Ida Marszałek - Wszystkie jesteśmy Loiltami? Ekranizacja „Czytając Lolitę w Teheranie” stawia powieść Nabokova w świetle irańskiego reżimu [Recenzja]
00:00
Pierwszy raz „Lolitę” przeczytałam na wakacjach w Grecji. Kiedy piasek grzał mnie w plecy, a fale omiatały stopy, nad piękną językowo i ohydną znaczeniowo prozą Vladimira Nabokova czułam się co najmniej nieswojo. Doszłam do wniosku, że być może nie była to książka, którą powinnam spakować do walizki. Że okoliczności w chwili lektury również wpływają na siłę przekazu. Że nie powinnam czuć błogiego słońca, kiedy tam, po drugiej stronie, Lolita jest wykorzystywana w najpaskudniejszy sposób. Jeśli europejska plaża spłyca znaczenie tej powieści, to Teheran zdecydowanie je pogłębia. Losy irańskich kobiet, zatrważająco zbliżone do bohaterki Nabokova, splatają się w filmie „Czytając Lolitę w Teheranie”, na podstawie bestsellerowej autobiografii Azar Nafisi.
Film w reżyserii Erana Riklisa zaczyna się w 1979, kiedy pełna nadziei Azar (magnetyczna Golshifteh Farahani) wraca z emigracji do ukochanego kraju, który wraz z rewolucją islamską przechodzi gwałtowne zmiany polityczne. Na Uniwersytecie Teherańskim otrzymuje posadę wykładowczyni literatury angielskiej. Jest nauczycielką z powołania i ma konkretną misję: studentów i studentki zamierza zaznajomić z powieściami Henry'ego Jamesa i F. Scotta Fitzgeralda, skonfrontować ich przekonania z myślą zachodnią, poszerzyć perspektywy. Pierwsze oznaki, że jej misja jest z góry skazana na niepowodzenie, pojawiają się jeszcze na lotnisku. Strażnik wyjątkowo długo pochyla się nad bagażem Azar. Z obrzydzeniem wyciąga szminkę z kosmetyczki, kartkuje egzemplarz „Lolity”, jakby się zastanawiał, czy w ogóle zwrócić go właścicielce. Męża bohaterki, inżyniera budowlanego przepuszcza bez mrugnięcia okiem.
Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
W sali wykładowej też nie każdy jest chętny, by przyjąć wiedzę od kobiety. Zwłaszcza, gdy ta kobieta każe im czytać o bohaterkach takich jak Daisy Buchanan, niepokornych, zdradzających swojego męża. Kamera łapie twarze słuchaczy: kobiety z rozmarzeniem wpatrują się w Azar czytającą fragment „Wielkiego Gatsby’ego”, w oczach ich kolegów widać niepokój i gniew. Zachowania opisywane w książce nie mieszczą się w moralnych granicach męskiej części grupy. Kiedy zabierają głos, przypominają nie studentów, a kapłanów podczas kazania. Walczą o dominację nad nauczycielką, która jako kobieta, nie powinna mieć według nich władzy w żadnym pomieszczeniu. Zamiast rzucać wyzwanie swoim poglądom, woleliby klarowny podział na dobro i zło, bezpieczne prawdy objawione, wyuczone formułki. W religijnym reżimie nie ma miejsca na odwagę, nie ma miejsca na wątpliwości.
Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
Naciski, by wybrać tych „właściwych pisarzy” przychodzą także z władz uniwersyteckich. Swoboda myśli, która chwieje pielęgnowanym przez lata systemem, ściera się z panującą w klasie konserwatywną atmosferą. Czy ma szansę zwyciężyć? „Nieważne, co ci się podoba, wkrótce będziecie go [hidżab – przyp. red.] nosić obowiązkowo” – mówi student do swojej koleżanki z ławki, przypominając, do kogo tak naprawdę należy ostatnie słowo.
Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
Utrata wolności zaczyna się od czarnej chusty. Obowiązkowego nakrycia głowy w przestrzeni publicznej. Hijab przestaje być aktem wiary, w momencie, gdy zaczyna odbierać wiarę w lepsze jutro. Noszony z przymusu, dusi i przytłacza. Odbiera osobowość, wolę, prawo do własnego życia – tak samo jak Humbert zabiera je Lolicie. „Powieści nie są interpretacją naszego prywatnego życia” – mówi Azar, która nie zgadza się z narzuconym jej miejscem w społeczeństwie, jednak później musi przyznać, że powieści mówią o nas więcej niż sami chcemy przyznać. W 1981 roku, zaledwie trzy lata po rozpoczęciu pracy na uczelni, zostaje z niej wydalona, za odrzucenie nakrycia głowy. Teraz już nie może wyjść ze znajomym do kawiarni, nosić przy sobie amerykańskiej literatury. Może żyć jak Lolita, ale nie może czytać „Lolity”.
Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
„To oczywiste, że jesteśmy Lolitą. Wszystko, co robimy, kontrolują obleśni, starzy faceci” – mówi jedna z członkiń tajnego klubu książki, który zakłada Azar. To namiastka wolności, dla której co tydzień ryzykują życiem. Niektóre mówią swoim partnerom prawdę, niektóre kłamią swoim ojcom. Jedna idzie na spotkanie pomimo siniaków nabitych przez męża, inna nie dociera na zajęcia, przez chłostę wymierzoną za cudzołóstwo. Na spotkaniach zdejmują chusty, dyskutują, jedzą, śmieją się bez skrępowania, a nawet tańczą, na wzór bohaterek Jane Austen. Chciałabym poznać każdą z nich, niestety nawet długi metraż ma swoje ograniczenia. Mnogość dygresji i wielogłos postaci sprawia, że narracja „Czytając Lolitę w Teheranie” gubi wartki rytm. Wyrywkowa konstrukcja przesuwa nas w czasie, coraz głębiej w państwo kościelne, ale rezygnuje z potrzebnych szczegółów. Twórcy też wydają się zagubieni, a co najmniej niezdecydowani: czy lepiej pokazać nam archiwalne zdjęcia z protestów? A może lepiej przypatrzeć się rzeczywistości jednej z czytelniczek „Lolity”? Okrucieństw reżimu nie da się przeoczyć, ale wystarczy mrugnąć, by przegapić wątek jednej z bohaterek. W filmie Riklisa nie brak empatii, ale autentycznej nici porozumienia już tak.
Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
W miarę postępowania narracji, przesłanie tytułu „Czytając Lolitę w Teheranie” coraz bardziej się rozmywa. Poszczególne lektury, które wyznaczają filmowe rozdziały, tracą na wyrazistości. Są wspominane dla zasady, ale bez głębszego znaczenia. Filozoficzne rozważania nie wybrzmiewają, gdy podtyka się je pod nos. To, co w filmie Riklisa najbardziej daje do myślenia, to pytanie, które zadaje sobie bohaterka: zostać czy wyjechać? Zawalczyć o los kobiet, czy o własny los? A może to jedno i to samo? Nie ma tu dobrej lub złej odpowiedzi i tak jak przy lekturze „Wielkiego Gatsby’ego”, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Największą wartością jest to, że mamy do tego prawo.
Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
„Czytając Lolitę w Teheranie” można oglądać w polskich kinach od 19 marca.