fbpx

Przyjdzie kryska na Matyska: „Atlas chmur” – recenzja

Atlas chmur - recenzja
mat. prasowe

„Atlas chmur” jest pokręconą, pogmatwaną, wielowątkową opowieścią o tym, co w życiu najważniejsze.

Atlas chmur - recenzja
mat, prasowe/więcej w galerii

„Córko, – rzecze jej stary – Nie masz zbrodni bez kary” – tę myśl Adama Mickiewicza utrwaloną w balladzie „Lilije” przypomniałam sobie, oglądając „Atlas chmur”. Film, podobnie jak wchodzące również w tym tygodniu na ekrany polskich kin „Anna Karenina” i „Gangster”, ma swoje źródło w literaturze.

Bestseller Davida Mitchella w swej skomplikowanej, uchodzącej za niemożliwą do sfilmowania treści, przekazuje nam wiele ważnych prawd, między innymi tę, że każdy czyn ma swoje konsekwencje. Książkę wzięli na warsztat Lana i Andy Wachowscy (po zmianie płci przez Larry’ego, twórcy „Matriksa” nie są już braćmi) i mistrz Tom Tykwer (reżyser „Pachnidła” i „Biegnij, Lola, biegnij”). Nie zyskali poparcia wielkich wytwórni filmowych, ale w końcu udało się im zebrać 100 milionów dolarów i rozpoczęli prace nad swoją megaprodukcją.

– Ta historia wykracza poza granice wyznaczone przez rasę, płeć, miejsce i czas. Pokazuje, że natura ludzkości leży poza nimi. To zaintrygowało nas najbardziej podczas lektury książki i sprawiło, że zechcieliśmy napisać na jej podstawie scenariusz filmu – opowiadała Lana Wachowski.

Wyzwanie podjęły również gwiazdy: Tom Hanks, Halle Berry, Hugh Grant, Ben Whishaw, Hugo Weaving, Jim Sturgess, Doona Bae, Jim Broadbent i Susan Sarandon. Kto gra kogo, długo by opisywać. Bohaterowie pojawiają się w różnych wcieleniach w sześciu toczących się równolegle w filmie, bo nie w czasie, historiach. Mamy miszmasz akcji, historii i gatunków.

Oglądamy dziewiętnastowieczny dramat kostiumowy toczący się na wodzie i lądzie, melodramat gejowski z lat 30-tych dwudziestego wieku, thriller z lat 70-tych, w którym – wzorująca się na swoim ojcu – młoda dziennikarka odkrywa tajemniczy raport, oraz toczący się w naszych czasach film przygodowy, opowiadający losy starego pisarza, który po sukcesie książkowym, zamiast pławić się w glorii sławy, ląduje w domu starców, gdzie strzeże go siostra przypominająca Mildred Ratched, przełożoną z domu wariatów z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. To nie wszystko. W futurystycznym, totalitarnym Seulu żyje obdarzona urodą bez skazy Sonmi 451, grająca ją Doona Bae pojawia się również jako bogini (nie bogini) Somni 351 w pełnym okrucieństwa świecie, gdzie krwawy wódz niszczy osadę ludzi, którzy próbują odtworzyć życie na zniszczonej planecie.

Brawa dla charakteryzatorów, w życiu bym się nie domyśliła, że ten dzikus to Hugh Grant. Najlepszym przykładem ich majstersztyku jest Doona Bae, która gra również rudowłosą piękność i zaniedbaną, rozhisteryzowaną Meksykankę.

„Nasze byty nie są naszą wyłączną własnością. Od narodzin aż po grób jesteśmy powiązani z innymi ludźmi. Teraz i zawsze. Każda zbrodnia, jaką popełnimy i każde dobro wydadzą owoc w przyszłości” – mówi w roku 2144 Sonmi-451. „Atlas chmur” udowadnia nam to na każdym kroku. Te same osoby spotykają się w różnych wcieleniach, w różnych życiach. Czują, że skądś się znają. Często los sprawia, że mogą odpłacić pięknym za nadobne, często mogą dopełnić tego, czego nie zdążyły w innej historii.

Twórcy filmu trochę zbyt łopatologicznie i w przesłodzony sposób, przekazują nam ważne przesłanie: żebyśmy zważali na swoje czyny, na uczucia tych, którzy są wokół nas, zauważyli to, że nie jesteśmy żyjącymi tylko dla siebie jednostkami, że mamy wokół siebie bliskich, że najważniejsza jest miłość. Naiwne? Może i tak, ale prawdziwe.

Seans w kinie trwa 2 godz. 52 min. Dzięki elementom komediowym (np. świetny opis ucieczki z domu starców) i nieustannym zmianom tempa akcji, czas płynie szybko. Pomaga również muzyka, która spaja różne wątki. Warto jednak zaopatrzyć się w dużą kawę, colę lub jakiś inny dobry napój, przed tą podróżą po różnych życiach.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/VHtQT650zfg” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze