Kupowanie ubrań z drugiej ręki online pozwala upolować świetne marki, dobre składy i niepowtarzalne rzeczy za ułamek ceny. Ale łatwo też trafić na podróbkę, błędny opis lub produkt, który na zdjęciu wyglądał zupełnie inaczej. O tym, jak nie dać się oszukać i na co zwracać uwagę przed kliknięciem „kup”, opowiadają trzy ekspertki związane z modą vintage i drugim obiegiem: Rozalia Chromińska, Klaudia Dam i Aleksandra Zawadzka. Wskazują najczęstsze pułapki, red flagi i pytania, które warto zadać osobie sprzedającej.
Moje rozmówczynie (informacje biograficzne ekspertek znajdziesz na dole artykułu) podkreślają, że to nie zawsze jest możliwe, ale – jak zaznacza Aleksandra Zawadzka – większość podróbek od razu da się rozpoznać. Jak dodaje:
– Na to, że dany produkt nie jest oryginalny, wskazują: słaba jakość uszycia, niechlujne wykonanie czy logo, co widać już na zdjęciach. Ważne jest też metka i informacje na niej zawarte, bo każda marka ma swoje wyznaczniki jakości. Sama na takich śledztwach związanych z oryginalnością ubrań z drugiego obiegu spędzam czasem cały wieczór, ale czerpię z tego ogromną przyjemność. Poza tym wolę nie kupować kota w worku.
Aleksandra Zawadzka (Fot. Łukasz Śliwa)
O metkach mówią również Rozalia Chromińska i Klaudia Dam.
– Zwracam uwagę przede wszystkim właśnie na metki, ale też sposób ich wszycia, kraj produkcji, sygnatury i oznaczenia znajdujące się na detalach, takich jak guziki, napy czy suwaki. Analizuję też sposób wykonania. Szwy, wykończenie i jakość materiałów mogą nam dużo podpowiedzieć. W przypadku zakupów od osoby fizycznej warto też dopytać o dowód zakupu czy certyfikat autentyczności, który często jest dodawany do produktów premium – wyjaśnia Rozalia.
Klaudia dodaje natomiast, że warto skorzystać z możliwości zapytania osoby sprzedającej o metki w wiadomości prywatnej – jeśli takiej informacji nie ma w ogłoszeniu.
– Jeśli dana osoba będzie unikać odpowiedzi i przesłania zdjęć, to najpewniej produkt jest nieoryginalny lub zdjęcia wykonało AI. Pomóc też może opcja wyszukiwania za pomocą grafiki w Google. Warto porównać zdjęcie z platformy sprzedażowej z oryginalnymi zdjęciami produktów – zwrócić uwagę na szwy – czy wszystko jest równo wszyte, nie strzępi się.
Moje kolejne pytanie dotyczyło tego, czy i jak można rozpoznać po zdjęciu materiał, z którego wykonano dane ubranie. To znów: nie jest najłatwiejsze, ale i nie niemożliwe. Jak wyjaśnia Klaudia:
– Przez lata pracy nabyłam już obycia z materiałami, sama też robię zdjęcia do swojego sklepu i najczęściej jestem w stanie ocenić, czy dana rzecz to np. jedwab, czy nie. Choć zdarzyła mi się jedna sytuacja, gdy kupowałam od sprzedającej ze świetnymi opiniami. W innych aukcjach miała wypisane składy, wymiary, zdjęcia metek, w tej jednej nie było. Zaryzykowałam, jednak po otwarciu paczki stało się jasne, że to nie jedwabna, a poliestrowa spódnica, poznałam to po samym dotyku.
Jak dodaje Rozalia:
– Moim zdaniem zdjęcie nigdy nie zastąpi możliwości obejrzenia i dotknięcia materiału „na żywo”. Oczywiście, znając się na tkaninach, można na zbliżeniach dostrzec pewne charakterystyczne cechy materiału, jednak nie polegałabym na tym w 100%. Zdarza się nawet, że skład podany na metce nie odpowiada temu w rzeczywistości, więc i osoba sprzedająca może wprowadzić nas w błąd – świadomie lub nie.
O tym, że rozpoznanie materiału wymaga wiedzy i obycia z materiałami, mówi też Ola i dodaje kilka wskazówek:
– Jeśli ktoś obiecuje nam jedwabną sukienkę, ale widzimy na zdjęciu, że materiał wygląda płasko i metalicznie, a zagniecenia są ostre jak brzytwa – to poliester. Skórzana torebka z idealnie symetrycznymi porami? Możemy spodziewać się plastiku.
Kolejna sprawa: dopytywać czy nie o informacje, których nam na zdjęciu czy w opisie brakuje? Ekspertki od kupowania i sprzedawania ubrań z drugiego obiegu mówią jasno – zdecydowanie warto zapytać. Jak zaznacza Ola:
– Gdy ktoś oznacza dany produkt jako „nowy z metką”, a nie dodaje dowodu zakupu czy zdjęcia metek, trzeba o to zapytać. Wielu sprzedawców lubi też korzystać z uogólnień, ukrywać informacje o domieszkach, a potem bywa, że sweter nie jest wełniany, a ma 15% wełny w składzie. Podkreślę też konieczność dopytania o wymiary – jeśli ktoś pisze, że sweter „jest idealny” na rozmiar S, ale na metce widnieje L – najpewniej produkt skurczył się w praniu. Warto też – kupując ubrania vintage – pamiętać, że przez lata zmieniają się tabele rozmiarów. I dawne M może mieć zupełnie inną szerokość w pasie niż dzisiejsze.
Jak dodaje Klaudia: – Dopytujmy też o plamki, dziury, czasem z daleka nie widać dokładnie materiału, zdjęcia są niewyraźne. To pomoże nam uniknąć sporów już po zakupie. To szczególnie ważne w przypadku ubrań „bez metki”, w stanie „bardzo dobrym”.
Klaudia Dam (Fot. archiwum prywatne)
A o jakie dodatkowe informacje prosi sprzedających Rozalia?
– Jeśli te informacje nie są podane w ogłoszeniu, zawsze dopytuję o skład materiału, dokładny stan rzeczy oraz ewentualne wady, które mogły nie zostać uwzględnione w opisie (w takim przypadku proszę o dodatkowe zdjęcia ze zbliżeniami). Często proszę także o wymiary, szczególnie gdy nie znam rozmiarówki danej marki lub modelu. Wiem, że pytania są uznawane przez niektórych sprzedających za uciążliwe, ale wychodzę z założenia, że warto podejmować takie zakupy świadomie – dzięki temu zwiększamy szansę, że dana rzecz rzeczywiście będzie nam służyć. W końcu chodzi tu przede wszystkim o dawanie tym ubraniom kolejnego życia.
Jak mówi Aleksandra Zawadzka, takie określenia jak powyżej, to typowe buzzwords, czyli słowa, które mogą oznaczać wszystko i nic.
- Scandi to może być i kwiecista bluzka z okrągłym kołnierzem, i jasnoniebieskie jeansy z prostą nogawką czy biała oversize’owa koszula albo longsleeve w paski. I każdy z tych produktów może się też jednak okazać ubraniem od marki ultra fast fashion. A jeśli chodzi o Skandynawię – rzeczy z Danii czy Szwecji mogą być świetnej jakości, ale i możemy stamtąd kupić poliester za krocie.
Rozalia Chromińska dodaje natomiast:
– Zauważyłam, że określenia takie jak „vintage” czy „Scandi” są często dodawane do tytułów ogłoszeń, aby zwiększyć zainteresowanie produktem i tym samym podnieść jego wartość. Nie uważam jednak, że same w sobie świadczą o lepszej jakości – jest to raczej chwyt marketingowy. Oczywiście, wiele rzeczy vintage czy produktów skandynawskich marek faktycznie wyróżnia się wysoką jakością, ale nie jest to reguła. Warto też pamiętać, że te określenia bywają nadużywane przez niektóre użytkowniczki i nie zawsze mają coś wspólnego z rzeczywistością.
Z kolei Klaudia Dam zwraca uwagę na określenie „vintage”:
– Zanim zapanowała moda na ubrania z drugiego obiegu, określenie „vintage” stosowało się wobec ubrań mających co najmniej 20 lat. Dzisiaj często nazywa się tak po prostu używane ubrania, nie ma więc pewności, że zawsze rzecz kupiona online będzie vintage w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Na platformach sprzedające często przyjmują taką strategię: oznaczają jako vintage coś, co nie ma metki lub miało taką z chińskich szwalni, ale została ona ucięta.
Klaudia dodaje też, że warto zwracać uwagę nie tylko na samo słowo „vintage”, ale i inne sformułowania, w których ono występuje:
– Niepokojące może być „love vintage”, zwłaszcza jeśli występuje obok kwiecistego stylu. To oznacza, że sprzedawca chce sprawiać wrażenie, że ma na sprzedaż coś cennego. Ale konkretów brak. Z drugiej strony, „true vintage” może wskazywać, że rzeczywiście mamy do czynienia ze starszą, cenną rzeczą.
Zwracajcie również uwagę na określenia „made in Italy”. Jak wyjaśnia Klaudia:
– Sama cenię i lubię niektóre włoskie marki, ale ostatnio jest wysyp chińskich produktów z doszytą metką „made in Italy”. Włoska produkcja kojarzyła się kiedyś z wyższą jakością, lepszym składem, więc ten sentyment jest wykorzystywany.
Klaudia dodaje również, że dobrze jest uważnie czytać nie tylko tytuły. W tytule może być np. „kaszmir”, a w opisie – „w dotyku JAK kaszmir”.
A na co zwraca uwagę Rozalia?
– Może nie na sformułowania, ale dla mnie dużym red flagiem jest na pewno wykorzystanie do ogłoszenia zdjęć z internetu zamiast realnych zdjęć produktu. Nie kupuję też od osób z negatywnymi opiniami. Green flag to z kolei dokładny opis, dobre zdjęcia i otwartość na pytania. Nie jest to reguła, ale zauważyłam, że konta z porządnie przygotowanymi (niekoniecznie długimi) ogłoszeniami często są mało problematyczne.
Rozalia Chromińska (Fot. Oliwia Sosińska/@oliwiasosinska)
Ola zwraca z kolei uwagę na konkrety. Jeśli są w ogłoszeniu – to dobrze prognozuje:
– Te konkrety to dokładny opis: skład z metki, wymiary na płasko, marka. Wzrost i rozmiar osoby na zdjęciu. Sama chętniej też kupuję ubranie z domu, w którym się nie pali. A co stanowi dla mnie red flag? Kwiecisty język i podkreślanie luksusowości, stanu idealnego ubrania, przy jednoczesnym wspomnieniu o maleńkich plamach, które na pewno zejdą w praniu. Wtedy zyskuję pewność, że tak nie będzie. Poza tym odrzucają mnie określenia „miły w dotyku”, ale brak informacji o składzie i lista tagów pełna wszystkich możliwych mikrotrendów.
No właśnie: jakie znaczenie mają pozytywne i negatywne opinie? Czy warto do nich przykładać większe znaczenie? Jak wyjaśnia Rozalia:
– Pewnie nigdy nie ma 100% pewności, ale dla mnie liczba pozytywnych ocen i opinii jest bardzo ważnym czynnikiem przy zakupie. Kupuję tylko od użytkowników, którzy mają pozytywne opinie i myślę, że między innymi dzięki temu nie miałam zbyt wielu nieprzyjemnych sytuacji podczas zakupów online. Dla mnie to jeden z głównych wyznaczników wiarygodności.
Podobnego zdania jest Ola:
– Pozytywne opinie zdecydowanie pomagają, dlatego zawsze przed zakupem warto sprawdzić profil sprzedawcy oraz zestawić ze sobą pozytywy i negatywy. Im więcej transakcji, im dłużej prowadzone konto, tym możemy być spokojniejsi.
Jak dodaje Klaudia:
– Nawet wśród tych pozytywnych opinii znajdzie się jedna-dwie negatywne. Dobrze jest je przeczytać i zobaczyć, co tam napisano. Na platformach sprzedażowych obowiązuje wzajemność i osoby boją się wystawiać opinie negatywne, żeby też takiej nie dostać. Jeśli więc ktoś już taką wystawił, to coś może być na rzeczy.
W tej kwestii moje rozmówczynie są zgodne: od kraju, z którego pochodzi osoba sprzedająca, jest jakość ubrań, które sprzedaje. Jak mówi Rozalia:
– Stosunkowo często zamawiam ubrania z Danii, bo bardzo lubię tamtejsze marki i styl. Zauważyłam, że Dunki nierzadko sprzedają rzeczy w dobrym stanie i w fajnych cenach, więc – zgodnie z moim doświadczeniem – zawsze chętnie je polecam. Nie powiedziałabym jednak, że jakieś narodowości są bardziej albo mniej godne zaufania. U mnie po prostu zakupy od Dunek zawsze były udane, ale traktuję to raczej jako własne doświadczenie, a nie jako regułę.
Skandynawię chwali też Klaudia – za dobry skład, wysoką jakość tkanin, ale podkreśla, że chodzi o konkretne produkty, marki, a nie cały region Europy. Ola dodaje również:
– Wszędzie są dobrzy sprzedawcy i ci koloryzujący rzeczywistość. Na pewno warto kupować z zagranicy, żeby poznawać lokalne marki i vintage z każdego zakątka świata.
Tu też ekspertki są zgodne. Najczęściej fałszowane są najbardziej znane marki. Te, które rozpoznaje każdy, nie tylko wielbicielka mody. Czyli np. Chanel, Dior, Gucci, Louis Vuitton, ale – jak dodaje Ola – rynek fake fashion jest tak gigantyczny, że kopiowane są i marki niszowe, jak Paloma Wool czy With Jéan. Klaudia zwraca natomiast uwagę, by sprawdzać numer seryjny produktów – każdy produkt ekskluzywny go ma.
Na platformach online nie tylko kupujemy, ale i sprzedajemy. Ola Zawadzka podkreśla, że – w dobie AI – warto pakowanie i wysyłanie paczki nagrać, zrobić zdjęcia. Choć będzie nas to kosztować trochę czasu, w ten sposób się zabezpieczymy.
Rozalia podkreśla natomiast, że:
– Warto po prostu jak najdokładniej opisać wszystko w ogłoszeniu – zrobić dobre zdjęcia z bliska i z daleka, a także pokazać ewentualne wady. Dzięki temu łatwiej będzie uniknąć późniejszego podważania stanu rzeczy przez kupującego. Zawsze też lepiej sprzedawać wyłącznie przez platformę i korzystać z jej bezpiecznych form płatności.
O tym, że ważna jest szczerość, mówi również Klaudia:
– Róbmy dokładne zdjęcia każdej wady, twórzmy opisy, nic nie ukrywajmy, a wtedy unikniemy zwrotów i innych nieprzyjemnych sytuacji.
Zapytałam również ekspertki o to, czy same doświadczyły jakichś nieprzyjemnych sytuacji z platformami sprzedażowymi. Klaudia, która przede wszystkim sprzedaje ubrania, mówi:
– Stawiam na szczerość i dokładność, więc mam mało takich sytuacji. Czasem zdarza się, że rzecz wraca do mnie np. pachnąca papierosami, zapewne kupiona na wesele czy inną okazję i zwrócona. A sprzedając ubrania z drugiego obiegu, nie mam zabezpieczenia w postaci: „po oderwaniu metki nie przyjmuję produktu”. Otrzymuję za to dużo pozytywnego feedbacku – najbardziej cieszy mnie, gdy klientka przychodzi do mojego sklepiku stacjonarnego na Nowym Bazarze Różyckiego w Warszawie w kupionym ode mnie ciuchu, mówiąc, że to jeden z jej ulubionych.
Przede wszystkim pozytywne doświadczenia ma również Rozalia:
– Na szczęście nie miałam zbyt wielu nieprzyjemnych sytuacji, jeśli chodzi o sprzedaż i zakupy online. Przyznam jednak, że nie jestem fanką, gdy sprzedający dorzucają do paczki gratisy. Zdarzało mi się dostawać rzeczy, których nie chciałam, np. zniszczone ubrania, które ktoś ewidentnie chciał po prostu wyrzucić albo inne drobiazgi typu figurki czy dziecięca torebka.
Miałam też miłe sytuacje. Kiedyś zamawiałam ubrania od pewnej Dunki i wcześniej pytałam o sukienkę z widoczną plamką, której ostatecznie nie kupiłam. Sprzedająca dorzuciła mi ją w paczce jako gratis, a mi udało się tę plamę bez problemu doprać – miałam szczęście! W tym przypadku wyjątkowo zaakceptowałam prezent, a nawet się z niego ucieszyłam.
Rozalia Chromińska, zaraża miłością do lumpeksów, mody vintage, pokazuje barwne stylizacje z drugiego obiegu i zabiera na wspólne wyprawy. Prowadzi sklep Wspominki na Nowym Bazarze Różyckiego w Warszawie oraz konto tu_rozalia na Instagramie. Arteterapeutka.
Klaudia Dam z „Garderobiany”, od 7 lat pracuje w branży odzieży używanej. Prowadziła swój sklep internetowy z ubraniami z drugiej ręki. Obecnie ma swój vintage shop „Garderobiana” na Nowym Bazarze Różyckiego w Warszawie. To sklep, w którym klimat cyrkowego karnawału, estrady i burleski czuć od wejścia, pełen wyjątkowych, nietuzinkowych ubrań i dodatków vintage. Klaudia tworzy również rękodzieło – haftowane broszki z wizerunkiem pupili „Pupillki”.
Aleksandra Zawadzka / @ola.zavi, dziennikarka mody i autorka książki „Moda Vintage” (wydawnictwo Słowne). Specjalistka w zakresie social mediów oraz strategii komunikacji, a także ekspertka i propagatorka idei drugiego obiegu. Z branżą mediową związana od kilkunastu lat. Doświadczenie zdobywała, pracując zarówno dla tytułów niezależnych, jak i luksusowych magazynów oraz największych portali internetowych. Prywatnie: herbaciara.