fbpx

Jak doświadczyć nieskrępowanej radości seksu? Wyjaśnia Katarzyna Miller

Jak doświadczyć nieskrępowanej radości seksu?
Nieskrępowana, dzika, wolna kochanka. Możesz to być ty, ale uwolniona z gorsetu „nie wypada”. (Fot. Getty Images)

Nieskrępowana, dzika, wolna kochanka. Możesz to być ty, ale uwolniona z gorsetu „nie wypada”. Jak się nią stać? Jak doświadczyć nieskrępowanej radości seksu? Czy to możliwe z obcym, czy tylko z ukochanym? – To nie zależy od uczuć lub ich braku do kochanka, ale od tego, czy nasze wewnętrzne dziecko ma się dobrze. Czy umie się bawić i zapomnieć w zabawie – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Czym jest radość seksu i jak ją osiągnąć? Moje ulubione książki o miłości fizycznej, czyli „Lubię seks” (z nadtytułem „Radosny seks na XXI wiek”) Suzi Godson i Mel Agace oraz „Radość seksu” Alexa Comforta, mówią w naturalny i nieoceniający sposób o seksualności. Nie znajdziemy w nich uzasadnienia dla „nie wypada”, o ile kochankowie są dorośli i nie działają pod przymusem. Ale też i odpowiedzi na pytanie: dlaczego to takie trudne cieszyć się z tego, co może dać ciało?
Umiesz się wygłupiać? Psocić? Zrobić to, na co masz ochotę? Zapomnieć o „wypada” i o „co ludzie pomyślą?!”. No właśnie! Pstro! A udany seks robi nam wewnętrzne dziecko. Nie wydaje się to właściwe mieszać w to dzieci, ale chodzi mi o jeden z aspektów naszej osobowości. Wewnętrzne dziecko to zdolność do nieskrępowanej zabawy. Obok niego jest też wewnętrzny dorosły (wybiera i decyduje o strategii działania) i rodzic (bywa krytyczny i oceniający). No i właśnie: wewnętrzny rodzic! To jego robota, jeśli wewnętrzne dziecko jest tak stłamszone rygorem zakazów, dyscypliną powagi i Bóg wie jakich jeszcze pretensji, że nie umie zaśmiać się głośno, a co dopiero pozwolić nam puścić hamulce w łóżku.

Jeśli więc aspekt osobowości odpowiedzialny za zabawę jest przytłumiony, to o radości seksu możemy tylko pomarzyć?
Ten wewnętrzny rodzic jest prawie lustrzanym odbiciem stosunku, jaki mieli do nas mamusia i tatuś. A że u nas często wychowuje się dzieci, sztorcując je za byle co, porównując z kolegami, ośmieszając, a jednocześnie wciąż podnosząc porzeczkę, to nie wierzę w statystyki mówiące, że tak nam dobrze w pościeli. Polscy rodzice nie należą do tych, którzy umieją wprowadzać dzieci w seksualność. Spontaniczność, możliwość robienia tego, na co mamy ochotę, co jest podstawą radości seksu, to nasza domena, o ile byliśmy wychowani bezpruderyjnie, akceptowani tacy, jacy jesteśmy, i kochani. Wtedy nie zastanawiamy się, co powinniśmy, ale całujemy, pieścimy, oddajemy się całkowicie lub bierzemy w seksie zachłannie. A o to właśnie chodzi! Mamy wchodzić w seks jak w wakacje!

Wybierajmy więc kochanków, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo. Ale jeśli radości seksu w pakiecie nie mamy, jak się o nią wzbogacić? Badanie relacji z rodzicami na kozetce analityka czy jakiś afrodyzjak po prostu?
Sztuczne podniety, gadżety, chemiczne afrodyzjaki nic nie dadzą. Nie idziemy wtedy ku radości seksu. Można zacząć inaczej. Spróbujmy nasze wewnętrzne dziecko nauczyć zabawy erotycznej. Zacznijmy od podstaw, od piaskownicy! A więc gra wstępna musi być, to ona buduje poczucie przyjemności. Czułość musi być. Mizianie, pieszczenie, zachwyty muszą być. To podstawa radości seksu, bo dzięki nim następuje coś szalenie ważnego. Otóż nasze ciało przygotowuje się do miłości. Bez gry wstępnej brak mu tej gibkiej miękkości, tego ruchu bioder i ramion, jakie towarzyszy grze erotycznej.

Mamy więc nastroić ciało na odbiór erotycznych audycji. Jak? Może sięgając po „Sztukę masażu erotycznego” doktora Andrew Yorke’a?
Lub po cokolwiek innego, co nam podpowie, jak wykorzystać dłonie, włosy, piersi, ale też jedwab, piórko do przepisania ciała ze stanu „akcja” na stan „eros”. Masaż polecam, bo angażuje i tego, kto masowany, i tego, kto masuje. I łatwiej nam sięgnąć po radości seksu już z miękkim ciałem. Aby więc uruchomić program „radość seksu”, trzeba stworzyć ku temu warunki. Zrobić tak, żebyśmy oboje znaleźli się w takiej bańce wydmuchanej z rzeczywistości, nawet jeśli znienacka przyjdzie nam do głowy ochota na seks, zadbać o to. Bo jeśli nie… Ciału w stanie „akcja” do seksu jak kotu do wody. Masowanie, podziwianie, pieszczenie, zalotne spojrzenia, czułe słowa, coraz gorętsze, spowolnienie oddechu, potem jego przyspieszenie i pojawia się w nas inna energia. Skąd ta energia? Ano właśnie z zasobów, o jakich nie pamiętamy, biegnąc do tramwaju. Z libido. To taka siła, że już sama zapowiedź seksu daje ciału inny rodzaj napięcia, ożywienia i drżenia. Właśnie! Pojawia się drżenie, ważny element radości seksu, bo zapowiada, że wydarzy się coś niezwykłego. I dlatego należy się przed tym stanem pokłonić.

Pokłonić się przed drżącym ciałem, przed seksem?!
Pokłonić! To nie przesada. Trzeba się seksem zachwycić, bo to magia, zaczarowuje nasz świat i zmienia w bajkową krainę, przenosi w inny wymiar tego, co znamy. Bo oto razem z kochankiem jesteśmy splątani na dywanie w salonie obok podrapanej nogi od szafy, a czujemy się tak, jakbyśmy kochali się na piasku nad morzem. Czy to nie magia? Nie warto pokłonić się przed taką siłą i zapamiętać w tajemnicy rozkoszy? No, ale jest warunek, tę magię rodzi szczerość, naturalność, czyste intencje…

Czyste intencje seksualnych chuci? Oj, niektórzy powiedzą, że jedziemy po bandzie!
Powiedzą to sztywniaki i nudziarze! A radość seksu jest oparta na dobrym samopoczuciu, na działaniu, którego celem jest rozkosz. Bez cenzury, naturalnie robiona. Nudziarz i sztywniak nie będzie spontaniczny. Sztywniara i nudziara nawet naga myśli: „To wypada, a tamto nie”. Ale jeśli chce doświadczyć radości seksu, musi pozwolić sobie na spontaniczność, kreatywność działania, i to aż do końca, do wielkiego finału, albo na powstrzymanie się na chwilę od działania. Warto tuż przed przestać robić cokolwiek, by przedłużyć grę. W czasie pauzy ona jego albo on ją doprowadza do szału, a słyszy: „Jeszcze nie”. On czy ona dotknie jeszcze delikatnie, przeciągnie palcem po skórze, muśnie ustami ucho i… gotowa eksplozja. Ale jeszcze nie… Aż orgazm staje się nieziemskim przeżyciem, tak oboje są napaleni.

Życie lubi puścić oko i można przesadzić z odraczaniem, a wtedy podniecenie opada jak liść jesienny.
To znak niedogrania, trzeba mówić o tym, co się dzieje. A jeśli „to” się stanie, chwilę się poprzytulać, pocałować, zapewnić, że wszystko gra, popatrzeć w oczy, popieścić. Nie poganiać się, nie przyspieszać na siłę. Powoli znów do przodu. Aż oboje się tak rozbudzą, że obudzi się w nich całe bogactwo przeżyć. No i jeśli to się uda – para może natrafić na pewien próg 
– otóż jeśli on grą wstępną, pieszczotami, zachwytem, swoim zapałem obudzi jej całe bogactwo przeżywania, ożywi jej uczucia i ciało, to ona może krzyczeć, wić się, płakać… A mężczyzna może się przestraszyć, kiedy kobietę poniesie. Spotyka wtedy w łóżku czysty seks, spotyka bachantkę, pierwotną kobietę, która nie zna zakazów, granic wstydu, nie certoli się, czy pierwsza może go pocałować poniżej pasa, czy w stopę, a jeśli tak czuje, to i ugryźć! Mężczyźni nie przeżywają tak silnie seksu jak kobiety, gdy tracą kontrolę, i dlatego mogą zareagować chęcią ucieczki, przykrym komentarzem. Zdarzyło mi się w młodości coś bolesnego, kiedy mój partner powiedział: „Nie ruszaj się”. No i jak być spontaniczną, dziką, namiętną? Miał tak małe poczucie wartości, że bał się nieogarnięcia sytuacji. Bo też to prawda, że gdy kobieta puści wszelkie normy i straci kontrolę, to partner musi się czuć jej równy. Musi się czuć mocny, trzeba, by jej sprostał, by miał poczucie, że to on jej dał to wyzwolenie, że to przy nim ona się zapomina. Dlatego dobrze, żeby ona mu to powiedziała, że to przy nim się zapomina, że to dlatego, że on jest taki wspaniały, że potrafi ją rozpalić, ona dostaje kręćka i stąd krzyki, jęki i drżenie.

Mężczyźni boją się bachantki? Stereotypowo marzą o niej. A najlepiej o dwóch naraz…

Boją się, że ich nie ogarną. Nie umieją też odpowiedzieć na ten miłosny kobiecy szał. Bo co robić z bachantką w łóżku? Matko jedyna! Męski repertuar seksualnych zachowań, jak i paleta odczuć nie są zbyt bogate. A więc czy wyjdzie z kobiety bachantka, zależy od tego, jak silne jej kochanek ma poczucie męskości (odsyłam do jednego z moich opowiadań erotycznych pt. „Kochanek poniżej wymagań”).

Oj, potrzebna nam rada dla mężczyzny, który znalazł się w łóżku z bachantką?
Po pierwsze, cudny panie, pomyśl sobie: „Skoro ona się tak w łóżku z tobą rozpala, to znaczy, że zdarzyło się między wami wiele wspaniałych rzeczy. Inaczej by tak się nie stało, nie byłoby możliwe to szaleństwo. Tak już jest z kobietami, że to ty musiałeś ją rozpalić, podniecić, skoro ona tak płonie. To naprawdę dobra recenzja dla ciebie. Ty, mężczyzna, tak na nią działasz, że ona całkiem się zapomina. Po drugie, bądź naturalny. Powiedz jej, że nie wiesz, co robić dalej, albo jej to pokaż. Wówczas ona przejmie inicjatywę. Może się jej poddasz w rodzaju uległości, którego nie znasz, może to dostarczy ci niezwykłej i nieznanej dotąd przyjemności. Mężczyźni zazwyczaj pozwalają na ubogi repertuar seksualnych pieszczot. Prawie wyłącznie wokół penisa. Tymczasem ona może obudzić sfery erogenne na jego plecach, nogach czy sutkach. Może się też okazać, że on pragnie czułości, ale nie przyznawał się, bo to niemęskie.

A rady dla bachantki?
Przetrzymaj go, jeśli chce już dążyć do finału, a jeśli potrwa to za długo i dojdzie do przedwczesnego wytrysku, bo tak już będzie nakręcony, to weźcie się do kolejnego razu. Najpierw warto chwilę pouśmiechać się do siebie, poprzytulać, pocałować, okazać zachwyt i jeszcze raz… Na pewno już będzie spokojniejszy. No, chyba że uzna: „dość!”. Wtedy to klops. Trzeba go przekonać, pogadać… Zawsze lepiej wszystko interpretować na plus. Spotykają się, kochają, to po co go podejrzewać o złe intencje?

Właśnie, zakładajmy dobre intencje! Znajoma zwierzyła mi się (mężczyźni nie wiedzą, jak wiele kobiety sobie mówią), że odjechała z kochankiem, a nie z partnerem, choć myślała, że to jej ideał.
Jeśli moje dziecko wewnętrzne jest złe na to drugie, które śpi obok, bo ono zabiera mu zabawki i skarży do pani, to się nie chcę z nim bawić. Więc nie ma w tym nic dziwnego, że nie wychodzi ta radość seksu. Jeśli partner zalezie za skórę, trudno z nim w łóżku odlecieć. A nowy mężczyzna to sam miód, jeszcze w niczym nie zawiódł i łatwiej z nim o nieskrępowaną radość seksu. Bywa, że mamy fajnego faceta i nogi nam się same rwą do tańca. A tu spotkamy kogoś takiego, że wystarczy, że jest obok, i mamy grę wstępną za sobą. Radzę skorzystać, doświadczyć. Może nas to zmienić, pozbawić zahamowań, czyli więcej możemy zyskać niż stracić. W stałym związku zbieramy przykrości i ważne, co z nimi później zrobimy. Jeśli zamieciemy pod dywan, stworzą hamulec erotyczny.

Może poćwiczyć mięśnie Kegla, że nawiążę do akcji Joanny Keszke o ambitnym tytule: „Cała Polska ćwiczy mięśnie Kegla” (czyli dna miednicy, odpowiedzialne za orgazm). Pisała o nich Michalina Wisłocka, ale skala tych ćwiczeń i gadżety, kulki na przykład, to duża rzecz…
Gdyby kobiety postawiły na technikę, miałyby więcej satysfakcji w łóżku niż teraz, gdy stawiają tylko na uczucie. A więc, drogie panie, ćwiczmy, co się da, jeśli to nam ma pomóc doświadczyć ekstazy. Nauczmy się też świadomie oddychać. To ważne, by mieć kontakt z tym, co czujemy, co dzieje się z naszym ciałem. Nie musimy iść na jakieś specjalistyczne kursy, po prostu świadomie wciągajmy powietrze głęboko do płuc, do brzucha, do miednicy. Poczujmy, jak ono nas wypełnia i potem opuszcza. Dawajmy naszemu ciału uwagę, skupiając się na tak prostym i cudownym akcie, jakim jest oddech.

Czy można coś jeszcze zrobić, by dać radość zabawy wewnętrznemu dziecku?
Cieszyć się ze wszystkiego, co choć trochę lepsze od tego co zazwyczaj. Nie strofować się za to, pytać: „Na co masz ochotę?”. I na to sobie pozwolić. Sukienka w groszki zamiast skromnej szarej? Tak jest! No i przede wszystkim uznać, że seks może być miły, nie musi być orgiastyczny, i cieszyć się ze wszystkiego, co w nim przyjemne, bo to odczucie dla przestraszonego dziecka jest już wielkim krokiem do swobody! A jak ciało coś miłego przeżyje, to je chwalić, nagradzać, zapamiętać to, ucieszyć się tym, dopieszczać siebie przy każdej okazji. Akceptować w seksie to, co nam daje satysfakcję. No i mamy już wszystko, by tej radości seksu zaznać…

Mamy manifest egoistki, powiedzą niektórzy.
A co ty się tak przejmujesz tymi niektórymi. Żadnej egoistki, przeciwnie – bo zadowolone kobiety to zadowolony świat.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze