fbpx

Błysk obrazu

Pies Krecik, który miał zapewne przodka jamnika, biega tam i z powrotem, podskakuje, robi miny, kładzie się na plecach… W nagłym błysku obrazu widzę – on przecież zachowuje się identycznie jak mój mały synek. To więcej niż pokrewieństwo.

Taka wiedza jest powszechna, ale nie w pełni przez nas przyswojona, gdyż doprawdy trudno wyciągać wnioski z tego, że w człowieku tak wiele jest ze zwierzęcia, a w zwierzęciu tak wiele z człowieka. Wrzucam do bagażnika pieluszki dla mojego synka i dla mojej mamy. W błysku myśli dziwię się, że to, co nie mieści się w głowie, bez trudu mieści się w samochodzie.

Antoś zapytany niedawno: gdzie jest dziecko?, bez wahania pokazał na siebie, choć nigdy nie był w tej sprawie uświadamiany. Za to niezwykle go bawi, kiedy dowiaduje się, że tata ma na imię Tomek, a mama Ewa. Pęka ze śmiechu. I teraz w błysku jego rozbawienia widzę, że nasze imiona są tak nasze, że nie widzimy ich dziwnej faktury.

Te nagłe zdziwienia rzucają niecodzienny snop światła na codzienność, nazwałem je błyskiem obrazu, ale można mówić też o iluminacji, w sytuacji zaś bardzo poważnej – o oświeceniu. Przeżył je podobno Budda. Zdarza się, że taki błysk oświetla całe przeszłe i przyszłe życie, czasami ma charakter naukowej iluminacji, jak to zdarzyło się Einsteinowi. Zwykle jednak są to iluminacje małe jak szczeliny, które otwierają się i za chwilę zamykają.

Interesuje mnie stan temu pokrewny, który nazwać można nagłą świadomością wolności… Słyszałem, że czasami zdarzało się to ludziom w czasie wojny, gdy tracili wszystko oprócz życia. Mistrzowie myśli wschodniej, buddyści, wyznawcy zen, jogini pracują nad taką utratą długie lata. Podobnych stanów pewnie doświadczali święci różnych religii. Stawiam tu jednak znak zapytania, kto wie, jak taki stan wygląda i czy naprawdę długo trwa. Na pewno jego objawem koniecznym jest poczucie wolności i szczęścia.

Nam, ludziom zwykłym, zabieganym i zagubionym w codzienności, zazwyczaj dane są tylko szczeliny z widokiem pełnym światła, otwierają się, by zaraz się zamknąć. Zwykle nie bardzo wiadomo, co powoduje taki stan nagłego poczucia wolności, pomijam tak wybuchowe sytuacje jak orgazm, upadek cegły na głowę czy skok ze spadochronem. Ciekawe właśnie, że to rzadkie i nagłe poczucie zdarza się pozornie byle jak i jakby byle gdzie, ale pewnie są jakieś ukryte powody, że tak się staje.

Przydarzyło mi się to niedawno na warszawskiej Pradze, w dzielnicy szczególnej, gdzie jeszcze pachnie przedwojennym miastem. Bywam tam ostatnio dosyć często jako gość Superstacji. Nowy budynek tej telewizji jest jak wysepka na morzu ledwie żywych domów z nagiej cegły.

Wsiadałem do samochodu jak zwykle, gdy nagle poczułem – przecież nie muszę teraz nigdzie jechać, jestem wolny! Widzę, że pobliskie domy są obdarte ze skóry, cegła zdaje się krwawić, ale nie jest to groźne, tylko wspaniałe i godne najwyższej uwagi. Tubylcy zamroczeni alkoholem snują się leniwie, jakoś piękni w swoim zwiewnym stanie, mieszkańcy innej planety. Idę gdzieś przed siebie i czuję, że obluzowuje się i spada mi z szyi obroża, do której przymocowana jest smycz.

Niemal wszyscy ludzie mają takie smycze, jak nie kredytów, to obowiązków, lęków, niepokojów, a wszystko splecione w solidny rzemień. Ta smycz tym bardziej ogranicza i zniewala, że jest niewidoczna. Czy tak nagle wolny zaszedłem daleko? Nie za daleko, skoro jednak napisałem ten felieton.