Orientacja zero

Corbis

Pożądanie? Nie, dziękuję. Podniecenie? Nie pamiętam… Ochota na seks? A co to takiego?

Seks jest wszechobecny – pełno go w literaturze, filmie, reklamie…, a także w naszych głowach. Do tego stopnia, że trudno sobie wyobrazić, żeby byli wśród nas tacy, którzy w ogóle o nim nie myślą. Mógłby zniknąć z powierzchni Ziemi, a oni nawet by tego nie zauważyli.

– Aseksulaność to temat bardzo na czasie – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuololożka i psychoterapeutka. – Na ostatniej konferencji seksuologicznej dyskutowaliśmy o wprowadzeniu jej jako czwartej orientacji do międzynarodowej klasyfikacji seksualnych dysfunkcji.

Nie jest tożsama z oziębłością płciową, spowodowaną np. złymi doświadczeniami, zaburzeniami w rozwoju psychoseksualnym czy surowym wychowaniem. Mylnie interpretuje się ją także jako wstręt do seksu. Słowem bardziej pasującym byłaby „obojętność”, bo aseksualność to brak jakiegokolwiek zainteresowania seksem.
Gdybyśmy posłużyli się zwykłą podziałką, to ktoś, kto odczuwa podniecenie i ochotę na seks (niezależnie od orientacji), znalazłby się na niej w punkcie „1”. Poziom „–1” obrazuje z kolei sytuację, gdy seks traktujemy jako coś z gruntu złego i obrzydliwego. Natomiast ktoś aseksualny znalazłby się w punkcie „0”. Seks go ani nie nęci, ani nie odstręcza.

4×0

Na razie brak jeszcze danych dotyczących „wyzerowanych”, choć wiadomo, że stanowią dość liczną grupę (szacuje się, że ok. 1 proc. populacji). Biorąc pod uwagę, że liczba ludzi na świecie dobija do 7 miliardów, to wcale niemały odsetek. Aseksualni, nie czekając aż zostaną policzeni i sklasyfikowani, sami zaczęli się organizować – na razie w internecie na stronie www.asexuality.org. Założyło ją stowarzyszenie AVEN (Asexual Visibility and Education Network), które liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy członków na całym świecie (w Polsce ich odłam ma już kilka tysięcy osób). Sami podzielili się też na cztery kategorie, by się jakoś w nich (i w życiu) odnaleźć. Pierwsza to ludzie, którzy doświadczają pożądania, lecz nie podniecenia – zdają sobie wprawdzie sprawę, że seks na biochemicznym poziomie mógłby być przyjemny, ale nie czują potrzeby realizacji tych impulsów. Kolejna grupa to doświadczający podniecenia, ale nie pożądania. Chociaż postrzegają innych jako atrakcyjnych, to nie mają ochoty z nimi współżyć. Do trzeciej grupy zaliczają się osoby odczuwające i podniecenie, i pożądanie, ale zainteresowane tworzeniem związków, nie współżyciem seksualnym. Natomiast w czwartej grupie są ci, którym seks w żadnej formie nie wydaje się atrakcyjny i nie mają żadnej chęci na współżycie.

Taki się urodziłem

– „Wyzerowani” nigdy, na żadnym etapie rozwoju, nie pożądali seksualnie przedstawiciela żadnej płci, nie odczuwali pragnień seksualnych. Ale ktoś, kto np. wszedł w związek, w którym libido z czasem zanikło i partnerzy przestali interesować się sobą fizycznie, nie jest aseksualny – podkreśla Zaryczna. – Takim się trzeba urodzić.
Nie wiadomo dokładnie, co powoduje, że ktoś przychodzi na świat aseksualny, ale na pewno jest to wynik organizacji mózgu na etapie życia płodowego, który odbywa się pod wpływem hormonów.

– W rezultacie, tak jak albinos rodzi się bez barwnika w skórze czy hermafrodyta z podwójnym zestawem narządów płciowych, tak osoba „wyzerowana” przychodzi na świat bez umiejętności odczuwania pożądania – tłumaczy seksuolożka.

Kobieta regularnie miesiączkuje, a mężczyzna może mieć nawet poranne erekcje i… nic. Oboje po prostu nie czują potrzeby, by z kimś uprawiać seks. Zresztą na wczesnym etapie rozwoju aseksualni zachowują się tak samo, jak wszyscy: jako dzieci noszą różowe lub niebieskie ubranka, bawią się z innymi maluchami, wyrażają normalną, zdrową ciekawość dotyczącą budowy ciała i narządów płciowych u płci przeciwnej. Potem chodzą na randki. Nie mówią od razu „nie”, próbują różnych rzeczy, obejmują ich wszystkie procesy społeczne związane z budowaniem płci.

Do pierwszego zgrzytu dochodzi, kiedy ich rówieśnicy chcą iść dalej, wszyscy przeżyli już swoje „pierwsze razy” (także pod względem pettingu czy pocałunków), a oni stwierdzają wtedy, że wcale nie mają ochoty na więcej. Dziewczyna pozwala się wprawdzie pieścić czy całować „z języczkiem” , ale jednocześnie zastanawia się, po co właściwie to robi. W końcu dochodzi do wniosku, że jej to nie interesuje. Może się w przyszłości „naginać”, żeby spełnić oczekiwania partnera, ale jej kontakty seksualne nigdy nie będą ani tak częste, jak kogoś „normalnie” seksualnego, ani satysfakcjonujące.

„Nie chcę seksu” nie oznacza jednak: „nie pragnę bliskości”, „nie potrafię kochać” czy „chcę być sam”. Brak pożądania nie jest tożsamy z brakiem potrzeby miłości. Aseksualni też chcą kochać i być kochani. Pragną bliskiego kontaktu, ale takiego jak głaskanie, trzymanie się za rękę, niewinne pieszczoty czy masaż stóp. Dla nich bycie z kimś nie jest kwestią więzi erotycznej, lecz emocjonalnej. W połowie realizują wzór związku partnerskiego, na który z definicji składa się zarówno więź emocjonalna, jak i erotyczna.

Czy wobec tego jest im wszystko jedno, czy zwiążą się z mężczyzną czy kobietą? Dobre pytanie! Odpowiedzi na nie w dużej mierze dostarcza nam świat zewnętrzny. Co w procesie kształtowania się osobowości odgrywa ogromną rolę? Modelowanie, czyli nauka przez obserwację otoczenia. A wychowując się w tzw. normalnej rodzinie, dorastamy w domu, w którym mama zakłada fartuszek i gotuje, a tata wraca z pracy i czyta gazetę. Jako dzieci powtarzamy te role, bawiąc się w dom. Później tak wygląda nasza wizja „normalnego” życia. Dlatego szukając partnera będziemy się rozglądać wśród osób przeciwnej płci, i to niezależnie od orientacji płciowej.

– Dodatkową „wskazówką” jest presja otoczenia – podkreśla Zaryczna. – Mama wciąż pyta: „Kiedy wyjdziesz za mąż”, tata chciałby wreszcie poznać przyszłą synową, koleżanki coraz natarczywiej przypominają, że czas leci…
Mężczyźni mają dodatkowe obciążenie, bo jeśli nigdy nie mieli dziewczyny, mogą być piętnowani jako homoseksualiści i z tego powodu dyskryminowani. Nic dziwnego, że nawet osoby pozbawione pociągu seksualnego wchodzą w heteroseksualne związki. Na ile jest to ich wybór, a na ile uwarunkowanie środowiskowe? Trudno powiedzieć… Jednak mniejsza o płeć: żeby osoba „wyzerowana” była w związku szczęśliwa, musiałaby związać się z drugą także pozbawioną popędu płciowego lub kimś dotkniętym jego zanikiem.

Kobiece i męscy

Czy aseksualność widać na pierwszy rzut oka? Nie! Orientacja seksualna to nie to samo, co tożsamość płciowa. Mężczyzna z grupy „zero” może być supermęski, a kobieta – nosić minispódniczkę, wysokie obcasy i mieć pomalowane usta.

– Płeć określamy nie tyko poprzez pożądanie drugiej osoby. Realizujemy się przez atrybuty płciowe, które uważamy za niezbędne – tłumaczy Zaryczna. – Są kobiety, które czują się nimi dopiero, jak urodzą dziecko. Innym do poczucia kobiecości wystarczy czerwona szminka, ładna sukienka czy mężczyzna u boku. Można być piękną, atrakcyjną i jednocześnie całkowicie aseksualną. „Wyzerowani” nie wyrzekają się swojej płci.

Ważne jest też, żeby akceptowali swą odmienność. Nie próbowali żyć, tak jak wszyscy i z lęku przed znalezieniem się na marginesie społeczeństwa przekonywali swoje ciała i umysły, że są inne niż być powinny. Bo choć może im się czasem wydawać, że z tortu życia nie biorą całkiem fajnego kawałka, udawanie kogoś, kim się nie jest, to najprostsza droga do zmarnowanego istnienia.