Algorytmy mediów społecznościowych promują treści sensacyjne, więc „trująca soja” zawsze przebije nudne „jedz warzywa”. Ludzie klikają w strach, nie w rozsądek. Zyskują na tym ci, którzy potrafią straszyć skuteczniej: producenci detoksów, suplementów, „diet cud”.
Czy pomidory powodują raka?”, „Owoce są niezdrowe, bo przecież mają cukier, prawda?”, „Czy gluten powoduje stan zapalny w jelitach?”. To tylko kilka z pytań, które regularnie słyszę podczas spotkań z czytelnikami i pacjentami. Biorę wtedy wdech i mówię: nie. Po czym zaczynam tłumaczyć, dlaczego ziarno prawdy z tej plotki zaczęło tak mocno kiełkować. Bo te jednoznaczne oceny bywają prawdziwe tylko w małej części – lub w ogóle nie.
Jedzenie ostatnio zostało poddane jednej z największych kampanii dezinformacyjnych w historii. Demonizowanie produktów spożywczych stało się modą. Co kilka miesięcy pojawia się nowy „winowajca”: raz nabiał, raz gluten, pomidory, a za chwilę marchewka, bo zawiera „za dużo cukru i azotanów”. Ale to nie marchewka jest problemem, tylko sposób, w jaki o niej mówimy. Żywienie stało się tematem emocjonalnym, w dyskusji częściej słychać influencerów niż naukowców.
A eksperci są zgodni. Międzynarodowe towarzystwa naukowe, takie jak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne czy Polskie Towarzystwo Dietetyki, mówią: podstawą zdrowej diety są warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe, dobre źródła białka (ryby, rośliny strączkowe, chude mięso) oraz tłuszcze roślinne. Woda. Ograniczenie soli, cukru i wysoko przetworzonych produktów. Proste? A jednak w internecie można znaleźć tysiące „rewolucyjnych” porad, które przeczą temu wszystkiemu. Dlaczego? Bo żywienie to biznes. Branża spożywcza jest jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych na świecie. Producenci tytoniu latami finansowali „badania” dowodzące, że palenie nie szkodzi – dziś podobny mechanizm działa w świecie jedzenia.
W 2015 roku „The New York Times” ujawnił, że koncerny cukrownicze przez dekady płaciły za badania obwiniające tłuszcze za choroby serca – a głównym problemem był nadmiar cukru. Algorytmy mediów społecznościowych promują treści sensacyjne, więc „trująca soja” zawsze przebije nudne „jedz warzywa”. Ludzie klikają w strach, nie w rozsądek. Zyskują na tym ci, którzy potrafią straszyć skuteczniej: producenci detoksów, suplementów, „diet cud”.
Gubi nas nadmiar sprzecznych informacji. Coraz częściej obserwuję zjawisko lęku przed jedzeniem – przed chlebem, mlekiem, owocami. Niektórzy ograniczają dietę do kilku „bezpiecznych” produktów. To nie jest zdrowy styl życia – to pułapka. Dla zdrowej mikrobioty powinniśmy jeść co najmniej 30 różnych gatunków roślin w tygodniu.
Jedzenie nie jest naszym wrogiem. Przeciwnie – to jeden z najważniejszych sprzymierzeńców zdrowia. Ale tylko wtedy, gdy przestaniemy się go bać i zaczniemy znowu traktować z rozsądkiem, zaufaniem i zdrowym dystansem.
- Zaufaj wiarygodnym źródłom, nie kieruj się tym, co mówi jedna osoba – nawet jeśli ma tytuł naukowy czy konto w social mediach. Sprawdzaj, czy powołuje się na uznane instytucje.
- Wybieraj produkty jak najmniej przetworzone. Im krótszy skład, tym lepiej.
- Unikaj skrajności i cudownych diet. Jeśli ktoś obiecuje szybki efekt, to zawsze marketing, nie nauka. Zdrowe odżywianie to proces, nie magia.
- Słuchaj organizmu, nie trendów. Jeśli po posiłku czujesz się dobrze, masz energię, sen jest spokojny, a wyniki badań prawidłowe – to znak, że idziesz w dobrym kierunku.
- Zachowaj rozsądek wobec suplementów i „superfoods”. Większość zdrowych osób ich nie potrzebuje (poza wit. D, kwasami omega-3 i dla wegan wit. B12), jeśli odżywia się różnorodnie.