Dziś ma premierę długo wyczekiwana, a zarazem – jak twierdzi sama autorka – ostatnia powieść Olgi Tokarczuk. „Świata jest za dużo” to licząca prawie 700 stron opowieść o losach ludzi przesiedlonych po II wojnie światowej na tereny Dolnego Śląska, Pomorza, Warmii i Mazur oraz o próbach odbudowywania tożsamości po katastrofie.
„Bomba. Krótkie życie bomby od początku było marne” – oto pierwsze zdania, które noblistka przeczytała podczas spotkania w Zamku Sarny na inauguracji Festiwalu Góry Literatury – i od razu zafascynowała nimi czytelników.
Narracja najnowszej książki prowadzona jest bowiem z perspektywy bomby i wiedzie nas przez styczniowe popołudnie 1945 roku. Spadając z samolotu, bomba obserwuje miasto w wojennej rzeczywistości – przysypane śniegiem dachy, ruiny, rzekę i kolejne eksplozje. To nietypowe otwarcie zapowiada charakterystyczny dla Tokarczuk sposób opowiadania, w którym głos otrzymują także ci, którzy zwykle pozostają poza centrum narracji:
„Urodzona gdzieś w dalekich fabrykach na wschodzie, wśród chłodu i brzydoty, w halach, gdzie w huku maszyn pracowali wygłodzeni niewolnicy, dorastała w wagonach pociągów i ciemnościach magazynów. Zobaczyła świat tylko raz tamtego dnia, w styczniowe popołudnie 1945 roku. Ujrzała go z góry, gdy otworzył się brzuch samolotu i gdy została wypchnięta w mroźne powietrze. To była zdumiewająco krótka inicjacja. Miasto z góry wyglądało na struchlałe ze strachu”
– Olga Tokarczuk, „Świata jest za dużo”
Podczas wydarzenia zaprezentowano również okładkę książki. Pisarka zwróciła uwagę, że nawiązuje ona stylistyką do plakatów z lat 40. XX wieku, korespondując z tematyką powieści.
Czytaj także: Olga Tokarczuk w wywiadzie dla „Zwierciadła”: „To zupełnie inny świat”
Jak zdradził Waldemar Popek, zastępca redaktora naczelnego Wydawnictwa Literackiego, którego nakładem ukazała się powieść, najnowsza pozycja zachowuje wszystkie najważniejsze cechy twórczości noblistki.
Czytelnicy znajdą w niej rozbudowaną narrację, liczne odniesienia literackie, połączenie wielkiej historii z losami jednostek oraz charakterystyczne dla autorki skupienie na detalach i mikroświatach.
Jednym z najważniejszych tematów książki jest powojenna fala migracji, wywołana zmianami granic oraz dramatyczną sytuacją milionów ludzi po zakończeniu II wojny światowej. Tokarczuk pokazuje te wydarzenia z perspektywy wykraczającej poza antropocentryczne spojrzenie, dzięki czemu znane fakty historyczne nabierają nowego znaczenia.
Czytaj także: Olga Tokarczuk: „Pierwszy raz w życiu brakuje mi słów, by nazwać to, co dzieje się wokół”
Kluczowym miejscem akcji jest bliski sercu autorki Dolny Śląsk. Ważną rolę odgrywają Wrocław i Wałbrzych, ale pojawiają się także mniejsze miejscowości regionu. Na tym jednak nie koniec – bohaterowie przemierzają również Lwów, Drohobycz, Triest oraz Buenos Aires. Akcja prowadzi czytelników wzdłuż Dniestru i Odry, przez góry i niziny, obejmując zarówno wydarzenia sprzed kilkudziesięciu i kilkuset lat, jak i współczesność.
Wydawnictwo Literackie określa „Świata jest za dużo” jako „powieść konstelacyjną i panoptykalną”, w której znalazło się wszystko to, za co czytelnicy cenią twórczość polskiej noblistki.
Według zapowiedzi jest to jednocześnie najbardziej osobista książka Tokarczuk. Dolny Śląsk staje się w niej sceną jednego z największych eksperymentów społecznych w historii Europy, jednak autorka wychodzi daleko poza granice regionu i Polski, opowiadając o doświadczeniu migracji, pamięci oraz historii w uniwersalnym wymiarze.
Waldemar Popek nie krył entuzjazmu wobec nowej publikacji.
– Noblistka napisała świetną, ważną, przejmująco aktualną powieść. Są tu bohaterowie, którzy zostaną w nas na długo, może na zawsze. Literatura do przeżywania, wielokrotnego czytania i interpretowania
– podkreślił.
Premiera powieści „Świata jest za dużo” odbyła się dzisiaj, 14 października nakładem Wydawnictwa Literackiego. Jest to pierwsza nowa powieść Olgi Tokarczuk od kilku lat i jedna z najbardziej wyczekiwanych premier literackich tej jesieni.
Czytaj także: Olga Tokarczuk zaskoczyła wyznaniem o sztucznej inteligencji. Noblistka ujawniła, że korzysta z AI przy pracy nad tekstem