

Załóżmy, że Wiola już wie, co ją podnieca, i potrafi o siebie zadbać. A kiedy słyszy „nie”, nie czuje się odrzucona, bo jej potrzeby są zaspokajane, a odmowa nie jest wymówką, tylko komunikatem, który można przyjąć. Umie też zawalczyć o przestrzeń dla siebie – np. o czas wstrzemięźliwości od seksu. Dzięki temu ma szansę na spotkanie z samą sobą i uwolnienie się od presji małżeńskiego seksu. A to wymaga dojrzałości i stanowczości w kwestii określania granic; powiedzenia: „Teraz pracuję nad sobą i potrzebuję od ciebie zrozumienia”.

Załóżmy, że Darek nie ma dużego problemu z pornografią i także on nawiązał na nowo kontakt ze swoim ciałem. Zauważa też plusy seksu w realu – od ejakulacji do orgazmu upływa coraz więcej czasu, i ten czas jest coraz bardziej nasycony wspaniałymi bodźcami. Jeżeli oboje próbują różnych rzeczy i zaczynają mieć odczucie, że życie erotyczne przynosi im satysfakcję, to po paru miesiącach mogą wejść w taki rytm, że seks, który wcześniej pomijali ze względu na zmęczenie i brak ochoty, stanie się najlepszym zwieńczeniem nawet bardzo wyczerpującego i trudnego dnia. Teraz mogą być ze sobą blisko, bo są emocjonalnie razem, widzą się i to daje im zastrzyk energii. Kiedyś mówili: „Nie, nie dziś, bo padam na twarz”, teraz mówią: „Zróbmy to, bo jestem zmęczony i chcę być blisko”.

Teraz możemy spojrzeć na Wiolę i Darka i zobaczyć, jak długą drogę przeszli małymi krokami. Przez rozpoznanie swojej seksualności, poprawienie komunikacji doszli do prawdziwej intymności w związku. Nie są już parą złączoną tylko kredytem, dziećmi i zadaniami – utrzymują więź emocjonalną i seksualną.

I pamiętajmy, że jeżeli jesteśmy w miarę zadowoleni z naszego życia seksualnego, ale chcemy więcej fajerwerków, trzeba się o to postarać. Zacząć od prostych pomysłów, typu świeczka do masażu czy wspólna kąpiel, i stopniowo wprowadzać nowe. Seksem trzeba zająć się jak oddzielnym bytem. Lepiej czasem zostawić zmywanie czy pracę na później i pójść razem do łóżka.

Marta Niedźwiecka coach relacji intymnych, seksualności i związków

  1. Seks

Seks od święta... i nie tylko!

Seks to również sposób na świętowanie i relaks. Warto pomyśleć o tym w święta. (fot. iStock)
Seks to również sposób na świętowanie i relaks. Warto pomyśleć o tym w święta. (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Ona przebrana za śnieżynkę, a on za renifera? – czemu nie, świętowanie zabawą zawsze jest dobre, zwłaszcza kiedy za oknem ponurość. Ale tak naprawdę chodzi o to, by umieć świętować bycie razem z drugim człowiekiem – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Ciekawe, że prace Wilhelma Reicha, austriackiego psychoanalityka, który głosił, że wolny seks to wyraz i podstawa zdrowia, zostały zakazane i spalone. Aż tak boimy się siły, jaką rodzi spotkanie nagich ciał? A może seks to zawsze święto?!
Rzekłaś! Tak, to zawsze święto życia jako takiego i święto miłości. I gdyby nie nasza pruderia, korzystalibyśmy z jego siły i radości. To byłby wspaniały świat, bo ludzie chętnie czyniliby miłość, a nie wojnę.

Statystyczny Polak czyni miłość w sobotę. Ale może mimo naszych różnych zahamowań seks, który przydarza się w święta, daje tę siłę, o której pisał Reich?
Powiedziałabym tak: zazwyczaj kobiety są tak zmęczone przygotowaniami do świąt i spełnianiem własnych wyobrażeń o tym, czego inni od nich oczekują, że seks im wcale nie w głowie. Bywa dla nich ważniejsze, by rodzina i goście padli z zachwytu. Podobnie ich mężczyźni sfrustrowani zabijaniem karpia czy wizytą teścia też nie mają na seks apetytu. Dlatego ten, który uznałabym za świąteczny, bywa odległy od kalendarza. No, chyba że święta traktujemy jak urlop. Wtedy możemy seks świętować.

I też jak przy święcie, tak przy seksie – pogodzić się i wybaczyć sobie?
O świętowaniu seksu nie będzie mowy, nawet gdy trafimy do kurortu pod palmami, jeśli przyjedziemy tam z walizami pełnymi napięcia i niechęci. Jeśli mamy kryzys, to najpierw powiedzmy sobie wiele trudnych, a nawet przykrych słów, nim wskoczymy do łóżka – choćby przebrani za renifera i śnieżynkę. Trzeba pogadać, przetrzymać, przeczekać te żale i pretensje. Wytrzymać napięcie, które jest męczące. Bo jak są żale i pretensje, to nie ma seksu świątecznego, choć może być wrzący, bo pełen złości. Ale jeśli jedziemy na weekend we dwoje, po prostu z chęci pobycia ze sobą, bo jesteśmy zamęczeni naszymi słodkimi bachorkami i tymi wszystkimi codziennostkami, zróbmy sobie święto tylko dla nas – wtedy seks może być cudem! O to właśnie chodzi, by co jakiś czas świętować siebie. Te pary, które to potrafią, są szczęśliwe.

Świętować siebie? Czyli rocznicę poznania, ślubu?
Świętować siebie to coś więcej. Pomimo że jesteśmy razem od lat, nie wpadamy w rytm: „Wynieś śmieci! Kiedy wracasz?”. Nadal mamy ochotę pospacerować wieczorem, popatrzeć sobie w oczy i podziękować za wszystko, co sobie dajemy. 
O! Wtedy seks jest czuły i ważny. On już wie, jak ją pieścić, żeby dać jej rozkosz. Ona już wie, jak go podniecić... Oczywiście, mówię o dobrych związkach, w których ludzie dopracowali język miłości i zaufania do siebie. I nawet jak są zmęczeni wieczorem i on powie: „Wiesz, poczekajmy do rana”, to ona wie, że on wyspany ma cudny wzwód. Uśmiecha się więc, a on jest dzięki temu pewniejszy siebie i wdzięczny, że ona ceni i uznaje jego poranną erekcję. I rano daje jej jeszcze więcej rozkoszy.

To seks zwyczajny. A mamy mówić o seksie świątecznym.
Właśnie o nim mówię: zawsze jest, gdy świętujemy siebie. Doceniamy, że udał się nam ten kawałek życia, to nasze „we dwoje”. Bośmy się dobrali, bo się rozumiemy cieleśnie...

Co to znaczy „rozumieć się cieleśnie”?
O! Jeśli to mamy, wierz mi, jest co świętować. Bo to znaczy, że oprócz tego, że się kochamy, podobnie myślimy o świecie czy ludziach, o tym, co ważne, poza tym, że mamy wspólny dom, to jeszcze nasze ciała się lubią. Garną do siebie, czują siebie, więc i to, co sprawia przyjemność, i to, co boli. Wtedy lubimy spać przytuleni, pieścić się, trzymać za ręce. Każdej parze, jeśli ma być szczęśliwa, jakiś poziom porozumienia cielesnego jest potrzebny. Ale wcale nieczęsto się zdarza. Częściej  trzyma nas przy sobie wspólnota interesów ekonomicznych.

Ilustracja, Seks nasz świąteczny, Anna Nogalska Ilustracja, Seks nasz świąteczny, Anna Nogalska

Świętować seks, kiedy nie ma dreszczy? Jak w ogóle być razem?
No właśnie. Ona nie lubi seksu, a on chciałby, bo ją kocha, i bardzo go ta sytuacja rani. Mój przyjaciel zakochał się w pięknej kobiecie, która powiedziała mu, że seks dopiero po ślubie. Ostrzegałam go: „Nie żeń się, ona seksu nie lubi. Jeśli kobieta się z tobą przytula i cię całuje, to się jej podobasz i chciałaby z tobą być. Jeśli nie, to będziesz miał kłopot”. Nie uwierzył i po roku małżeństwa usłyszał wprost, że seksu nie będzie. Nie rozwiódł się od razu. Utrzymywał jednak związek z inną panią, który go spełniał nie tylko seksualnie, bo to była kobieta mądrzejsza od jego żony. Ale żona świetnie prowadziła dom, dbała o niego, wyglądała prześlicznie. Więc było mu wygodnie. Lubił się z nią pokazać. Lubił jeździć za granicę. Ale obok miał drugie małżeństwo. I rozwiódł się, jak już miał zupełnie dość.

Kiedy życie jest celebrowane, a seks nie – ratuj się, kto w życie wierzy?!
Powiedziałabym: kiedy bliskość nie jest celebrowana. Kiedy czułość, intymność, libido nie są celebrowane. Bo to bardzo ważne. Może być niewiele seksu, ale jest, gdy oboje czują taką ochotę.

Cały w tym ambaras, żeby dwoje nie chciało naraz?
Właśnie. Bywa, że białe małżeństwa pozornie są zgodne, ale kiedy on czy ona wypije trochę wina, zaczyna okazywać niechęć, bo odczuwa brak i ma za złe... Ale są razem, bo niezałatwiony kompleks Edypa sprawia, że naturalne wydaje się, że z tym, kogo kocham, nie śpię. Mogą tak trwać latami.

Z Edypem mają spokój pary, które potrafią świętować seksem bycie razem choćby i w poniedziałek?
Najważniejsza jest baza, czyli czy się kochali, kiedy się do siebie zbliżyli. Czy się pożądali. Bo jeśli tak, to seks w ich relacji będzie już zawsze. Ale jeśli połączyło ich myślenie i status, cele i poglądy, i tylko taki drobiazg jak miłość oraz pożądanie nie – to czeka ich spory kłopot. Oni najpierw zainwestują w rozwój zawodowy, w dom, w to, żeby mieć dzieci. A jak się już tak pobudują ładnie, to wtedy przyjdzie do nich kryzys. Mają to jak w banku.

Czyżby Reich miał rację: seks to radość życia, siła do walki z kłopotami? Kupujmy więc czerwoną bieliznę i perfumy?
Faceci nie lubią być traktowani jak idioci. Że ona musi się pokazać w podwiązkach, bo wtedy on się na nią rzuci. Nie rzuci, jeśli go zraniła, nawet gdyby czuł podniecenie. Jak się pożarliście, to jasne, możesz sobie kupić perfumy, żeby ci się lepiej zrobiło, że je masz. On ci ich teraz nie kupi, bo cię nie lubi. Zamiast oczekiwać koronek – przeproś, że bywasz wredna, że go zraniłaś. Jeśli tobie się też należą przeprosiny, to o tym powiedz. Zaczynasz pierwsza, bo nie będziesz się kłóciła, kto bardziej zawinił. To ważne. Mądrzejszy mówi: „Ja przepraszam za swoje”. Przeprosiny otwierają drzwi, żebyście do siebie wrócili, żeby wróciło pożądanie.

Moim przyjaciołom wraca, kiedy w sobotni wieczór przebierają się za hurysę i sułtana, a dzieci odsyłają na noc do babci...
Czasami jedna noc jest dobra, ale lepiej zostawić dzieci u babci i świętować siebie kilka dni. Dlatego że jest poniedziałek, pada i jest zimno, zorganizować sobie last minute na łonie natury. Bo tam piękne chwile same się proszą. Śnieżki, łyżwy albo nawet jak w dzieciństwie skoki przez kałuże. A pamiętasz ten film „Co się wydarzyło w Madison County”?

Widziałam kilka razy i zawsze mam nadzieję, że bohaterka wysiądzie z samochodu męża i przesiądzie się do auta kochanka. Dlaczego tego chcemy?
Bo to, co przeżyła przez te kilka dni, kiedy jej męża i dzieci nie było, okazało się świętem miłości. Absolutnym świętem. A nam wszystkim bardzo brakuje takiego świętowania. Kiedyś mieliśmy bachanalia, karnawał, czyli czas, kiedy zarobiony pracą i codziennymi obowiązkami domowymi człowiek stawał się bachantką albo Dionizosem. I wszystko było jej, jemu wolno. Zawieszone umowy społeczne, prawa, zakazy i nakazy. Bachanalia to takie święto seksu. Demokratyczne, bo wszystkim się ten czas należał w takim samym stopniu. Niezależnie od tego, czy miał pieniądze, czy nie miał, czy miał urodę, czy odwrotnie. Aby tak było, zakładano maski. Dzięki nim stawaliśmy się tacy sami po to, żeby wszystkim wolno było ujawnić potrzeby, jakich na co dzień nie wolno ujawniać.

Jaki jest twój przepis na naukę świętowania siebie w parze?
Od lat mówię to wszystkim młodym: „Wyjeżdżajcie, bawcie się, robiąc to, co was obchodzi. Kupcie sobie fajne rzeczy, nie ładujcie się od razu w dom, kredyt i dzieci. Raczej motocykl i podróże przez Azję lub rower i na Mazury – to, co lubicie”. Dlaczego? By nakarmić się, napełnić radością życia. Człowiek ma wchodzić w rodzicielstwo, kiedy jest dojrzały i najeżdżony. A nie wtedy, kiedy jest młody, głupi i głodny. Głupi i głodny nie z głupoty osobistej, ale z powodu buzowania hormonów, które nigdy już tak nie zabuzują. I chodzi nie tylko o seks, ale o wszystko! Człowiek nie wie, kim jest, a ma robić dzieci?! Powinien najpierw poznać siebie.

Czyli na początku robimy sobie święto naszej miłości? Nie miesiąc miodowy, ale kilka miodowych lat?
Właśnie tak! Święto miłości na początku jako baza związku. Bo wtedy jesteśmy napełnieni atrakcyjnością życia, radością. Ponieważ nie jest nią chodzenie na 8.00 do urzędu czy wstawanie w nocy do wrzeszczącego dziecka, które bardzo kochasz, ale byś pospała. Święto miłości to święto miłości do życia. Jesteśmy młodzi, piękni, mamy energię, która nas rozpala. Ale jeszcze nie wiemy, ku czemu ta energia ma iść. Więc niech idzie ku naszej wzajemnej satysfakcji, rozkoszy. Uczymy się seksu. A jak się ma go nauczyć para, która ma dziecko i wciąż jest niewyspana?

Pięć orgazmów jednej nocy to święto?
Jasne, że orgazmy są ważne. Zwłaszcza dla kobiety, która uczy się seksualności, odkrywa swoje ciało, jego możliwości. I jeśli ma szczęście, to może odkryć, że jej seksualność jest bezbrzeżna. Kobieta jest jak ocean, kiedy kocha. Seks z tym, kogo kocha i pożąda, z kim jeszcze powiedziała sobie wiele miłych słów, a nawet poprzepraszali się wzajemnie, patrząc sobie w oczy, i podziękowali – to jest prawdziwe święto.