Nie tylko robimy. Cały czas myślimy
Zmęczenie nie zawsze bierze się z liczby obowiązków. Czasem bardziej wyczerpuje nas to, że przez cały dzień jesteśmy ich centrum dowodzenia. Pamiętamy o terminach, zakupach, wizytach, rachunkach, urodzinach, potrzebach dzieci, partnera, rodziców i znajomych. Nawet kiedy fizycznie odpoczywamy, głowa nadal pracuje.
Właśnie na tym polega mental load – obciążenie psychiczne związane nie tylko z wykonywaniem zadań, lecz także z pamiętaniem o nich, przewidywaniem kolejnych kroków i pilnowaniem, żeby niczego nie przeoczyć. „Polega to na tym, że w głowie ciągle przerabiamy informacje, żeby nadążyć ze wszystkim, i układamy to jak w szachach” – tłumaczy Joanna Chmura. W efekcie można siedzieć na kanapie, a jednocześnie mentalnie biegać maraton.
Problem zaczyna się wtedy, gdy taki stan przestaje być wyjątkiem, a staje się codziennym trybem funkcjonowania. Bo skoro zawsze jest coś do zrobienia, odpoczynek zaczyna wyglądać jak luksus, na który trzeba sobie najpierw zasłużyć.
Skąd się bierze potrzeba, żeby wszystko było na naszej głowie?
Joanna Brodzik pyta w rozmowie, dlaczego tak często stajemy się menadżerkami własnego domu i życia całej rodziny. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Nie chodzi wyłącznie o perfekcjonizm czy brak umiejętności delegowania. W grę wchodzą również przyzwyczajenia, rodzinne wzorce i przekonania dotyczące tego, co znaczy być dobrą partnerką, matką, córką czy przyjaciółką.
Joanna Chmura zwraca uwagę, że nasz układ nerwowy może przyzwyczaić się do funkcjonowania w trybie działania. Szczególnie wyraźnie widać to w macierzyństwie: przez lata jesteśmy potrzebne niemal bez przerwy, więc nawet kiedy sytuacja się zmienia, ciało i głowa nadal pozostają w gotowości. Działanie staje się automatyzmem.
A kiedy automatyzm zaczyna być tożsamością, pojawia się znacznie trudniejsze pytanie: kim jestem, kiedy niczego nie organizuję, nie załatwiam i nikomu nie pomagam?
„Kim jestem, jak nie pomagam wszystkim?”
W kulturze produktywności bezczynność ma zaskakująco złą reputację. Odpoczynek powinien być efektywny, najlepiej regeneracyjny, zaplanowany i wpisany do kalendarza. Nawet relaks potrafimy zamienić w kolejne zadanie do odhaczenia.
„Jest wstyd wokół bezruchu i przegięte zostało to w stronę, że wszystko musi być w ruchu” – mówi Joanna Chmura. Przypomina przy tym o najbardziej oczywistym mechanizmie natury: serce, płuca, oczy – wszystko działa w rytmie napięcia i rozluźnienia, otwierania i zamykania. My natomiast próbujemy funkcjonować tak, jakby cały czas trzeba było być „włączonym”.
Dlatego zwyczajne poleżenie na kanapie może być czymś więcej niż lenistwem. Może być potrzebnym momentem wyhamowania. Problem w tym, że dla wielu osób właśnie wtedy pojawia się niepokój. „Jak się zatrzymam, to nie wiem, kim jestem. Kim jestem, jak nie pomagam wszystkim?” – zauważa Chmura.
To pytanie dobrze pokazuje, jak mocno nasze poczucie własnej wartości potrafi zostać związane z użytecznością. Jeśli przez lata słyszymy, że jesteśmy świetne, bo ogarniamy, pamiętamy, pomagamy i dajemy radę, nic dziwnego, że trudno nagle uznać bezczynność za pełnoprawną część życia.
Trzeba nauczyć się odpoczywać – i mówić o tym bez wstydu
Zmiana nie musi zaczynać się od wielkiej rewolucji. Czasem wystarczy przestać przedstawiać odpoczynek jako coś, co wydarzyło się przypadkiem albo na co „nie było wyjścia”. Chmura proponuje wręcz nowe ćwiczenie społeczne: uczenie siebie i innych, także koleżanek, że odpowiedź „leżałam trzy godziny na kanapie” może być równie wartościowa jak „zrobiłam pranie, pobiegłam, odpisałam na maile i ugotowałam obiad”.
Właśnie dlatego znaczenie mają małe rytuały, które nie muszą prowadzić do kolejnego celu. Filiżanka kawy wypita bez przewijania telefonu, kilka minut ciszy, rozmowa, podczas której nie robimy jednocześnie trzech innych rzeczy. Sponsorująca odcinek Nivona dobrze wpisuje się w ten kontekst: codzienny rytuał może być nie kolejnym punktem programu, lecz sygnałem dla głowy, że przez chwilę nie trzeba niczego przyspieszać.
Nie chodzi przecież o to, żeby stworzyć sobie perfekcyjny harmonogram odpoczynku. Chodzi raczej o odzyskanie prawa do momentów, które nie muszą być produktywne.
Dlaczego tak trudno poprosić o pomoc?
Delegowanie brzmi prosto tylko do momentu, kiedy naprawdę trzeba oddać komuś część odpowiedzialności. Wtedy pojawia się cała seria myśli: zrobi to gorzej, zapomnę dopilnować, szybciej będzie, jeśli zrobię sama, przecież ta osoba też ma dużo na głowie.
Joanna Brodzik trafnie zauważa, że prośba o pomoc potrafi paradoksalnie stać się kolejnym punktem na liście zadań. Joanna Chmura przekonuje jednak, że bez tej umiejętności płacimy wysoką cenę. „Jak nie uczymy się prosić o pomoc, to tracimy czas na inne rzeczy” – mówi.
Delegowanie zaczyna się więc nie od znalezienia idealnej osoby do wykonania zadania, ale od przyzwolenia sobie na to, że nie wszystko musi zostać zrobione przez nas. Dopiero później warto sprawdzić, czy osoba, której chcemy coś powierzyć, jest na to gotowa i potrafi przejąć odpowiedzialność.
To także moment, w którym trzeba zaakceptować coś bardzo niewygodnego: ktoś może zrobić daną rzecz inaczej niż my. I świat się od tego nie zawali.
Nie wszystko musi być idealne
Jedną z najtrudniejszych lekcji dorosłości jest świadomość, że życie składa się również z odpuszczania. Nie możemy mieć wszystkiego, zrobić wszystkiego i jednocześnie zachować pełnego spokoju. Każda decyzja oznacza jakiś wybór, a każdy wybór – rezygnację z czegoś innego.
„Nasze życie sprowadza się do ważenia kosztów i zysków i odpuszczania. Większość problemów w życiu bierze się z tego, że nie umiemy odpuszczać i akceptować nieidealny stan rzeczy” – mówi Chmura.
Nieidealność może więc być nie porażką, lecz strategią przetrwania. Dom może nie być idealnie posprzątany. Obiad nie musi być przygotowany od podstaw. Wiadomość może poczekać do jutra. Ktoś inny może zrobić coś po swojemu. A my możemy przez godzinę niczego nie naprawiać.
Pomocne może być także proste pytanie, przywołane przez Chmurę za Brené Brown, która z kolei cytowała Theodore’a Roosevelta: „Warto wiedzieć, z jakimi rzeczami nie będę się spierać”. To dobra zasada nie tylko w relacjach z innymi, ale też w relacji z samą sobą.
Co tracimy, kiedy cały czas jesteśmy w biegu?
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w biegu zyskujemy: więcej robimy, więcej kontrolujemy, jesteśmy potrzebne. Koszt ujawnia się dopiero po czasie. „Tracimy siebie, ale też każdy traci coś innego” – mówi Joanna Chmura.
Dla jednej osoby będzie to spontaniczność. Dla innej sen, relacje, zdrowie, seks, twórczość albo zwyczajna przyjemność z nicnierobienia. Możemy też stracić kontakt z własnymi potrzebami, bo przez lata łatwiej było odpowiedzieć na pytanie „czego potrzebują ode mnie inni?” niż „czego ja właściwie potrzebuję?”.
Być może dlatego rozmowa Joanny Brodzik i Joanny Chmury nie jest kolejną instrukcją, jak lepiej zarządzać czasem. Jest raczej pytaniem o to, czy naprawdę chcemy jeszcze lepiej zarządzać życiem, które już teraz jest wypełnione po brzegi.
Może czasem rozwiązaniem nie jest kolejna technika produktywności, aplikacja do planowania ani bardziej szczegółowa lista zadań. Może rozwiązaniem jest wykreślenie kilku punktów.
I pozwolenie sobie na to, żeby przez chwilę niczego nie ogarniać.
Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.