Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Rzuć sobie mięsem! 5 zaskakujących plusów przeklinania

Rzuć sobie mięsem! 5 zaskakujących plusów przeklinania

Konwencje grzecznościowe powstrzymują nas dość skutecznie przed rzucaniem wulgaryzmami na prawo i lewo – i bardzo dobrze! Ale… są sytuacje, w których dobrze pozwolić sobie na soczyste przekleństwo, i to nie tylko ze względu na ulgę. (Fot. Horst P. Horst/Condé Nast via Getty Images)
Konwencje grzecznościowe powstrzymują nas dość skutecznie przed rzucaniem wulgaryzmami na prawo i lewo – i bardzo dobrze! Ale… są sytuacje, w których dobrze pozwolić sobie na soczyste przekleństwo, i to nie tylko ze względu na ulgę. (Fot. Horst P. Horst/Condé Nast via Getty Images)
W większości sytuacji, gdy na usta ciśnie nam się soczyste słowo na „k”, jednak się powstrzymujemy, bo wulgaryzmy są traktowane jako przejaw braku kultury i szacunku do obowiązujących norm społecznych. Dobrze jednak wiedzieć, że odpuszczenie hamulca (przynajmniej od czasu do czasu) może przynieść nam całkiem sporo korzyści. Naukowcy mają na to szereg dowodów

Nie zamierzamy nikogo namawiać do tego, by rzucał przekleństwami na prawo i lewo, zastąpił nimi przecinki w zdaniach i lekce sobie ważył wszelkie konwenanse. Nie o to chodzi! Wiele badań naukowych pokazało jednak, że używanie wulgaryzmów w konkretnych sytuacjach łagodzi stres i ból, sprzyja płynności werbalnej (sic!), świadczy o otwartości i szczerości, może więc pozytywnie wpływać na budowanie więzi, a nawet zwiększa wydolność podczas ćwiczeń siłowych. W słowach uważanych powszechnie za obraźliwe kryje się o wiele większa moc, niż moglibyśmy przypuszczać, tym bardziej że naukowcy na przypuszczeniach nie pozostali i zgromadzili cały arsenał dowodów na to, że czasami to się zwyczajnie opłaca.

Boli jakby mniej…

To nie wrażenie, a fakt. Badania pokazują, że przeklinanie może faktycznie łagodzić ból, wywołując reakcję „walcz lub uciekaj”. Wyrzucanie z siebie serii przekleństw sygnalizuje obszarowi mózgu zwanemu ciałem migdałowatym wydzielanie adrenaliny. Ten napływ hormonów prowadzi następnie do kojącego, przeciwbólowego efektu. Podnosi się tętno, zwiększa się także reakcja galwaniczna skóry. Dodatkowo, ponieważ przekleństwa są przetwarzane w wielu różnych częściach mózgu jednocześnie, są skuteczniejszym sposobem na odwrócenie uwagi niż cokolwiek innego. Zdumiewający i świadczący o ich niezwykłej mocy jest fakt, że niektórzy pacjenci z poważnymi urazami mózgu, które uniemożliwiają im mówienie, nadal zachowują zdolność do przeklinania!

Na łagodzące ból działanie przekleństw jest sporo konkretnych naukowych dowodów. Naukowcy z Uniwersytetu Keele odkryli, że przeklinanie może zwiększyć tolerancję bólu nawet o 33 procent. Nie chodzi jednak o same słowa uznawana za wulgarne, a o to, jak je postrzegamy bo właśnie postrzeganie ma kojącą moc. W jednym z badań niektórym uczestnikom kazano powtarzać zmyślone, nieistniejące przekleństwa ‒ neologizmy takie jak „twizpipe” i „foucha” w zastępstwie tych powszechnie znanych. Okazało się, że nieautentyczne przekleństwa miały niewielki wpływ na zdolność badanych do tolerowania dyskomfortu. Naukowcy doszli do wniosku, że tylko „tradycyjne” przekleństwa rzeczywiście uśmierzały ból fizyczny, więc próba bycia eleganckim na nic się w tym przypadku nie zda. Jeśli ma mniej boleć, trzeba naprawdę siarczyście przekląć.

W przypadku konwencjonalnego przeklinania analizy wykazały 32-procentowy wzrost progu bólu i 33-procentowy wzrost tolerancji na ból, czemu towarzyszyły także wyższe oceny emocji, humoru i rozproszenia uwagi, w porównaniu z warunkiem neutralnego słowa. Nie do końca wiadomo, jaki dokładnie jest mechanizm łagodzącego działania wulgaryzmów, naukowcy podejrzewają jednak, że chodzi o rozproszenie uwagi (przeklinając, mniej koncentrujemy się na bólu), ale przede wszystkim o pobudzenie emocjonalne, które przynosi ulgę w bólu. W tej sytuacji można uznać, że słowo na „k”, rzucone w chwili, gdy namierzysz małym palcem u stopy nogę od stołu, jest absolutnie uzasadnione!

Językowa wirtuozeria

Mylą się ci, którzy uważają, że skłonność do stosowania przekleństw idzie w parze z ubogim słownictwem i niską inteligencją. Tak naprawdę jest zgoła odwrotnie ‒ wcale nie przeklinamy dlatego, że zawodzi nas język, a nasze zdolności werbalne są kiepsko rozwinięte. W 2015 roku Timothy Jay, emerytowany profesor psychologii w Massachusetts College of Liberal Arts, i zespół badawczy wykazali, że płynność w posługiwaniu się językiem angielskim jest powiązana z płynnością w przeklinaniu. W badaniu naukowcy poprosili ochotników o wymyślenie jak największej liczby słów zaczynających się na daną literę alfabetu w ciągu jednej minuty. Następnie, w tym samym czasie, kazali im wyrecytować jak najwięcej przekleństw. Porównując wyniki w obu eksperymentach dotyczących płynności mówienia, naukowcy odkryli, że osoby, które uzyskały wyższe wyniki w zakresie płynności werbalnej, były również lepiej przygotowane do wypowiadania wulgaryzmów.

Czytaj także: Jeśli używasz na co dzień tych 6 słów, masz ponadprzeciętną inteligencję

Okazuje się więc, że przeklinanie może być oznaką większej, a nie mniejszej inteligencji i bogatszego słownictwa. Ludzie, którzy mają duże zdolności słowotwórcze i duży zasób słów, są dobrzy w tworzeniu i używaniu przekleństw. Wplatają je w swoje wypowiedzi nie dlatego, że nie mają innego pomysłu na wyrażenie siebie i na komunikację, a dlatego, że mają pod ręką cały arsenał słów! Poza tym, umówmy się ‒ nic nie brzmi tak pięknie, jak nawet popularne przekleństwo, ale wplecione w wypowiedź językowego ekwilibrysty, często w zacnym towarzystwie słów żywcem wyjętych ze słownika wyrazów obcych (przynajmniej obcych co poniektórym…).

Dam radę!

Wyobraź sobie (albo przypomnij z ostatniego treningu), że wykonujesz planka, czyli popularną „deskę”. Po jakimś czasie czujesz, że już dłużej w tej pozycji nie wytrzymasz, że mięśnie odmawiają ci posłuszeństwa. Skupienie się na oddechu pomaga wytrwać nieco dłużej, ale po chwili i tak odpuszczasz? Naukowcy doszli do wniosku, że tym, co pomogłoby ci wytrwać dłużej, jest właśnie siarczyste przekleństwo. Okazuje się bowiem, że ludzie często rezygnują z wysiłku fizycznego nie dlatego, że zawodzą ich mięśnie, ale dlatego, że zawodzą ich umysły. Badania z 2025 roku przeprowadzone przez naukowców z Keele University w Wielkiej Brytanii sugerują, że przeklinanie może pomóc przełamać tę barierę psychiczną i pozwolić dłużej wykonywać wymagające zadania fizyczne. Jak to działa? Samo w sobie przekleństwo nie dodaje siły ‒ to pewne. Zmienia się coś innego.

Aby zbadać, czy przeklinanie zmienia nasze nastawienie podczas intensywnego wysiłku, 192 ochotników eksperymentu poproszono o utrzymanie pozycji pompki na krześle. Część z nich miała w trakcie ćwiczenia powtarzać wybrane przez siebie przekleństwo, druga grupa słowo zupełnie neutralne ‒ w regularnych odstępach czasu. Po ukończeniu wyzwania uczestnicy odpowiadali na pytania dotyczące ich stanu psychicznego podczas ćwiczenia. Pytania dotyczyły poziomu pozytywnych emocji, rozproszenia uwagi i pewności siebie. Pytano także o poczucie „flow” – stanu, w którym angażujemy się w daną czynność w przyjemny, skupiony sposób. Okazało się, że uczestnicy, którzy przeklinali, nie tylko byli w stanie utrzymać ciężar ciała znacznie dłużej niż ci, którzy powtarzali neutralne słowo. Dodatkowo czuli większy psychologiczny przepływ, byli pewniejsi siebie i bardziej mentalnie zaangażowani w zadanie, rzadziej towarzyszyła im niepewność i byli bardziej skoncentrowani. Przekleństwa okazały się pomocne przede wszystkim w przezwyciężeniu wahania w chwilach kryzysu związanego z wysiłkiem (to ten moment, kiedy jesteś o krok od opadnięcia na matę czy podłogę, bo całą sobą czujesz, że nie dasz rady). Poprzez chwilowe rozluźnienie ograniczeń społecznych i wewnętrznych, intencjonalnie wypowiedziane przekleństwo może więc ułatwić utrzymanie zaangażowania i pokonanie dyskomfortu. Następnym razem, gdy usłyszysz niewybredną wiązankę z drugiego końca siłowni, spróbuj spojrzeć na jej autora nieco łaskawszym okiem. Może dzięki temu poprawił wydajność i właśnie pobił swój kolejny rekord?

Sztuka perswazji

Nic tak nie przykuwa uwagi jak siarczyste przekleństwo rzucone znienacka w czasie nudnawego monologu, prawda? Trudno go nie wyłapać, a tym samym nie wrócić uwagą do rozmówcy z zawieszenia, w jakie często wpadamy, gdy spada nasza koncentracja. Przeklinanie jest potężnym środkiem przyciągania uwagi słuchaczy zarówno w luźnych rozmowach, jak i w przypadku opowiadania historii, kiedy to współtworzy dynamikę narracji. Stosowane rozważnie, przekleństwa mogą też zwiększyć wiarygodność komunikatów, a co ciekawe ‒ także samych mówców. Badania pokazują, że teksty zawierające przekleństwa są oceniane jako bardziej wiarygodne i/lub przekonujące niż ich pozbawione. Oczywiście wszystko ma swoje ograniczenia, dowiedziono bowiem, że w kontekście zawodowym wulgaryzmy przynoszą jednak negatywne skutki przede wszystkim jeśli chodzi o siłę perswazji. Łatwo bowiem zinterpretować je jako nieuprzejmość albo wręcz przejaw zwykłego chamstwa, znieważenie, a nawet oznakę agresji. Tutaj najważniejszy jest kontekst.

Czytaj także: 10 zachowań w przestrzeni publicznej, których dopuszczają się tylko źle wychowani ludzie. Po tym poznasz osobę bez kultury

Skąd jednak tak duża moc perswazyjna przekleństw, gdy nie mówimy o gruncie zawodowym? Być może chodzi o ich zdolność do rozpalania pobudzenia emocjonalnego zarówno u mówiącego, jak i u słuchacza. Podkręceni odejściem od konwenansu i generalnie możliwością wyrzucenia z siebie nie do końca mieszczącego się w konwencjach grzecznościowych słowa ‒ zbliżamy się do siebie. Wzmocnienie więzi buduje fundament zaufania, które zwiększa siłę przekonywania mówiącego.

Oczywiście można ten fakt wykorzystać na wiele sposobów, co zresztą nieustannie dzieje się ‒ także w przestrzeni publicznej. Włoscy naukowcy zaobserwowali, że przemówienie kandydata politycznego jest pełne przekleństw, ma on większe szanse na powodzenie w wyborach w oczach opinii publicznej. Słowem kluczem może tu być autentyczność. David Stillwell, wykładowca analityki na Uniwersytecie Cambridge, współautor badania z 2016 roku łączącego wulgaryzmy z uczciwością, twierdzi, że przeklinanie często jest wprawdzie niestosowne, ale może również świadczyć o tym, że ktoś wyraża swoją naprawdę szczerą opinię. Skoro przeklina, to jest odbierany jako ktoś, kto nie filtruje swojego języka, aby był bardziej gładki, a zatem jest szansa, że nie filtruje również swoich poglądów, nie mówi tego, co powiedzieć wypada, a to, co naprawdę myśli. Przekleństwa tworzą coś w rodzaju atmosfery nieformalności, skracają dystans, a jednocześnie odsuwają nieco na bok podejrzenia o nieszczerość. Skłonni jesteśmy uważać, że ktoś, kto potrafi rzucić mięsem, raczej szczerze mówi, co myśli i czuje, a nie konfabuluje albo wprost ‒ kłamie. Być może przeklinanie jest tak przekonujące z tego prostego powodu, że jest na wskroś… ludzkie.

Pochwała wspólnoty

Jest i taki bonus z przeklinania, że (jeśli nie mówimy o kimś, kto po prostu ma rynsztokowy sposób wypowiadania się niezależnie od kontekstu) pozwalamy sobie na nie wtedy, gdy czujemy się z komś swobodnie. W sytuacjach oficjalnych najczęściej się jednak autocenzurujemy, więc gdy już wypuścimy z ust bluzga, dla odbiorcy jest to dowód na jakiś rodzaj zażyłości, swobody, odczucia, że jest się u siebie. Chodzi tu przede wszystkim o poczucie przynależności do wspólnoty ‒ fundamentalną potrzebę każdego człowieka. Przeklinamy wśród swoich, a przynajmniej jako manifestacja poczucia wspólnoty przeklinanie często jest odbierane. Badania pokazują, że przekleństwa są traktowane jako oznaka solidarności, szczególnie gdy grupa ludzi stawia czoła przeciwnościom losu, łączy ich jakaś wspólna ważna sprawa, działają razem w istotnym celu, przeżywają wspólną frustrację, przeciwko czemuś się buntują. Wtedy przeklinanie ma dodatkowo jednoczącą moc. Tak stosowane, wulgaryzmy nie tylko nie kłują w uszy, ale wzmacniają społeczne więzi, zmniejszają dystans, działają jak relacyjne spoiwo. W bliskich relacjach stosujemy je, by zasygnalizować drugiej osobie intymność i zaufanie, a co ciekawe ta funkcja wynika bezpośrednio z ogólnie zakazanej natury przekleństw. Ich stosowanie w obecności bliskiej osoby jest w pewnym sensie deklaracją: „Ufam ci na tyle, aby przeklinać w twojej obecności”.

Czytaj także: 4 słowa, którymi szybko polepszysz swoje relacje. Choć niepozorne, mają wielką moc

W świetle badań, ale też codziennych doświadczeń, widać wyraźnie, że przeklinanie spełnia pewne szczególne funkcje, których nie da się łatwo osiągnąć innymi formami językowymi. Być może przekleństwo to nic innego jak skrót myślowy o wysokiej gęstości emocjonalnej, wydajny wtedy, gdy zawodzą długie zdania. Czasami ‒ nie do zastąpienia. Dobrze tylko pamiętać, że nieparlamentarne słowa mają swoją moc dopóty, dopóki zostawiamy je sobie na szczególne okazje. Próżno szukać i finezji, i zalet przeklinania tam, gdzie jest go za dużo.

Wykorzystane źródła:
https://www.discovermagazine.com/swearing-may-unlock-strength-you-didn-t-know-you-had-48434; https://www.discovermagazine.com/the-history-of-swear-words-where-the-and-do-they-come-from-45055; https://www.psychologytoday.com/gb/blog/hide-and-seek/201205/hell-yes-the-7-best-reasons-for-swearing; https://time.com/7272667/swearing-curse-words-health-benefits/; https://www.forbes.com/sites/traversmark/2024/06/24/a-psychologist-reveals-the-unexpected-benefits-of-swearing/; https://www.bbc.com/future/article/20160303-the-surprising-benefits-of-swearing

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE