Seks dla zaawansowanych – ejakulacja i punkt G

123rf.com

Bogini kobiecego wytrysku zawita do Polski. I chociaż jestem pewna, że nie odnotują tego wydarzenia listopadowe wydania serwisów informacyjnych, to za dekadę będziemy od niego liczyć czas, mówiąc „zmieniało się, powoli, aż przyjechała Sundahl i zmiany wystrzeliły do przodu.”
Trafia się dobra okazja, żeby znowu napisać tą zaskakującą i obco brzmiącą frazę – kobiecy wytrysk Tym razem w kontekście wizyty w Polsce Debory Sundahl, kobiety która jako pierwsza zaczęła mówić i pisać o istnieniu żeńskiej prostaty, jej możliwościach, specyfice. Deborah przyjeżdża do naszego kraju na cykl wykładów i warsztatów poświęconych kobiecej ejakulacji. W planach ma warsztat dla kobiet i warsztat dla par. Będzie na nich rozwijała i ćwiczyła zagadnienia zawarte w książce „Ejakulacja i punkt G. Orgazmy, jakich nie przeżyła twoja babcia.” (wyd. Czarna Owca, 2009). Nawet jeśli nie odważycie się na warsztat, kupcie sobie książkę i przeczytajcie ją spokojnie. Obiecuję, że informacje w niej zawarte wystarczą na długie lata inspiracji i rozwoju waszej seksualności.

Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne uznało strefę G za organ dopiero w 2001 roku. I dopiero wtedy zaczęły się regularne badania nad składem chemicznym żeńskiego ejakulatu oraz funkcją prostaty u kobiet. W Polsce temat jest znany albo jako osławiony squirting rodem z nowocześniejszych filmów porno, w którym aktorki tryskają na 5 metrów w spazmach rozkoszy, zazwyczaj nieco wbrew fizjologii, albo jako kolejny stopień wtajemniczenia tantrycznych kochanków w uniesieniu sięgających po puchar amrity. Tymczasem orgazmy z punktu G są zwykłym i naturalnym elementem żeńskiej seksualności. Można się ich nauczyć, można nauczyć partnera, jak je wywoływać. Są dostępne każdej kobiecie, a związane z nimi głębokie i intensywne wrażenia są zdecydowanie warte doświadczenia. Nie ma przymusu, można żyć, nie używając żeńskiej prostaty, i nadal mieć udany seks. Sama Sundahl tak mówi o strefie G „To, co naprawdę ważne na temat punktu G, i do czego prowadzę ludzi w moich książkach, to fakt, że jest on czymś całkowicie innym niż łechtaczka. (…) Jego orgazmiczne doznania są inne.” To oznacza, że mamy w ciele wiele współpracujących ośrodków przyjemności, których rozwijanie zależy tylko od naszej decyzji.

Historycznie kobiecy wytrysk przeszedł drogę ze szczytów w zapomnienie. Był naturalnie obecny w społecznościach plemiennych, traktowany jako święte zjawisko w kulturach Wschodu. Tam właśnie „strumień wód kobiecych” był uważany za nektar bogów obdarzony właściwościami uzdrawiającymi i odmładzającymi, a jego pozyskiwanie miało cechy mistycznego rytuału.