Niepewność, obawy i chęć dowiedzenia się, na jakim etapie jest relacja, są naturalną częścią zbliżania się do drugiego człowieka. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy traktować te uczucia jak coś, czego należy się wstydzić. Dr Sabrina Romanoff tłumaczy, skąd bierze się ten sposób myślenia i jakie ma konsekwencje.
Wiele osób rozpoczynających nową relację stara się za wszelką cenę sprawiać wrażenie niezależnych i zdystansowanych. Nie chcą okazywać zbyt dużego zainteresowania, pierwsze nie proponują spotkań i powstrzymują się od pytań o przyszłość. Obawiają się, że jeśli pokażą, jak bardzo im zależy, zostaną uznane za zbyt emocjonalne albo nadmiernie zaangażowane.
Zdaniem dr Sabriny Romanoff takie podejście może jednak bardziej szkodzić niż pomagać. Psycholożka kliniczna wykształcona na Harvardzie uważa, że jedna z rzeczy najczęściej krytykowanych we współczesnym randkowaniu wcale nie świadczy o problemach. Przeciwnie, może być oznaką dojrzałości i gotowości do budowania bliskiej relacji.
W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się do przekazu, że atrakcyjna jest osoba, która wydaje się niewzruszona i nie potrzebuje nikogo do szczęścia. W mediach społecznościowych i aplikacjach randkowych łatwo natknąć się na rady, które zachęcają do zachowywania dystansu i ukrywania swoich emocji. Dr Romanoff zwraca uwagę, że w efekcie wiele osób zaczęło traktować otwartość jak słabość. Tymczasem trudno stworzyć prawdziwą bliskość z kimś, przed kim nie pokazujemy swoich uczuć.
Chęć rozwiania wątpliwości i dowiedzenia się, na czym stoimy w relacji, nie świadczy o desperacji. Według psycholożki z Harvardu często jest oznaką dojrzałości emocjonalnej. (Fot. Yana Iskayeva/Getty Images)
Jak podkreśla ekspertka, nowa relacja niemal zawsze budzi pewien niepokój. Może przypominać wcześniejsze doświadczenia związane z odrzuceniem albo rozczarowaniem. Dlatego potrzeba upewnienia się, że druga osoba jest zaangażowana, jest czymś całkowicie naturalnym.
„Chęć dowiedzenia się, na czym stoimy, oznacza po prostu, że ta relacja jest dla nas ważna” – tłumaczy psycholożka.
Według dr Romanoff potrzeba upewnienia się, że wszystko jest w porządku, nie ma nic wspólnego z desperacją. Świadczy raczej o tym, że traktujemy relację poważnie i chcemy o nią dbać. Różnica pojawia się wtedy, gdy żadna odpowiedź nie przynosi ukojenia, a potrzeba potwierdzania uczuć partnera staje się nieustanna. W takich sytuacjach problemem nie jest już sama relacja, lecz brak poczucia pewności w nas samych.
Psycholożka zauważa, że wiele osób zamiast zadać wprost ważne pytanie, próbuje uzyskać odpowiedź okrężną drogą. Wywołuje konflikty, obraża się albo celowo się wycofuje, licząc na reakcję partnera. Najczęściej stoi za tym jedna obawa. Czy naprawdę mu na mnie zależy? Takie zachowania mogą przynieść chwilową ulgę, ale zwykle nie rozwiązują problemu. Często wręcz prowadzą do kolejnych nieporozumień.
Udane relacje nie opierają się na domysłach i emocjonalnych grach. Znacznie większą wartość ma szczera rozmowa o swoich uczuciach i potrzebach. (Fot. 10'000 Hours/Getty Images)
Dr Romanoff przekonuje, że znacznie lepszym rozwiązaniem jest otwarte mówienie o swoich uczuciach. Jeśli coś budzi nasz niepokój, warto powiedzieć o tym spokojnie i bez oskarżeń. Można przyznać, że czujemy się niepewnie albo że brak kontaktu przez dłuższy czas wywołał w nas niepokój. Taka rozmowa daje drugiej osobie szansę, by zrozumieć nasze emocje i odpowiedzieć na nie w sposób, który pomoże rozwiać wątpliwości. Zdaniem ekspertki właśnie to jest jedną z najważniejszych oznak dojrzałości emocjonalnej.
„Nie ma nic silniejszego niż odwaga, by poprosić o to, czego potrzebujemy” – podsumowuje.
Prawdziwa siła nie polega wcale na udawaniu, że nic nas nie rusza. Polega na odwadze, by uczciwie powiedzieć, czego potrzebujemy i co czujemy.
Źródło: Sabrina Ramonoff, „Harvard-trained psychologist: Most people think this is a relationship red flag—it’s actually a sign of ‘emotional maturity’”, cnbc.com [dostęp: 24.06.2026]