fbpx

„Pan jest dobrym tematem”

Miałem poczucie bliskości i współodczuwania,kiedy czytałem dzienniki nadesłane na moją skrzynkę. Szczególnie bliskie stały mi się dzienniki młodych matek.

Chodziłem wąskimi uliczkami kamiennej Starej Jerozolimy, gdy do serca zapukała mi krótka wiadomość tekstowa. Tak dowiedziałem się, że to jednak będzie On, a więc synek. Tuż obok trzy święte miejsca zanurzone w wielkim bazarze, a ja, który nie wierzę w cuda żadnych religii, poczułem, że jednak wierzę w cud narodzin. Chciałem stworzyć dziewczynkę, ale okazało się, że to pragnienie nie ma siły sprawczej, to był kaprys, a czym jest kaprys wobec wyroków Wielkiego Przypadku, który nami rządzi lub współrządzi?

Od czasu, gdy Antoś robi się coraz bardziej chłopięcy, już nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej, niż jest. A on sam w tej swojej krystalizującej się chłopięcości coraz bardziej mi się podoba. I kto wie, może uda mu się poprawić fatalny stan męskiej populacji w Polsce, który sprawia, że Polki nie mogą sobie znaleźć odpowiedniego partnera.

Wybierając w sklepie słoiczki z jedzeniem dla dziecka, czytam: „potrawka z królika”. Wyczulony na dziwność świata sprawdzam, czy nie ma „Kłapouchego w sosie własnym” i „uszów Prosiaczka z warzywami”. Jest tylko nieszczęsny indyk w kilku postaciach – chyba jednak nie znaliśmy bliżej żadnego indyka? Liczne są za to kurczaki, ale do martwych kurczaków jesteśmy przyzwyczajeni.
 
Żyjemy doprawdy w wielkim zakłamaniu. Z jednej strony uczłowieczamy zwierzęta, z drugiej karmimy dzieci ich mięsem. Jadam mięso, ale coraz bardziej niechętnie i w poczuciu winy. Właściwie to jadam mięso tylko wtedy, gdy się zagapię. Ale denerwują mnie gorliwi wegetarianie, którzy obwąchują każde danie, czy aby nie ma w nim kawałka mięsa. Jakby mogli od tego umrzeć. Bardziej wzruszają mnie matki, które obwąchują swoje niemowlęta, czy nie zrobiły kupy. To dlatego kiedyś zamożne panie posiadały nianie, by się nie uzwierzęcać takim wąchaniem. Nic jednak nie zmienia faktu, że nie tylko zjadamy od dziecka zwierzęta, ale też jesteśmy do nich podobni.

Ostatnio kilka razy zapraszano mnie do programów na temat dojrzałego ojcostwa. Dzisiaj telewizyjne dyskusje to spektakle, gdzie dobiera się gości tak, jak obsadza się role w dramacie. Taki mam okres w życiu, że jestem obsadzany w roli dojrzałego ojca. Gdybym miał lat 90 i się rozmnożył, miałbym jednak o wiele większe wzięcie. „Dojrzałość” – jakie to eleganckie słowo. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć: był tak dojrzały, że zjadł wszystkie swoje zęby, potem twarz, zostały mu tylko pestki oczu.

„Pan jest dobrym tematem” – mówi młoda dziennikarka, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek. I oto ja, stary myśliwy od tylu lat polujący na temat, sam nagle staję się obiektem i tematem. Przez całe życie polowałem na temat, nawet wtedy, gdy polowano na mnie. Myślałem wtedy – jak mnie upolują, to dopiero będzie temat. I miałem rację. A teraz jestem już zmęczony, tak zwyczajnie, po ludzku. Pisząc, coraz częściej czuję się, jakbym pracował w kamieniołomach słów. ładniej byłoby napisać, że pracuję w kopalniach diamentów. Ale te „kopalnie” odnoszą się tylko do męki pisania poezji. A poezja ostatnio mi wysycha. Nie tylko w moim świecie jest coraz mniej miejsca na refleksję i skupienie: „Kurczą się, kurczą nasze wyspy…” – powtarzał Czesław Miłosz niedługo przed śmiercią. Bardzo to przejmujące i prawdziwe wyznanie. Te wyspy należą nie tylko do Miłosza, do wszystkich ludzi myślących. Nastał taki czas, że wykształciuchy i tak zwane elity tłoczą się na kurczących się wyspach. Ostatnie wybory na szczęście pozwoliły ocalić sporo terenu przeznaczonego na zatopienie. I może właśnie dlatego, że kurczy się nasza przestrzeń, zaczynamy być bardziej razem. Miałem to poczucie bliskości i współodczuwania, kiedy czytałem dzienniki nadesłane na nasz konkurs. Szczególnie bliskie stały mi się dzienniki młodych matek. Nasza empatia oparta jest jednak głównie na wspólnym uczuciowym doświadczeniu. A jak na mięsożerców, to i tak mamy w sobie zaskakująco wiele wrażliwości.