1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Zespół napięcia przedmiesiączkowego

Zespół napięcia przedmiesiączkowego

123rf.com
123rf.com
Kobiety w różny sposób opisują dolegliwości, jakich doświadczają na kilka dni przed mającą wystąpić miesiączką. Większość z nich, w tych dniach, jest bardziej świadoma swojego ciała i swojej psychiki.

Najczęściej można usłyszeć: „Jestem wtedy kłótliwa, rozdrażniona, nieznośna, wszystko mnie drażni i irytuje, potrzebuję wsparcia, mam depresję. Moje piersi są bolesne w dotyku, brzuch napęczniały, boli mnie głowa, nogi ciężkie jak z ołowiu, opuchnięte kostki…” Żaden z objawów nie może być zbagatelizowany, ważne jednak, by został właściwie zdiagnozowany.

Badania wskazują, że około 50% kobiet doświadcza objawów zespołu napięcia przedmiesiączkowego i ponad 10% z nich nie może w tym czasie normalnie funkcjonować. Zazwyczaj od 7 do 10 dni, a czasem i dwa tygodnie przed menstruacją, pojawiają się objawy, które mają bezpośredni wpływ na samopoczucie  kobiety. Dolegliwości trwają kilka dni i ustępują z chwilą pojawienia się menstruacji, jednak bywają przypadki, kiedy objawy utrzymują się aż do momentu wystąpienia najbardziej obfitego krwawienia. Może doświadczyć ich kobieta tuż przed pierwszą miesiączką, a nawet w okresie menopauzy.

Jak rozpoznać zespół napięcia przedmiesiączkowego i jak przetrwać ten trudny okres?

Do najbardziej typowych objawów zespołu napięcia  przedmiesiączkowego zaliczamy:

  • bóle głowy,
  • bóle pleców,
  • depresję,
  • drażliwość,
  • chęć na słodycze,
  • niepokój,
  • poczucie braku kontroli,
  • zwiększenie wagi ciała,
  • drażliwość piersi,
  • skurcze mięśni,
  • uczucie zmęczenia,
  • wahania nastroju oraz libido,
  • zatrzymanie wody w organizmie.

Dodatkowo mogą pojawić się inne dolegliwości, w zasadzie ze strony całego organizmu, każdego układu ciała, np.:

  • zimne kończyny,
  • bezsenność,
  • zaparcia,
  • suchość skóry,
  • omdlenia,
  • opryszczka,
  • napady płaczu,
  • wyczerpanie fizyczne i psychiczne,
  • depresja,
  • katar,
  • migrena,
  • nieostre widzenie,
  • bóle zatok,
  • trudności z koncentracją.
Należy podkreślić, że zespół napięcia przedmiesiączkowego może zostać wywołany przez dojrzewanie płciowe, zażywanie środków antykoncepcyjnych, stres, może też pojawić się po okresie ciąży i powrocie menstruacji, poważnej chorobie, usunięciu jajników, odchudzaniu lub stosowaniu różnych diet odchudzających. Aby nie wpadać od razu w panikę i nie wyolbrzymiać któregokolwiek z objawów do rangi zespołu napięcia przedmiesiączkowego, warto go prawidłowo zdiagnozować. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, czy objawy są nawracające, czy pojawiają się każdego miesiąca (przez minimum 3 ostatnie miesiące), czy wystąpiły nie wcześniej niż 14 dni przed menstruacją oraz czy ustąpiły po menstruacji na okres minimum 7 dni.  Dobrze jest prowadzić kalendarzyk i zapisywać w nim zauważone dolegliwości i samopoczucie, każdy z objawów charakteryzując jako ostry lub łagodny.

Objawy napięcia przedmiesiączkowego mogą być dodatkowo nasilać się pod wpływem zjadania pewnych produktów. Wśród nich są: kawa, herbata, mleko, ser, czekolada, cukier, ciastka, słodycze, napoje alkoholowe (wino, piwo, wódkę).  Warto wyeliminować z posiłków sól i zrezygnować z  białego pieczywa, zastępując go pieczywem razowym, zamiast białego ryżu lepiej wprowadzić do menu brązowy ryż. Ulgę z pewnością przyniosą warzywa, produkty strączkowe, kasze, produkty zbożowe oraz owoce.  Bywają przypadki, kiedy kobieta źle znosi dłuższe przerwy w jedzeniu, stąd dobrze, by zadbała o częstsze spożywanie posiłków.  W menu nie powinno zabraknąć również wody (najlepiej niegazowanej).

Artykuł przygotowany przez ekspertów portalu

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jaka dieta jest najlepsza dla serca? Sprawdzamy!

Fot. materiały prasowe partnera
Fot. materiały prasowe partnera
Odpowiedni sposób odżywiania, obok aktywności fizycznej, to jedna z najlepszych metod profilaktyki chorób układu sercowo-naczyniowego. Dowiedz się, jakich produktów spożywczych nie powinno zabraknąć w twojej diecie, a jakich należy bezwzględnie unikać.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nawet 3,9 mln ludzi na całym świecie umiera z powodu chorób serca oraz nadciśnienia. Jednocześnie podkreśla się, że nawet 80% tych zgonów można uniknąć[1].

Co szkodzi sercu?

Choroby serca (np. choroba wieńcowa, zawał serca) rozwijają się u osób szczególnie narażonych. Do czynników ryzyka zalicza się m.in.:

  • płeć męską
  • zaawansowany wiek
  • rodzinne obciążenie chorobami serca
  • nadciśnienie tętnicze
  • wysoki poziom cholesterolu
  • nadmierne spożycie alkoholu
  • niska aktywność fizyczna
  • nadwaga
  • palenie papierosów[2].

Szczególne znaczenie odgrywa prowadzony styl życia, który – jeśli zostanie poddany przemianie – może zmniejszyć ryzyko chorób serca.

Dieta na serce – jak ją komponować?

Osiągnięcie optymalnej masy ciała, zachowanie prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi, utrzymanie odpowiedniego ciśnienia tętniczego – oto, do czego należy dążyć w kontekście prewencji chorób serca. Kluczowym elementem jest właściwie skomponowana dieta na serce, która powinna uwzględniać i wykluczać niektóre grupy produktów spożywczych.

  • Włącz produkty zbożowe

Produkty zbożowe, np. ziarna, nasiona, kasze, otręby, brązowy ryż stanowią wartościowe źródło potasu i magnezu. Są to pierwiastki, które wpływają korzystnie na serce, wspierając jego prawidłowe funkcjonowanie.

Dieta uboga w potas może doprowadzić do hipokalemii, która – niezależnie od przyczyny – zwiększa ryzyko wystąpienia arytmii serca[3]. Ponadto badania naukowe potwierdzają, że optymalne spożycie magnezu zmniejsza ryzyko rozwoju zespołu metabolicznego, choroby niedokrwiennej serca, choroby wieńcowej czy nadciśnienia[4].

  • Ogranicz spożycie soli

Nadmierna ilość soli w diecie przyczynia się do rozwoju nadciśnienia[5]. Tymczasem Polacy spożywają jej nawet dwukrotnie więcej niż wynika to z zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)[6].

Aby zatem zmniejszyć ryzyko wystąpienia podwyższonego ciśnienia krwi, należy ograniczyć jej spożycie. Trzeba jednak wziąć pod uwagę nie tylko sól dodawaną do potraw, ale obecną w wielu produktach spożywczych (np. serach żółtych, fast foodach, kiszonkach, gotowych wyrobach wędliniarskich).

  • Zwiększ spożycie warzyw

Chociaż warzywa stanowią podstawowy element diety, ich spożycie powinny zwiększyć osoby zagrożone chorobami serca. Badania epidemiologiczne pokazują, że warzywa w diecie przyczyniają się do ograniczenia ryzyka rozwoju chorób sercowo-naczyniowych. Szczególne znaczenie mają m.in. ziemniaki, pomidory, cebula, brokuły, szpinak, szparagi, sałata[7].

  • Ogranicz tłuszcze nasycone

Tłuszcze nasycone spożywane w nadmiernej ilości mogą zwiększać prawdopodobieństwo rozwoju chorób serca. Istnieją dowody na to, że ich zastąpienie nierafinowanymi węglowodanami czy białkiem (szczególnie pochodzenia roślinnego) może obniżyć ryzyko chorób serca[8].

Źródłem tłuszczów nasyconych są m.in. masło, sery żółte, mleko i przetwory mleczne, makarony, olej kokosowy, orzechy.

  • Wyeliminuj tłuszcze trans

Spożycie tłuszczów trans przyczynia się do wzrostu stężenia cholesterolu LDL[9]. Należy dążyć do obniżenia tej frakcji, ponieważ nawet 61% osób powyżej 40. roku życia zmaga się ze zwiększonym jego poziomem.

Postaraj się wyeliminować wszystkie produkty zawierające tłuszcze trans. Informacji o nich nie znajdziesz w tabeli wartości odżywczych (producenci nie mają możliwości umieszczania tam takich danych), ale w szczegółowym składzie dostępnym na etykiecie. Tłuszcze trans kryją się pod częściowo utwardzonymi lub uwodornionymi tłuszczami roślinnymi.

  • Zwiększ spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych

Wielonienasycone kwasy tłuszczowe wpływają korzystnie na pracę serca. Dowody naukowe wskazują, że związek między większym spożyciem nienasyconych kwasów tłuszczowych a mniejszym ryzykiem rozwoju choroby wieńcowej[10]. Szczególną rolę odgrywają kwasy omega-3 (głównie ALA), które wspierają utrzymanie prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi.

  • Sięgnij po żywność funkcjonalną wzbogaconą sterolami roślinnymi

W trosce o zdrowe serce, warto uzupełnić codzienną dietę żywnością funkcjonalną wzbogaconą sterolami roślinnymi. Udowodniono, że fitosterole zmniejszają poziom cholesterolu we krwi – efekt obniżenia stężenia cholesterolu o 7-10% uzyskuje się w ciągu 2-3 tygodni przy spożyciu 1,5-2,4 g steroli roślinnych dziennie przy prowadzeniu zdrowego trybu życia i właściwie zbilansowanej diecie[11].

Dieta śródziemnomorska – dieta na serce?

Jeśli interesuje cię dieta na serce, zwróć uwagę na śródziemnomorski styl odżywiania się. Badania naukowe potwierdzają, że dieta śródziemnomorska wzbogacona orzechami i oliwą z oliwek przyczynia się do redukcji ryzyka rozwoju chorób sercowo-naczyniowych[12].

Istotą takiego planu odżywiania są:

  • tłuste ryby
  • produkty zbożowe
  • owoce
  • warzywa
  • oliwa z oliwek do przyrządzania posiłków.

Należy przy tym ograniczyć spożycie jogurtów oraz pełnotłustych serów.

To, w jakiej kondycji będzie twoje serce, zależy w dużej mierze od ciebie. Musisz więc z jeszcze większą świadomością komponować posiłki – tak, aby dieta była korzystna dla całego układu sercowo-naczyniowego.

[1] https://www.who.int/dietphysicalactivity/media/en/gsfs_general.pdf

[2] Czynniki ryzyka chorób układu krążenia, Radosław Szczęch, Krzysztof Narkiewicz, Choroby Serca i Naczyń 2008, tom 5, nr 1, 55–56

[3] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/6237811/

[4] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5852744/

[5] https://pulsmedycyny.pl/produkty-na-cenzurowanym-czyli-co-podnosi-cisnienie-896484

[6] http://www.izz.waw.pl/strona-gowna/3-aktualnoci/aktualnoci/537-polacy-spozywaja-za-duzo-soli

[7] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5579650/

[8] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5492032/

[9] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17045072/

[10] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5475232/

[11] https://www.efsa.europa.eu/en/press/news/blood-cholesterol-reduction-health-claims-phytosterols-can

[12] https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/nejmoa1200303

  1. Zdrowie

Dieta Pięciu Przemian

Kuchnia według Pięciu Przemian wymaga pasji i czasu, ale nie dajmy się zwariować – to, co pomaga zachować zdrową sylwetkę i dobre zdrowie, daje się sprowadzić do kilku zasad. (fot. iStock)
Kuchnia według Pięciu Przemian wymaga pasji i czasu, ale nie dajmy się zwariować – to, co pomaga zachować zdrową sylwetkę i dobre zdrowie, daje się sprowadzić do kilku zasad. (fot. iStock)
Lato to Przemiana Ognia i gorzki smak – jak w lekko przypalonych potrawach. Odżywiając się zgodnie z filozofią Pięciu Przemian, odczujesz harmonię ze sobą i ze światem. Będziesz mieć więcej energii, staniesz się bardziej pogodna i uzyskasz optymalną wagę i masę ciała.

Chińczycy od wieków dostrzegali związek człowieka z przyrodą. Żyjemy zgodnie z jej rytmami, zasadami. Podlegamy zmianom, podobnie jak sama natura – od narodzin aż do kresu przemijania. Zasada Pięciu Przemian obowiązuje na każdym poziomie – galaktyk i bakterii, w ciele i w psychice, w najbliższym parku, w Paryżu i w Koluszkach. Gdy zastosujemy także dietę Pięciu Przemian – zyska na tym nasze samopoczucie i zdrowie.

Nie jest to krótkotrwała dieta, a sposób żywienia, sprawdzony przez tysiąclecia, który pozwala na zachowanie zdrowia i równowagi psychofizycznej przez długie lata. Z początku reguły Pięciu Przemian mogą wydać się zbyt skomplikowane, bo trzeba wniknąć w zasady funkcjonowania natury. I szanując jej prawa, korzystać z dobrodziejstw. Też poprzez obserwację siebie, bo przecież i my reprezentujemy naturę i jej prawa – w naszych organizmach nieustannie odbywają się przemiany zgodne z zegarem i rytmem biologicznym, strukturą i funkcjonowaniem narządów, wrodzonymi lub nabytymi skłonnościami, wpływem otoczenia i warunkami, w jakich żyjemy… Wiedza ta pozwala, by poprzez odpowiednio dobrane składniki diety zapobiegać chorobom, a w razie zachorowań leczyć konkretne schorzenie jedzeniem.

Filozofia Pięciu Przemian

Obraz świata według filozofii chińskiej i ajurwerdyjskiej przedstawia się w pięciu elementach i ich nieustających przemianach. Odwieczny cykl zmian w naturze symbolizuje uniwersalne prawa przyrody, w każdym zakątku świata i w każdym zakątku naszego ducha i ciała. Rządzi porami roku, wpływa na jakość naszego pokarmu.

Jest pięć elementów stanowiących podstawę świata materialnego: Drzewo, Ogień, Ziemia, Metal i Woda. Każdemu z nich przypisane są analogicznie: jedna spośród pięciu pór roku (wiosna, lato, przełom pór, jesień i zima), jeden spośród pięciu kierunków świata (wschód, południe, środek, zachód i północ), jeden spośród pięciu smaków (kwaśny, gorzki, słodki, ostry i słony), zapach, klimat, faza rozwoju, narząd zmysłu, dźwięk, kolor itd. Niedobór lub nadmiar któregoś z żywiołów oddziałuje na ludzki organizm – zdrowie i samopoczucie. Należy dążyć do tego, by wszystkie elementy były ze sobą w równowadze i żebyśmy umieli rozpoznać, co nam służy i czego nam najbardziej potrzeba, uwzględniając własną konstrukcję psychofizyczną, budowę ciała, pory roku czy etap życia, na którym się znajdujemy. Przy tym należy pamiętać, że świat podlega nieustającym przemianom i my sami też wciąż się zmieniamy.

Prawo Pięciu Elementów rozpisano w odpowiedniej kolejności na okręgu koła: Drzewo, Ogień, Ziemia, Metal i Woda. – Ta kolejność nie jest przypadkowa – twierdzi Wanda Karpińska, farmaceutka i naturoterapeutka – Oznacza uporządkowane zależności między poszczególnymi elementami. Energia krąży w organizmie od momentu urodzenia aż do śmierci, przechodząc w ruchu kołowym, zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, przez wszystkie pięć elementów. To tzw. obieg karmiący, obieg odżywczy, ponieważ narząd poprzedzający karmi narząd następujący po nim, zasila go energią.

Co to oznacza? To, że gdy mamy np. kłopoty z sercem, to trzeba wzmocnić też wątrobę i nerki (Drewno zasila Ogień), a astmę lub zapalenie płuc leczymy, pobudzając do pracy śledzionę. Jak je wzmacniać? Poprzez odpowiednią dietę Pięciu Przemian, dobierając przyprawy i zioła zgodnie z zasadami.

Zgodnie z cyklem

Ale czymże są owe przemiany? Odwiecznym cyklem życia i umierania. Wiosna to Przemiana Drzewa (narodziny i wzrost – smak kwaśny, jak smak młodych pędów roślin). Lato – Przemiana Ognia (szczyt rozwoju – smak gorzki, jak w lekko przypalonych potrawach). Późne Lato – Przemiana Ziemi (dojrzałość – smak słodki, jak dojrzałych owoców). Jesień – Przemiana Metalu (suszenie, więdnięcie – smak ostry, jak suszonych ziół). Zima – Przemiana Wody (odpoczynek i zbieranie sił do powtórnych narodzin i przemian, by odtworzyć kolejny cykl – smak słony, jak wodorosty i owoce morza).

Zabierając się do gotowania, trzeba przestrzegać powyższego porządku i dobierać składniki z nim zgodne, czyli po kolei: smak kwaśny – smak gorzki – smak słodki – smak ostry – smak słony – znowu smak kwaśny itd. Jeśli pomylimy kolejność, musimy dodawać tak, by powtórzyć cykl i dojść do pożądanego porządku.

Spróbujmy to uprościć i zastosować w swojej kuchni na przykładzie konkretnego dania. Co powiesz na ryż z jabłkami? Najpierw rozgrzej garnek i już jesteś w Przemianie Ognia. Dodaj sok jabłkowy, pokrojone jabłka oraz cynamon (Przemiana Ziemi). Teraz kardamon i utarty imbir (Przemiana Metalu). Następnie odrobinę soli (Przemiana Wody), utartą skórkę cytryny (Przemiana Drzewa), trochę kakao (Ogień), syrop klonowy (Ziemia), dołóż ugotowany ryż (Metal) i nieco masła (Ziemia). Całość podgrzej i posyp orzechami włoskimi (przepis pochodzi z książki „Gotowanie według Pięciu Przemian. 184 przepisy dla wzmocnienia duszy i ciała”, Barbary Temelie i Beatrice Trebuth).

Równowaga w diecie Pięciu Przemian

Gdy przygotowujesz potrawy zgodnie z powyższymi zasadami, naśladujesz odwieczny rytm natury Pięciu Przemian w przyrodzie. Jesteś z nią w harmonii i zgodzie. Odbiegając od praw natury, lekceważąc je lub ingerując w nie (np. poprzez spożywanie żywności modyfikowanej genetycznie czy konserwowanej chemicznie), doprowadzasz swój organizm do rozstroju i chorób. Wykorzystując starożytną, sprawdzoną przez wieki wiedzę (pomocna będzie tabela Pięciu Przemian), możesz za pomocą jedzenia (właściwości i koloru produktu oraz pory roku, w której wzrasta) wpływać na organizm – np. biała rzodkiew wzmacnia płuca (Metal), pomarańczowa marchew leczy śledzionę, a czarna fasola – nerki.

W odżywianiu się zgodnie z cyklem Pięciu Przemian ważne jest także to, czy jesteśmy bardziej Yin, czy bardziej Yang. Oba te elementy powinny być w równowadze, zatem osoby, u których przeważa Yin (blade, z niskim poziomem energii, szybko marznące, ospałe), powinny jeść potrawy rozgrzewające, energetyczne, np. czosnek, cebulę, czarną fasolę, i używać przypraw, które rozgrzewają – pieprzu, cynamonu, majeranku itd. Z kolei osoby Yang (stale jest im gorąco, mają zaróżowioną cerę, są głośne, wybuchowe) dla równowagi powinny spożywać produkty ochładzające – owoce, warzywa, soki, zieloną herbatę, miętę itd.

W naszym klimacie, w którym przeważają dni chłodne i pochmurne (poza okresem letnim), powinniśmy zjadać więcej potraw rozgrzewających. Oczywiście, uwzględniając przy tym także naszą różnorodność – typ konstytucji (zimna, gorąca, wilgotna, sucha), posiadaną grupę krwi, nietolerancje pokarmowe, alergie czy inne dolegliwości ze strony układu pokarmowego.

Jedną z takich potraw jest np. dobrze nam znany rosół – kto by pomyślał, że jest jak najbardziej zgodny z filozofią Pięciu Przemian!

Zasady diety Pięciu Przemian

Kuchnia według Pięciu Przemian wymaga pasji i czasu, ale nie dajmy się zwariować – to, co pomaga zachować zdrową sylwetkę i dobre zdrowie, daje się sprowadzić do kilku zasad:

  1. Żywność powinna być jak najmniej przetworzona – unikaj produktów mrożonych, zawierających konserwanty, odgrzewanych w mikrofalówce, modyfikowanych genetyczne – sprawdzaj pochodzenie składników, szukaj tych z certyfikatami ekologicznymi.
  2. Sięgaj po to, co bliskie natury.
  3. Używaj przypraw w określonej kolejności i w odstępach czasowych – Iwona Kozak, nauczycielka ajurwedyjskiego stylu życia, radzi: najpierw zawsze przyprawy twarde, np. gorczyca, potem sól, następnie ziarna (np. kminu), potem przyprawy zmielone (np. kurkuma), dalej suche (np. bazylia), a na końcu świeże. Każdą z tych przypraw zagrzej tak długo w oleju, aby uwolniła aromat (ok. 30–60 sekund), a potem dodawaj następną, czekaj, aż poczujesz aromat, i następną....
  4. Sprawdzaj, co ci służy, a co nie, i jedz to, po czym dobrze się czujesz.

Odżywiając się zgodnie z filozofią Pięciu Przemian, odczujesz harmonię ze sobą i ze światem. Będziesz mieć więcej energii, staniesz się bardziej pogodna i uzyskasz optymalną wagę i masę ciała.

  1. Zdrowie

Borelioza – co warto wiedzieć?

W trakcie wędrówek po lesie lub łące stosuj środki odstraszające. Wtedy twój zapach przestanie być dla kleszcza zapachem posiłku. Zakładaj też odzież z długimi rękawami i nogawkami. (Fot. iStock)
W trakcie wędrówek po lesie lub łące stosuj środki odstraszające. Wtedy twój zapach przestanie być dla kleszcza zapachem posiłku. Zakładaj też odzież z długimi rękawami i nogawkami. (Fot. iStock)
Nie dość, że złapać ją łatwo, to jeszcze potrafi dawać mylące objawy. Bywa, że podszywa się pod zapalenie stawów, splotu barkowego albo korzonków. Jak przeciwdziałać tej podstępnej chorobie?

FAKT 1: Kleszcza trzeba wyjąć jak najszybciej

Ryzyko przeniesienia infekcji jest istotne dopiero wtedy, kiedy kleszcz przebywa w skórze dłużej niż 24 godziny. Jeśli więc jesteśmy daleko od cywilizacji, wyjmijmy go sami, nawet jeżeli zostawimy w skórze kawałek aparatu gębowego kleszcza – ta resztka jest mniej groźna niż ewentualna infekcja, a organizm sam się jej pozbędzie.

FAKT 2: Boreliozę można złapać prawie przez cały rok

Kiedyś przynajmniej zimą mieliśmy spokój: kleszcze nie żerują, kiedy panuje mróz. Ale ocieplenie klimatu (gdy nawet zimą utrzymują się temperatury na plusie) pozbawiło nas okresu ochronnego. Wystarczy, że na termometrze słupek rtęci pokaże 3–4 stopnie Celsjusza przez 3–4 dni, a kleszczowi zacznie burczeć w brzuchu. Poza tym jeszcze 10 lat temu kleszcze miały swoje „rewiry”: głównie tereny Warmii i Mazur oraz województwo podlaskie. Dziś zamieszkują całą Polskę południową, południowo-wschodnią i wschodnią – od Wrocławia, przez Rzeszów, po Olsztyn. Nawet nad morzem można już złapać tego pasażera na gapę. Bo kleszcze wędrują. Niekoniecznie na własnych nogach, raczej na myszach, sarnach, ptakach, psach i kotach. – Liczba zachorowań z roku na rok rośnie – mówi epidemiolog Agnieszka Motyl. – Wzrasta też populacja zakażonych kleszczy. Kiedyś było ich kilka procent, dziś ok. 20 proc.

FAKT 3: Borrelia nie ostrzega

Najbardziej charakterystycznym objawem zakażenia krętkiem Borrelia jest tzw. rumień wędrujący, pojawiający się w miejscu ukąszenia. Ma przynajmniej 5 cm średnicy i centralne przejaśnienie. Jego kształt, wielkość i miejsce występowania mogą się zmieniać. – Taki rumień nie wymaga już żadnych dodatkowych badań – jest niezbitym dowodem, że mamy boreliozę – mówi Agnieszka Motyl. Tyle tylko, że rumień nie pojawia się u prawie jednej trzeciej chorych, u których infekcja zaczyna się rozwijać. Co gorsza, pierwsze ogólne objawy boreliozy łatwo pomylić z letnią grypą: mamy dreszcze, łamie nas w kościach, boli głowa i mięśnie, czujemy się zmęczeni, możemy mieć gorączkę. Objawy zwykle mijają same, a my utwierdzamy się w przekonaniu, że to zwykła wirusówka. To jednak złudne bezpieczeństwo. – Infekcja boreliozowa może wprawdzie ulec eliminacji przez układ odpornościowy i w ponad połowie przypadków tak właśnie się dzieje – wyjaśnia Agnieszka Motyl. – Ale może też po jakimś czasie rozwinąć się do postaci kostno-stawowej, kardiologicznej czy neurologicznej i spowodować naprawdę poważne problemy.

FAKT 4: Borelioza oszukuje układ odpornościowy

Bakterie Borrelia burgdorferi wypracowały unikalne mechanizmy interakcji z organizmem, w wyniku których mogą być dla układu odpornościowego niewidzialne. – Żywe bakterie potrafią też przebywać w takich zakątkach organizmu, w których są dla odporności nieosiągalne, np. w stawach czy w ośrodkowym układzie nerwowym – wyjaśnia Agnieszka Motyl. To ma dwa skutki: po pierwsze organizm nie walczy skutecznie z infekcją, po drugie może wytwarzać przeciwciała w miejscach trudno dostępnych do diagnostyki, np. w płynie mózgowo-rdzeniowym. To nas prowadzi do kolejnego punktu:

FAKT 5: Diagnoza bywa trudna

Jest wprawdzie wiele testów, które mogą wykrywać boreliozę, ale mają wady: jedne dają dużo wyników fałszywie dodatnich, inne z kolei wyniki fałszywie ujemne. Dodatni wynik badania też nie daje pewności, bo możemy mieć przeciwciała po poprzednich infekcjach, które organizm pokonał. Jak medycyna stara się z tego wybrnąć? Chorym wykonuje się serię testów, z których jedne mają wysoką czułość, inne wysoką swoistość – a potem wyniki się koreluje oraz nakłada na objawy, których inne tło trzeba najpierw wykluczyć. Wciąż jednak zdiagnozowanie boreliozy jest rodzajem karkołomnej sztuki, ponieważ żaden z dostępnych testów nie może być traktowany jako odrębne badanie. Dopiero połączone wysiłki kilku można interpretować i tylko razem z objawami.

FAKT 6: Borelioza wymaga długiego leczenia

Nietypowe początki i samowygasające objawy to strzał w stopę, bo im prędzej nabierzemy podejrzeń i im prędzej zaczniemy się leczyć, tym większe są nasze szanse. – Jeśli leczenie zostanie podjęte w ciągu czterech tygodni od wystąpienia objawów, szanse na zwycięstwo z chorobą wynoszą co najmniej 90 proc. – wyjaśnia Agnieszka Motyl. – Im dalej, tym gorzej. Pierwsze objawy boreliozy można leczyć ambulatoryjnie (chory zostaje w domu, przychodzi tylko na kontrole); wystarczy też 14–28-dniowa terapia antybiotykami. Postać neurologiczną i późniejsze etapy choroby leczy się już w szpitalu, ponieważ wymaga to podawania antybiotyków dożylnie.

FAKT 7: Wyleczona dalej dokucza

Jeśli wywołany boreliozą proces zapalny długo się toczył, mógł spowodować trwałe uszkodzenia, np. w układzie stawowym czy nerwowym. W takiej sytuacji, choć bakteria została wyeliminowana, dolegliwości nie mijają. Dlaczego? Ponieważ choroba np. zdążyła już zniszczyć tkankę zaatakowanego stawu. Ale nawet jeśli stawy nie zostały zniszczone, objawy ustępują powoli: stopniowo słabną przez trzy miesiące po terapii. – U części chorych występuje tzw. zespół poboreliozowy, czyli zestaw objawów, takich jak bóle głowy, mięśni, przewlekłe zmęczenie, zaburzenia snu i koncentracji, uwagi i pamięci – tłumaczy Agnieszka Motyl. – I choć borelioza jest obiektywnie wyleczona, chorzy zmagają się z tym zespołem jeszcze przez wiele miesięcy, a nawet lat.

Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Wiele osób w takiej sytuacji domaga się przedłużenia terapii lub wielokrotnego powtarzania leczenia. Trudno się dziwić: walczą o zdrowie. Tyle tylko, że takie postępowanie nie przynosi poprawy, a antybiotykoterapia sama w sobie nie jest pozbawiona efektów ubocznych. Dlatego najlepiej jest po prostu kleszcza nie złapać.

Ekspert: Agnieszka Motyl, lek. med., specjalista epidemiolog, Medicover.

Unikniesz ukąszenia, jeśli:

  • W trakcie wędrówek po lesie lub łące zastosujesz repelenty (środki odstraszające). Wtedy twój zapach przestanie być dla kleszcza zapachem posiłku.
  • Będziesz zakładać bluzkę z długimi rękawami (najlepiej z zapinanymi mankietami) i spodnie z długimi nogawkami, (które w dodatku najlepiej jest włożyć w skarpety).
  • Po powrocie do domu weźmiesz prysznic. Kleszcz, zanim się wpije, przez jakiś czas wędruje, szukając najlepszego miejsca. Strumień wody łatwo go spłucze. Przy okazji dokładnie obejrzyj ciało.
  • Jeśli kleszcz jednak się wpije, usuń go jak najszybciej, specjalną pęsetą czy plastikową kartą. Ważne, by chwycić go tuż przy aparacie gębowym, bez naciskania odwłoka. Rankę zdezynfekuj i obserwuj miejsce ukąszenia.
  • Małe, miejscowe zaczerwienienie to zwykły stan zapalny po ugryzieniu, nie jest niepokojące. Dopiero duże (powyżej 5 cm) jest. Może się pojawić od 6 do 60 dni po usunięciu kleszcza!

  1. Zdrowie

Ile wody potrzebuje twój organizm? Ciekawostki na temat nawadniania latem

Wystarczy, że stracimy około 2 proc. wody, której organizm potrzebuje do funkcjonowania, by uruchomić pierwszy dzwonek alarmowy: uczucie pragnienia. Jeśli nie wstaniemy po szklankę płynu, ciało zacznie powoli wprowadzać „stan specjalny”. (Fot. iStock)
Wystarczy, że stracimy około 2 proc. wody, której organizm potrzebuje do funkcjonowania, by uruchomić pierwszy dzwonek alarmowy: uczucie pragnienia. Jeśli nie wstaniemy po szklankę płynu, ciało zacznie powoli wprowadzać „stan specjalny”. (Fot. iStock)
Upalne dni coraz bardziej cię męczą i pozbawiają energii? Suchość w gardle, pot na skórze, uczucie rozbicia? Dowiedz się, jak zapewnić sobie zdrowe orzeźwienie i prawidłowo uzupełniać braki płynów.

Łagodne odwodnienie to stan, którego przynajmniej raz w życiu doświadczył każdy z nas. Okazuje się bowiem, że aby się odwodnić, wcale nie trzeba mieć przez kilka dni biegunki i wymiotów (każda z tych dolegliwości szybko odwadnia, a w połączeniu odwadniają wprost błyskawicznie) lub infekcji z wysoką gorączką. – Wodę tracimy cały czas – wyjaśnia Magdalena Rybner, specjalista medycyny rodzinnej. – Nerki przerabiają ją na mocz, wykorzystując codziennie ok. 1,4 litra. Wydychamy 0,4 litra wody na dobę, skóra wypija 0,2 litra dziennie. Z potem tracimy około 0,5 litra.

Ale ta ostatnia wartość obowiązuje w tzw. normalnych warunkach. W czasie upałów lub w trakcie intensywnego wysiłku ilość produkowanego i wydalanego potu może wynosić nawet 4 litry! Okazuje się, że nawet pływając w – wydawałoby się – chłodnej wodzie, także się pocimy... Ale wcale nie trzeba większego wysiłku – zwykle siedzenie przez wiele godzin przy biurku może prowadzić do lekkiego odwodnienia, jeśli przez cały ten czas niczego nie pijemy ani nie zjemy pokarmu bogatego w wodę. Magdalena Rybner twierdzi, że wystarczy jak stracimy około 2 proc. wody, której organizm potrzebuje do funkcjonowania, by uruchomić pierwszy dzwonek alarmowy: uczucie pragnienia. Jeśli nie wstaniemy po szklankę płynu, ciało zacznie powoli wprowadzać „stan specjalny” – będzie wchłaniać wodę z jelit. Odebrana jelitom i nerkom woda jest przekierowywana do osocza.

Jeśli woda wciąż nie trafi do organizmu, już nie tylko mocz się zagęści, ale także osocze, wzrośnie też w nim ilość sodu – to na tym etapie poczujesz, że jesteś osłabiona, masz kompletnie suche usta, a język wprost klei się do podniebienia. Kolejny etap to wzrastające zatrucie organizmu: w końcu nerki przestają pracować, nie są więc usuwane produkty przemiany materii. Wystarczy, by organizm utracił zaledwie jedną piątą swojej wody, by nie przeżyć takiej „posuchy”.

Doceń wodę

Kobiece magazyny i lekarze powtarzają jak mantrę zalecenie: pij każdego dnia półtora litra płynów – najlepiej wody. Minimalna ilość chroniąca cię przed odwodnieniem to około pięciu szklanek na dobę – natomiast ilość zalecana to 8–10 szklanek. Niektórym łatwiej jest liczyć wodę właśnie na szklanki. Inni wolą kupić po prostu zgrzewkę mineralnej z półtoralitrowymi butelkami i codziennie wypić jedną. Ale mało kto pije, bo wie, że powinien – większość z nas wędruje po wodę do kuchni, kiedy poczuje pragnienie. – Tymczasem nie zawsze jest to dobry wskaźnik nawodnienia organizmu! – ostrzega Magdalena Rybner. – Byłoby super, gdybyśmy reagowali odpowiednio szybko. Tymczasem wiele osób nie zauważa lekkiego „przesuszenia”, sięgając po napoje dopiero, gdy czuje wyraźne pragnienie. To błąd, bo takie odczucie oznacza, że organizm już zaczął się odwadniać.

Zdaniem Magdaleny Rybner, dobrym wskaźnikiem właściwego nawodnienia organizmu jest kolor naszego moczu. Kiedy jest jasnożółty bądź słomkowy – wszystko w porządku. Ale kiedy zaczyna ciemnieć – zaniedbaliśmy podaż płynów! Trzeba więc szybko sięgnąć po wodę i wypić przynajmniej szklankę – ale małymi, wolnymi łyczkami. – Jeśli jesteś odwodniona do tego stopnia, że czujesz zawroty głowy i osłabienie, woda może nie wystarczyć – ostrzega Magdalena Rybner. – Wtedy lepiej się nawodnisz płynem z elektrolitami – kupisz je w każdej aptece bez recepty. Podczas upałów dobrze mieć w domu zapas i codziennie je uzupełniać, bo łatwo „uciekają” z potem.

Ciekawostki na temat nawadniania organizmu latem

Ostrożnie z kawą i herbatą. Ich picie nie liczy się w bilansie płynów, a raczej liczy się „odwrotnie”: tyle kawy, ile wypiłaś, powinnaś od ogólnej ilości płynów odjąć. Pamiętaj, że napoje, które podnoszą ciśnienie krwi (należą do nich nie tylko kawa, ale też cola i inne „specyfiki” z kofeiną czy guaraną), sprawiają, że organizm – by ciśnienie obniżyć – wydala więcej płynów!

Nie tylko napoje. Do całkowitego bilansu płynów w ciągu dnia zalicza się nie tylko woda. Wiele pokarmów zawiera jej całkiem sporo, więc także pomagają uzupełniać płyny. Nawet tak „suchy” prowiant jak kanapka zawiera ok. 40 proc. wody, a mięso ma jej 50–75 proc. Zupa to prawie 90 proc. wody. Nie tylko z tego powodu, że warzywa w niej „pływają” – ale też dlatego, że podobnie jak owoce, są niezwykle bogate w wodę. I tak, dla przykładu, melon to 92 proc. wody, truskawki – 90, pomarańcze, jabłka i gruszki ok. 85 proc. Ogórki biją nawet w tej kategorii melony: zwierają aż 96 proc. wody. Cukinia składa się z niej w 93 proc., marchew w 89, a ziemniaki w 77 proc. Osoba, która je dużo warzyw i owoców, może przyjąć, że z samym jadłospisem dostarcza sobie około litra wody. Resztę trzeba „dopić”.

Letni niezbędniczek

  • Ile? O tej porze roku trzeba się nawadniać często, a im goręcej, tym więcej powinniśmy pić. W czasie dużych upałów wskazane jest nawet do 3 litrów dziennie.
  • Co? Sama woda wbrew pozorom wcale nie wchłania się szybko. Najlepiej wzbogacić ją o sól – czyli sód. Pragnienie więc najszybciej ugasisz wodą mineralną o wysokiej zawartości minerałów – w tym sodu.
  • Jak? Trzeba pić małymi łyczkami i powoli, w ten sposób wypełni się łożysko naczyniowe, czyli woda zostanie w organizmie. Picie wody duszkiem sprawi tylko, że przez nas przeleci.
  • Gdy termometr wskazuje powyżej 30°? W okresie intensywnego pocenia się bardziej od wody wskazane są napoje izotoniczne lub rozpuszczane w wodzie elektrolity, które można kupić w aptece – każdy powinien wypić jeden taki napój dziennie. Z bąbelkami czy bez? Nie ma to większego znaczenia, podobnie jak temperatura napoju – pamiętaj jednak, że przy rozgrzanym ciele napój prosto z lodówki może spowodować zbytnie wychłodzenie i przeziębienie.