Asany na zdrowy mózg

Joga to coś więcej niż ćwiczenia fizyczne. To praca z oddechem, energią, emocjami, a także myślami. (Fot. iStock)

Joga to coś więcej niż ćwiczenia fizyczne, to praca z oddechem, energią, emocjami, a także myślami. Orina Krajewska pyta Małgorzatę Kobus-Kwiatkowską o to, które asany ćwiczą mózg.

O jodze mówi się, że jest gimnastyką, stylem życia, a nawet filozofią.
Joga to system filozofii indyjskiej, która zajmuje się związkiem pomiędzy ciałem i umysłem. Poprzez odpowiedni trening fizyczny i dyscyplinę duchową daje nam możliwość rozpoznania natury rzeczywistości. Takie jest jej założenie.

Zacznijmy może od korzyści na poziomie fizycznym…
Joga przebudowuje nasze ciało. Na przykładzie swoich uczniów mogę powiedzieć, że kiedy przychodzą na zajęcia, ich postawa bardzo często pozostawia wiele do życzenia. Często widzę kogoś młodego, kto jest już bardzo zmęczony, a nawet schorowany. Jego postawa dodaje mu lat. Dzięki praktyce dochodzi do zmiany sylwetki na prawidłową i ergonomiczną. Zmieniają się też wzorce ruchu. W rezultacie opóźniamy procesy zwyrodnieniowe, co przekłada się na to, w jaki sposób funkcjonujemy na wszystkich poziomach. Często mówi się, że jesteśmy tak młodzi jak elastyczny jest nasz kręgosłup. Siła grawitacji zmniejsza przestrzenie między kręgami, z wiekiem zaczynamy się więc pochylać i garbić. Joga odwraca te procesy. Zdarza się, że osoby w sile wieku mają dalej bardzo sprawny kręgosłup. Wspaniałym nauczycielem i przykładem jest dla mnie John Scott. Jego możliwości fizyczne, sprawność, witalność i kondycja są niesamowite.

Jednak jest mnóstwo różnych form aktywności fizycznej, które mogą utrzymać nas w sprawności. Co wyróżnia jogę?
Joga nie jest nastawiona na wynik, jak w przypadku każdego innego sportu. Nigdy nie lubiłam gier zespołowych czy sprawdzania, jak szybko pobiegłam. Zawsze czułam w takich sytuacjach presję. W jodze przebywamy pewnego rodzaju drogę. Ona jest ważniejsza niż jakikolwiek wynik. Praktyka to zawsze sinusoida. Często słyszę od uczniów: „Czuję, że się zatrzymałam”, odpowiadam: „Super, że się zatrzymałaś. Przed tobą pewnie jeszcze niejeden spadek. I musisz to zaakceptować”.
Zaczynając praktykę jogi, byłam skupiona tylko na aspekcie fizycznym. Dodatkowe doznania pojawiły się z czasem. To dlatego, że musimy najpierw pozbyć się niewłaściwych wzorców ruchowych, musi dojść do przebudowy ciała, żeby energia w ciele mogła płynąć w sposób prawidłowy i by ją w ogóle można było poczuć. Do mnie dotarło to któregoś ranka, podczas codziennej praktyki – zrozumiałam, że to, co robię, to nie jest praca na stricte fizycznym poziomie, ale też praca z energetyką mojego ciała. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Codzienne poranne stawanie na macie przestało być tylko rozciąganiem, stało się pracą nad podniesieniem swojego poziomu energii, by tym samym inaczej zacząć dzień. To naturalny proces – z tzw. annamaya koshy, czyli od tego, co fizyczne, przechodzimy do pranayamy, czyli tego, co energetyczne. Wszystkie te procesy są bardzo szczegółowo opisane. Myślę jednak, że kluczowe jest doświadczenie i nic nie zastąpi tego, co w pewnym momencie zaczynasz czuć.

Joga to część tradycyjnej medycyny hinduskiej – ajurwedy, coraz częściej mówi się jednak o niej w kontekście medycyny konwencjonalnej, jako formie profilaktyki, a nawet leczenia.
Kiedy studiowałam fizjoterapię na uniwersytecie medycznym, jogi nikt nie traktował poważnie. W dalszym ciągu zdarza się, że medycyna konwencjonalna neguje założenia medycyny holistycznej, które są szeroko przebadane i udokumentowane. Uwarunkowania psychiczne zupełnie nie były brane pod uwagę w kontekście leczenia. Z założenia leczono organ, zamiast spojrzeć na człowieka całościowo, ale to się powoli zmienia. Coraz częściej na zajęcia jogi trafiają osoby, które są odsyłane na nie przez lekarzy. Najczęściej potrzebują jogi jako formy rehabilitacji dla stawów, mają zwyrodnienia lub reumatoidalne zapalenie stawów. Podejrzewa się, że rzuty zapalenia wywołane są stresem, a żeby obniżyć poziom stresu, zaczyna się praktykować jogę. Tak samo jest w przypadku łuszczycowego zapalenia skóry. W kwestii profilaktyki – mnóstwo badań potwierdza, że łagodna forma aktywności fizycznej daje nam dużo większe korzyści zdrowotne niż forma intensywna. Jeśli chodzi zaś o leczenie, to oczywiście zależy, o jakiej chorobie mówimy, ale myślę, że na jakimkolwiek etapie zaczniemy, aktywność przyniesie mnóstwo korzyści. Będąc w ostrym etapie chorobowym, przy ograniczeniach fizycznych, możemy się skupić na aspektach emocjonalnych, co niesamowicie polepsza nasz dobrostan.

Są choroby, przy których joga jest wyjątkowo wskazana?
Proces pracy nad różnymi schorzeniami jest pięknie przedstawiony w „Świetle jogi” Iyengara. Znajdziemy tam podpowiedzi, jakie asany będą polecane przy danym schorzeniu. Choroby, na które ewidentnie joga ma pozytywny wpływ, to astma oskrzelowa, wrzodowa choroba żołądka i dwunastnicy, nadciśnienie tętnicze czy zapalenie jelita grubego. Czyli choroby związane z emocjami i stresem. Jak fibromialgia, której przyczyny jeszcze do niedawna były nieznane. Objawia się bólami stawów, mięśni i tak zwanych punktów spustowych. W toku badań okazało się, że praktyka jogi poprzez obniżenie napięć emocjonalnych powodowała, że objawy te mocno się łagodziły.

Wspomnijmy też o stanach depresyjnych…
Korzystne działanie jogi w kontekście leczenia depresji jest niepodważalne. Joga ma na nią zbawienny wpływ, jednak nie działa w przypadku schizofrenii – może pogłębiać negatywne stany. Dlatego ważne jest, aby nauczyciel zawsze przeprowadził najpierw wywiad z osobą, która chce zacząć praktykę jogi.
Depresja w dużym stopniu połączona jest z lękiem, a ćwicząc jogę, uruchamiamy współczulny układ nerwowy, który odpowiedzialny jest za wyciszenie, koncentrację, spowolnienie procesów metabolicznych – w rezultacie czego obniża się poziom lęku. Emocje często kumulują się w klatce piersiowej, wokół serca. Osoby, które są przygniecione sytuacją życiową, którym jest smutno – mają tendencję do tego, żeby się garbić, pochylać. Kiedy w takiej sytuacji dochodzi do mocnego wygięcia, cała skumulowana energia uwalnia się naraz. Jeśli dana osoba jest świadoma swoich emocji, może sama kontrolować intensywność wygięcia. Jedna z moich uczennic powiedziała ostatnio, że przechodzi przez bardzo trudną sytuację i świadomie zrezygnowała z wygięcia do tyłu, bo bała się tego, co może wydarzyć się na sali.

Mówi się o tym, że joga to sposób na masaż organów wewnętrznych.
Fizjoterapia masaż organów wewnętrznych nazywa terapią wisceralną. Są to techniki manualne, które normalizują napięcia na powięzi i na krezach, na których zawieszone są nasze narządy wewnętrzne. Dzięki takiej terapii poprawia się przepływ krwi w narządach wewnętrznych i w jamie brzusznej. W praktyce jogi wykonujemy wiele skrętów, lżejszych lub mocniejszych uciśnięć brzucha. Przykładem jest lotos. Gdy wykonujemy skłon w lotosie, pięta uciska na wątrobę, co powoduje wzmożoną aktywność mięśni gładkich organów, a w konsekwencji pobudzamy przepływ płynów ustrojowych, oczyszczamy ciało z toksyn i podnosimy odporność całego organizmu, pobudzając krążenie krwi i stymulując przepływ limfy. Oczyszczanie z toksyn odbywa się głównie poprzez stymulację wątroby. Podczas praktyki jogi, szczególnie w stylu dynamicznym, bardzo mocno się pocimy, a jak wiadomo – wraz z potem też uwalniamy toksyny. Bardzo ważne, żeby pozwolić sobie na to, by nie czuć skrępowania.
Joga powinna być holistyczna, zawierać wszystkie elementy – pranayamę, czyli techniki oddechowe, technikę pracy z energią i pracę czysto fizyczną. Powitania słońca rewelacyjnie pobudzają całe ciało, mobilność stawów i zwiększają przepływ krwi. Po takim pobudzeniu można skupić się na celu, na którym nam w danym dniu zależy. Pod koniec dobrze dodać elementy wyciszenia i medytacji, co bezpośrednio wpływa na procesy zachodzące w mózgu. Jego praca ma niesamowite przełożenie na to, co dzieje się z całym naszym ciałem.

Na pracę mózgu wyjątkowo wpływają też pozycje odwrócone.
Głównym założeniem tych pozycji jest odwrócenie negatywnego wpływu grawitacji na nasze ciało. Asany odwrócone zapobiegają stagnacji i opadaniu organów. Zwiększają dotlenienie komórek. Im jesteśmy starsi, tym bardziej organy na siebie naciskają. Odwracając się, nie dość że tworzymy przestrzenie pomiędzy nimi, to jeszcze dochodzi do uelastycznienia naczyń krwionośnych i aorty. Jednak faktycznie jednym z najważniejszych elementów pozycji odwróconych jest to, co dzieje się z mózgiem. Dochodzi do wzmożonego ukrwienia tego organu i przenikania płynów ustrojowych – płyn rdzeniowo-mózgowy wpływa w kierunku komór i odżywia komórki mózgu. Dzięki zwiększonej perfuzji zmniejsza się ryzyko udarów niedokrwiennych mózgu czy otępienia starczego. Bardzo ciekawe jest to, że – jak potwierdziły badania – mózg poddany procesom medytacyjnym nie tylko się przebudowuje, ale dochodzi wręcz do tworzenia się nowych połączeń neuronalnych i komórek nerwowych.

Do tej pory uważano, że proces obumierania komórek mózgowych jest nieodwracalny.
Najnowsze doniesienia potwierdzają, że na ten proces mamy wpływ. Medytacją i odpowiednią aktywnością fizyczną jesteśmy w stanie nie tylko zahamować te procesy, ale i odwrócić bieg czasu. W kontekście pozycji odwróconych bardzo ważne jest też dno miednicy. W dnie miednicy odkłada się mnóstwo stresu. Może to doprowadzić do bolesnego współżycia, bóli w podbrzuszu, nietrzymania moczu czy nadreaktywnego pęcherza. Gdy wykonujemy pozycje odwrócone, w dnie miednicy pod wpływem grawitacji narządy odnajdują nowe miejsce. Przestrzenie między nimi zaczynają się powiększać, redukujemy ucisk, następuje lepsze ukrwienie. W przypadku kobiet pozycje odwrócone są niezwykle ważne, ale pamiętajmy, że nie są wskazane w czasie menstruacji. Nie poleca się ich też osobom z podwyższonym ciśnieniem i tym, które zmagają się z chorobami oczu, szczególnie z podwyższonym ciśnieniem śródgałkowym. Pozycje odwrócone to zawsze szok dla organizmu. Szczególnie te pierwsze momenty. Organizm musi przyzwyczaić się do odwróconego działania grawitacji. Z mojego doświadczenia wynika, że im dłuższe trwanie w pozycjach odwróconych, tym zyskujemy większy spokój. Można to nawet traktować jako rodzaj odpoczynku.

Te procesy przekładają się też na nasz stan emocjonalny?
Powiem tak: jeśli ktoś stanie na głowie po raz pierwszy, zyskuje niesamowitą wiarę w siebie i własne siły. Wiem też z relacji znajomej nauczycielki, że kiedy stanęła na głowie, świat dosłownie wywrócił jej się do góry nogami. Przewartościowała to, w jakim momencie życia jest, co robi i czy naprawdę chce to robić.
Głównym założeniem jogi jest praca na poziomie umysł-ciało. W zależności od tego, co chcemy osiągnąć, możemy eksperymentować z różnymi nurtami jogi, od hatha jogi po ashtanga jogę. Jeżeli chcemy doprowadzić się do wyciszenia i uspokojenia umysłu, to wystarczyłoby w praktyce jogi skoncentrować się na asanach, które skupione są bardziej na oddechu niż na sile i precyzji wykonania. To nie powinny być pozycje, które są bardzo angażujące fizycznie, raczej te leżące i siedzące. Ale nauka prawidłowego oddechu będzie tutaj kluczowa. To, w jaki sposób oddychamy, przekłada się na stan umysłu. Gdy robimy to jedynie do szczytów płuc, nasz oddech jest krótki, rwany, w konsekwencji czego dochodzi do niedotlenienia mózgu. Takie osoby często cały czas gdzieś się spieszą, są zdenerwowane, a w efekcie ciągle przemęczone, znużone i z obniżonym nastrojem. Kiedy praktykujemy oddech przeponowy i dolno-żebrowy, dotleniamy mózg.

To robi się już skomplikowane.
Sama teoria faktycznie może być przytłaczająca, dlatego trzeba sprowadzić ją do praktyki – często wystarczy jedna wskazówka, np. by oddychając, poruszać samym brzuchem, a nie żebrami, co już będzie oznaczało, że wykonujemy głęboki oddech przeponowy. Z czasem dochodzi się do takiej świadomości ciała, która pozwala nam izolować mięśnie, poruszać konkretnymi wewnętrznymi obszarami zupełnie bezwysiłkowo. Na to jednak potrzebna jest systematyczna praca. Sama przeszłam bardzo długą drogę od niezdrowego odżywiania, niedbania o siebie, niesłuchania tego, co organizm mi mówił – do bardzo dużej uważności. Dzisiaj czuję, że jestem w stanie dostrzec nawet bardzo małe zmiany i napięcia w obrębie narządów wewnętrznych. Jestem w kontakcie ze swoim ciałem i staram się za nim podążać.