1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. O jego głosie krążą legendy. Kim jest Dimash Qudaibergen, który zachwyca cały świat?

O jego głosie krążą legendy. Kim jest Dimash Qudaibergen, który zachwyca cały świat?

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Dimash Qudaibergen (Fot. Santiago Felipe/Getty Images)
Dimash Qudaibergen (Fot. Santiago Felipe/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Robert Choiński - O jego głosie krążą legendy. Kim jest Dimash Qudaibergen, który zachwyca cały świat?

00:00 14:30
15s
0,5 x
15s
Jego głos obejmuje rejestry, które dla większości wokalistów pozostają nieosiągalne. Śpiewa w kilkunastu językach, występował w nowojorskim Madison Square Garden, a jego fani podróżują za nim po całym świecie. Mimo to nazwisko Dimasha Kudaibergena dla wielu Polaków wciąż brzmi obco. Kim jest artysta z Kazachstanu, który właśnie rozpoczął w Krakowie światową trasę koncertową?

Spis treści:

  1. Od kazachskich pieśni po tenorów. Dzieciństwo Dimasha Qudaibergena
  2. Głos, który wymyka się klasyfikacjom
  3. Chiński program, który otworzył mu drzwi do światowej kariery
  4. Dlaczego Dimash śpiewa w tylu językach?
  5. Dears. Kim są najbardziej oddani fani Dimasha?
  6. Nie tylko muzyka. Dimash angażuje się w działalność charytatywną
  7. „Człowiek bez celu jest jak ptak bez skrzydeł”

W niedzielny wieczór, 18 października, krakowska Tauron Arena rozbrzmiewała wszystkim – od operowych wokaliz i popowych melodii, po tradycyjne kazachskie brzmienia, a nawet rock i muzykę taneczną. Całość złożyła się na trwający blisko trzy godziny spektakl. Jego bohaterem był Dimash Qudaibergen, 32-letni wokalista z Kazachstanu, który to właśnie w Polsce rozpoczął swoją nową trasę koncertową „DiMENSIONS”.

O ile dla przeciętnego odbiorcy nad Wisłą jego nazwisko może brzmieć obco, o tyle dla jego wielbicieli była to chwila wyczekiwana od lat. Niektórzy przemierzyli tysiące kilometrów. Na widowni obok Polaków siedzieli fani z Kazachstanu, Kanady, Stanów Zjednoczonych czy z różnych zakątków Europy. Za najdroższe bilety trzeba było zapłacić blisko 1400 złotych, co nie odstraszyło miłośników artysty wypełniających gigantyczną halę.

Od kazachskich pieśni po tenorów. Dzieciństwo Dimasha Qudaibergena

Gdy dziennikarka Valerie Lee pytała go niedawno o dzieciństwo w wywiadzie dla „Global Mixtape” – nowego cyklu tworzonego przez studio Grammy – Dimash powrócił wspomnieniami do rodzinnego Aktobe, miasta położonego w zachodnim Kazachstanie.

– Moi rodzice to uznani w kraju artyści z klasycznym wykształceniem muzycznym. W naszym domu muzyka brzmiała więc od zawsze. Od tradycyjnych kazachskich pieśni ludowych, po nagrania słynnego tria tenorów: Plácido Dominga, José Carrerasa i Luciano Pavarottiego – wspominał wokalista.

Dimash, a formalnie Dinmukhammed Qanatuly Qudaibergen, przyszedł na świat 24 maja 1994 roku. Jego matka, Svetlana Aitbayeva, to ceniona śpiewaczka, a ojciec, Kanat Aitbayev, również zawodowo związał swoje życie z muzyką. Wyrastał w środowisku, gdzie artystyczne pasje były czymś naturalnym i oczywistym, a istotną rolę w jego wychowaniu odegrali także dziadkowie.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul.webp

Edukację muzyczną rozpoczął jako zaledwie pięciolatek, a już rok później triumfował w konkursie pianistycznym. Z czasem obok gry na instrumentach coraz ważniejsze miejsce zaczynała zajmować intensywna nauka śpiewu. Po ukończeniu szkoły muzycznej w rodzinnym Aktobe trafił na Kazachski Narodowy Uniwersytet Sztuki w Astanie, gdzie odebrał staranne wykształcenie zarówno z wokalistyki klasycznej, jak i muzyki rozrywkowej. Zwieńczeniem tej edukacyjnej drogi było uzyskanie w 2020 roku tytułu magistra kompozycji.

Jego skala i niezwykłe warunki głosowe od najmłodszych lat zdumiewały jego nauczycieli. Nim jednak świat zachwycił się jego talentem, za Dimashem stały już ponad dwie dekady konsekwentnej nauki, pracy i szlifowania warsztatu na licznych scenach konkursowych.

Głos, który wymyka się klasyfikacjom

W sieci krążą dziesiątki nagrań, na których Dimash z wręcz niemożliwą lekkością wykonuje utwory o ekstremalnym stopniu trudności. Symboliczny pozostaje jego występ z piosenką „SOS d'un terrien en détresse” z francuskiego musicalu „Starmania”. To właśnie tą przejmującą interpretacją w 2017 roku dosłownie rzucił na kolana publiczność i jurorów chińskiego widowiska „Singer”. Wystarczy zaledwie kilkadziesiąt sekund tego nagrania, by pojąć, skąd bierze się zachwyt nad jego fenomenem. Dimash płynnie przechodzi od niemal szeptanych, lirycznych fraz po potężne, eksplodujące dźwięki, które przywodzą na myśl ekspresję operowego sopranu. Brawurowo żongluje rejestrami, zmienia barwę i dynamikę głosu, a w najwyższych partiach bez wysiłku sięga rejestrów niedostępnych dla większości męskich wokalistów.

Nagłówki i telewizyjne zapowiedzi chętnie szufladkują go jako „człowieka o sześciooktawowym głosie”. Tego typu hasła, choć efektowne, zaledwie ślizgają się po powierzchni jego warsztatu. Sprowadzanie jego fenomenu wyłącznie do skali byłoby krzywdzącym spłyceniem. Prawdziwy zachwyt budzi bowiem swoboda, z jaką artysta przeskakuje między odmiennymi technikami i tradycjami śpiewu. Co ciekawe, mimo gruntownego wykształcenia klasycznego oraz otwartych drzwi do największych scen operowych świata, Kazach świadomie wybrał muzykę popularną. Rozumie ją jednak w sposób daleki od schematów. W jego repertuarze monumentalne ballady i akcenty klasyczne przeplatają się z pulsującą elektroniką oraz czerpiącym z korzeni kazachskim folklorem.

Chiński program, który otworzył mu drzwi do światowej kariery

Prawdziwy przełom nadszedł w 2017 roku. Liczący wówczas zaledwie 22 lata Dimash otrzymał zaproszenie do piątej edycji chińskiego programu telewizyjnego „Singer”. W szranki stawali tam doświadczeni estradowi wyjadacze. Mimo że był najmłodszym uczestnikiem sezonu, natychmiast stał się największą sensacją show. Już otwierający występ z „SOS d'un terrien en détresse” przyniósł mu bezapelacyjne zwycięstwo w pierwszym odcinku. W kolejnych tygodniach hipnotyzował widownię kolejnymi popisami – od „Opery 2” i przejmującego „Adagio”, aż po brawurowe „The Show Must Go On” z repertuaru Queen. Choć ostatecznie zajął drugie miejsce, finał był dopiero początkiem jego błyskawicznej kariery.

W Chinach wybuchła prawdziwa „dimashomania”. Z dnia na dzień stał się rozchwytywaną gwiazdą ekranu i uświetniał najbardziej prestiżowe gale. Chwilę później jego muzyczna fala rozlała się na kolejne kraje Azji, Europy i Ameryki Północnej. W 2019 roku skradł serca widzów amerykańskiego talent show „The World’s Best”, by zaledwie kilka miesięcy później wypełnić po brzegi nowojorski Barclays Center. Jego sukcesy doprowadziły go w październiku 2025 roku na scenę legendarnej Madison Square Garden, czyli jednej z najbardziej prestiżowych aren świata. Dziś w swoim dorobku ma nie tylko wielotysięczne koncerty, ale i spektakularne duety ze sławami różnorodnych muzycznych gatunków, z Larą Fabian i Plácidem Domingiem na czele.

Dlaczego Dimash śpiewa w tylu językach?

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków firmowych artysty stała się jego niezwykła wielojęzyczność. Dimash śpiewa swobodnie w kilkunastu językach – w jego repertuarze usłyszymy utwory m.in. po kazachsku, rosyjsku, chińsku, angielsku, francusku, włosku czy hiszpańsku. W rozmowie ze studiem Grammy wyjaśniał, że to świadomy gest i ukłon w stronę słuchaczy z całego globu.

– Śpiewanie w językach moich odbiorców to mój własny, osobisty sposób na powiedzenie im „dziękuję” – podkreślał.

Jednocześnie wokalista z dumą promuje na światowych scenach muzyczne dziedzictwo Kazachstanu, nieodmiennie sięgając po tradycyjne instrumenty, takie jak dombra czy kobyz. Z właściwą sobie pokorą przyznał zresztą we wspomnianym wywiadzie, że choć naukę gry na dombrze rozpoczął blisko dwie dekady temu, wciąż uważa, że daleko mu do mistrzostwa. I mówi to muzyk, który biegle włada kilkoma instrumentami i ma za sobą kilkanaście lat akademickiej edukacji. W jego przypadku czerpanie z tradycji nie ogranicza się jednak do powierzchownego dodawania etnicznych ozdobników do popowych aranżacji. Tradycyjne kazachskie pieśni stanowią nienaruszalny trzon jego koncertów, a rodzimy folklor towarzyszy mu na najważniejszych scenach świata.

Fot. Lounis Tiar/SOPA Images/LightRocket via Getty Images Fot. Lounis Tiar/SOPA Images/LightRocket via Getty Images

Dears. Kim są najbardziej oddani fani Dimasha?

Gdy w październiku Dimash wylądował w Krakowie, na lotnisku przywitał go entuzjastyczny tłum wielbicieli. Nie zabrakło nawet chleba i soli. Atmosfera święta wyczuwalna była zresztą jeszcze przed wyjściem artysty na scenę. Dzień przed wielkim show fani zgromadzili się w Centrum Kongresowym ICE Kraków na specjalnym zjeździe poświęconym jego twórczości.

Społeczność jego miłośników nosi nazwę Dears (czyli „drodzy” lub „najdrożsi”) i tworzy niezwykły, międzynarodowy fenomen. Dears bez wahania krążą za swoim idolem po całym świecie, zaliczając po kilka koncertów podczas jednej trasy. W Polsce powołali do życia m.in. Radio Dimash – wyjątkową inicjatywę internetową promującą muzykę wokalisty oraz bogatą kulturę Kazachstanu. O tym, jak ważny to projekt, świadczy fakt, że po krakowskim występnie studio radiowe odwiedzili osobiście rodzice Dimasha.

Oddanie tej społeczności wykracza jednak daleko poza zwykłe śledzenie premier czy kupowanie płyt. Jest to żywa sieć relacji, oddolnych inicjatyw i międzynarodowych przyjaźni. Podczas koncertu w Krakowie doszło zresztą do niezwykle poruszającego momentu. Artysta zaprosił na scenę młodego fana z mołdawskiego Tyraspola, który przyjechał do Polski wyłącznie dla niego. Chłopak zachwycił zgromadzonych, prezentując własny talent wokalny w wymagającym fragmencie „SOS d'un terrien en détresse”.

Nie tylko muzyka. Dimash angażuje się w działalność charytatywną

Za blaskiem reflektorów i kosmicznymi możliwościami wokalnymi kryje się jednak cichsza, mniej spektakularna strona jego życia. Dimash od lat konsekwentnie angażuje się w działalność charytatywną, niosąc realną pomoc dzieciom, osobom z niepełnosprawnościami i rodzinom dotkniętym przez los. Pomaganie ma we krwi. Już w 2015 roku zorganizował charytatywny koncert „From Heart to Heart”, z którego cały dochód przeznaczył na leczenie pięcioletniej dziewczynki. Rok później zysk z koncertu w rodzinnym Aktobe przekazał lokalnej fundacji, co pozwoliło zapewnić siedmiu najuboższym rodzinom stały dostęp do bieżącej wody, opieki medycznej oraz podstawowych środków do życia.

Z biegiem lat zakres jego działań stale rosł. W czasie pandemii COVID-19 Dimash ruszył na pomoc 102 potrzebującym rodzinom w Kazachstanie, organizując dla nich aż pięć ton żywności. Włączył się także w globalną walkę z głodem, dołączając do kampanii Światowego Programu Żywnościowego ONZ (WFP) pod wymownym hasłem „Food Is Love”. W 2020 roku objął funkcję globalnego ambasadora organizacji Project C.U.R.E., dostarczającej sprzęt i materiały medyczne w najuboższe zakątki globu, co wsparł m.in. charytatywnym występem online. Na dłuższego listy jego działań znajdują się też inicjatywy na rzecz dzieci z niedosłuchem czy akcje wspierające ochronę zwierząt.

Ukoronowaniem tej postawy było przyznanie mu w 2025 roku tytułu Ambasadora Dobrej Woli Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM), działającej przy ONZ. To prestiżowe wyróżnienie dało mu potężną platformę do tego, by wykorzystywać międzynarodową sławę w walce o sprawy znacznie ważniejsze niż same listy przebojów. Sam artysta nie kryje zresztą, że nie zamierza mierzyć swojego sukcesu wyłącznie liczbą wyprzedanych biletów i zerami na koncie.

– Jako osoby, które dysponują tak wielkim głosem i uwagą publiczności, mamy wręcz obowiązek przypominać światu o pokoju, miłości i wzajemnym zrozumieniu – podkreśla z właściwą sobie prostotą.

„Człowiek bez celu jest jak ptak bez skrzydeł”

W wywiadzie dla studia Grammy Dimash chętnie rozmawiał zresztą nie tylko o samej muzyce, ale i o nadrzędnym sensie swojej twórczości. Zauważył, że gigantyczny komercyjny sukces nakłada na artystę szczególną odpowiedzialność.

– Moja najważniejsza misja nie ma nic wspólnego z pieniędzmi – przyznał szczerze.

Podczas tej samej rozmowy przywołał też tradycyjne kazachskie przysłowie: „Człowiek bez celu jest jak ptak bez skrzydeł”. Opowiadał o marzeniach o największych scenach świata oraz o tytanicznej pracy, jaką musiał wykonać, by je urzeczywistnić. Zaznaczył przy tym z pokorą, że zdobytych szczytów nie uważa za docelowy punkt swojej drogi, lecz jedynie za przystanek w ciągłym rozwoju.

Dziś ma 32 lata, na koncie wyprzedane koncerty na kilku kontynentach oraz fenomenalną publiczność, która bez wahania pokonuje tysiące kilometrów, by usłyszeć go na żywo. Przed nim kolejne spektakularne projekty i sceniczne wyzwania. Niewykluczone, że nie każdy zachwyci się jego monumentalnymi balladami czy widowiskowymi wokalizami. Warto jednak poznać Dimasha Qudaibergena choćby po to, by na własne uszy przekonać się, jak niezwykłą różnorodność muzycznych światów potrafi pomieścić jeden ludzki głos.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE