Autopromocja
WOS 7 - pc
WOS 7 - pc
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Marię Skłodowska-Curie: Noblistka. Skandalistka. Feministka? I – co pewnie zaskakujące – bohaterka współczesnej młodzieży

Marię Skłodowska-Curie: Noblistka. Skandalistka. Feministka? I – co pewnie zaskakujące – bohaterka współczesnej młodzieży

Ilustracja Agata „Endo” Nowicka
Ilustracja Agata „Endo” Nowicka
Czy młodzi doceniają Marię Skłodowską-Curie, bo rozczochrana naukowczyni z Sorbony miała sporo wspólnego z Justinem Bieberem? Pyta Angelika Kucińska w kolejnej odsłonie rubryki „Ikony popkultury”

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.

Co prawda przegrała z rodzicami, kolegami i Igą Świątek, ale to i tak niebywałe, że pojawiła się na liście osób, które młodzież wskazała jako wzory godne naśladowania. Na potrzeby niedawnego raportu Fundacji Inspiring Girls „Młodzi i przyszłość. Aspiracje edukacyjne i zawodowe dziewczyn i chłopców w Polsce” przepytano osoby w wieku od 11 do 17 lat z ich ambicji, wyznawanych wartości i autorytetów. W gronie tych ostatnich prym wiodą rodzice i gwiazdy sportu, ale na samym końcu listy widnieje nazwisko Marii Skłodowskiej-Curie, dwukrotnej zdobywczyni Nagrody Nobla w dziedzinach fizyki i chemii. Czy to nie zaskakujące, że świata nauki nie reprezentują mocarze z branży technologicznej jak Elon Musk, ale kobieta, o której w polskich szkołach wciąż nie mówi się wystarczająco wiele? – Maria wyprzedzała swoje czasy i nie mam na myśli wyłącznie jej odkryć naukowych, ale podejście do życia – mówi Katarzyna Zyskowska,autorka „Alchemii”, powieści historycznej o życiu Marii Skłodowskiej-Curie, wielka fanka polskiej noblistki. – Była bardzo nowoczesna. Robiła rzeczy, których kobietom nie wypadało wówczas robić. Przetarła szlak kolejnym pokoleniom naukowczyń, które dzięki niej mogły robić kariery w środowisku zdominowanym przez mężczyzn.

Czego dziś możemy nauczyć się od kobiety, która odkryła dwa pierwiastki, pojechała na front, choć lekarze nie chcieli uznać jej autorytetu, a do tego wytrzymała nagonkę paryskiej prasy, która zrobiła z niej niemoralną wiedźmę? Przede wszystkim odwagi.

Czytaj także: 5 lekcji inspirowanych życiem Marii Skłodowskiej-Curie

Honorowa dziewczyna

Oraz determinacji. Gdy przyjechała na studia do Paryża, mieszkała w zgrzebnych pokojach bez ogrzewania i regularnie mdlała z głodu, ale studia skończyła. – Nie jadła, bo nie miała za co – opowiada Katarzyna Zyskowska. – Co ciekawe, po przyjeździe do Paryża Maria zatrzymała się u Broni, swojej starszej siostry, która zaopiekowała się nią, żeby spłacić dług. Tyle że w mieszkaniu, które Bronia wynajmowała razem z mężem, zbierała się regularnie cała Polonia. Elity na emigracji. Maria poznała tam na przykład Paderewskiego. Ale ten ciągły ruch jej przeszkadzał, nie mogła się uczyć, dlatego uciekła do tych pokoików bez ogrzewania i wentylacji. Zimą woda zamarzała jej w wiadrze, latem nie miała czym oddychać. Nosiła po schodach ciężkie wiadra z węglem, wynajmując mansardy na poddaszach. I była ciągle głodna. Pozwalała sobie na jedną filiżankę gorącej czekolady dziennie, żeby przetrwać. Wiele osób na jej miejscu dawno dałoby za wygraną, ale to była Mania, a Mania mogła dużo wytrzymać.

Marzyła o wyjeździe na studia. W podzielonej przez zaborców Polsce kobiety nie miały dostępu do edukacji, więc jeśli chciały się kształcić, musiały emigrować. Nastoletnia Maria Skłodowska i jej starsza siostra uczyły się na tajnych zajęciach prowadzonych przez latające uniwersytety. Ojciec, nauczyciel i poczciwina bez głowy do interesów, nierozsądnie zainwestował pieniądze przeznaczone na edukację dzieci (w domu był jeszcze brat, Józef ) i zamiast pomnożyć aktywa, wszystko stracił. Siostry zawarły pakt. Maria najpierw zarobi, pracując jako guwernantka, na studia medyczne Broni, a potem się zamienią i Bronia wesprze Marię. Zatrudniła się u zamożnej rodziny Żórawskich z podwarszawskich Szczuk. Miała 18 lat. Wbrew ustanowionemu przez rosyjskiego zaborcę prawu w przerwach od pracy organizowała nielegalne szkółki dla okolicznych dzieci, w których uczyła po polsku. Była zuchwałą młodą kobietą. I tylko pechowo zakochała się w synu pracodawców. Z wzajemnością, ale bez szans na spełnienie, bo zamożni Żórawscy uważali córkę bankruta za niegodną. – Nie była gorzej urodzona, ślub zablokowano wyłącznie z powodów finansowych. To była dumna, pewna siebie dziewczyna. Po awanturze w domu Żórawskich mogła unieść się honorem i wyjechać, ale wiedziała, że Bronia musi skończyć studia, bo taka była umowa między siostrami. Zagryzła zęby i została w Szczukach jeszcze przez kilkanaście miesięcy. Jaką musiała mieć siłę, żeby co wieczór siadać do jednego stołu z ludźmi, którzy ją tak potraktowali – mówi Katarzyna Zyskowska. – Tamto odrzucenie zostawiło w niej zadrę. Była ostrożna w stosunku do mężczyzn. Piotr Curie musiał o nią bardzo zabiegać, a ona nie wchodziła już w relacje z takim zaangażowaniem.

Czytaj także: Maria Skłodowska-Curie – ciekawostki z życia naukowczyni

Związki partnerskie

Dopóki żył Piotr Curie, środowisko naukowe tolerowało Skłodowską. Gdy zmarł, kilku uczonych próbowało podważyć odkrycia małżeństwa. Na akademickich salonach nie szanowano kobiet. Mizoginia środowisk naukowych niespecjalnie zaskakuje; to świat, w którym od zawsze utrzymywano męski przywilej, ale Skłodowska-Curie spotykała się również z otwartą krytyką kobiet, które przecież powinna inspirować do emancypacji z odgórnie przypisanych ról. „Niech kobiety nie postępują wbrew swojej naturze! Niech nie oczekują, że zaspokojenie typowo męskich ambicji stanie się dla nich źródłem satysfakcji. To miłości i macierzyństwu zawdzięczają swój geniusz i talent, tylko poprzez miłość niektóre kobiety mogą mieć nadzieję zostać zaliczonymi do grona nieśmiertelnych” – perorowała Marie de Regnier, francuska powieściopisarka i poetka, gdy polska noblistka ubiegała się o przyjęcie do Akademii Francuskiej, prestiżowego towarzystwa naukowego założonego w Paryżu w połowie XVII wieku. Wydawać by się mogło, że Nagroda Nobla w dziedzinie fizyki powinna gwarantować Skłodowskiej-Curie awans do grona uczonych z tytułami, tymczasem francuska prasa przypuściła absurdalny i obrzydliwy atak na Skłodowską. Przerzucano się ksenofobicznymi (bo to przecież cudzoziemka, a akademia jest francuska) i antysemickimi (bo na drugie miała Salomea) argumentami. Kandydaturę noblistki odrzucono.

Maria i jej mąż Piotr podczas pracy. (Fot.: Science History Images/Alamy Stock Photo/Be&W) Maria i jej mąż Piotr podczas pracy. (Fot.: Science History Images/Alamy Stock Photo/Be&W)

Cytowaną tu wypowiedź pisarki Marie de Regnier przypomina wystawa „Kim jesteś, Mario?” w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. To rzetelnie przygotowana opowieść o kobiecie, która poświęciła życie nauce w czasach, gdy od kobiet oczekiwano, że poświęcą się rodzinie. Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie tworzyli niestandardowy jak na tamte czasy, progresywnie partnerski związek. On wspierał jej karierę naukową, angażował się w wychowanie córek, Ireny i Ewy. Gdy w pierwszym zgłoszeniu do Nobla w dziedzinie fizyki pominięto Marię, Piotr interweniował, podkreślając, że przełomowe badania nad zjawiskiem promieniotwórczości są ich wspólnymi badaniami. Trzy lata po odebraniu wspólnego Nobla, w 1906 roku, Piotr Curie zginął w wypadku drogowym. Owdowiała naukowczyni, pogrążona w depresji, spędzała jeszcze więcej czasu w laboratorium. W 1911 roku odebrała drugą Nagrodę Nobla, tym razem w dziedzinie chemii, za odkrycie dwóch pierwiastków, polonu i radu. Do tej pory jest jedyną kobietą wyróżnioną nie tylko dwukrotnie, ale dodatkowo w dwóch różnych dziedzinach.

„Petite Curie” i naukowczyni w ciężarówce

Do ślubu poszła w nowej garsonce, ale kupiła taką, której materiał sprawdzi się w pracy z odczynnikami. Nie dbała o garderobę, nie przejmowała się wyglądem, a na nielicznych fotografiach widać ją ubraną w suknie na tyle wygodne, by można w nich było spędzać całe dnie w laboratorium, i z fryzurą w nieładzie. Pragmatyzm Skłodowskiej-Curie wynikał też z braku środków. Państwo Curie nie żyli wystawnie, bo mimo nagrody nie zarabiali milionów. Mogliby, gdyby opatentowali swoje prace, ale zależało im, żeby z tych odkryć można było swobodnie korzystać. Curieterapia, czyli leczenie promieniowaniem z radu i pochodnych, okazało się skuteczną metodą walki z chorobami nowotworowymi. Skłodowska-Curie wierzyła w misyjność nauki, jej rewolucyjny potencjał, była społecznicą.

W 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Francuscy żołnierze ranni na froncie umierali albo groziły im amputacje, bo w warunkach polowych nie można było wystarczająco szybko zlokalizować odłamków. Maria Skłodowska-Curie wpadła wówczas na pomysł samochodu wyposażonego w aparaturę rentgenowską. I nawet zrobiła prawo jazdy na ciężarówkę. W trakcie wojny wyjeżdżała kilkadziesiąt razy na front, by szkolić medyków – to był wspólny projekt jej i starszej córki Ireny, również naukowczyni. „Maria zapomina, że Francja jest jej przybraną ojczyzną. Nie myśli o tym, żeby jechać do córek. Nie zwraca uwagi na swoją wątłość, zły stan zdrowia, bóle. Jednego tylko chce: służyć krajowi. I w tej okrutnej próbie raz jeszcze przejawi się niezwykłość jej intuicji i inicjatywy” – czytamy w biografii „Maria Curie” autorstwa młodszej córki, Ewy. „Rozejrzawszy się natychmiast w organizacji służby sanitarnej, dostrzega w niej lukę, o którą władzę zdają się wcale nie troszczyć, a która jest w jej pojęciu tragiczna: w szpitalach, zarówno na tyłach, jak i na froncie, brak prawie zupełnie urządzeń rentgenowskich”. Samochody z zestawem do prześwietlania, dzięki którym uratowano życie wielu żołnierzy, nazywano „Petite Curie”.

Emocje pod powłoką

„Im większe odczuwa zmęczenie, tym namiętniej chce dowieść sobie samej, że jest zdrowa” – to także fragment książki „Maria Curie”. „Jeździ do Wersalu na ślizgawkę, towarzyszy Irenie w narciarskich wycieczkach w Sabaudii. Cieszy się, że zachowała sprężystość mięśni, lekkość ruchów”. Maria Skłodowska-Curie, od dziecka głodna wiedzy, dbała o jędrny umysł, ale też kochała sport, na przekór obowiązującej w jej czasach kulturowej normie, która mówiła, że damie nie wypada się spocić, więc żadnego jeżdżenia rowerem. Ona jeździła. A do tego chodziła po górach. – I kochała pływać – dodaje Katarzyna Zyskowska. – To nie była umiejętność właściwa pannom z dobrych domów, a Maria doskonale pływała. W każdej wolnej chwili wyjeżdżała nad wodę. Nawet jako dojrzała kobieta spędzała czas nad morzem we Francji. Wpoiła Irenie i Ewie, że należy dbać o kondycję fizyczną. Najpierw odrabiamy zadania domowe z algebry, a potem wychodzimy z domu, żeby się wybiegać. Zbudowała im zresztą plac zabaw, na którym mogły się wyszaleć.

Jaką była matką? – Nietypową – odpowiada autorka „Alchemii”. – Gdy cała schrystianizowana Europa chrzciła dzieci, ona stwierdziła, że same podejmą tę decyzję, gdy dorosną. W tamtym czasie nikt nie traktował dzieci podmiotowo, po partnersku, a Maria owszem. Irena została naukowczynią, jak rodzice, ale Ewa wybrała życie artystyczne, najpierw jako pianistka, a potem pisarka. Maria nie rozumiała strojenia się, obcasów, fryzur, a Ewa była stereotypową Paryżanką. Lubiła się dobrze ubrać i brylować w towarzystwie. Skłodowska-Curie miała reputację chłodnej, wycofanej. Ile było w tym prawdy? – Z pewnością wpłynęła na nią śmierć matki, którą straciła, będąc dzieckiem. Ale jej ojciec, Władysław Skłodowski, był bardzo ciepłym człowiekiem, a rodzeństwo pozostało blisko do końca, dbało o więzi, wychowało się w domu pełnym miłości – mówi Katarzyna Zyskowska. – Maria była dość wsobna, zamknięta, ale pod powłoką gotowało się od emocji. Potrafiła otworzyć się przed najbliższymi, miała przyjaciół, a z korespondencji z córkami wynika, że była bardzo zaangażowana w ich życie.

Feministka w praktyce

O co chodzi z Justinem Bieberem? Co łączy noblistkę z niegdyś niesforną gwiazdą muzyki pop? Otóż ją też chcieli deportować. W 2014 roku pod spontaniczną petycją, by odesłać Biebera do Kanady – bo balował na potęgę i jeździł samochodem po pijaku – podpisało się ponad milion osób. Oczywiście deportacja nie miała żadnych podstaw prawnych, była jedynie fantazją o umoralniającym samosądzie na zepsutym, krnąbrnym celebrycie. Podobnie, tylko jakieś 100 lat wcześniej, francuska prasa życzyła sobie wyjazdu Marii Skłodowskiej-Curie z Paryża po tym, jak na jaw wyszedł romans naukowczyni z francuskim fizykiem Paulem Langevinem, wówczas żonatym. Ta siłaczka zniosła nawet zorganizowany slut-shaming.

– Cieszę się, że młodzi ludzie wskazują ją jako jeden ze swoich autorytetów, bo pokazała, że determinacją, pracą, samozaparciem można naprawdę wiele osiągnąć – mówi Katarzyna Zyskowska. Nie tylko Noble.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE