1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Film stoi detalami. Rozmowa z Joanną Kuś, dekoratorką wnętrz na planie serialu "Król"

Film stoi detalami. Rozmowa z Joanną Kuś, dekoratorką wnętrz na planie serialu "Król"

Rekonstrukcja wnętrza modnej w 20-leciu kawiarni Sztuka i Moda. (Zdjęcie: Łukasz Bąk/materiały prasowe Canal+)
Rekonstrukcja wnętrza modnej w 20-leciu kawiarni Sztuka i Moda. (Zdjęcie: Łukasz Bąk/materiały prasowe Canal+)
Zobacz galerię 14 Zdjęć
"Odtwarzanie epoki to jest jedna rzecz, ale im więcej indywidualności włożymy w swoją pracę, tym efekt końcowy jest bardziej interesujący dla widza" - mówi Joanna Kuś, dekoratorka na planie serialu "Król" na podstawie powieści Szczepana Twardocha.

 

Joanna Kuś (Fot. archiwum prywatne) Joanna Kuś (Fot. archiwum prywatne)

Czy praca na planie była intensywna? Bardzo. Przez pół roku kręcenia byliśmy praktycznie non stop bardzo zajęci. Nasze zdjęcia rozpoczęły się na początku kwietnia, a do końca maja mieliśmy chyba tylko jeden dzień wolny od pracy. Ale nic dziwnego, było mnóstwo do zrobienia. Najczęściej wchodziłam wraz ze swoim zespołem do wnętrz z praktycznie pustymi ścianami, a opuszczaliśmy je całkowicie urządzone i umeblowane.

Na szczęście taka produkcja daje możliwość dekoratorom własnego działania. Odtwarzanie epoki to jest jedna rzecz, ale im więcej indywidualności włożymy w swoją pracę, tym efekt końcowy jest bardziej interesujący dla widza. Pracowałyśmy z moją asystentką Kasią Olczak, stosując często pewien rodzaj własnego komentarza. Np. w scenie rozgrywającej się w obskurnym hotelu, gdzie dochodzi do zbrodni, dekoracje są elementem narracji. Użyłyśmy obrazu ze sceną z sądu ostatecznego na ścianie, we wnętrzu znalazły się też pozbawione życia wypchane zwierzęta. Operator i reżyser, Kacper Fertacz i Janek Matuszyński, potrafili to pięknie wykorzystać, zauważali nasze działania, rozmawialiśmy na ten temat.

Styl epoki nie był ograniczeniem dla wyobraźni? Dzięki eklektyczności dwudziestolecia mogliśmy sobie pozwolić na mieszankę stylów i ja to świadomie wykorzystywałam. Z jednej strony byliśmy w klasycznych dekoracjach, a z drugiej w domu szefa warszawskiego gangu Jana „Kuma” Kaplicy stworzyliśmy bardzo modernistyczne wnętrze w starej willi w Konstancinie-Jeziornej. Pojawiło się tam mnóstwo bardzo nowoczesnych jak na tamte czasy elementów związanych z bauhausem, także prace Pieta Mondriana na ścianach. To samo było w mieszkaniu u centralnej postaci serialu, boksera i gangstera Jakuba Szapiry, wykorzystałam tam mocno art deco jako rodzaj stylistyki mówiącej o sile bohatera.

Skąd się bierze te wszystkie meble i sprzęty z epoki? Jest dużo rekwizytorni, gdzie się wynajmuje meble i różnego rodzaju dodatki, natomiast żadna z nich nie specjalizuje się w konkretnych epokach. W związku z tym trzeba było jeździć, oglądać, szukać. Jeszcze przed zdjęciami robiliśmy mocny research i z całej Polski, a nawet zza granicy, ściągaliśmy różnego rodzaju elementy dekoracji. Czasami kupowaliśmy meble i przerabialiśmy je, czasami tworzyli je nasi stolarze. To była produkcja, podczas której użyłam najwięcej tkanin. Były szyte różnego rodzaju kotary, poduszki. Były poszukiwania na OLX i Allegro, korzystaliśmy ze zbiorów kolekcjonerów. Jeździliśmy nawet za Wyszków, do miejscowości Kiermusy, gdzie raz w miesiącu odbywają się targi staroci. Czasem było nerwowo, kiedy zamawiany przedmiot docierał na dzień przed zdjęciami albo gubił się podczas transportu.

Muszę zapytać o automat do gumowych artykułów higienicznych, który można zauważyć na ścianie burdelu Ryfki Kij. Znalazłam go w Internecie w czasie zbierania materiałów dotyczących domów publicznych. Natknęłam się na stare czarno-białe zdjęcie takiego automatu z prezerwatywami i od razu się w nim zakochałam. Razem z naszym wykonawcą, świetnym Robertem Wojtysiem, rozpracowaliśmy, jak to zrobić, żeby rzeczywiście działał po wrzuceniu monety.

Od czego zaczyna się budowanie klimatu, stylu wnętrza, co jest jego duszą? Zaczynałam od wnikliwego przestudiowania scenariusza i podczas lektury wyobrażałam sobie postaci. Każde wnętrze powstawało w oparciu o osobowość i charakter bohatera, to było ważniejsze niż epoka, choć oczywiście musieliśmy się zmieścić w tym, co narzucała. Tak było nawet z kancelarią premiera. U Litwińczuka, sekretarza premiera – oczywiście po omówieniu tej postaci z reżyserem – na biurku pojawiły się takie detale jak figurki żołnierzyków. To przykład na to, jak próbujemy wzbogacić wizerunek bohatera, tego nie było w scenariuszu.

Co było trudniejsze do urządzenia, wystawny dom trzęsącego przestępczym światkiem Kuma Kaplicy czy biedne wnętrza Nalewek? Nalewki, choć ubogie, też były wyzwaniem. Fajnie przenosić się z bogatego, czystego wnętrza, gdzie można było się estetycznie pobawić, do nory, gdzie ma być brudno i ascetycznie. Taka duża rozbieżność daje satysfakcję.

Północna dzielnica to było trochę odtwarzanie nieistniejącego świata. Trudne zadanie. Na przykład scenę obrzezania dziecka odtwarzaliśmy na podstawie starych fotografii, ale też konsultacji z Żydowskim Instytutem Historycznym. Wypożyczyli nam swój olbrzymi stary księgozbiór, więc np. talmudy w synagodze były prawdziwe. Ale zestaw narzędzi do obrzezania stworzyliśmy od początku do końca. To precyzyjne, zdobione elementy zamknięte w szkatułce, które zostały wykonane dla nas przez ślusarza.

Jedną z pierwszych przygotowanych scenografii było wnętrze komisariatu policji. Podobno na biurku znajdowała się księga policyjna z wpisami zatrzymanych i inne dokumenty. Staraliśmy się stworzyć takie warunki aktorom i filmowcom, żeby łatwiej mogli przenieść się w czasie. Wyobraziłam sobie, że ktoś może podejść do biurka i otworzyć księgę. Gdyby była pusta, byłoby trochę idiotycznie. Dzięki dbaniu o takie szczegóły potem wszyscy lepiej czują się na planie – aktor, reżyser i scenografowie mają poczucie, że praca została wykonana w stu procentach. Wypisywanie tej księgi to był zwieńczenie prac przy wnętrzu komisariatu. Siedzieliśmy za biurkiem w stworzonej przez nas scenografii, wymyślaliśmy imiona i nazwiska osadzonych i zapisywaliśmy je piórem w księdze.

Dosyć długo współpracowała Pani z Borysem Kudlicką przy scenografii do spektakli operowych reżyserowanych przez Mariusza Trelińskiego. Czym różni się praca na planie serialu? Na scenie opery w dużo większym stopniu można bawić się światłem, a ja to kocham. Światło może nam kompletnie zmienić klimat dekoracji czy wnętrza, w zależności od tego jak je poprowadzimy. W filmie buduje się coś na raz, kończymy scenę i dekoracja często jest demontowana, czasem niszczona i znika. W operze scenografia powstaje z założeniem, że będzie się ją publiczności pokazywać wielokrotnie. Z drugiej strony film zostaje zapisany i można go oglądać bez końca. Przy filmie podoba mi się też to, że jest w nim więcej przestrzeni na autokomentarz, zabawę szczegółem, no i jesteśmy przez chwilę w prawdziwym świecie, a nie w umownym, scenicznym.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Co jest wstydliwego w naszej seksualności?" O nowym polskim serialu dla Netflixa rozmawiamy z Małgorzatą Foremniak

Małgorzata Foremniak, fot. materiały prasowe Netflix
Małgorzata Foremniak, fot. materiały prasowe Netflix
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
"Sexify" to najnowsze dzieło polskich twórców - Kaliny Alabrudzińskiej i Piotra Domalewskiego. Opowiada historię trzech przyjaciółek, które wspólnymi siłami starają się stworzyć wyjątkową aplikację mającą pomóc zaspokoić i zrozumieć potrzeby seksualne rówieśników - przede wszystkim dziewcząt i kobiet. Każda z nich to inna historia, inne problemy i poszukiwanie odpowiedzi na to, co wiąże się z własną seksualnością. 

W tej drodze, którą dziewczyny podjęły pomaga im m.in. matka jednej z nich - Joanna, która stara się przekonać dziewczyny do tego, że odnajdowanie w sobie kobiecości, świadomości własnych potrzeb i upodobań to nie tylko klucz do udanego życia seksualnego, ale przede wszystkim zrozumienie siebie samej i akceptacja własnych pragnień i wyborów życiowych. W rolę Joanny wcieliła się znana polska aktorka - Małgorzata Foremniak, którą zapytaliśmy o to, o czym tak naprawdę opowiada "Sexify".

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

„Sexify” to opowieść o trzech dziewczynach, które decydują się stworzyć innowacyjną aplikację pozwalającą odkrywać i zaspokajać seksualne potrzeby – zwłaszcza kobiet. Czy serial, który tak wiele mówi o odkrywaniu kobiecej siły oraz własnej seksualności jest potrzebny, zwłaszcza że tak wiele mówi się, że jest to nadal temat pomijany, na punkcie którym kobiety są dyskryminowane? MF:  Pomysł głównych bohaterek na aplikację  może stać się bardzo  pomocny w poszukiwaniu własnej seksualności. Joanna – postać, którą gram, uczy w swojej Akademii Uważności, aby kobiety odkrywały same siebie jak mapę. Nie tylko mapę ciała, ale także mapę emocji, potrzeb, wrażliwości, bo są to obszary dla wielu kobiet wciąż nieznane.

Kiedyś o sprawach tak intymnych, zwłaszcza w kontekście osiągania przyjemności seksualnej przez kobiety nie mówiło się wcale bądź w znikomym stopniu. Kobiety nie miały zbyt wielu możliwości poznania, zrozumienia tego, co dzieje się z ich ciałem, co daje im satysfakcję seksualną. Czy dalej jest to temat kontrowersyjny, czy miała Pani poczucie, że bierze udział w kontrowersyjnym serialu? MF: Nie miałam takiego poczucia. To dobrze, że taki serial powstał. Z jednej strony żyjemy w świecie przepełnionym technologią, przesiąkamy nią. Z drugiej, często ta technologia odcina nas od prawdziwych siebie. Zapominamy w tym pędzie o naszych potrzebach, o potrzebach naszego ciała, o naszych uczuciach. Przewrotne jest to, że aplikacja którą tworzą bohaterki może pomoc kobietom przybliżyć się do ich wewnętrznego świata poprzez odkrywanie swojej  prawdziwej natury.

Czy "Sexify" może wpłynąć np. na zmianę patrzenia na potrzebę edukacji seksualnej w Polsce? MF: Może nie tyle edukacji, co myślenia o seksualności. Wbrew pozorom serialowa rozrywka może być dobrym źródłem spojrzenia na ten temat z rożnej perspektywy. Mówienie o seksualności jest bardzo ważne dla każdego młodego człowieka, który wkracza w dorosłość. "Sexify" swoją formą w naturalny i życiowy sposób może otworzyć pole do rozmowy czy refleksji.

W serialu gra Pani Joannę, matkę Moniki, która przeżywa dość ciężki okres w życiu, pomimo młodego wieku. Co okazało się największym wyzwaniem podczas tworzenia postaci Joanny? MF: Wyzwaniem to za dużo powiedziane, ale pewną trudność stanowił dla mnie wątek kursu Akademii Uważności, którą prowadzi moja postać. Nie chciałam przekraczać pewnych granic. Zastanawialiśmy się wspólnie, jak to zrobić, żeby to było ciepłe, organiczne, przyjazne. Chciałam, żeby te sceny były lekkie, bo w lekkości więcej widzimy, więcej możemy. Mam nadzieje, że tak się stało.

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

Serial "Sexify" będzie dostępny na platformie Netflix od 28 kwietnia 2021 r.

  1. Styl Życia

Szachy przechodzą swój renesans. Czy to efekt "Gambitu królowej"?

"Gambit królowej" był numerem 1 Netflixa aż w 63 krajach i otrzymał szereg nagród, m.in. dwa Złote Globy. (Fot. materiały prasowe Netflix)
62 miliony widzów w miesiąc od premiery - ten wynik uczynił z historii o genialnej szachistce fenomen minionego roku. Szybko wyszedł też poza srebrny ekran - szachownice zniknęły ze sklepów, a liczba grających online poszybowała w górę. 

Miniserial sam miał dobry timing i doskonale wpasował się w trendy. Nakręcony tuż przed pandemią wyszedł w szczycie drugiej fali oferując widzom azyl w nostalgii lat 60. Świetnie zrealizowana opowieść była numerem 1 Netflixa aż w 63 krajach, otrzymała szereg nagród, m.in. dwa Złote Globy. Na efekt "Gambitu królowej" złożyła się jednak nie tylko fabuła i gra aktorska, ale też pokazanie pojedynków szachowych, tak by intrygowały nie tylko zawodowych graczy.

Widzowie też chcą grać w szachy

Już w listopadzie, czyli miesiąc po premierze "Gambitu królowej", ogromny skok zainteresowania odnotowały internetowe kursy szachowe czy portale do gry online. Najpopularniejszy z nich Chess.com wprowadził pod koniec listopada opcję z gry z Beth Harmon (czyli tak naprawdę z botem grającym na podobnym poziomie co serialowa mistrzyni na różnych etapach kariery), ale nawet bez tego zarejestrowało się w nim prawie trzykrotnie więcej nowych graczy niż jeszcze miesiąc wcześniej.

Polską aplikację Szachy na urządzenia mobilne od studia Chess & Checkers Games w październiku ubiegłego roku pobrało ok. 450 tys. użytkowników. W listopadzie ta liczba wyniosła 680 tys., a w grudniu było już ponad 1,5 mln pobrań.

- W naszym przypadku istotną rolę odegrała nie tylko popularność serialu, ale również fakt, że na początku listopada wprowadziliśmy możliwość gry online z drugą osobą - wybraną losowo spośród osób korzystających w tym samym czasie z aplikacji - mówi Łukasz Oktaba, założyciel i prezes studia gamingowego Chess & Checkers Games, które w połowie 2018 r. wydało aplikację Szachy.

Szachy fascynowały już kilka lat temu

Zanim jednak miliony poznały fikcyjną historię Beth Harmon, podobną rolę ambasadora szachów pełnił już prawdziwy arcymistrz Magnus Carlsen. Przystojny i wygadany młody Norweg nie pasował do stereotypowego wizerunku szachisty i szybko zyskał status celebryty - jego mecze o mistrzostwo świata transmitowane przez publiczną telewizję śledzą setki tysięcy Norwegów - co przysporzyło też fanów samym szachom. W Polsce także mamy świetnego zawodnika - Jana-Krzysztofa Dudę, który pokonywał już samego Carlsena i ma całkiem spore grono kibiców nad Wisłą.

Wzrost zainteresowania szachami zbiegł się z boomem gamingowym. Gry komputerowe przestają uchodzić tylko za zabawę dla nastolatków, szczególnie od kiedy firmy za nimi stojące zarabiają naprawdę duże pieniądze. Wraz z dojrzewaniem branży okazało się też, że emocje budzą nie tylko efektowne produkcje wymagające szybkiego refleksu, a do cyfrowego świata pasuje też ponad tysiącletnia analogowa gra. Transmisje rozgrywek szachowych online cieszą się coraz większą popularnością na platformie streamingowej Twitch. Podczas ubiegłorocznego turnieju online pojedynki z udziałem amerykańskiego arcymistrza Hikaru Nakamury oglądało na żywo po kilkadziesiąt tysięcy osób.

Na to wszystko nałożyła się pandemia, która sprzyja aktywnościom niewymagającym kontaktu z innymi. W przedłużającej się izolacji szachy, w które można grać z domownikami lub online z dowolną osobą na świecie, przeżywają renesans. Jeszcze przed premierą “Gambitu królowej” liczba pobrań aplikacji Szachy skoczyła z 200 tys. w maju do 450 tys. w październiku. Przez cały ubiegły rok produkcję firmy Chess & Checkers Games pobrało łącznie 9 mln osób, czyli o 69 proc. więcej niż w całym 2019 r. W 2021 r. popularność klasycznej gry nie wygasa - tylko w lutym aplikację pobrało 1,1 mln osób.

- Przesadą byłoby uznać, że Netflix przyszedł na gotowe, ale na pewno jego produkcja trafiła na podatny grunt, który przygotowaliśmy wraz z innymi entuzjastami odkrywania na nowo klasycznych gier. Po tym, jak pandemia przemodelowała nasze nawyki w kierunku gier rozumianych nie tylko jako zabawa, ale też trening intelektualny i sposób interakcji ze znajomymi, spodziewałbym się, że szachy będą wciąż na fali i nie będzie takie ważne, czy gra się analogowo, na laptopie czy na smartfonie - ocenia Łukasz Oktaba z Chess & Checkers Games.

Na podstawie materiałów prasowych Profeina. Pobudza media. 

  1. Kultura

„Mare z Easttown” - premiera nowego serialu kryminalnego HBO

Kadr z serialu „Mare z Easttown”. (Fot. HBO)
Kadr z serialu „Mare z Easttown”. (Fot. HBO)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Piękna Kate Winslet w roli babci?! A jednak. Można się będzie o tym przekonać, oglądając „Mare z Easttown”. 

To musiało się tak skończyć. Amy Adams ma swój serial „Ostre przedmioty”, Nicole Kidman i Reese Witherspoon – „Wielkie kłamstewka”, więc Kate Winslet nie mogła być gorsza. Może dlatego pierwszy raz w swojej karierze została jednym z producentów wykonawczych serialu. To jej wielki powrót do HBO po dekadzie przerwy, czyli po miniserialu „Mildred Pierce”, który został obsypany nagrodami. Co ciekawe, w „Mare z Easttown” znowu partneruje jej Guy Pearce, tym razem w roli przyjezdnego nauczyciela kreatywnego pisania, z którym romansuje tytułowa bohaterka.

Kadr z serialu „Mare z Easttown”. (Fot. HBO) Kadr z serialu „Mare z Easttown”. (Fot. HBO)

Postać Mare Sheehan, w którą wciela się Winslet, ma skomplikowane życie rodzinne. Mieszka pod jednym dachem z matką i nastoletnią córką, razem z nimi wychowuje dziecko swojego starszego syna. Jej sąsiadem przez płot jest były mąż z obecną narzeczoną. Relacje wszystkich wymienionych nie należą oczywiście do najbardziej harmonijnych. Ale nie to jest tutaj najważniejsze. Mare jest miejscową policjantką, która prowadzi śledztwo w sprawie okrutnego morderstwa na młodziutkiej dziewczynie, a Easttown to miasteczko na tyle małe, że wszyscy znają tu wszystkich. Mare będzie musiała poznać ciemną stronę swojej społeczności i przekonać się, jak rodzinne więzi i dawne tragedie mogą wpływać na teraźniejszość.

Kadr z serialu „Mare z Easttown”. (Fot. HBO) Kadr z serialu „Mare z Easttown”. (Fot. HBO)

Czy znowu należy spodziewać się deszczu nagród? Bardzo możliwe. Rola Winslet jest po prostu wspaniała. Warto było się poświęcić i spędzić kilka miesięcy z lokalną policją w Pensylwanii i opanować nieoczywisty akcent hrabstwa Delaware (aktorka zaliczyła go do jednego z najtrudniejszych w swojej karierze). Winslet przy okazji przygotowań do roli przekonała się także, że praca w policji nie jest jej powołaniem: „Byłabym naprawdę nędznym detektywem. Sprawdziłabym się przy kawie i przy piwie po pracy. Nie wydaje mi się jednak, żebym miała potrzebną przy tym zajęciu odporność psychiczną” – przyznała podczas konferencji prasowej promującej serial.

„Mare z Easttown”, 7 odcinków, HBO GO, premiera 19 kwietnia.

  1. Kultura

Seriale skandynawskie - przegląd produkcji szwedzkich, norweskich i duńskich

"Most nad Sundem" to jeden z najpopularniejszych i zarazem najlepiej ocenianych skandynawskich seriali. Główni bohaterowie, inspektor Martin Rohde oraz policjantka Saga Noren, badają okoliczności tajemniczego morderstwa, do którego doszło na moście między Danią a Szwecją. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Kino ze Skandynawii od lat cieszy się uznaniem na całym świecie. Okazuje się jednak, że nie tylko filmy z tego regionu Europy są warte uwagi. Dziś polecamy wam najlepsze skandynawskie seriale. W naszym zestawieniu znajdziecie produkcje kryminalne, obyczajowe i komediowe dostępne w polskich serwisach streamingowych. 

Kino ze Skandynawii od lat cieszy się uznaniem na całym świecie. Okazuje się jednak, że nie tylko filmy z tego regionu Europy są warte uwagi. Dziś polecamy wam najlepsze skandynawskie seriale. W naszym zestawieniu znajdziecie produkcje kryminalne, obyczajowe i komediowe dostępne w polskich serwisach streamingowych. 

Seriale szwedzkie

"Most nad Sundem" (4 sezony) - vod.pl

Na moście między Danią, a Szwecja znaleziono ciało. Sprawa zostaje przydzielona dwójce śledczych z graniczących ze sobą krajów. Duński inspektor Martin Rohde oraz szwedzka policjantka Saga Noren szybko odkrywają, że doszło do nie jednego, a dwóch zabójstw. Okazuje się, że górna część ciała należy do znanego polityka, natomiast dolna do prostytutki, a celem zabójcy jest zwrócenie uwagi na bagatelizowane problemy społeczne.

Szwedzki serial 'Most nad Sundem' dostępny jest na vod.pl. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial "Most nad Sundem" dostępny jest na vod.pl. (Fot. materiały prasowe)

"Kalifat" (1 sezon) - Netflix

"Kalifat" to jedna z najmocniejszych i zarazem najbardziej wciągających produkcji na Netflixie. Planowany atak ISIS na Szwecję łączy losy trzech szwedzkich muzułmanek: matki na zakręcie Pervin, natchnionej studentki Sulle i ambitnej policjantki Fatimy. Ten świetnie napisany dreszczowiec trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty i pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.

Szwedzki serial 'Kalifat' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial "Kalifat" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Gösta" (1 sezon) - HBO GO

"Gösta" to słodko-gorzka opowieść o młodym psychologu dziecięcym, który rozpoczyna swoją praktykę zawodową w małej miejscowości na prowincji. Przeprowadza się tam ze Sztokholmu i wynajmuje mały domek pośrodku lasu. Bohater chce być najlepszym człowiekiem na świecie i pomagać wszystkim napotkanym na swojej drodze ludziom. Czasami mu to wychodzi, ale zdarza się też, że nic nie idzie po jego myśli…

Szwedzki serial 'Gösta' dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial "Gösta" dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

"Ruchome piaski" (1 sezon) - Netflix

„Ruchome piaski” to serial na podstawie bestsellerowej powieści Malin Persson Giolito, która została okrzyknięta najlepszą nordycką powieścią kryminalną 2016 roku. W prywatnej szkole średniej na przedmieściach Sztokholmu dochodzi do tragedii. Podczas procesu licealistki Mai Norberg na jaw wychodzą sekrety dotyczące tragicznego dnia, a także jej relacji z Sebastianem Fagermanem oraz jego dysfunkcyjną rodziną.

Szwedzki serial 'Ruchome piaski' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial "Ruchome piaski" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

Seriale norweskie

"Lilyhammer" (3 sezony) - Netflix

Norwegowie uwielbiają łączyć różne gatunki. Najlepszym tego dowodem jest serial "Lilyhammer" będący wybornym połączeniem komedii, dramatu i kryminału. Serial opowiada historię nowojorskiego gangstera pochodzącego z Włoch, który zostaje objęty programem ochrony świadków i wraz z rodziną zamieszkuje w Norwegii. Produkcja aż kipi inteligentnym humorem i stereotypami na temat skandynawskiego społeczeństwa.

Szwedzki serial 'Lilyhammer' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial "Lilyhammer" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Przybysze" (1 sezon) - HBO GO

Satyryczny serial sci-fi twórców "Lilyhammer". Nad oceanem rozbłyska światło, z którego wyłaniają się ludzie z przeszłości - każdy z innego okresu historii. Nie pamiętają jak przenieśli się w czasie, jest ich coraz więcej i nie ma dla nich drogi powrotu. Kilka lat później Alfhildr z ery Wikingów zaczyna pracować z detektywem Haalandem. Natrafiają oni na trop spisku, który może wyjaśnić przyczynę dziwnych zdarzeń.

Norweski serial 'Przybysze' dostępny jest na HBO GO. (Fot. materiały prasowe) Norweski serial "Przybysze" dostępny jest na HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

"Borderliner" (1 sezon) - Netflix

Tajemniczy serial "Borderline" opowiada historię pewnego śledczego policji z Oslo. Nicolai, bo tak brzmi jego imię, chcąc chronić swoją rodzinę, a konkretnie brata, postanawia zatuszować morderstwo. Gdy jego partnerka Anniken zaczyna drążyć sprawę i podejrzewać podstęp, sytuacja robi się naprawdę napięta. Mężczyzna zostaje schwytany i wkręcony niebezpieczną grę zacierającą granice pomiędzy dobrem i złem.

Norweski serial 'Borderliner' dostępny jest na Netflxie. (Fot. materiały prasowe) Norweski serial "Borderliner" dostępny jest na Netflxie. (Fot. materiały prasowe)

Seriale duńskie

"Rita" (5 sezonów) - Netflix

"Rita" to duński komediodramat o niezależnej i niezwykle elokwentnej nauczycielce, która choć uwielbiana jest przez swoich uczniów, z dorosłymi nie radzi sobie najlepiej.  Najwięcej problemów przysparzają jej relacje damsko-męskie oraz relacje na linii samotna matka-dzieci. Serial świetnie ilustruje duńskie społeczeństwo i różne oblicza rodzicielstwa. Jest pełny ironii, humoru i śmiesznych bohaterów.

Duński serial 'Rita' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial "Rita" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"The Rain" (3 sezony) - Netflix

Sześć lat po tym, jak w wyniku epidemii wywołanej morderczym wirusem przenoszonym przez deszcz umiera niemal cała populacja Skandynawii, duńskie rodzeństwo opuszcza bezpieczny bunkier i odkrywa prawdę o losach ludzkości. Wkrótce potem dołączają oni do grupy innych ocalałych, z którymi wyruszają w niebezpieczną podróż poszukując śladów życia.

Duński serial 'The Rain' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial "The Rain" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Ragnarok" (1 sezon) - Netflix

Dramat o dorastaniu "Ragnarok" oparty jest na nowym, zaskakującym spojrzeniu na mitologię nordycką. Akcja dzieje się w małym, fikcyjnym miasteczku Edda, położonym wśród pięknej norweskiej przyrody. Historia kręci się wokół jego mieszkańców, którzy... być może nie są tymi, za których się podają. Dzięki nim doświadczamy drastycznie zmieniającego się świata: topniejących biegunów, ciepłych zim i gwałtownych ulew.

Duński serial 'Ragnarok' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial "Ragnarok" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

„Wąż” - nowy kryminalny serial Netflixa

Jenna Coleman, Tahar Rahim. „Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.
Jenna Coleman, Tahar Rahim. „Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.
Egzotyczne plenery, stylowa muzyka, kolorowe kostiumy, a do tego wciągająca historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. „Wąż” to świetnie zrealizowany thriller, który trzyma w napięciu od pierwszego do ostatniego odcinka.

Doniesienia na temat Charlesa Sobhraja wypełniały kiedyś czołówki światowych gazet. Ten oszust, pół Wietnamczyk, pół Hindus, wychowany we Francji w szkole z internatem, w połowie lat 70. stał się numerem jeden na liście morderców poszukiwanych przez Interpol. Działał w Tajlandii, ale też w Nepalu i Indiach, na tzw. szlaku hipisów polował na młodych turystów z Zachodu szukających oświecenia, wolności albo po prostu wrażeń. Podawał się za handlarza drogich kamieni, zdobywał ich zaufanie, odurzał i okradał, często zabijał. Oglądając jego postępki, trudno nie pomyśleć, jak łatwym celem dla wszelkiej maści łotrów są turyści. I że dziś, w dobie Internetu i social mediów, kiedy to nie tak łatwo zniknąć bez śladu, Sobhraj miałby o wiele trudniejsze zadanie.

W tytułowej roli zobaczymy Tahara Rahima, który dostał ostatnio nominację do Złotego Globu i BAFT-y za udział w „Mauretańczyku”. Sobhraj w jego interpretacji w jednej chwili potrafi dostrzec ludzkie słabości, wie kogo uwieść, a kogo przekupić czy zastraszyć. Z jednej strony jest pewnym siebie narcystycznym psychopatą, który gardzi swoimi ofiarami i czuje się bezkarny, z drugiej człowiekiem bez przynależności, który mści się na świecie za odrzucenie i od dziecka doświadczaną pogardę. Historia jego awanturniczego życia jest jednak przede wszystkim trzymającym w napięciu dreszczowcem, który opowiada o spotkaniu zła i bezinteresownego idealizmu. Bo na drodze Charlesa Sobhraja staje początkujący pracownik holenderskiej ambasady, który stawia na szali karierę i własne bezpieczeństwo, by upomnieć się o pamięć niewinnych ofiar i wymierzyć mordercy sprawiedliwość.

„Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.