1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Miłość na sprzedaż? Telewizyjne historie miłosne mówią o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać

Miłość na sprzedaż? Telewizyjne historie miłosne mówią o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać

Dodaj w Google
Dodaj w Google
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Odsłuchaj artykuł

Małgorzata Major - Miłość na sprzedaż? Telewizyjne randki mówią o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać

00:00 15:07
15s
0,5 x
15s
Gdy w 2014 roku w TVP wystartował „Rolnik szuka żony” mało kto przypuszczał, że dwanaście lat później programy randkowe będą nie tyle okazją do poznania partnera, co przede wszystkim szansą na zaistnienie w mediach społecznościowych i zyskanie etykietki influencera. A jak wiemy, dla najmłodszej generacji uczestników często jest to cel nadrzędny.

Spis treści:

  1. Czasy się zmieniły
  2. „Rolnik szuka żony” czy popularności?
  3. Miłość jest ślepa?
  4. Margaretę niosą skrzydła miłości

„Rolnik szuka żony” wraca cyklicznie w ofercie Telewizji Polskiej, a uczestnicy po zakończeniu przygody w programie, prowadzą media społecznościowe, gdzie informują o tym, co dalej u nich słychać. Czasem wynika to z naturalnej potrzeby dzielenia się codziennością, ale coraz częściej jest to pretekst do zyskania nowych możliwości monetyzowania popularności. Wiele par, które w programie zdecydowały się związać na stałe, dzięki sympatii telewidzów, ma możliwość zarabiania na swoim wizerunku.

Czasy się zmieniły

Epoka mediów społecznościowych postawiła wiele spraw na głowie. To co dotychczas przeznaczone były dla grona znajomych, przyjaciół i rodziny, nagle stało się publiczne. Gdy w 2001 roku w Polsce wystartował pierwszy sezon „Big Brothera”, jako widzowie przecieraliśmy oczy ze zdumienia, że można dać się zamknąć w domu, gdzie na każdym kroku śledzą nas kamery.

Dzisiaj, dobrowolnie poddajemy się ocenie znajomych i nieznajomych, pokazując na Instagramie zacisze domowe, wyrażając poglądy czy dzieląc się swoją codziennością.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że nasza prywatność stała się publiczna wraz z zalogowaniem się na koncie któregoś z serwisów firmy Meta.

„Rolnik szuka żony” czy popularności?

Obecnie uczestnictwo w takim formacie jak „Rolnik szuka żony” można prowadzić dwiema drogami. Pierwsza, to poznanie nowych osób, a nawet potencjalnego partnera na życie. Wiąże się to z podleganiem ocenie nie tylko telewidzów, ale i rodzin uczestników programu.

Gdy bohaterka pisze list do rolnika, która poszukuje w programie żony, na ogół wprowadza się do domu wielopokoleniowego. To jaka jest, jak się ubiera, gdzie pracuje, jakie ma poglądy, podlega ocenie rolnika oraz jego rodziców, ale i ich bliskich. Często niezręczne sytuacje, rozmowy, nieporozumienia ogląda milionowa widownia Telewizji Polskiej.

W ostatnich sezonach widać jednak, że wiele uczestniczek pojawia się w programie, aby zaistnieć w świadomości odbiorców. Zanim rozpoczęła się jesienna odsłona i TVP poinformowała, jacy kandydaci i kandydatka pojawią się w programie, internauci od razu zaczęli komentować, że 21-letnia rolniczka Justyna poszukuje raczej popularności niż męża. I to jest ta druga ścieżka udziału w programie.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Czytaj także: Sonia Kisza: Czy marzenie o „tym dniu” i pięknej białej sukni jest głupotką? Nie, bo nie wynika z kobiecej próżności, tylko z setek lat propagandy!

Oczywiście są to opinie sceptycznych widzów, ale nie jest to też coś zaskakującego. Formaty randkowe stały się trampoliną do rozpoznawalności, a tę szybko można skapitalizować. Wystarczy spojrzeć na majowy fenomen polskiej edycji „Love Is Blind: Polska”.

Program „Rolnik szuka żony” wprost informuje, że rolnik szukając żony oczekuje, że zamieszka z nim na wsi, gdzie prowadzi działalność. Uczestniczki są tego świadome, często jednak rzeczywistość je przytłacza i przerasta. Codzienne obowiązki związane z pracą na roli, oporządzaniem zwierząt gospodarskich w praktyce są znacznie bardziej wymagające niż wyobrażenie o sielskim życiu wśród pól i lasów.

Warto jednak dodać, co program dobitnie pokazuje, że polska wieś cały czas się modernizuje. Wsie typowo rolnicze zaczęły się przekształcać i często dzielić. Część domostw to gospodarstwa funkcjonujące od kilku pokoleń, a z drugiej strony znajdują się nowo wybudowane domy na działkach, które do niedawna były polami rolnymi. Zatem zderzenie przyjezdnych z loksalsami, to coś bardzo powszechnego na polskiej wsi XXI wieku. Przyjezdni często oczekują, że wieś gdzie wypasane są krowy, dostosuje się do ich stylu życia i przekształci w podmiejską sypialnię.

Wiele miejscowości zupełnie zatraciło swój wiejski charakter rozumiany jako hodowla drobiu, trzody chlewnej, czy bydła. Nie wszędzie doświadczymy widoku kur skubiących trawę, albo krów wypasanych na okolicznych łąkach.

Automatyzacja zabrała zwierzęta z widoku, często uwięziła je w boksach, ale to temat na inną okazję. Ważne jednak, aby zrozumieć, że współczesna polska wieś to nie to samo miejsce, kojarzone z całym jej tradycyjnym anturażem. Z tego powodu pobyt na wsi może zachwycać, ale i przynosić rozczarowanie. Zależy czego od niej oczekujemy.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Czytaj także: „Oglądam, chociaż wstyd mi się do tego przyznać”. Dlaczego „Love Is Blind” i inne reality shows tak wciągają? Eksperci wyjaśniają

Miłość jest ślepa?

Program „Love Is Blind” Netflixa prowadzony przez parę małżeńską: Zofię Zborowską i Andrzeja Wronę, stał się fenomenem i tygodniami był na ustach wszystkich Polaków. „Love Is Blind” nazywane przez Netflix eksperymentem, w gruncie rzeczy jest kolejnym programem randkowym opartym na konfrontacjach.

Polska edycja zainteresowała widzów dotychczas nieoglądających tego formatu. Zadziałał element nowości, a media plotkarskie szybko zaczęły opisywać poszczególnych uczestników programu.

Idea show polega na tym, że uczestnicy randkują przez ścianę, czyli rozmawiają o wszystkim na co mają ochotę, ale w ogóle się nie widzą. Decyzję o kolejnych randkach podejmują na podstawie tego, co słyszą i tego, co deklaruje druga strona. Tak też dochodzi do zaręczyn. Po zaręczynach para spotyka się po raz pierwszy i decyduje, co zrobi dalej. Może się rozstać, albo wyjechać razem na wakacje. Po wakacjach, następuje wspólne mieszkanie, a potem decyzja o ślubie.

To co zwraca uwagę w polskiej edycji dotyczy wyboru uczestników. Wszyscy znajdują się w przedziale wiekowym 25-38 lat, pracują w branżach kreatywnych, korporacjach i mieszczą się w kanonie urodowym.

Nie poznaliśmy żadnego uczestnika mieszkającego na wsi, ani otwarcie mówiącego o problemach zdrowotnych, czy innych ograniczeniach. Mówiąc krótko – wszyscy byli piękni i młodzi oraz anglojęzyczni. Angielskie słowa, zwroty i powiedzenia wtrącane przecz uczestników to zapewne konieczność wynikająca z międzynarodowego formatu, ale i tego, że wielu uczestników pracuje w korporacjach, gdzie język angielski jest ich naturalnym środowiskiem.

Na ślub zdecydowały się dwie pary. Pierwsza to Daria i Filip. Małżeństwem są do tej pory i z tego, co pokazują na Instagramie, sprawiają wrażenie szczęśliwych. To zaskakujące, ponieważ Filip długo miał wątpliwości i do ostatniej chwili cytował piosenkę znaną z innego formatu Netflixa o wymownym tytule „W co ja się w…ałem”?

Druga para, która zdecydowała się na ślub to Marta i Damian. Stosunkowo niedawno ogłosili rozstanie, mimo że długo „walczyli” o związek i byli nawet na terapii.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Czytaj także: „Love Is Blind” to nie eksperyment, tylko psychologiczna pułapka. Eksperci wyjaśniają, co naprawdę dzieje się z uczestnikami

Po tym, gdy Netflix udostępnił „reunion”, czyli spotkanie uczestników po roku, rozpoczął się swoisty wyścig zbrojeń. Bohaterowie i bohaterki programu od razu zaczęli publikować treści na Instagramie. W krótkim czasie zyskali dużą liczbę followersów (od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy). Po kilku miesiącach widać, że to dziewczyny miały więcej pomysłu na swoją obecność w sieci.

Daria i Marta cieszą się największym zainteresowaniem internautów. Daria jako wielbicielka treningów siłowych, prowadzi kącik sportowy w programie „Halo tu Polsat”, a Marta jest przez agencję influencerską. Daria pokazuje swoją rodzinę i życie z mężem, a Marta mówi o wyjazdach, koncertach, stylówkach i trudnych tematach, jak rozwód, żałoba czy zaczynania wszystkiego od początku. Od niedawna regularnie odpowiada także na żenujące zaczepki byłego męża.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Konflikty byłych partnerów dają o sobie znać zarówno w serwisach plotkarskich, jak i w mediach społecznościowych. Panowie nagrywają podcasty, rapują, robią stand-up i szukają okazji, żeby zaistnieć.

Radzą sobie gorzej niż uczestniczki, ponieważ są mniej spójni w swoich działaniach. Marta po rozstaniu z mężem zachowała daleko idącą powściągliwość, ale gdy Damian (wciąż mąż) wbijał jej szpile rapując o nieudanym związku, potrafiła mu elokwentnie odpowiedzieć.

Trudno uwierzyć, że uczestnicy i uczestniczki programu decydując się na udział w „Love Is Blind” nie brali pod uwagi kosztów emocjonalnych jakie poniosą gdy program zostanie wyemitowany.

Wydaje się, że jest to koszt, który byli gotowi zapłacić w zamian za rozpoznawalność i monetyzowanie wizerunku. Większość z nich, z dnia na dzień zyskała międzynarodową popularność. Od razu pojawiły się paczki PR, zaproszenia do programów śniadaniowych, podcasty, współprace reklamowe.

Wysyp influencerów jako efekt uboczny programów randkowych spowodował, że walka o uwagę odbiorcy jest coraz bardziej zażarta. Dlatego wyścig wygrywają osoby mające pomysł na swój profil. Marta trafia w potrzeby równolatek zainteresowanych ezoteryką, podróżami i wielkomiejskim stylem życia. U Darii dominuje sport, a u Maliki lifestyle i opowieści o życiu w Kazachstanie. Żadna z uczestniczek nie mówi o swoich byłych partnerach. Chyba, że zostaną wywołane do odpowiedzi.

Z kolei Damian, Kamil, czy Krzysztof próbowali zbudować swój kapitał na rozliczaniu byłych partnerek. Nie była to dobra strategia biorąc pod uwagę, że ich ostatni występ, czyli rapowy diss na dziewczyny spotkał się z tak negatywnym odbiorem, że panowie zdecydowali się usunąć rapowy kawałek z sieci.

Przykład „Love Is Blind” dowodzi, że być może miłość jest ślepa, ale strategia budowania marki w mediach społecznościowych z pewnością taka nie jest. Wygrywa ten, kto ma na siebie pomysł.

 fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Margaretę niosą skrzydła miłości

Najnowszy projekt randkowy to serial dokumentalny TTV „Kochaj, albo wróć”. Serial opowiada losy par, w których jedna ze stron jest z Polski, a druga z Turcji, Tunezji, albo Brazylii.

Pary z różnych kręgów kulturowych zamieszkują w Polsce i próbują układać wspólne życie.

Młoda Polka Weronika przylatuje na Śląsk ze swoim mężem Turkiem i ich wspólną córeczką. Rodzice pomagają młodym odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jest to trudne zwłaszcza dla Emina, gdyż dopiero uczy się polskiego i musi zdobyć kartę stałego pobytu. Mężczyzna chce pracować jako kurier, tak jak robił to w Turcji.

Poznajemy też losy Magdaleny i Nigeryjczyka Mike’a, Brazylijki Leticii i Michała, ale najwięcej emocji wzbudza związek Margarety i Mohameda. Margareta, czyli Małgorzata to 58-letnia Polka, która na wakacjach w Tunezji poznała 26-letniego Tunezyjczyka. Para planuje ślub. Ich związek jest burzliwy i pełen namiętności.

Małgorzata mieszka w Łodzi, gdzie ma stabilną sytuację finansową, kupiła dom, ma psy i grono przyjaciółek. Dzieli czas między Polskę, a Tunezję. Mohamed pracował jako kelner, ale jak czas temu zdecydował się na bezrobocie, aby nie stresować zazdrosnej wybranki.

Ciągle kontroluję kobietę, potrafi dzwonić do niej nawet 90 razy dziennie, żeby sprawdzić, co robi i kazać jej wracać do domu. Małgorzata, mimo że na co dzień jest odważną, ekscentryczną i pewną siebie kobietą, gdy dzwoni Mohamed, posłusznie wykonuje jego polecenia. Partnerzy posługują się mieszanką kilku języków, żadne z nich nie zna języka partnera, a mimo to są w stanie się porozumieć.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Polscy widzowie emocjonują się historią tej nietuzinkowej pary dlatego, że jest to związek starszej kobiety i młodego mężczyzny. Mimo że relacja starszego mężczyzny i młodej kobiety, to coś powszechnie akceptowanego, w drugą stronię to nie działa. Małgorzata jest 32 lata starsza od partnera i ciągle wzbudza to pytania jej koleżanek. Pytają głównie o życie seksualne, jego pracę i plany na wspólne życie.

Bohaterka wspomina, że w minionym roku wydała bardzo dużo pieniędzy na bilety lotnicze, ale to był jej wybór i tego nie żałuje.

Gdyby nie latała do Tunezji mogłaby urządzić swój nowy dom, ale miłość do Mohameda jest dla niej ważniejsza niż meble w salonie. W najnowszym odcinku, tuż przed planowanym ślubem, na który Małgorzata przyleciała z Polski, doszło do kłótni.

Mohamed nie akceptuje krzyków partnerki, mówi że w jego kulturze podnoszenie głosu przez kobietę jest źle odbierane. Bohaterka wyznała koleżance, że nie podoba jej się zachowanie narzeczonego i pojawiły się wątpliwości, czy chce takiego związku.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Małgorzata ma już 42 tysiące obserwujących na swoim instagramowym koncie i to jest jej realna wygrana. Może monetyzować popularność niezależnie od tego, czy dojdzie do ślubu z Tunezyjczykiem. Widać, że jej barwna osobowość przypadła widzom do gustu, więc otwierają się przed nią nowe możliwości współprac i wizyt w popularnych programach, co zwiększy zasięg jej odbiorców.

Niezależnie od tego, jak potoczą się losy związków pokazywanych w programie, Margareta wyjdzie z tego obronną ręką. To ona jest najjaśniejszym punktem serialu „Kochaj albo wróć”. Co z tym zrobi, zależy tylko od niej.

Serial dokumentalny „Kochaj albo wróć” dostępny jest na HBO Max i Playerze.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE