1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Anna Orska: „Nigdy nie negocjuję cen rzemieślniczych komponentów”. Nawet jeśli oznacza to konieczność rezygnacji z projektu

Anna Orska: „Nigdy nie negocjuję cen rzemieślniczych komponentów”. Nawet jeśli oznacza to konieczność rezygnacji z projektu

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Anna Orska w pracowni. (Fot. materiały prasowe Orska)
Anna Orska w pracowni. (Fot. materiały prasowe Orska)

Odsłuchaj artykuł

Aleksandra Nowakowska - Anna Orska: „Nigdy nie negocjuję cen rzemieślniczych komponentów”. Nawet jeśli oznacza to konieczność rezygnacji z projektu

00:00 15:28
15s
0,5 x
15s
Moje podróżowanie nie jest związane ze zwiedzaniem, tylko z tym, żeby znaleźć ludzi, z którymi mogę tworzyć i pracować. Nie wymyśliłabym sobie lepszego sposobu, żeby głębiej doświadczać prawdziwego życia w zakątkach, do których nikt już nie zagląda, bo nie ma pretekstu, żeby je odwiedzać – mówi projektantka biżuterii Anna Orska, której życiową misją jest ocalanie rzemiosła.

Spis treści:

  1. Anna Orska o podróżach, które inspirują ją do tworzenia biżuteri
  2. Jak Anna Orska odnajduje ginące rzemiosła w różnych zakątkach świata?
  3. Tradycyjne rzemiosło w Nepalu i Wietnamie. Czego Anna Orska uczy się od lokalnych mistrzów?
  4. Jak powstaje biżuteria marki Orska? Połączenie tradycji i nowoczesności

  • Anna Orska od 26 lat projektuje biżuterię, ale inspiracji nie szuka na pokazach mody. Podróżuje do odległych zakątków świata, gdzie poznaje lokalnych rzemieślników i uczy się od nich tradycyjnych technik.
  • „Największą dla mnie wartością są relacje z ludźmi. Właściwie chyba nie ma nic cenniejszego” – mówi projektantka. To właśnie spotkania, a nie zwiedzanie, są dla niej najważniejszą częścią podróży.
  • W Nepalu obserwowała, jak rzemieślnicy przez 20 godzin nadają kształt metalowi za pomocą prostych młoteczków. W Peru poznawała tajniki tkactwa, a w Wietnamie odkryła warsztaty, w których wciąż tworzy się przedmioty z laki.
  • „Nigdy nie negocjuję cen rzemieślniczych komponentów” – podkreśla Anna Orska.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Sens” 08/2026.

Anna Orska o podróżach, które inspirują ją do tworzenia biżuteri

Aleksandra Nowakowska: Najnowsza kolekcja biżuterii twojej marki Orska nazywa się „Malachit”. Dlaczego wybrałaś ten kamień?

Anna Orska: Wybrałam go, ponieważ jest nie tylko piękny, lecz także niesie głębokie znaczenie. Od wieków malachit nazywany jest kamieniem transformacji. W naturze narasta warstwami, tworząc charakterystyczne słoje przypominające pień drzewa. My również dojrzewamy warstwami – poprzez doświadczenia, zarówno piękne, jak i trudne, przez marzenia, ważne chwile i spotkania, które nas kształtują. Jesteśmy pod tym względem podobni do malachitu. Patrząc na ten kamień, możemy odnaleźć wspomnienie ważnego momentu z przeszłości albo dostrzec zapowiedź tego, co dopiero nadejdzie. Malachit symbolizuje więc nie tylko przeszłość i pamięć, lecz także oczekiwanie, nadzieję oraz pragnienia związane z przyszłością.

Peru (Fot. materiały prasowe Orska) Peru (Fot. materiały prasowe Orska)

A czym dla ciebie jest transformacja?

Ciągłą zmianą, ciągłym doświadczaniem, pewnie dlatego, że jestem nieustannie głodna nowego.

Karmię się podróżami po warsztatach świata, w których szukam tradycyjnych rzemiosł. Na miejscu z lokalnymi mistrzami tworzę kolekcje.

Znajduję tam nie tylko ciekawy materiał czy technikę, ale także autentyczność, pasję i drugiego człowieka, który jest najpiękniejszą inspiracją. W codzienności też szukam zaskoczeń.

Po twoich kolekcjach widać, gdzie byłaś, co przywiozłaś. Jest tego dużo. Co cię gna po świecie?

autopromocja
1200x300_strona glowna.webp

Jak się nad tym głębiej zastanawiam, największą dla mnie wartością są relacje z ludźmi. Właściwie chyba nie ma nic cenniejszego. Nawiązuję je w tych różnych kulturach, czasami w absurdalnych przestrzeniach, w małych plemionach, niewielkich wioseczkach. Obserwując kontrasty życia, zastanawiam się, jak wiele zależy od tego, gdzie się pojawimy na świecie.

Projektuję od 26 lat, to szmat czasu. Podróże są sposobem na to, żeby praca sprawiała mi szaloną radość, żeby to, co robię, dawało mi poczucie, że jest co penetrować i jest się czym zachwycać.

Możemy coś robić, dopóki czujemy, że to daje nam „to coś”. Ja, projektując biżuterię, szukam takich momentów, które nie są stricte materialnym doznaniem. Pragnę tych doznań, dlatego że one mnie zmieniają nie tylko jako projektanta, lecz także jako człowieka.

Jesteś w przededniu wyjazdu do Ghany. Masz plan?

Szczerze? Mam zarezerwowane dwa pierwsze noclegi, oprócz tego kompletnie nic. Jadę z tak ogromną radością i wielkim optymizmem już na starcie, że nie zakładam, że coś nie wyjdzie. W trakcie podroży mam taki zwyczaj, że nie dyskutuję na temat lokalnej kultury. Jestem wegetarianką, nie jem mięsa.

Czasem gdy obserwuję lokalne obrządki i rytuały, łzy leją mi się z oczu, ale wiem, że nie przybywam do tego miejsca po to, by mówić ich mieszkańcom, jak mają żyć. Szanuję ludzi, kultury, tradycje.

Jedynym miejscem, z którego nie wróciłam z rzemiosłem, jest Ukraina. To było już po wybuchu wojny. Dostałam informację, że kobiety, które tworzą biżuterię, potrzebują pracy, bo nie mogą wyjechać z kraju i zostały bez środków do życia. Mam nadal kontakt do nich i mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości zrobimy coś wspólnie.

Jak Anna Orska odnajduje ginące rzemiosła w różnych zakątkach świata?

Gdy wyjeżdżasz, nie wiesz, czego konkretnie szukasz?

Szukam, już będąc na miejscu. Tych miejscowości nie ma na mapie, te warsztaty nie mają stron internetowych. Zależy mi, żeby trafić do źródła, nie do miejsc, które czymś handlują. Często to są rodzinne, malutkie warsztaty, w których uczę się rzemiosła, żeby zrozumieć je, by później móc zaprojektować kolekcję. Jestem tam dość krótko, więc muszę bazować na możliwościach ludzi, ich narzędziach i umiejętnościach. Przygotowuję komponenty, które później w pracowni oprawiamy, łączymy i wykańczamy, tworząc biżuterię. Często są to rzemiosła niezwiązane z jubilerstwem, na przykład hutnictwo. Ogromnie mi zależy, żeby one przetrwały. To się stało moją wewnętrzną, prywatną misją. Teraz także zawodową.

Meksyk (Fot. materiały prasowe Orska) Meksyk (Fot. materiały prasowe Orska)

Surrealistyczne rzeźby alebrijes z Meksyku, tkactwo z Peru, metaloplastyka z Marrakeszu…

Nie każde rzemiosło można wykorzystać, tworząc drobne, biżuteryjne obiekty, ale kiedy jest to możliwe, cieszę się, że pojawia się okazja, by o nim opowiedzieć szerzej.

Kiedy pracuję z tymi ludźmi, przekonują się, że i oni mogą wytwarzać małe elementy, i często potem sami zaczynają produkować biżuterię. Zostawiam im zlecenie na limitowaną serię.

Na początku tworzymy po dwie sztuki z każdego rodzaju biżuterii: jedna partia zostaje u nich, a z drugą wracam do Polski, gdzie w naszej pracowni tworzymy prototypy. To pozwala poszerzyć spektrum tego designu o zupełnie nowe sfery.

Jedziesz po inspirację, ale oni też czerpią wiedzę z twojego doświadczenia jako artystki, tak?

Tak, ale trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jedną rzecz – każda kultura ma własną estetykę. Pewne ornamenty, motywy czy formy często wymagają przełożenia na język naszego rynku. Pod tamtym słońcem, w tamtym krajobrazie i kontekście kulturowym są to przedmioty zachwycające i naturalne. Kiedy jednak przywozimy je do domu, nierzadko stają się jedynie pamiątką. Pozbawione swojego pierwotnego otoczenia nie do końca odnajdują się w naszej codzienności. Dlatego staram się nadawać im nieco inną formę, zachowując jednocześnie szacunek dla tradycyjnych technik wykonania i ich pierwotnego znaczenia. To proces wielowarstwowej wymiany – dialogu między kulturami, a nie prostego, bezrefleksyjnego przenoszenia wzorów z jednego miejsca do drugiego.

Jesteśmy ludźmi z różnych stron świata i zwykle mamy niewiele czasu, by naprawdę się poznać. Ja jednak często mieszkam z rodzinami rzemieślników, z którymi współpracuję. Staram się jak najwięcej od nich nauczyć i zrozumieć ich sposób patrzenia na świat, ale jednocześnie zostawiam tam także cząstkę siebie.

We wrześniu zaprezentowaliśmy kolekcję stworzoną w Nepalu. Jedenaście lat temu trafiłam tam do pierwszego warsztatu w niewielkiej miejscowości niedaleko Katmandu. Było to tuż po tragicznym trzęsieniu ziemi. Tym razem pracowałam w innym miejscu, w innym warsztacie, ale pod okiem tego samego mistrza. Było w tym coś niezwykle wzruszającego. My – już inni, starsi, odmienieni przez doświadczenia – spotkaliśmy się ponownie, usiedliśmy razem przy stole i po raz kolejny stworzyliśmy wspólną kolekcję.

Meksyk (Fot. materiały prasowe Orska) Meksyk (Fot. materiały prasowe Orska)

Tradycyjne rzemiosło w Nepalu i Wietnamie. Czego Anna Orska uczy się od lokalnych mistrzów?

Co ciebie podczas tych podróży najbardziej zadziwia?

Żyjemy w epoce błyskawicznie rozwijającej się technologii, która pozwala nam tworzyć niemal wszystko bez pracy rąk. Tymczasem te wszystkie piękne przedmioty powstają ręcznie. Wymagają ogromnej precyzji, skupienia i czasu. Od pokoleń nie zmieniają się ani narzędzia, ani sposób ich wytwarzania. To mnie zadziwia i wzrusza jednocześnie.

W Nepalu rzemieślnicy potrafią nadać płaskiej blasze przestrzenną formę i zamienić ją w rzeźbę. Używają do tego jedynie prostych narzędzi – niewielkich młoteczków, pod których uderzeniami metal staje się raz wklęsły, raz wypukły, zmienia kształt i stopniowo pokrywa się ornamentami. To dzieje się na moich oczach. Jedna taka forma może wymagać nawet 20 godzin nieprzerwanej pracy.

Kiedyś poleciałam do Wietnamu, żeby nakręcić film pod wodą i pokazać proces powstawania pereł. Przemierzyłam całe wybrzeże i odkryłam, że większość tamtejszych plantacji nie należy już do Wietnamczyków. W pewnym momencie ktoś napisał mi przez WhatsAppa o niewielkiej miejscowości, w której wciąż tworzy się przedmioty z laki. To właśnie tam powstała jedna z moich kolekcji. Była wykańczana żywicą i masą perłową, nakładanymi warstwa po warstwie w precyzyjnie określonych odstępach czasu. W tym procesie niczego nie można przyspieszyć.

Takie doświadczenia nauczyły mnie cierpliwości i uważności. Żyjemy dziś w świecie natychmiastowych efektów, jesteśmy coraz bardziej niecierpliwi. Od tych ludzi uczę się pokory. Dzięki nim jeszcze mocniej doceniam wartość rzemiosła w czasach, w których szybko się nudzimy i nieustannie szukamy czegoś nowego. Sama zresztą taka jestem. Potrzebuję zmiany, ruchu, nowych miejsc i nowych doświadczeń. Z czułością obserwuję tych ludzi i myślę o tym, ile jest w nich spokoju oraz zgody na własną drogę.

Ich dziadkowie wykonywali ten zawód, potem ich ojcowie, a dziś oni robią to samo. Nikt nie zastanawia się obsesyjnie nad tym, co przyniesie przyszłość, bo potrafi ją sobie wyobrazić. Wiedzą, skąd przychodzą i dokąd zmierzają. Jest w tym coś kojącego.

Po powrocie, przy okazji premier kolekcji biżuterii, pokazujesz filmy z wypraw. Dlaczego?

Znalezienie takich warsztatów jest wyzwaniem, ale jeszcze większym wysiłkiem jest sprawić, by ktoś chciał mnie widzieć u siebie codziennie przez kilka tygodni, poświęcić mi swój czas, uczyć mnie. Dlatego staram się dawać jak najwięcej w zamian. Kręcę filmy, robię zdjęcia, opowiadam o tych ludziach i ich kulturze. Dla nich to też bardzo wartościowe.

Na rzemiosło patrzę przede wszystkim przez pryzmat ludzi. Jeśli nie ma między nami porozumienia, jeśli nie pojawia się ta trudna do nazwania energia, nie widzę sensu, by się tam zakorzeniać. Czasem zanim trafię do właściwego miejsca, odwiedzam kilka, a nawet kilkanaście warsztatów. Fascynujące jest dla mnie to, że niemal wszędzie spotykam się z życzliwością i serdecznością.

W tych podróżach nie pomaga mi doświadczenie ani zawodowy dorobek. Największą wartością okazują się autentyczność, szczerość i zwykła ludzka otwartość.

Zazwyczaj wygląda to tak, że na początku zaczynam coś robić, a wszyscy mi się przyglądają. Z czasem przestaję być postrzegana jak turystka, a zaczynam być traktowana jak ktoś, kto naprawdę chce zrozumieć ich pracę. Dzień po dniu widzę, jak zmienia się nastawienie i jak buduje się wzajemne zaufanie.

Zawsze wracasz z inspiracjami i nowymi umiejętnościami? Za każdym razem powstaje nowa biżuteria?

Staram się podchodzić do tego wszystkiego z otwartym sercem, bo wierzę, że właśnie to daje mi siłę. To opowieść o sprawczości, ale dziś pozwalam sobie również na to, by wrócić z podróży z niczym. Nie każda wyprawa musi zakończyć się kolekcją. Sukcesem jest już samo to, że mogę dać tym ludziom pracę i wesprzeć ich rzemiosło.

Zdarza się jednak, że rezygnuję z realizacji jakiegoś projektu, bo zwyczajnie mnie na niego nie stać. Potrafię to uczciwie skalkulować. Nigdy nie negocjuję cen rzemieślniczych komponentów, bo wiem, ile czasu, cierpliwości i energii kosztuje stworzenie każdej z tych rzeczy.

Jak powstaje biżuteria marki Orska? Połączenie tradycji i nowoczesności

Przywozisz prototypy do Polski i…

Obecnie koncentruję się na łączeniu tradycyjnego rzemiosła z nowoczesnymi technologiami. Wierzę, że te dwa obszary mogą się wzajemnie uzupełniać i wzmacniać. Chętnie sięgam po współczesne techniki, pozostawiając jednak ręczną pracę jako fundament każdego projektu.

Kiedy tworzyłam kolekcję w Peru, miałam okazję zobaczyć, jak niezwykle złożony i wieloetapowy jest proces powstawania tkaniny. Zaczyna się od wypasu alpak i pozyskania ich wełny, później następuje jej przędzenie. Następnie trzeba wyruszyć w góry, zebrać rośliny wykorzystywane do naturalnego barwienia i przygotować z nich pigmenty. Dopiero wtedy można farbować włókna i zasiąść do tkania. To jednak nie jest wyłącznie proces techniczny. Tkanina powstaje w konkretnym miejscu, w otoczeniu gór uznawanych za święte, pod opieką ich duchów i bóstw. Wzory, symbole i znaczenia są integralną częścią całego procesu, dzięki czemu zostają wpisane w samą strukturę materiału.

Później ta tkanina trafia do naszej pracowni jubilerskiej Orska w Poznaniu, gdzie otrzymuje zupełnie nowe życie. Przestaje być ponczem czy elementem tradycyjnego stroju, a staje się częścią biżuterii. Zmienia swoją funkcję i formę, ale zachowuje historię miejsca, ludzi i tradycji, z których się wywodzi.

Anna Orska, projektantka biżuterii, wielbicielka miejskiego jednośladu, miłośniczka podróży. Absolwentka APS w Poznaniu, dr hab. sztuk plastycznych, autorka tysięcy wzorów biżuterii. Nie podąża za trendem, tworzy rzeczy ponadczasowe. Jest założycielką i właścicielką marki biżuterii artystycznej Orska; orska.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE