1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Artur Andrus
  4. >
  5. Wszyscy mówią, żeby zadbać o swoje „wewnętrzne dziecko”. Artur Andrus zwraca uwagę na... dziecko zewnętrzne

Wszyscy mówią, żeby zadbać o swoje „wewnętrzne dziecko”. Artur Andrus zwraca uwagę na... dziecko zewnętrzne

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Artykuł w branżowym portalu nosił tytuł: „Mobilność jako oczko uwagi”. No proszę! Wcześniej słyszałem, że coś może być „języczkiem u wagi” albo ktoś „oczkiem w głowie”, ale żeby coś było „oczkiem uwagi”, to pierwszy raz! Co następne? Języczek odwagi? Uszko przewagi?

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 08/2026.

Lubię Strefę Ciszy w pociągu. Ale już mi mało, już przestaje mi wystarczać fakt, że są wagony, w których ludzie nie rozmawiają podczas podróży, mają wyciszone dzwonki telefonów komórkowych, nie słuchają muzyki. Przydałaby się Strefa Absolutnej Ciszy. Taka, w której pasażerowie nie szeleszczą. Bo ostatnio szeleścili. Ba! Sam szeleściłem! Kupiłem na dworcu kanapkę i kiedy w wagonie próbowałem rozwinąć ją z papieru, to brzmiało to tak, jak by w Strefie Ciszy koncert zaczynał zespół Lady Pank. Znaczy głośno się zrobiło.

Powinni wynaleźć nieszeleszczący papier pakowy do kanapek jedzonych w Strefie Ciszy. A jak się trafi pasażer, który najpierw zje, a potem zabiera się do czytania? Papierowej książki? Albo gazety? Szelest nie do zniesienia!

Kolega grecki filozof, który stwierdził, że wie, że nic nie wie, trochę kokietował. Człowiek w pewnym wieku zawsze już trochę wie. Może nie wszystko, ale też nie „nic”. Dobrze, jeśli chce wiedzieć więcej. Ja na przykład, mimo że od lat żyję z posługiwania się językiem polskim, poznałem właśnie zupełnie nowy zwrot. Artykuł w branżowym portalu medialnym nosił tytuł: „Mobilność jako oczko uwagi”. No proszę! Wcześniej słyszałem, że coś może być „języczkiem u wagi” albo ktoś „oczkiem w głowie”, ale żeby coś było „oczkiem uwagi”, to pierwszy raz! Co następne? Języczek odwagi? Uszko przewagi? Nosek rozwagi? A może niżej? Brzuszek nadwagi?

Ten zwrot słyszę coraz częściej: „wewnętrzne dziecko”. To podobno „metafora psychologiczna”. No, ale co ja zrobię, że jest we mnie taki chochlik (wewnętrzny, oczywiście), który każdą metaforę próbuje odmetaforzyć? I kiedy słyszę, że trzeba w sobie odkryć wewnętrzne dziecko, zadbać o nie, rozpieścić je, staram się zwrócić większą uwagę na dziecko zewnętrzne. Zresztą, to się chyba da łączyć, bo moje wewnętrzne dziecko często wspomina, jak było dzieckiem zewnętrznym. I to jak bardzo zewnętrznym!

„Artur! Obiad!” – ile razy musiała to wewnętrzna mama (bo była w domu) powtórzyć, żeby do mnie wreszcie dotarło, że zewnętrzne dziecko musi porzucić zabawę i stać się dzieckiem wewnętrznym, bo będzie awantura i nie będę miał dostępu do komputera. Właśnie sobie uświadomiłem, że ja przez całe dzieciństwo nie miałem dostępu do komputera!

Proszę mi nie wmawiać, że w latach 70. ubiegłego wieku nie było komputerów! Były! Na przykład taka „Odra” produkowana przez Zakłady Elektroniczne Elwro we Wrocławiu! Tylko rodzice nie chcieli mi kupić!

Wiem, że to poważne sprawy, ale po to tu jestem, żeby niepoważnie patrzeć na poważne. Żeby być taką warżką rozwagi. Ups! Zazwyczaj komputer podkreśla mi słowa, których wcześniej nie było, a „warżki” jako zdrobnienia słowa „warga” mi nie podkreślił!

Czytam (ale w domu, więc mogę szeleścić do upadłego) książkę, której akcja rozgrywa się na Śląsku Cieszyńskim pod koniec XIX i na początku XX wieku. I nagle trafiam na taki fragment: „Bierze głęboki oddech, mocno zaciska wargi, po czym smyrga ścierkę na blat szynkwasu. Ale to nie pomaga. Stale chce jej się płakać. (…) Szuka wzrokiem, co by jej mogło przynieść ulgę, a w duchu się karci: »Już znowu zaczęłaś z tym bezsensownym psychologizowaniem!«”. No proszę, nie miałem pojęcia, że już w XIX wieku w szynkwasach na Śląsku Cieszyńskim psychologizowano! Więcej, że kobieta smyrgająca ścierkę na blat tak właśnie to zjawisko w duchu nazywała. No ale skoro starożytni Grecy filozofowali, to dlaczego XIX-wieczna śląska karczmarka nie miałaby psychologizować?

Jak zwykle w takich przypadkach mogę liczyć na życzliwą reakcję szwagra. Przeczytał i bez mrugnięcia oczkiem u wagi powiedział: „Nie filologuj tyle, bo kociej mordy dostaniesz”.

Artur Andrus, Mistrz Mowy Polskiej, dziennikarz, poeta, autor piosenek.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE