To, co zwykle zawstydza albo irytuje otoczenie, wcale nie musi być powodem do niepokoju. Najnowsze ustalenia psychologów pokazują, że za pozornie kłopotliwymi przyzwyczajeniami może stać dobrze działający umysł, który szybciej porządkuje myśli i trafniej dobiera słowa.
Inteligencję często wyobrażamy sobie w bardzo uporządkowany sposób. Osoba inteligentna ma być spokojna, opanowana, wypowiadać się składnie i nigdy nie tracić kontroli nad tym, co mówi. To dobrze brzmi w teorii, ale nie zawsze ma wiele wspólnego z tym, jak naprawdę działa ludzki umysł.
Doktor Mark Travers, ceniony amerykański psycholog, zwraca uwagę, że badania nad językiem i myśleniem pokazują coś mniej oczywistego. Niektóre zachowania, które na co dzień uznajemy za dziwne, niegrzeczne albo świadczące o braku ogłady, mogą wiązać się ze sprawniejszym myśleniem. Szczególnie ciekawe są dwa nawyki.
Mówienie do siebie na głos często wprawia innych w zakłopotanie. Ktoś, kto w sklepie powtarza pod nosem nazwę produktu, w domu komentuje własne działania albo na głos układa plan dnia, bywa odbierany jako osoba roztargniona albo trochę dziwna. Wiele osób robi to więc po cichu albo od razu się tłumaczy, gdy ktoś je usłyszy.
Tymczasem taki nawyk może mieć bardzo praktyczne zastosowanie. W 2012 roku psychologowie Gary Lupyan i Daniel Swingley opublikowali badanie, w którym sprawdzali, czy wypowiadanie nazwy szukanego przedmiotu pomaga go szybciej znaleźć. Uczestnicy mieli odnaleźć konkretny obiekt wśród innych obrazów. Jedni powtarzali jego nazwę na głos, inni szukali w ciszy. Okazało się, że osoby, które wypowiadały nazwę przedmiotu, znajdowały go szybciej. Słowo działało jak podpowiedź dla mózgu. Pomagało skupić uwagę i szybciej wychwycić z otoczenia to, czego szukamy. Lupyan i Swingley nazwali to hipotezą sprzężenia zwrotnego etykiet. Mówiąc prościej, słowa nie tylko opisują świat, ale mogą też wpływać na to, co i jak szybko zauważamy.
Travers tłumaczy, że wypowiedziane słowo zaczyna działać jak dodatkowa wskazówka dla mózgu. Pomaga skierować uwagę na to, czego szukamy, i szybciej wychwycić właściwy obiekt.
„Słowo, które wypowiadasz, staje się wskazówką percepcyjną. Taką, która dostraja uwagę, wyostrza koncentrację i przygotowuje mózg na to, czego szuka” – pisze ekspert.
Dlatego mówienie do siebie nie musi oznaczać, że ktoś gada bez sensu. Może pomagać utrzymać w głowie cel, uporządkować kolejne kroki i nie zgubić wątku. Kiedy wypowiadamy myśl na głos, staje się ona bardziej konkretna. Łatwiej ją uchwycić, poprawić i wykorzystać. Podobne wnioski pojawiły się w przeglądzie badań opublikowanym w 2023 roku w prestiżowym czasopiśmie „Frontiers in Psychology”. Autorzy wskazywali, że mówienie do siebie może wspierać rozwiązywanie problemów, samokontrolę, pamięć roboczą, przełączanie się między zadaniami i ogólne porządkowanie bardziej złożonych procesów myślowych. Innymi słowy, dla wielu osób to nie dziwactwo, ale sposób na lepszą koncentrację.
Drugim zachowaniem, które psychologowie biorą pod lupę, jest przeklinanie. Tu oceny bywają jeszcze surowsze. Osoby, które używają wulgaryzmów, często uznaje się za mniej kulturalne, mniej inteligentne albo takie, które nie potrafią znaleźć lepszych słów.
Badania Kristin i Timothy’ego Jayów, opublikowane w 2015 roku w czasopiśmie „Language Sciences”, podważają ten stereotyp. Uczestnicy wykonywali zadanie sprawdzające płynność słowną. Mieli w ciągu minuty wymienić jak najwięcej słów zaczynających się na konkretną literę. Później proszono ich, by w takim samym czasie podali jak najwięcej słów tabu, w tym wulgaryzmów. Wyniki pokazały, że osoby, które lepiej radziły sobie z ogólnym zadaniem językowym, potrafiły też wymienić więcej wulgaryzmów. Innymi słowy, bogatsze słownictwo szło w parze z większą znajomością wulgaryzmów. To ważne, bo przeczy przekonaniu, że przeklinanie wynika przede wszystkim z braku innych słów.
Podobnie Travers opisuje wyniki badań nad przeklinaniem. Jego zdaniem wulgaryzmy nie muszą świadczyć o ubogim słownictwie, bo korzystają z tego samego zaplecza językowego, które odpowiada za ogólną płynność słowną.
„Ten sam zasób poznawczy, który daje komuś dostęp do bogatego słownika ogólnego, daje mu także dostęp do bogatego zasobu słów uznawanych powszechnie za obelżywe” – pisze ekspert.
Wulgaryzmy nie muszą więc świadczyć o językowej bezradności. Mogą być częścią szerszego zasobu słów, z którego dana osoba potrafi korzystać. Nie chodzi tylko o liczbę znanych określeń. Wulgaryzmy pełnią w języku szczególną funkcję. Potrafią wyrazić złość, ból, frustrację, zdziwienie, ironię albo napięcie z siłą, której neutralne słowa czasem nie mają.
Żeby użyć mocniejszego słowa trafnie, trzeba jednak wyczuć sytuację. Ważne jest to, z kim rozmawiamy, gdzie jesteśmy, jaki mamy ton i czy wulgaryzm rzeczywiście coś wnosi. Dlatego przeklinanie nie zawsze jest przeciwieństwem inteligencji. Czasem może świadczyć o dużej swobodzie językowej. Oczywiście nie oznacza to, że każdy wulgaryzm jest błyskotliwy albo potrzebny.
Psychologowie zaznaczają, że przeklinanie może mieć swoją cenę. To, że wiąże się z płynnością słowną, nie znaczy, że zawsze robi dobre wrażenie. Badanie opublikowane w 2018 roku w „Journal of Language and Social Psychology” pokazało, że osoby używające wulgaryzmów bywają oceniane jako mniej inteligentne i mniej godne zaufania niż te, które ich unikają. Działo się tak nawet wtedy, gdy odbiorcy sami nie byli szczególnie urażeni takim językiem. To pokazuje prostą rzecz. Co innego może wynikać z badań nad językiem, a co innego z tego, jak odbierają nas inni ludzie. Ktoś może mieć bogate słownictwo i dużą swobodę językową, ale w nieodpowiednim momencie wulgaryzm i tak może mu zaszkodzić.
Psycholog podkreśla jednak, że związek między przeklinaniem a płynnością słowną nie jest zachętą do używania wulgaryzmów bez umiaru. Chodzi raczej o to, by inaczej spojrzeć na sam mechanizm językowy.
„To, co pokazują badania, nie oznacza, że powinieneś przeklinać więcej” – zaznacza dr Travers.
Inteligencja polega więc nie tylko na tym, że potrafimy użyć mocnego słowa. Polega także na tym, że wiemy, kiedy lepiej tego nie robić. Podobnie jest z mówieniem do siebie. Może pomagać w skupieniu i porządkowaniu myśli, ale nie w każdej sytuacji zostanie dobrze zrozumiane. To, co dla jednej osoby jest sposobem na lepszą koncentrację, dla kogoś innego może wyglądać nietypowo.
Najciekawszy wniosek z badań jest taki, że inteligencja nie zawsze wygląda tak, jak chcielibyśmy ją sobie wyobrażać. Nie oznacza to oczywiście, że każdy kłopotliwy nawyk jest oznaką wyjątkowego umysłu. Nie chodzi też o usprawiedliwianie braku taktu czy przeklinania bez umiaru. Chodzi raczej o to, że zbyt szybko oceniamy ludzi po zachowaniach, które na pierwszy rzut oka wydają się mało eleganckie.
Mówienie do siebie i przeklinanie mogą być odbierane jako oznaki słabości. Psychologowie pokazują jednak, że w określonych sytuacjach mogą mieć związek z koncentracją, pamięcią, płynnością słowną i sprawnym myśleniem. Dlatego czasem warto mniej surowo patrzeć na to, co odbiega od eleganckiego wzorca.
Źródło: Mark Travers, „2 Commonly Overlooked Signs of Intelligence”, psychologytoday.com [dostęp: 27.05.206]