fbpx

Kto kocha Greya?

Kto kocha Greya
123rf.com

„Porno gniot” według krytyków literackich. Jednak seria erotycznych powieści E.L. James nie schodzi z list bestsellerów. Czym zachwyca czytelniczki? Agata Domańska pyta seksuolog Joannę Twardo-Kamińską.
Gdyby ktoś jeszcze nie czytał, przypomnijmy, że „50 twarzy Greya” to historia osnuta wokół seksu raczej niecodziennego, ryzykownego. Bohaterowie: Anastasia (Ana) i Christian (tytułowy Grey) uprawiają bowiem BDSM – to skrót od bondage-discipline, domination-submission – czyli: „wiązanie-dyscyplina, dominacja-podporządkowanie”. Pejcze, sznury i kajdanki; całkowita uległość kobiety, absolutna władza mężczyzny. Pikantne perypetie pary amerykańskich kochanków magnetyzują i uwodzą miliony. Może zjawisko potwierdza mit, że każda kobieta skrycie marzy, by zostać zgwałconą?

Z tym marzeniem o gwałcie to ogromne nieporozumienie. Niestety, ten mit funkcjonuje w społeczeństwie i należałoby go obalić. Są wprawdzie kobiety, które fantazjują o byciu zdominowaną, a niektóre może nawet o zgwałceniu, ale marzenie jest czymś innym niż rzeczywistość. W fantazjach cała kontrola należy do nas. Mamy wpływ na to, jak cały akt będzie przebiegał, co się wydarzy, z kim… Fantazja jest bezpieczna. Natomiast sam gwałt jest zawsze traumą. Żadna kobieta nie pragnie gwałtu. Może co najwyżej pragnąć dominacji. Badania mówią, że fantazje i pragnienia sadomasochistyczne ma jedynie 12 proc. kobiet, a realizuje je jeszcze mniej.

Ale czy rozmiłowanie w takiej lekturze oznacza, że kobiety zgodziłyby się na opisane w niej formy seksu?

Myślę, że część z nich mogłaby spróbować. Oczywiście nie każda, ale są czytelniczki, które być może wcześniej miewały takie fantazje, czuły się w nich jednak odosobnione. I kiedy widzą, że ludzie „to” robią, może zdecydują się na ich realizację.

A czy nie sądzi pani, że to taki trening „na sucho”? Lektura nas mile podnieca, ale gdybyśmy stanęły przed takim Greyem z krwi i kości i on zacząłby nas biczować i wiązać, uciekłybyśmy z krzykiem…

Być może. Ale proszę wziąć pod uwagę, że Grey nie robi Anastasii niczego, czego by ona nie chciała. Granice są jasno określone, dziewczyna wie, co ją spotka. Ustalone zostały hasła, które pozwalają jej w każdej chwili przerwać to, co się dzieje. Ta relacja opiera się na zaufaniu. Jeżeli czytelniczka spotkałaby swojego Greya i wiedziała, że może mu ulec bez obaw, że on jej nie skrzywdzi – to przed czym miałaby uciekać?

A więc to, co w tej książce tak naprawdę pociąga, to bezpieczeństwo i zaufanie?

Dla kobiety poczucie bezpieczeństwa w seksie jest niezbędne do osiągnięcia satysfakcji. I nie zawsze musi to być wielka miłość. W opowieści o Greyu mamy także akceptację: Grey jest na początku zaskoczony dziewictwem Any, ale akceptuje ją taką, jaka jest. Bo taka mu się właśnie podoba.

I cały czas jej pragnie! Chyba każda kobieta chciałaby czuć się tak upragniona…

Owszem. Bezwarunkowa akceptacja i poczucie bycia upragnioną to nasz łóżkowy ideał. Proszę zauważyć, że to wszystko, co spotyka Anę, jest dla niej kompletnie nowe. Ale ona, choć na początku trochę się obawia i ma wątpliwości, poddaje się. I kiedy poznaje przewidziane dla niej erotyczne niespodzianki, jest nimi zachwycona. Wszystko sprawia jej przyjemność, podnieca, niesie fizyczną rozkosz.

Ana chce seksu! Widziałam niedawno badania, które mówią, że połowa kobiet ma problemy z libido.

Jeśli dobrze pamiętam, z badań profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza wynika, że problemy te dotyczą 25 proc. kobiet, ale w dalszym ciągu jest to sprawa, z którą najczęściej zgłaszają się do seksuologa. I rzeczywiście, w tej sytuacji opowieść o kobiecie, która pragnie seksu i czeka nań niecierpliwie, jest atrakcyjna dla czytelniczek. One też chciałyby chcieć. Tak jak wtedy, gdy były świeżo zakochane.

Tym bardziej, że po latach w stałym związku robi się chłodniej.

Nasza seksualność jest tak skonstruowana, że libido maleje wraz ze stażem związku. Taka pięta achillesowa monogamicznego współżycia. Ale dodajmy także, że Ana pragnie tego konkretnego mężczyzny, a nie każdego faceta. W tej książce seks łączy się z miłością, relacją, związkiem. Opowieść o Anastasii i Christianie to klasyczny romans, wzbogacony o wątki erotyczne.

Współczesna wersja bajki o Kopciuszku?

Trochę tak. Ana jest młodą i niezbyt zamożną osobą, wkraczającą dopiero w dorosłe życie. Jest też niepewna, spłoszona, nieśmiała. On jest jej przeciwieństwem: doświadczony, bogaty, silny, męski i tajemniczy. Ucieleśnienie dziewczęcych marzeń. Cała relacja jest mocno stereotypowa, ale przez to łatwiejsza w odbiorze. Christian dodatkowo skrywa w sobie pewną tajemnicę, co czyni go bardziej pociągającym. Ana ma nadzieję, że go uratuje i zmieni. Zwróciły na to uwagę same czytelniczki. Na jednym z forów internetowych pewna kobieta napisała: „Co takiego jest w tej powieści, że została okrzyknięta bestsellerem? Powiem wam – niepewność. Bo choć książka prezentuje sobą obraz nędzy i rozpaczy, a język, jakim posługuje się Ana, woła o pomstę do nieba, to elementem przyciągającym czytelnika będzie historia naiwnej dziewczyny zakochanej w całkowicie nieodpowiednim facecie. W dodatku nie wiadomo, jak ta historia się skończy”. Nie tylko Ana się przełamuje, zmienia się też sam Grey.

Jesteśmy jednak wychowane w społeczeństwie katolickim. Seksuologowie często podkreślają, że choćbyśmy świadomie deklarowały, że seks jest dla przyjemności, to na głębokim poziomie przekonań wciąż hołubimy wiarę, że powinien służyć wyższym celom. To sprawia, że współżyjąc dla czystej frajdy, mamy jednak coś na kształt poczucia winy. Czy podporządkowanie się mężczyźnie, jak w przypadku Any, oczyszcza nas z niego?

Myślę, że może tak być. Żyjemy w społeczeństwie, w którym kobietom wpaja się szereg przekonań: że powinny mieć jednego partnera, być cnotliwymi, wiernymi i oddanymi. I że ich podstawową rolą jest bycie matką. Możemy na poziomie fizycznym czuć podniecenie i przyjemność, a w głębi duszy mieć poczucie, że przekraczamy niedozwoloną granicę, że seks nie temu służy. Wtedy jesteśmy w konflikcie. Partner, który jest męski i dominujący i którego sile się podporządkujemy, to dar od losu – bo rzeczywiście uwalnia nas od wewnętrznego konfliktu.

Emancypacja niewiele zmieniła…

To zależy pewnie od kobiety i środowiska, w jakim funkcjonuje, ale generalnie obyczajowość zmienia się wolniej, niżbyśmy chciały. Takie książki mogą pomagać przełamywać tabu, pokazywać, że seks może służyć wyłącznie przyjemności. Pozwalają myśleć o swoich pragnieniach i fantazjach bez poczucia winy. Czytałam w internecie wypowiedzi, że po tej lekturze panie otwierały się na nowe formy współżycia. Pamiętajmy, że Ana cały czas przełamuje jakieś tabu. Odkrywa, że ból, który Grey zadaje jej podczas stosunku, w istocie sprawia jej przyjemność – a była przekonana, że ból to nic dobrego. Bywa i tak, że chcemy czegoś, ale nie mamy odwagi o to poprosić. Zdarza się, że w gabinecie seksuologa spotyka się para, która od lat pragnęła tego samego, tylko propozycja: „zróbmy to” nie przeszła ani jej, ani jemu przez usta.

Jakim kobietom najbardziej podoba się to, co robił z Aną Grey?

Różnym. Mogą to być kobiety uległe w życiu codziennym, ale także te silne, dominujące. Wielu seksuologów uważa, że jeśli człowiek ma w sobie cząstkę sadystyczną, to ma również masochistyczną, tylko do głosu dochodzą w różnych sytuacjach.

Opowieść o Greyu jest odpowiedzią na tęsknotę kobiet za tym, by znaleźć się w roli samicy podległej władzy samca?

Ana rzeczywiście nie musi decydować. Ona się Christianowi poddaje, i w dodatku dobrze na tym wychodzi. To rodzaj powrotu do ról, które nam wyznaczyli ewolucjoniści. Ten wątek się często przewija przez kobiece fantazje seksualne. Czasami kobietom rzeczywiście podoba się bycie silną w życiu codziennym, ale bycie silną w łóżku już ich tak nie podnieca. Więcej jest kobiet o pierwiastku masochistycznym niż tych o zamiłowaniu do bycia dominatrix.

Czyli jeśli kobieta zakłada skórzany kombinezon i okłada pejczykiem partnera, to robi to bardziej dla niego?

Część robi to dla siebie… Statystycznie około dwóch procent.

Seria erotycznych powieści E.L. James nikogo nie pozostawia obojętnym. Budzi albo zachwyt, albo sprzeciw. Czytelniczki piszą: „nie mogłam się oderwać od lektury” albo: „jestem zła na bohaterkę za jej zachowanie”, „język jest kiepski” czy „ta książka pokazuje relację opartą na przemocy”.

Proszę zwrócić uwagę, że sprzeciw czuły te czytelniczki, które próbowały rozgryźć książkę intelektualnie. A te, które oddały się temu, co czuły, zatracały się w lekturze. Kiedy kobiety pozwalały sobie nie myśleć, a doznawać, książka je podniecała. Gdy były nastawione na odbiór, a nie analizowanie, czy to jest dobre i właściwe, czytanie sprawiało im przyjemność. To znowu kwestia norm, w jakich jesteśmy wychowani. Analiza powodowała, że książka budziła oburzenie. A przecież nie dla analizy została napisana! To nie dzieło literackie! Jej celem było wywołanie podniecenia, odbiór „z brzucha”. To tak jakby oceniać film porno pod kątem prowadzenia kamery. Najwięcej korzyści i przyjemności lektura dała paniom, które bez analizy, obwiniania i osądzania po prostu oddały się temu, co w nich się pojawiało. Jesteśmy w stanie samym sobie zrobić dużo złego przez brak akceptacji dla własnych preferencji seksualnych. Dzięki takiej lekturze mamy szansę trochę się rozluźnić. Oczywiście to tylko bajka, fikcja. W rzeczywistości orgazmy raczej nie wywołują trzęsienia ziemi i rzadko są jednoczesne czy wielokrotne, zwłaszcza kiedy dopiero zaczynamy współżycie. Ale pewne zachowania warto przenieść do własnej sypialni. Niekoniecznie zaraz całe scenariusze, ale pojedyncze elementy, które dodadzą pikanterii naszemu seksowi.

To nie będzie łatwe, biorąc pod uwagę, że Polacy wstydzą się i nie potrafią rozmawiać o seksie…

Jeżeli rozmowa na ten temat sprawia trudność, można zakomunikować swoje pragnienia w inny sposób, zaznaczyć w książce ołówkiem ulubiony fragment i zostawić ją tam, gdzie partner rzuci na nią okiem. Można kupić kajdanki, przypiąć je sobie do nadgarstka i wyciągnąć w łóżku rękę w kierunku partnera – a on niech zrobi z tą „propozycją”, co mu przyjdzie do głowy.

Socjologowie uważają, że opowieść o Greyu ogromną popularność zawdzięcza publikacji na nośniku elektronicznym. Inni nie widzą wtedy, co czytamy…

To kolejny dowód na to, że z jednej strony chcemy pikantnego seksu, a z drugiej boimy się do tego przyznać. Trzeba pamiętać, że dewiacją jest to, co odrzuca społeczeństwo – to jest rozpoznanie na poziomie kulturowym, nie medycznym. Trudno się dziwić, że ukrywamy się z czytaniem Greya, skoro według badań prof. Izdebskiego do niedawna kontakty oralno-genitalne były formą nieakceptowaną społecznie…

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>