fbpx

Top of the Lake – inna bajka

top of the lake
kadr z filmu

Nowa Zelandia, sielska okolica Laketop. Dwunastoletnia Tui (Jacqueline Joe) w akcie desperacji wchodzi do lodowatej wody. Wyciągnięta z powrotem na ląd, okazuje się być w ciąży. Rozpoczyna się śledztwo w sprawie domniemanego gwałtu, ale Tui nagle znika, połknięta przez otulającą okolicę mgłę.
Młoda detektyw imieniem Robin (Elisabeth Moss), dręczona wspomnieniami dokonanego na niej przed laty gwałtu, za wszelką cenę chce odnaleźć Tui. Prowadzone raz z ramienia policji, a raz na własną rękę poszukiwania wiodą ją w stronę mrocznego podbrzusza Laketop.

To znany punkt wyjścia. Już w „Miasteczku Twin Peaks” morderstwo młodej dziewczyny było zaledwie czubkiem demonicznej góry lodowej, która wyrastała pośrodku tytułowej mieściny; natomiast w „Dochodzeniu” za podobną tragedią stały spiski na najwyższym szczeblu administracji Seattle. W tym pierwszym fabuła odrywała się od racjonalnej przyczynowo-skutkowości i uciekała w stronę marzeń i koszmarów; w tym drugim dostawaliśmy rasowy, mający silnie zarysowany kontekst społeczny kryminał. Stworzony przez Jane Campion i Gerarda Lee „Top of the Lake” znajduje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma serialami. Nie sięga po fantastykę, ale też trudno określić go mianem „realistycznego”. Intryga rozmywa się w dygresjach i niejasnych symbolach, a wszystko osnuwa senna aura.

Laketop wygląda jak miejsce z bajki. Nad stalowo błękitnymi wodami jeziora zalega mgła, wokół rozciągają się lasy, w zachmurzone niebo celują szczyty góry. Powietrze wydaje się zimne, ludzie chodzą w kurtkach lub przynajmniej w bluzach z kapturem, wszystko ma w sobie jakąś niezwykłą świeżość i przejrzystość. To raj, ale taki, z którego został wygnany Bóg, i w którym rządzi wąż. Wężem jest Matt Mitcham (charyzmatyczny Peter Mullan), facet o wyglądzie podstarzałego hipisa i władzy mafijnego bossa, szara eminencja Laketop i ojciec pokaźnej części tutejszych mieszkańców. Także zaginiona Tui jest jego córką.

Rozpisana na siedem odcinków historia rozwija się dość leniwie, meandruje i osiada czasem na mieliznach, aby niespodziewanie ścisnąć widza za serce nagłym zwrotem akcji. Nie wszystko się w finale wyjaśnia, ale to żadna wada – atmosfera tajemnicy, poczucie, że pod powierzchnią codzienności wciąż coś buzuje, stanowi jedną z największych zalet tego serialu. Drugą największą zaletą jest galeria nieoczywistych, świetnie napisanych i zagranych postaci: obciążonych przez przeszłość i zaplątanych w teraźniejszość. Do najciekawszych z nich należy niejaka GJ (Holly Hunter). Wyglądająca niczym stary indiański wódz i mówiąca głosem zdartym przez używki, jest mentorką grupy kobiet, które przyjechały do Laketop, aby ukoić zszargane nerwy.

Nie ma tu jednak miejsca na większe katharsis. Opowiadana z perspektywy kobiet historia pokazuje płcie uwikłane w pełne przemocy relacje. Ofiarami są tu głównie kobiety, ale z drugiej strony to właśnie kobieta zdaje się być odpowiedzialna za szaleństwo Matta Mitchama – regularnie przychodzi on na położony w lesie grób matki i okłada się pasem. To, jaka trauma stoi za tą masochistyczną rutyną i stanowi jedną z wielu tajemnic Laketop.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/YerIiHm-JtQ” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze